niedziela, 2 listopada 2014

Nic się nie stało

Nie, nie. Tytuł nie nawiązuje do mojej dotychczasowej absencji na blogu. Bo stało się na pewno. zniknęłam bez uprzedzenia w kwietniu i słowem nie napisałam dlaczego.
Trochę zadziałał w tej kwestii Antoś, uśmiercając Matce komputer, który dopiero teraz Matka odzyskała.
Ale tez trzeba było przemyśleć wiele spraw, poukładać sobie w głowie, zastanowić się jak ma wyglądać ten blog w przyszłości. I po co ma być.
Odpoczynek też był nam bardzo potrzebny.
Ale życie Bajek przez te pół roku toczyło się dalej. Jak to u Bajek dość żywiołowo o czym pisałam na naszej stronie na facebooku -->Bajki Sp ZOO.

Blog będzie się zmieniał. Pierwsze zmiany już są widoczne, lojalnie uprzedzam to nie koniec.
Bo bardzo zmienił się Antoś, Hania , nasza rodzina. Matka też wie, że nic nie jest dane raz na zawsze i blog będzie przyjmował bardziej osobistą formę pamiętnika, który mam nadzieję za kilka lat dzieci przeczytają jak swoisty list od Matki.

Ale jednak dziś chciałabym zastanowić się , czy faktycznie nic się nie stało.
Dzień dziś był wyjątkowo piękny, pewnie ostatni z takich tej jesieni więc postanowiliśmy go spędzić aktywnie.
Najpierw rolki, rower i deskorolki w naszej ukochanej Labie.






A wracając szatańska myśl, że to może ostatni moment przed zimą, żeby jeszcze dotknąć gór.
I Matka wrzuciła lewy kierunkowskaz , zamiast do domu kierując się do Jarnołtówka.
Krótki spacer między jesienną ferią barw i obowiązkowy punkt programu: połów ryb.
Mamy takie swoje ukochane łowisko w Pokrzywnej, gdzie góry dookoła i najlepsze pstrągi w okolicy. I dzieciaki uwielbiają łowić ryby z Tatą.
Więc o zmroku łowiliśmy ryby. Tym razem poszczędziło się Antosiowi, Hania niestety nic nie złowiła.



Z rybnym łupem udaliśmy się do smażalni na obiadokolację.
I Antoś , jak to Antoś, mimo upomnień wiercił się przy stole, żartował , żywo gestykulował.
I stłukł szklankę z sokiem.
Matka natychmiast wyszła z Antosiem, Tato ogarnął zniszczenia.
Antos przestraszony, zapłakany, z poczuciem winy.
Rozmawiamy.
Matka tłumaczy dlaczego się tak stało.
Uspokaja.
Ale w jednym jest nieugięta. Trzeba iść i przeprosić.
Antoś w panice, nie chce, boi się , że pani kelnerka będzie się gniewać.
Tłumaczę, że nawet jeśli to ma prawo. Ale jeśli się przyzna i przeprosi i zaproponuje pomoc w sprzątaniu gniew będzie znacznie mniejszy.
Po jakichś 10 minutach udało się uspokoić i idziemy  z przeprosinami.
Antoś smutny ale dzielny. Podchodzi, przeprasza za stłuczoną szklankę, mówi  że to jego wina bo się wygłupiał i prosi o ścierkę do wytarcia stołu.
A pani kelnerka uśmiecha się promieniście i mówi, że nic się nie stało.
Nosz jasna cholera!!!!

Identyczna sytuacja była jakiś czas temu w kawiarni gdy Antoś wylał kawę. Matka musiała wręcz stanowczo prosić kelnera o ścierkę, podkreślając że to jest dla niej ważne, a pół sali patrzyło na Matkę jak na największą jędzę po tej stronie globu.

Dokładnie to samo było gdy w bibliotece Matka na sekundę spuściła syna z oka i powybierał on kamyczki z wielkiej donicy. Matka kazała synowi natychmiast posprzątać , a pani pracująca w bibliotece, zgięta przy podłodze nad tymi kamykami zapewniała że absolutnie nie trzeba, bo to jej praca.
Czyżby???

Ja oczywiście rozumiem, że to taki zwrot grzecznościowy " nic się nie stało". Rozumiem też, że w zakres pracy obsługi lokali wchodzi i sprzątanie po niesfornych klientach. Pracowałam jako studentka w różnych punktach to pamiętam . Ale...
Nie, to nie jest tak , że praca pani bibliotekarki polega na sprzątaniu po rozwydrzonym bachorku, który zdemolował kwiatka. Przynajmniej nie powinna. Powinna pilnować go matka, a jeśli nie dała rady to matka z tym dzieckiem powinna posprzątać. Żeby dzieciak wiedział , że ludzka praca jest cenna i nie należy jej niszczyć
Kelner oczywiście pościera wylaną kawę, ale delikwent rozlewający powinien choć wykazać minimum skruchy i chęci pomocy.
Bo ja myślę, że mimo wszystko, mimo nastawienia " klient nasz pan" to jest kwestia kultury.
Nie jest łatwo dziecko nauczyć kultury. Każde.
Nie jest łatwo przepraszać. Każdemu.
Ale czasem trzeba.
A już w ogóle nie jest łatwo tego nauczyć dziecko z autyzmem.
Wyjaśnienie Antosiowi w smażalni ryb co się stało, dlaczego i co należny teraz zrobić zajęło mi 10 minut z długopisem i kartką w ręku.
I nie, nie jest tak, że nic się nie stało.
Doceniam dobre serduszko pani tam pracującej ale nie ułatwia sprawy. Takie sytuacje pokazują Antkowi, że można olać, można pójść dalej i do tego pokazują, że mam " ględzi" bez powodu, bo przecież pani się nie gniewa.
Nie musi się gniewać, to jasne.
Rozumiem, że widok skruszonego czterolatka może poruszać serce.
Ale może dać choć częściowo ponieść konsekwencje czynu mojemu dziecku.
Bo jeśli posprząta, pomoże posprzątać czy zapłaci ze swojego kieszonkowego za stłuczony słoik w sklepie to zapamięta , że sklep czy kawiarnia nie jest miejscem na wygłupy. Bo wiąże się to z poniesieniem konsekwencji bezpośrednio przez niego.
Rzecz dotyczy i drugiej strony. Rodzice też powinni się czasem zastanowić dokąd zmierzają.
Rozumiem permanentne zmęczenie i to, że można przywyknąć do zachowań własnego dziecka na tyle, że się go już nie dostrzega.
No rozumiem naprawdę.
Ale...tłumaczenie autyzmem dziecka, które nie jest pobudzone tylko z nudów w poczekalni przed zajęciami kopie sobie uroczo białą ścianę, jest słabe.
Autyzm, srautyzm chciało by się w tym momencie powiedzieć. A co to ma do rzeczy?
Jakby synuś z mamusią wzięli białą farbę i pomalowali ścianę to motoryka by u młodego została poćwiczona, a mama zrozumiała by że nic na świecie nie usprawiedliwia demolki.
Ja oczywiście zdaje sobie sprawę z tego,  że zdarza się że nasze dzieciaki z różnych powodów zachowują się bardzo niestandardowo i czasem wynikają z tego materialne konsekwencje ale zwykła przyzwoitość wymaga, żeby choć zapytać czy można jakoś naprawić szkodę.
Ciekawe czy mama z synkiem tak radośnie i beztrosko powitali by traktowanie w ten sposób ścian  w swoim domu.
Albo czy pani kelnerka chciałaby Antosia zaprosić do swojego domu?
Dziś Antoś ma 4 latka i wiele uchodzi mu płazem ze względu na wiek i śliczne niebieskie oczka. Za 10 lat w najlepszym wypadku spotka się z nieprzychylnymi pod jego adresem komentarzami.
A autyzm zmienia tutaj jedynie tyle, że trudniej nauka konwenansów przychodzi wobec czego trzeba i wcześniej zacząć i intensywniej ten trening prowadzić.
Bo taryfa ulgowa nawet jeśli jest ( kłóciłabym się) to niebawem zniknie.
Więc, nie, wcale się nic nie stało.
Stało się i proszę, błagam i zaklinam, dajcie i dzieciom szansę ponieść konsekwencje i spróbować naprawić wyrządzoną szkodę.
Dziś na szklance, z czasem na poważniejszych sprawach.


Synku, masz wredną matkę, ale może będziesz szanował czyjąś pracę czy mienie w przyszłości. Chciałabym. I żebyś Ty szanował, i żeby Twoją pracę szanowano. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...