czwartek, 21 listopada 2013

A to spryciarz!!!

Pisanie posta o tej porze to jest dziś wyjątkowe szaleństwo. Za 4 godziny powinnam wstać , żeby zdążyć na autokar do Warszawy. Ale jakoś nie mogę nie przybiec tutaj i nie napisać co to był za dzień.

Zaczęło się w Prodeste. Dokładnie tak jak się rok temu zaczęło na korytarzu. Ale tym razem nie był to żaden bunt przed wejściem do salki, nie, nie. To była regularna zabawa w chowanego z p. Moniką , Gosią i Marleną! Zabawą pełną śmiechu!

Na zajęciach było dobrze. Było bardzo dobrze , było cacy- cacy względem p. Moniki i była zabawa. Jak to ostatnio u Antka.

Ale cuda to się działy w przedszkolu. Po pierwsze Antoni dostał dzisiaj pierwszą oficjalną i ponoć w pełni zasłużoną pochwałę za udział w zajęciach z pieskiem Joko. Pani dogoterapeutka pochwaliła Antosia za koncentrację i relację z pieskiem.

A potem Antulek stanął przed swoim planem aktywności. Miał go już wcześniej zreferowany ale postanowił przyjrzeć mu się dogłębnie. Kątem oka rozejrzał się , czy p. Ania i Marlena go  widzą. Uznał, że nie, więc odczepił piktogramy " czytanie" i " zajęcia przy stoliku"  a przysunął do przodu " zabawa". Po czym podszedł do swoich pan i pokazał, że teraz to już jest czas zabawy i oczekuje wydania zabawek. A to spryciarz!!!! Kombinator!!!

Gdy tylko się dowiedziałam od razu o tym wielkim sukcesie napisałam naszej p. Monice. Gdzie tu sukces, że dziecko kręci i mataczy??? Mam nadzieję, że p. Monika nie obłoży mnie klątwą za użycie jej słów: " To się nazywa teoria umysłu! Jestem dumna!". No bo własnie...Wykoncypować sobie, że trzeba poprzestawiać piktogramy by osiągnąć upragniony cel wiąże się z tym , że Antoś doskonale wiedział że a) jego pomysł jest sprzeczny z tym co siedzi w głowach pań b) wiedział, że musi zakombinować żeby panie przekonać do swojej wersji. Zdecydowanie łatwiej byłoby walnąć Rejtana w próg, kopać nóżkami i zawodzić jak zarzynany kogut pokazując ręką piktogram zabawki ( albo zgadnijcie se same co ja chcę). Byłoby tak jeszcze rok temu, bez wątpienia. Dziś jest kombinowanie co inni pomyślą...

Fortel mimo, że wzbudził niemały podziw nie spotkał się z akceptacją i plan dnia jak był  święty tak świętym pozostał. No to może zadziała fortel nr.2. Stanął znów przed planem i przemigał po kolei wszystkie punkty programu licząc na uwielbienie i nagrodę. I oczywiście próbował jeszcze, w miarę swoich możliwości komentować. Taki to cwaniaczek!!!
Ale jedyne co uzyskał to pełen podziw dla jego znajomości już migowego i upewnienie, że nasze starania ( w pocie i znoju, naprawdę!) mają sens. A plan jak wisiał niezmienny tak został wykonany. Za co należy się p. Ani i Marlenie medal za niezłomność, bo ja bym się pewnie przy 50 mince Antosia ugięła.

Podczas powrotu do domu Antoś znowu zabłysnął wczuwaniem się w stany emocjonalne koparki na skrzyżowaniu( o czym pisałam tutaj. a potem to już " zwykła" codzienność w domu. Wlazł na wielkiego renifera i jeździł na nim po całym domu, a gdy natrafił na rozsypane kulki zbożowe( tak, posiłki nadal u nas nie lądują tylko w żołądku) to postanowił " konika" nakarmić. Poszalał z Hanią, pobawił się w strażaka...
Aż w końcu przystanął w przedpokoju, centralnie pod lampą i zaczął wpatrywać się w podłogę. Struchlałam. Był tak skupiony, że aż nieobecny. Więc się przestraszyłam, bo każdy taki stan wzmaga moją czujność w kwestiach ' zawieszek", które nadal nie zostały roztrzygnięte w kryteriach padaczki typu petit mal. Z duszą na ramieniu zaczęłam do niego zagadywać a Antoś popatrzył na mnie tymi swoimi wielkimi oczami i zapytał cicho" Mamo, to cień?".
Co????????????????
Tak syneczku, cień, cień , wspaniały piękny, cień!!!!!!!!!!!
Dokładnie tak jak czytacie. Wyraźnie, pięknie z akcentowaniem " ń".....Radości i podrzucania ze szczęścia nie było końca. Do wieczora więc Antoś odbijał swoje rączki w świetle lampy i mówił to cudowne, wspaniałe " cień, cień"!!!!
To był dzisiaj dzień Antosia. Naprawdę. On codziennie zaskakuje, pokazuje coś nowego , ale dziś to zaskoczył mnie, p. Anię i Marlenę w przedszkolu i p. Monikę....Pięknie!!!


Rodzice powoli odzyskują sypialnię. Tu akcja " łóżko dla rodziców". Gdzieżby tak ważne pomiary mogły się odbyć bez Antosia???


Nie wszystkie cyferki znam, ale podołam misji!!!


" Bob Budowniczy". Damy radę? No pewnie!!!


A teraz tak cichutko napomknę o to chodzi z tą Warszawą. Bo Matka jutro pielgrzymuje do Polsatu. Rozmawiać o blogach, o Antosiu. A potem idzie na kawę z p. Moniką, redaktorką programu " Integracja". Matka pietra ma strasznego , boi się i Warszawy i Polsatu i respekt czuje przed " starą szkołą autyzmu" czyli profesorem Gałkowskim wraz z którym odbędzie się rozmowa. Ale Matka dostała misję. Ma jechać i przekonać redakcję programu , że trzeba mówić o autyzmie. że potrzebny jest rzetelny program, merytoryczna dyskusja o istocie autyzmu, o tym czym on jest a czym na pewno nie jest. Zwłaszcza wobec aktualnych zamieszek w tym temacie. I co oznacza życie z autyzmem na co dzień. Jak ważne jest zrozumienie społeczeństwa, poznanie kilku faktów o tym zaburzeniu. Nie dla mnie, dla Antośka przede wszystkim i tysięcy osób z autyzmem w naszym kraju. I teraz to dopiero Matka ma pietra, czy podoła...
Kciuki,dobre fluidy i pozytywne myśli będą bardzo potrzebne...
I wyrazy uznania oraz mocne kciukasy dla Gosi i Marleny, naszych najukochańszych wolontariuszek , które podejmują na siebie opiekę nad Czepiakiem i Antulkiem gdy Matka będzie próbowała znaleźć słowa w głowie...

4 komentarze:

  1. Powodzenia. Zresztą- ty dasz radę:)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie- dziękuję:) Wiesz jakiego mam stresa????

      Usuń
  2. Antek chłopak na medal i już umie sobie radzić w życiu ho ho :)
    Trzymam kciuki i życzę powodzenia w Wawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfu, tfu, przez lewe ramię...dziękuję za wsparcie:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...