wtorek, 31 grudnia 2013

Rybka lubi pływać.

Na życzenia świąteczne nie zdążyłam wpaść na bloga- taki był harmider. To chociaż opiszę co to się w te Święta działo i może na noworoczne zdążę:)

Przed Świętami dzieci dla odmiany...chorowały. A potem ...chorowały. A jak miały chwilową ( oj naprawdę krótką) przerwę w chorowaniu to nasza prababcia miała operację i trzeba to było wszystko jakoś logistycznie zgrać ze Świętami. Jako, że prababcia to opoka Świąt i zawsze ona przygotowywała świąteczne smakołyki trzeba było w tym roku rozdzielić zadania. i matce między innymi przypadła kwestia rybna. Nie, nie przyrządzenie, prababcia doskonale wie, że gdyby matka miała przygotować rybkę w galarecie był by to co najwyżej karp zalany galaretką Winiary:D
Ale matka miała nabyć odpowiednie ryby. I było to zadanie trudne.
Albowiem matka ma traumę karpia. Matka za czasów pacholęcia gadała do merdających płetwą w wannie, polewała ich wodą, zaprzyjaźniała się z karpikami. I potem matka- dziecię jeszcze nieopierzone, zobaczyła jak babcia idzie do łazienki z pałką do ziemniaków i nożem ...i potem zrobiło się czerwono. I matka płakała. I od 20 lat karpia nie je, ni nie kupuje ni nawet tej pierońskiej tradycji nie popiera. Więc się matce słabo zrobiło jak matka te karpie miała kupić.
Na szczęście Adaś, matki kolega z bloga łyżka-widelec-nożyczki zadzwonił i powiedział że ma dla nas talon ( ha, ha , jak w czasach matki wczesnego dzieciństwa) na karpia i czy chcę. Po konsultacji z teściową okazało się że chcę i to bardzo i pobiegłam po ryby. Tylko zamiast ślicznie pokrojonych dzwonków były żywe, merdające ogonem  łypiące na mnie okiem. Już matka myślała, że nie da rady, że prababcia się jednak smakiem po karpiu obejdzie ale matka pomyślała o tej wannie  i dzieciach. Wróciła się po wiaderko i zabrała trzech przedstawicieli karpiowego rodu.
I mimo, że matka wiedziała co karpie czeka był to pomysł dla dzieci wspaniały.

Antulek oszalał na punkcie ryby, wyginał rączkę w geście " ryba" z prędkością światła. Hani tez się podobały, głaskała je po łusce. Dzieci bawiły się z płetwiastymi, karmiły je chlebem a nawet Antulek chciał nieborakom pomóc, bo skoro są w wannie to trzeba je namydlić i umyć.







Tyle, że ryby czekał taki los jaki czekał i z wanny zniknąć musiały. O ile Hani bez problemu wytłumaczyłam kwestie rybołówstwa na przestrzeni wieków a tyle z Antkiem takich szans nie było.A przynajmniej tak z góry założyłam.  Doskonale wiedziałam, że byłaby straszna histeria gdy okazało się że ryby nie żyją i w najlepszy wypadku Antek z uporem maniaka kazał by nam ryby poskładać w jeden pływający kawałek i naprawić.
Rodzice więc wymyślili bzdurę absolutną, jedną z tych którą wciska się dzieciom gdy się nie ma odwagi powiedzieć prawdy a coś powiedzieć trzeba...Otóż Antek od wielu tygodni  fascynuje się rurami i hydrauliką na skutek jednego z odcinków " Ciekawskiego Georga", któremu to podczas zabawy w wannie gumowa kaczuszka uciekła wraz z wodą odpływem od wanny. I takiż kit pocisnęliśmy Antulkowi gdy następnego dnia wszedł od razu do łazienki prababci i szukał ryb. No i nas za głupotę pokarało!!!!
Naturalnie Antoni natychmiast pokazał rury, zawory i domagał się wezwania pana od naprawy by a) rury przepchać b) ryby uwolnić. Oj strasznie płakał, że ryby są w rurach i trzeba je wypuścić. No cóż, kłamstwo ma krótkie nóżki. Ale matka oczywiście nie powiedziała w wigilijny wieczór dziecku prawdy, a skądże ! postanowiła brnąć dalej w głupocie i wymyśliła , że pan nam nie może pomóc bo ryby już popłynęły rurami aż do stawu i teraz pływają sobie w jeziorze, daleko, daleko...
No to Antek w mig przyniósł buty i kurtkę i pokazał że trzeba iść szukać. No super!!!!
Akurat pora była zasiadać do Wigilii. Jakoś udało się odwrócić uwagę, że nieeeeee, no jak? Przecież zaraz będą prezenty to jak iść szukać ryb. i faktycznie wydawało się , że jakoś nam się upiekło.
Aha, a gdzież tam!!!!
Dokładnie co 10 minut Antek pokazywał, że musi skorzystać z toalety A po wejściu zaczynał się ten sam schemat ; ryba, rura, zawód, woda, szukać i pływać. I tak przez bite 4 dni, co 10 minut!!!!
Oszaleć można!!!
Ale sami sobie winni jesteśmy. Pocisnęliśmy dziecku bzdurę na resorach z góry zakładając, że prawdy nie ogarnie to mieliśmy za swoje. A jeszcze przy tym zapomnieliśmy jak szybko w autyzmie utrwalają się schematy i fiksacje i jak potrafi to być dokuczliwe dla dziecka i otoczenia. Matka naturalnie karpia przy stole nie tknęła, dzieci też. Prababcia mówiła , że pyszny. Mnie tam ościami wychodzi w z każdego boku i mam traumę karpiową jeszcze silniejszą niż 20 lat temu.

Ostatecznie kryzys został zażegnany po obietnicy , że kupimy Antkowi rybkę i wstawimy do pokoju. Ja jeszcze nie wiem jak wytłumaczyć, że to będzie co najwyżej bojownik w małej kuli a nie karp pływający w wannie( jakiej wannie?! my brodzik prysznicowy mamy!!!). Ale słowo się rzekło ryba niebawem będzie.
W końcu jak Bajki spółka ZOO to ZOO. A prawdziwe ZOO szczyci się wieloma gatunkami:D

I tak np w ramach samopomocy koleżeńskiej przygarnęliśmy pod dach Kefira- chomika przecudnej urody, który zawładnął sercem dzieci okrutnie:) Dzieci na punkcie chomika totalnie sfiksowały, żeby tylko dzieci:D Nawet Antosiowy Tatko, z wszystkich zwierząt domowych szanujący jedynie labradory i golden retrivery na punkcie Kefira stracił głowę. Dość powiedzieć, że gdy prawowita właścicielka chomika, Patrycja zadzwoniła by uzgodnić termin obioru gryzońka w słuchawce słychać było tylko ogromny płacz Antosia. I tak, następnego dnia Kefir został odebrany z przytuliska Bajki, ale dzięki cioci Patrycji zamieszkało z nami niemowlę. Chomicze niemowlę, które zostało ochrzczone Krecik( jak się okaże że to jednak jest Krecia to dopiero będzie się działo).




A jakie jeszcze były święta? Takie jaki być powinny, spokojne, z ukochanymi Dziadkami, trafionymi prezentami i wizytą w żywej szopce w Szczepanowicach. Były momenty w których naturalny harmider Antosia przerastał, wtedy albo przyjmował pozycję " na leniwca" i mentalnie się odcinał na chwilę, albo wychodził do drugiego pokoju, zamykał drzwi i wyciszał, by po chwili wrócić radosnym i skorym do zabawy. W pierwszy dzień świąt Hania rozłożyła się chorobowo, ale i tak mamy ogromny progres bo tym razem nie została podana 13 tradycyjna potrawa wigilijna - inhalator. Dzieci wlazły Dziadkowi na głowę, okręciły babcię dookoła paluszków, wyściskały i wycałowały. Takie...normalne święta:)













4 komentarze:

  1. Antek łowiący karpie wygląda bosko!
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego dla całej Waszej piątki:)

      Usuń
  2. ale dużo zdjęć! super- przynajmniej wiem na bieżąco- co u Was słychać i jak wyglądacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyglądamy ciągle tak samo, dzieciaki ucieszyne a matka w amoku:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...