piątek, 1 listopada 2013

Sprzedawca i matka-beksa

Wczoraj był ciekawy dzień.
Najpierw rano pognaliśmy z Antosiem do Prodeste. Gdy Antoś szalał ze swoimi Paniami Wolontariuszkami matka miała konfrontację samej z sobą za sprawą p. Moniki. Cóż tu dużo mówić, pranie mózgu na temat rediagnozy Antka  i paczka chusteczek w ruchu. Matka spłakała się solidnie, ale też przewałkowała z p. Moniką wszystkie " ale". Bo matka tak ma , że matka musi rozumieć. Jak nie rozumie to się gubi, wpada w chaos...
Matce zostało więc wszystko jeszcze raz wyjaśnione, " jak chłop krowie na rowie"( pani Moniko , serdeczne dzięki za tony cierpliwości). Oraz p. Monika zaproponowała kilka genialnych rozwiązań do realizacji, na które matka w życiu by nie wpadła a które mogą przełamać niektóre zachowania Antośka.
Matkę na duchu podniesiono, bo nikt tak matki nie stawia do pionu w minutę jak główny terapeuta Antośka.
I matce zadano zadanie domowe  w celu złapania odpowiedniego dystansu. Matka miała obejrzeć wszystkie filmiki Antosia z tych dwóch lat i przeczytać wszystkie maile do p. Iwony- naszej pierwszej ( i wspaniałej!!!) terapeutki.
A matka systematyczna jest, jak zadanie to zadanie. Więc gdy Antoś był w przedszkolu matka zadanie odrabiała. No i się spłakała. Na amen, do cna, całkowicie.

"proszę"

" o jabłko!"


Gdzieś w pamięci był obraz tego jaki Antoś był w chwili " startowej". Gdzieś matka ma wspomnienia naszych małych- wielkich kroków milowych i metod jakimi tego dokonano.
Ale przeżyć to jeszcze raz to było coś! Przeczytać znów te maile  i przypomnieć jak ekscytowaliśmy się gdy Antoś pierwszy raz chwycił kredę do ręki na pacnął kreskę na tablicy. Gdy po raz pierwszy " przemówił " do Hani. Gdy powiedział " mama"...

I pomyśleć, że rok temu rączki Antośka były niedotykalskie...


A dziś robi prace plastyczne w przedszkolu


Ryczałam, ryczałam i rósł mój podziw dla tego chłopczyka. Tak, podziw i szacunek!
To jaką pracę wykonał Antoś przez ostatnie dwa lata przekracza granice wyobrażeń i marzeń. To jest po prostu niesamowite ile to dziecko ma samozaparcia i uporu! Ile potrafi osiągnąć! Ja bym odpadła w połowie drogi, w życiu nie dałabym rady tyle nad sobą pracować. On przy tym jest jeszcze uśmiechniętym i pogodnym brzdącem!!!!

A jak już matka sobie popłakała tak solidnie i wszystkie szufladki w głowie poukładała to pojechała matka z entuzjazmem po Antulka do przedszkola. I znowu się matka spłakała.
Wchodzę na górę , a p. Ania nakazuje mi gestem ciszę i prosi bym podejrzała co Antoś  robi w sali. Więc zapuściłam zza framugi oko zwiadowcze. Patrzę, patrzę...i czuję że zaraz się przewrócę a łzy same napływają mi do oczu.
Antoś siedzi za zabawkową kasą sklepową, w rękach ma czytnik od kasy. Przy kasie stoi Milenka i miga do Antka " proszę" i dziękuję. A mój synek uśmiecha się , podaje jej produkty, odpowiada że " czerwony" ...
Całość trwała chwilkę jedynie, potem się synek zreflektował że Wielka Matka podgląda i podbiegł się przywitać.
A p. Ania patrzy na te moje mokre oczy i tym swoim mądrym , spokojnym głosem mówi:
" Właśnie chciałam żeby to pani zobaczyła, już dłuższą chwilę tak się bawią"....

Schodząc po schodach Antoś dopytywał się dlaczego płaczę. Synku, z radości, z dumy!!! Też można!
I tak Antoś został sklepikarzem w sklepie. Czy to tygodnie podobnych, choć mniej udanych zabaw z Hanią sprawiły że widziałam cud?
A może wczorajsze nasze zakupy z Antosiem, gdzie Tuptuś razem ze mną dzielnie niósł koszyk, zaznaczając że jest mały, wybierał produkty, siedział na kasie sklepowej i wpatrywał się w kasującą ekspedientkę? Może to że sam zapłacił za zakupy?
Nie wiem co sprawia, że Antoś się otwiera. Pewnie wszystkiego po trochu. Efekty terapii, uczestnictwa Antosia w zwykłych i codziennych sytuacjach w którym matka nie bacząc na autyzm angażuje go dokładnie tak jak angażowała Hanię parę lat temu. Na pewno też wpływ Najwspanialszej z Wspaniałych, Hani, która nie dalej jak wczoraj z 6 klocków zrobiła sklep z zabawkami i kazała ( a Hanka sprzeciwu nie znosi) Antkowi kupować.
To wszystko sprawia, że Antoś się otwiera. Że wreszcie pojawiło się u niego naśladownictwo i faktycznie bierze udział w każdej sytuacji, jest bardziej świadomy tego co się dzieje i jeszcze próbuje po swojemu robić to co my.
Ale najfajniejsze jest to ile daje frajdy taka zabawa Antulkowi. Widziałam roześmianą buźkę w zabawie z Milenką. Widziałam tę dumę gdy płacił pani kasjerce w sklepie, słyszałam to głośne i wyraźne " jeszcze!", gdy robiliśmy pranie i ślepa matka zamknęła pralkę a Antek dojrzał jeszcze skarpetki do prania. Jego to naprawdę cieszy.

Takie sobie " zwykłe" kolorowanie z dziećmi...Pikuś:)


4 komentarze:

  1. Antoś wciąż zaskakuje i jestem pewna, że jeszcze
    Milion łez mamusia wyleje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę zainwestować w jakiś ogromny zapas chusteczek lub przestać się malować, bo częstotliwość jest ostatnio wieeeelka:)
      Dziękuję:*

      Usuń
  2. Gosiu to też Twoja ogromna zasługa, wiara w lepsze jutro,zaangażowanie i ogromna życiowa mądrość. Gratuluje Antkowi i Hani cudownej mamy. Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się zawstydziłam Oluś:) A poważnie to matka nic by nie wskórała i pewnie dalej pławiła się we własnej rozpaczy z poczatkowego okresu gdyby nie te dzieci, które postanowiły matce wywrócić świat do gory nogami i udowodnić, że wszystko można:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...