środa, 22 stycznia 2014

Skupienie!!!


Oszalały te nasze dni i tygodnie. Oficjalnie wnioskuję o wykasowanie z kalendarza dwóch miesięcy: stycznia i września. Ilość spraw do załatwienia w tych dwóch miesiącach zdecydowanie mnie przerasta.  Bywa, że czuję, się jak Syzyf. Złożę wniosek o aktualizację SUO- wyrasta tysiąc i jeden perypetii z Miejskim Ośrodkiem Przeszkadzania Rodzinie( MOPR). Ot, takie sobie wczoraj , wcale nie wyjątkowy dzień w papierologii stosowanej, mimo, ze Blue Monday:

- na 8 Antoś do logopedy
- na 9.15 do przedszkola
- 9.30- odbiór nakrętek z drugiego końca miasta
-10.30 Prodeste- papierologia niezbędna
-11.00 MOPR
-11.30 poczta
- 11.40 pediatra celem wniosku do PFRON
-12.30 PFRON( dofinansowanie do turnusu- wniosek)
-13.30 Miejskie Centrum Świadczeń, celem decyzji o pomocy rządowej do świadczenia pielęgnacyjnego
- jeszcze tylko telefon do PCK w sprawie SUO
- jeszcze tylko wydrukować plakaty związane z akcją nakrętka
-14.30- odbiór Antośka z przedszkola
-15.00 odbiór Hani
- 15.30 Pan Piotr z odsieczą, matka gna na migowy
-15.50 matka wpada na świetlicę do Aspika Jaśka, co by marzenie dziecięcia spełnić i zabrać i jego na migowy
-16.05 wpadamy spóźnieni na migowy
-18.50 odwożę Jaśka
-19.15 matka język zarzuca na plecy i wpada do domu.

Wolne!!! A jużci! A dzieci obrobić trza wieczorową porą. A rolę z panną Hanną powtórzyć  i wszystkie piosenki i kolędy do jasełek prześpiewać bo przedstawienie dla babci w przedszkolu za pasem.
Zasnęły o 21 aniołeczki. Po prawdzie to jeden aniołeczek, bo Antoś aż nadto orzez matkę chwalony ostatnio zbiesił się i różki pokazuje dorodne. Narada z Gosią i Marleną on line, bo chłopaczek sobie aż nadto poczyna w przedszkolu od kilka dni...
Jeszcze tylko kurs na poczte całodobową paczki wysłać....
Więc chociaż jest o czym oisać to matka się wlecze nieprzytomnie po świecie, snu szukając na każdej ławeczce. A jak nie drzemie jak zając na miedzy pod gabinetem to miga, bo przecież materiał powtarzać trzeba a czas się skurczył.

Dziś też szaleństwo. Wieczorem wypełzamy z Prodeste na ostatnich nogach. To znaczy matka człapie ciężko bo dzieci po szaleństwach na korytarzu rozochocone. To już się rradycja zrobiła, że zawsze po zajęciach WWR dzieci szaleją z Aspikiem Jaśkiem i Monią( czekających na ich kolej na WWR) i innymi dziećmi. To w sumie jest ciekawe, bo w zwykle w szóstkę szaleją, zawsze jest jakieś nowe, nieznane nam dziecko i o dziwo dzieciom trzeba milisekundy by zawiązać grupę do zabawy. Dziś doczepiły sepacholęcia szaliki do spodni i udawały ogoniaste. Sztuk cztery. Jakby przy tym nie wydawali z siebie tak głośnych okrzyków radości to nawet by się ta mini terapia grupowa matce spodobała. Ale że darły się w niebogłosy to matkę czerep rozbolał.
Więc wychodzimy z Prodeste a Hanka śpiewa na cały regulator o maleńkiej miłości.
- Haniu, błagam, proszę i zaklinam...nie śpiewaj
- A gadać mogę?
- A musisz?
- Wolałabym
- Ale ja bym wolała, żeby przez chwileńkę było cicho bo mama się musi skupić...

Hanka przystanęła. Popatrzylam na mnie zdumiona...
- Ale mamoooo!Przecież idziemy do auta, to Ty sie do iścia musisz skupić?To kiepsko u Ciebie!
Przybieżeli do Betlejem pasterzęeeeeeeeee

I tak do samego domu zmieniała bity, same wigilijne.
Śnieg lekko poprószył to nawet się wpasowało. Tylko matce na tej gołoledzi zakręty tak mało po bożemu wychodziły....
Ech....niech już minie styczeń, to może się matce uda skupić i coś mądrzejszego napisać...

2 komentarze:

  1. Aj u nas też ten styczeń nie oszczędza, a w całym biegu zatrzymała nas jelitówka Mai, tak sobie myślę jak to teraz ogarnąć....

    OdpowiedzUsuń
  2. Styczeń chyba u wszystkich jakiś taki przechlapany.....

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...