piątek, 7 lutego 2014

Bratersko- siostrzana współpraca.

Od kilku dni obserwuję bardzo ciekawy proceder. Antoś docenił wartość pieniądza. Gmera w skarbonce i słoiku z miedziakami, wyciąga, liczy namiętnie. Póki majstrował przy miedziakach nic w tym zdrożnego nie widziałam, ba, nawet się cieszyłam , że dziecko liczyć zaczyna i to z efektami( dodawanie i odejmowanie w zakresie pięciu ma opanowane). Ale mały szubrawiec dobiera się do mojej torebki. Notorycznie podbiera mi z portfela pieniądze, co mnie doprowadza do szewskiej pasji bo moja torebka jest dla mnie jak szczoteczka do zębów. MOJA!!!!
Antoś więc w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób czyści mi finanse. I co z nimi robi???
Ano własnie nie chomikuje, nie oczekuje korzyści własnych! Skrupulatnie zasila zasoby skarbonkowe Panny Czepiak, dzięki czemu w tym tygodniu skarbonka zapełniła się po brzegi. Czepiak- regalista jak tylko dojrzy protestuje, nie wolno wyciągać mamie pieniędzy!!!!Ale nie zawsze widzi- taki to sprytny Antulek.

I wczoraj własnie nastąpiło przeliczanie czepiakowej skarbonki. Nieletni fan systemu oszczędzania został poinformowany o możliwości dokonania dowolnego zakupu w granicach lokaty oszczędnościowej.
I wtedy Czepiak podrapała się po główce, pomyślała i stwierdziła z wielką radością, że chce kupić Antosiowi autko. Mnie się oczka zaszkliły , bo dobre pół roku zbierała snując ambitne plany kucykowe, a nagle okazało się, że ważniejsza od kucykowych pragnień jest chęć zrobienia Antosiowi frajdy. Takie mam kochanego Czepiaczka.
A Czepiak jak to Czepiak , niecierpliwy jest więc zażądał by natychmiast po auto jechać. Antkowi jak wiadomo wiele razy słowa " auto " powtarzać nie trzeba, pomysł podchwycił w minutę. Tyle, że ze względu na późną porę wynegocjowałam , że Antek z Tatą zjedzą kolacje a baby pojadą na shoping:)

Przysięgam, żadna kobieta w salonie jubilerskim nie przeżywała takich dylematów jak Hanka w markecie na dziale z autami. Chyba ze sto ich obejrzała dokładnie dobierając kolory pod gusta Antosia.

I choć pora była naprawdę późna Antoś czekał, Hani pięknie za prezent podziękował, wycałował i odtańczył dziki taniec radości. Żaden to mercedes, nie, nie. Zwykły blaszak za 7 złotych, ale z serca dany to i Antoś z nim spał i rozstawać się nie chciał na chwilę:)

Dziś w Prodeste od razu pokazał p. Monice z dumą obwieszczając że Ania, że siostra, że auto i " z mamom". Oczywiście identyczną relację zdał Marlenie w szatni przedszkola. A potem grzecznie odłożył swoje autko do szafki w szatni i poszedł do swojej grupy. Zuch chłopak.
Gdy przyszłam po Antka popołudniu spodziewałam się, że relacja z dnia będzie...se taka. Po przerwie chorobowej Antoś miewa problemy z readaptacją, a i ostatnio ma nieco trudniejszy czas.
Nic takiego, p. Ania powiedziała że było całkiem fajnie, o niebo lepsza reakcja na powrót niż po świętach. A Antoś z dumą prezentował mi pieczątkę z kotkiem na swojej ręce- nagrodę za grzeczne zachowanie:)
I było by całkiem fajnie , gdyby w szatni nie wydarzył się DRAMAT. Od razu Antoś skierował się do swojej szafki do autko od siostry...a tu zonk. Auta nie ma. O matko i córko co się działo!!!
Nawet w okresie największej miłości do Złomka, gdy ten się gdzieś zagubił rozpacz nie była tak wielka. Łzy lały się jako grochy a Antoś w spazmach płakał  "Aniaaaaaa"( tu pragnę zasygnalizować postęp werbalny, już nie ' niania" ,ale ' Ania"- brakuje trudnej głoski 'h" i będzie perfekcyjnie!). Dzielnie szukał ze mną po całej szatni. Lecz nie było. Zadzwoniliśmy do Marleny na wywiad autowy- lecz nie, auto nie było wniesione do sali. Jechaliśmy po Hanię do przedszkola a Antoś rozpaczał. To nie był gniew, frustracja, złość. To był autentyczny żal i zawiedzenie. Na nic moje tłumaczenia, że widocznie jakiś chłopiec się pomylił i niechcący pożyczył. Żal narastał. W przedszkolu Hani rozpacz podwójna, bo Hania oczywiście popłakała się jak się dowiedziała o zgubie. Siała też defetyzm na potęgę sugerując, że autko było tak świetne, że ktoś na pewno zabrał i już nie odda(  nie ma to jak skromność u Czepiaczka).

Na nic rysowanie planu, że chłopiec jutro odda autko. Na nic tłumaczenie pożyczki. Rozpacz się szerzy...
A okoliczności ku rozpaczy umiarkowanie sprzyjające, bo zaraz z przedszkola jechaliśmy do Prababci, wszak dziś ma nie byle jaki jubileusz- 80 urodziny. I tak szedł Antoś ulicą, z bukietem kwiatów w rączkach i płakał. Podwójnie zresztą płakał, bo brak auta i prezentu dla babci. Eh, trochę nam jeszcze zejdzie nad instruktażem uroczystości, nijak kwiaty dla Antosia nie są prezentem. A bez prezentu urodziny są do bani...

I gdy Antoś osiągnął już czarną otchłań rozpaczy cichuteńko zakradła się Hania. Nachyliła się mi nad uchem i zapytała czy nie mogłabym jak już będą spali pojechać do sklepu i kupić Antosiowi takie same auto. Bo przecież nie wiadomo, czy chłopiec jutro odda, a jak nie odda to Antosiowi pęknie serduszko. I ona wie, że teraz jej skarbonka jest pusta, ale jak się zapełni to ona mi odda pieniążki za nowe auto. Bo przecież Antosiowi nie może być tak długo przykro...

Oczywiście pojechałam. Oczywiście zgrabnie to jutro rozegramy by rozpacz Antosia nie trwała już dłużej.
Ale jestem w szoku.
Pierwszy raz widziałam u Antosia tak silne emocje nie ze względu na samo auto( ma ich mnóstwo i to bardziej odjechanych w dizajnie), tylko ze względu na fakt podarowania, prezentu od bliskiej osoby.
Rozłożyła mnie kompletnie empatia i czułość Hanulki, nigdy wcześniej nie spodziewałabym się, że może tyle poświęcić z własnej woli dla brata.W sumie nie bardzo przypominam sobie, by była tak mocno zaangażowana w prezent dla kogokolwiek, jednak dotąd swoje potrzeby stawiała na pierwszym miejscu bijąc się z Antosiem na każdym kroku o " swoje".
Widzę, że ich relacje wkraczają w nowe stadium . Dalej się kłócą na potęgę- jak to rodzeństwo...Ale Antoś świata nie widzi ponad Hanię a Hania coraz częściej stara się zrozumieć Antosia, wczuć w jego myśli co przecież nie jest takie łatwe, bo komunikacja z Antosiem nie zawsze bywa łatwiutka. Ale oni mają swój język, migowo-mówiony oparty na minach, ruchach które interpretują wobec siebie bezbłędnie. I coraz częściej traktują się po partnersku, zaciera się bardzo powoli ta granica między Hanią- dostojnym już przedszkolaczkiem a Antosiem- nieporadnym berbeciem. Antoś jest starszy, więcej potrafi, więcej czuje i rozumie. Ale Hania też, jest w takim fajnym okresie bacznego przyglądania się innym i analizowania ich zachowań pod kątem jak ona by się czuła w danej sytuacji. Rok temu miałam ogromne wątpliwości czy teoria umysłu działa u Hani jak powinna. Dziś zastanawiam się czasami czy jak na 5,5 latkę Hania nie jest zbyt dojrzała emocjonalnie. Mądra,ciepła i wrażliwa dziewczynka. I wpatrzony w nią jak w obrazek braciszek.

Dziś miałam podły dzień, niefajna stłuczka samochodowa i awantura z mopsem podniosły mi ciśnienie. A jednak w bilansie zapisuje się tylko ten obrazek gdy Hania szepcze mi na ucho jak pomóc Antosiowi a Antoś sądząc, że nie widzę znowu mknie z dwuzłotówką do skarbonki Hani.
Fajne, współpracujące i myślące o sobie rodzeństwo.
Kto by pomyślał?


3 komentarze:

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...