sobota, 7 grudnia 2013

Mikołajkowo
















Zaczęło się już wczoraj. Gdy przygotowywaliśmy pierniczki i mleko dla Mikołaja w Czepiaka wstąpił Grinch. Palnęła przemowę, że Mikołaj nie przyjdzie bo jest umarły i z nieba nie da się przynieść prezentów...No nie powiem, rąbnęło mnie nieźle. Pamiętam, że ja miała znacznie więcej lat niż 5 gdy mama mi w kuchni ( mam oczywiście scenkę do dziś przed oczami) powiedziała że Mikołaj nie istnieje. Nienawidziłam wówczas całego świata, a  na mamę i Mikołaja jeszcze wiele dni pomstowałam.
A tu smarkata, lat 5 i kawałek z uśmiechem na twarzy informuje swojego wyczekującego prezentów braciszka, że nie , nie przyjdzie, bo umarły. No to możecie sobie tylko wyobrazić jak lamentował Antulek. Jakoś udało się sytuację załagodzić i poszły spać. Rano minkę Czepiak miał nietęgą gdy zobaczył brak pierniczków, upite mleko i po jednym prezencie na pościeli.
Ziarno niepokoju zostało zasiane!!!
A w przedszkolu u Czepiaka oczywiście był Mikołaj i na szczęście zburzyło jej to światopogląd o " umarłym". A przynajmniej częściowo, bo choć Mikołaj był fajny i długo się z dziećmi bawił to po przedszkolu Hanka palnęła tyradę, że już wszystko wie!!!
Mikołaj owszem, jest umarły, ale...jak powszechnie wiadomo jak się nie żyje to jest się duchem i to właśnie duch Mikołaja przyleciał z nieba, był głodny( bo w niebie nie ma slodyczy) to sobie zjadł i chcąć się odwdzięczyć dał prezent ( ze sklepu zabawkowego, jak Casper). Super. Logika Czepiakowa!!! Połączyła Wszystkich Świętych z Dziadami i Mikołajem. To się nazywa eklektyzm.

Na szczęście Antoniemu owa logika jest obca i prostu cieszył się prezentem. A tym pościelowym był wyczekiwany od kilku miesięcy plecak z Zygzakiem. Pękałam z dumy gdy szedł do przedszkola z plecaczkiem, i wszystkie swoje autka- te które zawsze miał w dłoniach i notorycznie upuszczał - miał pięknie zapakowane w plecaczek. Zuch chłopak!!!

A w przedszkolu u Antka oczywiście tez był Mikołaj. Choć nie, w zasadzie to...było ich trzech. Antoni został oddelegowany do otworzenia drzwi od sali i kiedy wszedł Mikołaj i dwóch pomocników( w czerwonych szatkach) popatrzył ze zdumieniem na Gosię i w kompletnym szoku zapytał " tsi????" uruchamiając trzy paluszki w dłoni.


Na kolana Mikołajowi Antoś wszedł na chwilkę, i od razu zlazł wrzucając wsteczny bieg do Gosi. Zawstydzony był bardzo. Ale prezent zabrał z wielką radością.





 I prezent spodobał mu się bardzo, tak bardzo , że do końca pobytu nie rozstawał się już z ciastolinowym autem i nawet na drzemce spał z autem.
Dla Antosia to było duże przeżycie, choć znam tylko z relacji Gosi, nagranego przez nią filmiku( jak Tatko będzie miał chwilę to przytnie stosowne kawałki) i opowiadania p. Ani wiem, że to było COŚ. Gdy przyszłam od razu pokazał mi prezent( tak , moje dziecko się chwali, pochwalił się mnie i kolegom z grupy), OPOWIEDZIAŁ(!!!) i cały był w pąsach. Od Gosi wiem , że to była też ogromna porcja bodźców, jednak niemały harmider, duża sala, połączone grupy...w połowie imprezy Antek sam poprosił Gosię by pójść do " ich " sali. No jednak pomimo ogromnej otwartości, wyczekiwania Mikołaja  i wielkiej frajdy z atrakcji to nadal jest dziecko z autyzmem, dla którego taka dawka bodźców jest ogromnym wysiłkiem.

Tym bardziej trafiony był pomysł Dziewczyn. Dziewczyn, czyli Gosi i Marleny, naszych wolontariuszek, 5 i 6 domownika. Dziewcztny już kilka dni temu rozczułiły mnie ogromnie i rozłożyły na łopatki...bo postanowiły pomóc świetemu Mikolajowi w obdarowywaniu dzieci. Po pierwsze to dla mnie szok, że i w ogóle wpadlo do głowy kombinowac prezenty dla dzieci. To one tyle dla nas robią, że my powinniśmy obsypywac je prezentami. Więc oczywiście protestowałam. Ba, udałam się do instancji wyżej, p. Moniki, ale zostałam " zgaszona " w sekundę, słusznie zresztą bo " czy mogę im zabronić okazywania uczuć???". Nie mogę...i nie chcę. Zwłaszcza , że Dziewczyny wymyśliły taaaaakie prezenty!!! I to nie dla Antka, dla Hani też!Dziewczyny, jak to psycholożki , poczytały w pragnieniach dzieci i moich myślach i postanowiły dzieciakom dać po ptaszysku. Angry Birds!!!! Nasza aktualna fascynacja( prawie całej rodziny, tylko Tatko się dotąd opanował). I wyobrażacie sobie, że one poświeciły wczorajszy wieczór latając po Tesco żeby młodym sprawić radość???????
Ale to nie koniec, nie, nie. Gosia przytachała strój świętego i słusznie zauważyła, że jak się Tatko przebierze to przecież Antek się w sekundę połapie( wybacz synu, mam nadzieję, że trafisz tu na bloga gdy już nie będziesz wierzył w Laponię i renifery). I tak Gosia została Mikołajem a Marlena Dzielnym pomocnikiem.

Akrobacji było trochę by...ten no...utrzymać wiarę w świętego...Ale gdy Mikołaj wszedł do naszego  Antka zamurowało.Hania zaś od razu włączyła tryb " Grinch" i poinformowała mnie , że to nie jest żaden Mikołaj tylko Gosia! na ucho szeptałam , że jednak Mikołaj. "To czemu ma moją czapkę???????"Wrrrrr!!!
Cóż, nie było czasu na siłę przekonywania, syknęłam więc do ucha" A prezenty chcesz?". Chciała. " To ani słowa o tym Antkowi". Tak, wiem , niemoralne, i w ogóle fuj...ale skuteczne:)
Więc Grinch przełączył się na tryb " wstydzę się szalenie" i za nic nie chciał zaśpiewać piosenki. Antoś zaś był tak oszołomiony, że z wrażenia może 3 gesty piosenki pokazał, resztę śpiewała Marlena:)


A potem Mikołaj z worka wyciągnął ptaszyska i wszystkie lody już puściły!!!









Gdy Mikołaj już poszedł a odwiedziła nas Gosia( hehe) szaleństwom nie było końca. Dzieci i rzucały się się pluszowymi ptaszyskami i grały w Angry Birds. Razem z Gosią i Marleną biegały po całym domu, ujeżdżały renifera...

refirerkowe zdjęcie prawie rodzinne(3/4 składu)


a matka godzinę ponad składała walec, bo instrukcji przecież nie było ( no po godzinie okazało się, że jednak była:)


Antoś sprawdzał jak wielka jest słodycz Mikołaja


A Czepiak wariował na potęgę:)
Padły wymęczone istotki grubo po 21. Teraz każde śpi tuląc swoje ptaszysko. A na jutro już mam zapowiedziany miting z grą i klockami. I chyba nawet Grinch Hanna  uległ atmosferze św. Mikołaja, bo nie pamiętam kiedy była taka radosna i spokojna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...