niedziela, 1 grudnia 2013

Się toczy:)

A od poniedziałku , jak to mawia moja koleżanka bawiąca niemowlę ' kupki, zupki, dupki"- czyli zwykła codzienność. Zwykła? A Antosiem i Czepiakiem nic nigdy nie jest zwykłe!

Taki jestem przedszkolaczek!!! Pierwsza sesja z fotografem w przedszkolu zaliczona! Model Antoni może liczyć na kolejny kontrakt:)




Po  pierwsze to śnieg. Taki sobie zwykły śnieg spadł w poniedziałek. Jak to w Opolu długo nie poleżał , ale ta chwila wystarczyła by Antośka wbić w niemy zachwyt. I by się chłopina zmobilizował i w tym zachwycie powiedział " sneeee, sneeee".Pisałam już o tym na fejsie... Właśnie, kto pragnie regularnej porcji przygód Antosia tego zapraszam na Bajki sp ZOO, gdzie jak na matkę przystało względnie na bieżąco umieszcza newsy z życia ZOO.
No więc ze śniegiem mamy problem. Rzekłabym, że nawet poważny, a nawet egzystencjonalny. I taki światopoglądowy! Bo mały cwaniaczek jak tylko zobaczył śnieg zaczął się domagać Mikołaja!!!! Mea culpa! Sama sobie bicz ukręciłam tłumacząc Antulkowi, że Mikołaj przyniesie prezenty jak będzie śnieg. Na szybko w aucie tłumaczyłam Antosiowi za pomocą rysunków, że jednak musi być dużo śniegu żeby był Mikołaj i  że jeszcze 14 dni. Łyknął, policzył jak umiał na paluszkach i łyknął wersję wydarzeń. A matka ma w głowie wielką PANIKĘ!!! Bo śnieg w Opolu bywa, rzadko i na chwilę. Więc...czy ktoś z Pań lub Panów może nam pożyczyć agregat śnieżny na 6 grudnia????Tu się o wiarę w Mikołaja toczy sprawa!!!!!

A jak już odskrobaliśmy auto pojechaliśmy do naszej p. Ani, logopedki. I mimo, że to co tygodniowy rytuał było wyjątkowo. Bo oto nagle, pod niemal roku terapii z p. Anią, a praktycznie dwóch w sumie terapii logopedycznej Antek dorósł. Dorósł do prawdziwej terapii logopedycznej. Dopiero teraz jest gotowy na powtarzanie sylab,układanie buźki w odpowiedni sposób, na lustro logopedyczne, na gimnastyki buzi i języka. Za co jesteśmy bardzo wdzięczni naszej Pani ani niezmordowanej, bo przez rok stawała na rzęsach i osiągała Kilimandżaro kreatywności by treści logopedyczne w zabawie " w garaż " i " w dom" przemycić. Dla mnie niewiarygodne. Naprawdę nie sądziłam, że tak szybko uda nam się dojść do poziomu w którym Antoś chętnie będzie próbował powtarzać sylaby i budować słowa. Zwłaszcza, że przyprowadziłam przecież rok temu p. Ani dziecko z traumą logopedyczną, które jak widziało lub słyszało zwierzątka to było gotowe rozwalić sobie głowę o kaloryfer by tylko nie wałkować zwierzątek.
i jeszcze jedna nauczka dla nas. Niby to wiemy, ale takie sytuacje nam przypominają, że klucz do Antosia nie jest szablonowy, w pełni przewidywalny i od wzorca. Antoś rogatą ma duszę, sporo też różnych doświadczeń mimo młodego wieku i metody postępowania z Antkiem muszą być skrojone na miarę, dopasowane konkretnie do niego. Szablonik nie działa, wręcz przynosi straty.

We wtorek pognaliśmy do Prodeste na muzykoterapię. Matka miała żołądek pozwijany na supełek , bo była pewna że znowu będą protesty. Bo Antek, mimo, że ostatnio polubił muzykę i instrumenty to jednak muzykoterapii nie polubił. Nawet Pani Oli nadał pseudonim roboczy " Ola bleeee". Nie, nie tak w ogóle. Bo w ogóle to Antek p. Olę lubi, czysto towarzysko i w oderwaniu od szarej podłogi Prodeste nawet się z nią bawi i rechocze ze śmiechu. Ale " Ola bleee" i instrumenty to zło. Do zeszłego tygodnia, bo jak tylko wparował i zobaczył " Ola bleee" to zapomniał że ma mamę i siostrę i od razu zaczął się bawić na zajęciach. A my z Hanią  w sali obok odkryliśmy Aspika Jaśka z rodzinką i dzieciaki zaczęły wspólnie szaleć. W czym dużą zasługę miała Panna Czepiak, bo jakoś przed jej wkroczeniem towarzystwo Siutków było grzeczniutkie i spokojne a po....biegało w kółko i dziko się śmiało szerząc niemały zamęt w Prodeste. No i echo radar Antosia wyłapał te radosne dźwięki, pod pretekstem toalety zwiał z sali i jak zobaczył rozbrykane towarzystwo i jeszcze Angry Birdsy w użyciu to już " Ola bleee" mogła zapomnieć o ponownym zagonieniu do instrumentów. Na szczęście była to już końcówka zajęć i tak rebelia została zaakceptowana. Młodzieży rozsadzała śmiechem Pordeste jeszcze z dobre pół godziny a p. Ewa i Martyna- wolontariuszki pełniące pieczę na Siutkami zostały w pełni oblezione przez Czepiaka.

Patrzyłam jak ta żywa czwóreczka biega, szaleje, cieszy się sobą i nie mogłam się nadziwić. Na 4 dzieci w sali wszystkie mają mniej lub bardziej skopane relacje społeczne. No bo takie zaburzenie. A ja widziała 4 szczęśliwych, rozochoconych dzieciaków w niemałej różnicy wieku (3,4,5,8 lat)...które bawią się razem!!!
Ja wiem, że to tylko urywki, chwile takie...po 10 minutach towarzystwo rozlazło się w podgrupy i dziewczyny dalej szalały, zaś chłopcy ujawnili swoje pasje indywidualnie. Jaśko czytał książkę na sławetnej prodestańskiej kanapie a Antek wydzierał się do p. Martyny że to jego Angry Birds. " Mojeeeeeeeeeeee"....
Ale te chwile są fajne, naprawdę. I pokazują , że nasze dzieciaki naprawdę wiele potrafią.

Środa to kolejne zdziwienie. Wpadamy na terapię SI. Biorę się za rozbieranie Antka do zajęć. Mały patrzy na kolegę obok, który przebierał się w strój gimnastyczny....patrzy, patrzy i pyta " A ja?". Zatkało mnie. Pani Gosia zagoniła Antka do zajęć, ja wyszłam przed salę i ciężko sapałam. Cholera jasna! On ma rację!!!
Jakim cudem umknęło mi, że Antoś już nie jest dzisiusiem który w pieluszce ćwiczy nieporadnie na rękach rehabilitantki????? Z jednej strony cały czas pracujemy nad usamodzielnieniem Antka a z drugiej traktujemy go ciągle jak to samo dziecko które przyprowadziłam dwa lata temu pierwszy raz na zajęcia. Ato już trzylatek, przedszkolak, bez pieluchy, bez wózka, bez butelki. Nie wypada mu ćwiczyć w majteczkach. Pora na strój gimnastyczny. To był taki cios w głowę, jaki Antek już jest duży, potrzebny cios.Pora przestawić w głowie moje myślenie o Antku. Zarchiwizować obraz 13 miesięcznego dzidziusia na terapii. Zaktualizować dane. I wyciągnąć krótkie spodenki i koszulkę. To już przedszkolaczek!!!!!

Czwartek to Prodeste. A Prodeste to Prodeste. Godzina ładowania akumulatorów. Tu też zmiana. W tym tygodniu mieliśmy przekazanie nowej sekwencji do ćwiczeń w domu i w przedszkolu. I to są te jedne jedyne zajęcia w miesiącu których Antek nie lubi. A raczej ni lubił dotąd. Bo teraz rozpłaszczył się na podłodze i gestem arcyksięciunia podawał kończyny do masażu, grzeczny jak anioł!!!!
To zasługa Gosi i Marleny. To one odczarowały sekwencje robiąc je w przedszkolu.  Ja, głupia, od początku wprowadziłam sekwencje jako codzienny obowiązek, mus. A Antek to duch przekory, nie toleruje żadnego bata nad sobą. Więc sekwencje stymulacyjne nie raz i nie dwa razy odbywały się na zasadzie " siła razy gwałt" i masujemy tę kończynę którą uda nam się złapać. A Gosia i Marlena pokazały Antkowi , że to jest zabawa, że jest przyjemna i Antek dziś sam doprasza się masowania. Nie tylko w przedszkolu, w domu też. Zupełnie inaczej się pracuje bez wrzasków. I Antoś jest spokojniejszy i ja mniej znerwicowana. Takie cuda wyprawiają z nami nasze wolontariuszki kochane!!!

Pani Monika przebąknęła delikatnie , że to już rok prawie Antek z nią pracuje, że za jakiś czas pora na zmianę. Krew mi odpłynęła z wszystkich kończyn. Nie!!!! Nie zgadzam się!!! Może Antek jakoś przyszłą zmianę zaakceptuje. Ja nie!
Ja potrzebuję balkonu prodestańskiego zakraplanego moimi łzami ( o mateńko , ile razy ja się tam spłakałam ja bóbr). Ja potrzebuję cierpliwego tłumaczenia każdej strony medalu przez p. Monikę. Ja nie dam rady z kolejną zmianą , dużo ich przecież było wcześniej. Ja, żeby móc pomóc Antkowi i Hani muszę wszystko rozumieć, każdy punkcik, muszę mieć wytłumaczone jak chłop krowie na rowie. Ja wiem, że jestem trudny rodzic, absorbujący, wiecznie pytający. Ale ja sobie na razie nie dam rady bez wsparcia p. Moniki. Mowy nie ma!!!! Nie godzę się i już. A ponadto mam dodatkową kartę przetargową:)
Kto Antulka migowego zaczął uczyć migowego? Kto z nim miga? Kto nas mobilizuje ciągle do nowych gestów i dokładniejszego układania ręki? Kto nas na korytarzu odpytuje z gestów? I co? I teraz Antek się rozgada w migowym , będzie budował zdania wielokrotnie złożone . I co? I koniec? No przecież tak się nie da!!!! No jak?!!! Pani Moniko!!!!
Proszę mnie tu wakacjami nie straszyć , bo wbrew własnej naturze będę stała pod blokiem i śnieg zaklinała. Bo mam teraz podwójną motywację!!!1 Jestem za wiecznym zlodowaceniem!!!!!

Czwartek to był tez dzień rur. A w zasadzie w czwartek rury się zaczęły i trwają nadal. Bo w czwartek raniutko antek obejrzał któryś tam z kolei odcinek ukochanego " Ciekawskiego Georga", tym razem o powodzi w mieszkaniu i hydrauliku. No i Antek generalizować próbuje ( a właśnie Pani Moniko, śmiem dyskretnie zauważyć, że pojęcie generalizacji to ja wreszcie załapała tylko dzięki Pani, więc proszę mi szansy na dalszy rozwój nie odbierać). Chodzi, rozgląda się i rury pokazuje opowiadając po kolei , że małpka, że pan i że naprawić trzeba. I pokazuje jak kluczem francuskim trzeba dokręcać. I Antek śledzi drogę wody. Od zaworu do kranu. Z tej fascynacji migusiem gest " woda " opanował. I pokazuje, że " pan" jest fajny, i bawi się w hydraulika. Tylko czekać aż zaleje dom jak Ciekawski George:)


W piątek Przedszkolaczek bawił się z przedszkolu z Panią Nutką. Pani Nutka to takie wielkie i kolorowe ptaszysko, którym zarządza pani Ewa, muzykoterapeutka i arteterapeutka grupy Antosia w przedszkolu. To one wespół przekonały już jakiś czas temu Antosia , że muzyka wcale ni musi boleć a tańczenie jest fajne. Z p. Ewą miałam urocze spotkanie. Siedzę kiedyś u Pani dyrektor przedszkola, rozmawiamy o subwencji i innych śmiertelnie poważnych kwestiach gdy nagle drzwi sie z impetem otwierają i wpada mała kobieta z wielką torbą. I w takim wielkim podescytowaniu nawija do pani dyrektor " nie uwierzysz, mały autysta mi się rozpłynął!!!Normalnie się rozpłynął!!! Położył mi się na kolanach, Pani Nutka go masowała a on pomrukiwał w zadowoleniu i prawie zasnął z uśmiechem na twarzy. Ale odjazd!!!!!".
Pani dyrektor ma konsternację na twarzy, ja próbuję namierzyć moją szczękę na podłodze. Pani dyrektor wstaje i wskazuje ręką na mnie " To jest właśnie mama Antosia...". Pani Ewa zamiera na chwilę...
Ja wstaję " Malgorzata Dziew...Cholera, jak Pani to zrobiła"- wyrwało mi się, ale szok był ogromny więc nie skontrolowałam moich odruchów nietaktu. Pani Ewa wybuchnęła gromkim śmiechem i wyciągnęła z z torby Panią Nutkę. Najbardziej jaskrawą papugę jaką kiedykolwiek widziałam. Tym bardziej patrzyłam się zdumiona na rękę Pani Ewy i zachodziła w łeb jakim cudem Antek czegoś tak krzykliwego się nie wystraszył i jeszcze dał sie dotknąć???!!! To pacynka- powiedziała Pani Ewa...
Pacynka!!!
Wszystko jasne!!!
Od pół roku Antek przeżywa dziką fascynację pacynkami a ja biegam po lumpeksach i co rusz dokupuję asortyment. Bawimy się więc już w rybkę, myszkę, kaczkę, lwa, lekarza, krowę żabkę....
Tak, kolorowa papuga na pewno zrobiła wrażenie i tak Pani Ewa kupiła sobie Antka i powoli oswajała go z dźwiękami.
Cóż...najdziwniejszy pomysł bywa najskuteczniejszym jeśli chodzi o Antka.
Więc w piątek Antek romansował z Panią Nutką a po przedszkolu mi o tym opowiedział. To jest dopiero magia. Dziecko - jakby nie było formalnie nie mówiące- opowiada mi co fajnego robiło w przedszkolu, gdy chwilę później złotousta Panna Hanna, dziewczynka mająca taki zasób słów że nawet ja się dziwię( a milczkiem nie jestem) odpowiada jak codziennie od trzech lat , że w przedszkolu było fajnie i mam już jej dać spokój z tym pytaniem....
Hm.....No można i tak...

A po przedszkolu pojechaliśmy do Jaśka i Moni w odwiedziny. Jako, że matce się pierwotnie wszystko z tą telewizją pokiełbasiło i oczywiście najpierw zaklepała opiekę u dzieci nie na ten piątek co trzeba u mamy Jasia i Moni...
Słowo się rzekło, dzieci czekały ( niezależnie od pokićkanego kalendarza matki) i wizyta odbyć się musiała.
I znów się matka zdziwiła. To, że Antek od kilku tygodni jest Pierwszym Kontruktorem Rzeczypospilitej to matka wiedziała. W końcu trzęsie się na sam widok znaczka LEGO DUPLO. Z tegoż powodu list do świętego Mikołaja został wzbogacony o niezbędny, klockowy element, a babcie postanowiły ulżyć trochę biednemu Mikołajowi i wysznupać na allegro zestawik dla młodego( swoją drogą to skandal żeby kawałki plastiku kosztowały tule co dwie wsie i młyn!!!!!!!!!).
Ale że Antek dorwawszy się do niemałych zapasów klockowych Jaśka spędzi trzy godziny w spokoju i opanowaniu w obcym domu na zabawie to bym nie uwierzyła , jakbym nie zobaczyła!!!! Składał, układał, jeździł, karmił plastikowe zwierzątka , zapraszał Monię i Jaśka do zabawy....
No bajka!!!!!
Matka postanowiła sprzedać nerkę i wysznupać na allegro jakieś używane zestawy dla młodego konstruktora( bo używane to kosztują tylko jedną wieś i pół młyna).  i kuc żelazo póki gorące. Póki zabawa tematyczna klockami trwa!!!!!!

I taki to tydzień nam minął. Zwykły, prawda?



2 komentarze:

  1. No, tak, prawie nic się u Was nie dzieje.
    Po prostu luzik :-)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...