sobota, 26 października 2013

Się dzieje!!!!

Trochę nas tu nie było. Nawet trochę bardzo. Bynajmniej nie dlatego, że nic się ciekawego nie działo bądź popadliśmy w nudę. to nam jednak chyba nigdy nie grozi. Działo się tak dużo że czas się skrócił szalenie. A i matka doła załapała i musiała sobie szufladki w głowie posprzątać i poukładać.
Bo październik to miesiąc diagnoz i ich oswajania.

Pierwsza jest radosna. I to nie tyle diagnoza co wieść prosto od bociana:) Otóż młodszy Pomocnik Bociana znowu zadziałał:) Nie tak znowu dawno temu, w Ochotnicy śmialiśmy się , że Antoś utracił swoje moce przepowiadania ciąż, bo już od kilku miesięcy żadnego dzieciaczka nie zmajstrował ( prorokując rzecz jasna). I proszę bardzo, trach, bum , bang. Dzidziuś!!!!
Było to w sierpniu kiedy Antuliński przytulił się do swojej nowoupieczonej pani w przedszkolu, Pani Ani i szepnął " mama". Oj tam , oj , tam...żarty były, podejrzliwe spojrzenia na Antosia też były ale nikt się specjalnie nie przejął , bo przecież Antulek moce swe utracił. Dwa miesiące później Antoś tulił się do brzuszka p. Ani i wtedy już nie tylko Antoś wiedział że tam mieszka KTOŚ:)
Pożegnaliśmy więc na pewien czas p. Anię życząc jej by Dzidziuś rósł sobie w zdrowie, siłę i charakter:)



I zaczęło się kombinowanie. Bo za p. Anię znaleźć godnego zastępcę, to jak podejrzewałam , wcale łatwe nie będzie. No i nie myliłam się, zamieszanie było okrutne, wiele spotkań z Panią Dyrektor przedszkola, paniami wychowawczyniami, konsultacji na linii rodzice- przedszkole- Prodeste- nasze kochane wolontariuszki. Umawianie, przekładanie, pisanie pism, i pism do pism również. Dość powiedzieć, że w PFRON i PZG patrzą na mnie jak na kompletną wariatkę gdy przychodzę i mówię " dzień dobry, czy znów moglibyśmy dokonać zmian w kwestii uczestników kursu Systemowego Języka Migowego?".
Antoś ten nerwowy czas też odczuwa. Niby bawi się, uśmiecha i nie stwarza wrażenia by zmiany szczególnie nim poruszyły. A jednak gdy rozmawiałam przez telefon z p. Anią a on usłyszał jej głos wpadł w histerię i natychmiast domagał się " moja" przyszła:) Tęskni Robaczek za swoją Panią i tyle.
Pozornie Antoś nie jest jakoś specjalnie przywiązany do niezmienności. Nie było żadnych dantejskich scen gdy w sali pojawiały się nowe panie. Z tego co rozmawiałam z p. Sabinką( jedną z nowych pań) to i nie było obojętności względem niej, bawił się. A jednak Antoś przeżywa i to bardzo. Koncentracja poleciała na łeb i szyję. Zmysły żyją znów u Antosia swoim własnym życiem i dokuczają Małemu bardzo.
Póki co udało wypracować w przedszkolu najlepszy status quo z możliwych i choć czeka nas jeszcze kilka spotkań, konsultacji z p. Moniką w Prodeste to mamy nadzieję na małą stabilizację w temacie przedszkolnym. Zwłaszcza, że zawsze są z nim Marlena i Gosia, które są dla Antka wyznacznikiem bezpieczeństwa w przedszkolu.

Anielsko- diabelska ekipa:) Przez co poniektórych zwana Surykatki w natarciu!


A to ważne, bo przedszkole jest teraz kluczową kwestią dla Antosia. Ogromne zaangażowanie pań i naszych kochanych Pań Wolontariuszek: Gosi i Marleny  sprawiają, że Antoś rozgadał nam się na całego. Już w wakacje p. Radek sygnalizował , że Antoś stosuje " najszybszy Makaton świata", teraz to już jest prędkość światła z gigantycznie poszerzonym słownictwem.

Migamy nieustannie:)


 Antoś po prostu zwariował na punkcie języka migowego!!!! Matka zresztą kompletnie z tym migowym nie wyrabia. Syn ma dzień warzywny w  przedszkolu? No to po przedszkolu stoi pod lodówką i smyra się po twarzy a matka w rozpaczy kartkuje podręcznik do migowego. Bo co inne łapać gesty z kursu czy książki i potem je Pojętnemu Uczniowi wprowadzać a co innego patrzeć na gest, mieć pustkę w głowie i czuć tę presję gdy Antuliński tupiąc nóżką mnie pogania!!!!

Za gestami naturalnie u Antka przychodzą słowa. Oczywiście na razie niedoskonałe, pierwsze lub ostatnie sylaby , ale już coraz bardziej zrozumiałe, nie tylko dla mnie. W dzień po wprowadzeniu gestu sam mam nie tylko najbardziej samodzielne dziecko wśród trzylatków...ale też dziecko, które się kłóci głośno wołając " saaaa, saaaa".

Z tym kursem SJM to w sumie też  wielka sprawa jest. Od 7 października co poniedziałek spotykamy się z p. Eweliną. Na 3 godziny!!!! Nie uwierzyłabym w życiu że tak mogą ręce boleć i się plątać!!! Wychodzimy po 19 i boli mnie każde połączenie nerwowe w mózgu ( i to nic że podobno mózg nie boli, mnie od tej koncentracji boli!). Wychodzą też wszystkie deficyty matki na powierzchnię, mimo , że od czasów podstawówki trochę już minęło i matka myślała że pokonała te swoje liczne dys... w sposób jakoś tam funkcjonalny.
A guzik z pętelką. Skrzyżowana lateralizacja sprawia że łykam gesty w " lustrzanym odbiciu". , zanim załapie z której strony się rękę ustawia mija wieczność. Na początku myślałam , że jak już się nauczę literować alfabet to reszta pójdzie z płatka...Matka,marzysz!!! Po pierwsze nie tak łatwo jest przeliterować wyraz, nawet jak się zna " literki" gdy zawodzi planowanie ruchu. Co z tego że ja w głowie mam literkę jak na trasie głowa- ręka wszystko się kiełbasi a ręka żyje własnym życiem?
Ale gdy już poprawia się praksja i te ręce jako tako współpracują to nagle okazuje się , że poprawne przeliterowane wyrazu ni w czorta nie wyjdzie bo ja przecież mam dysgrafię, dysortografię, dyskalkulię i parę innych dys....
Tak więc literowałam już " jeża" pisanego przez " rz"...
A najgorszy jest ten moment gdy trzeba się przedstawić, żeby nie było zbyt łatwo to na rozgrzewkę z użyciem obojga imion. No super : Małgorzata Agnieszka Dziewońska- Bajkiewicz....Po takiej rozgrzewce mam już nadwątlone wszystkie styki w mózgu i przeklinam dzień w którym coś mi odpaliło w USC i wybrałam nazwisko łączone!!! Jeśli przyjdzie mi mieć kiedyś innego męża ( tfu, tfu  przez lewe ramię) to Lis, Kot albo Ryc ( a tak, Rydz się przecież pisze).

Te moje oporne zmagania z językiem migowym to jednak bardzo cenna lekcja. Nie tylko dlatego, że dostaję narzędzie które mój syn tak pięknie wykorzystuje do komunikacji. W gratisie to kursu mam lekcje z rozumienia Antosia. Nie tylko " werbalnego". Ile razy kazałam mu coś ponieść, przekręcić, podrzucić? No ile? Dużo. A przecież mam w każdej diagnozie Antka jak byk: " rączki słabe". No mam, ale wiedzieć a czuć to jest jednak różnica!!! Dopiero teraz zaczynam rozumieć jak wielka to frustracja gdy się wie jak coś wykonać, próbuje się to zrobić a nijak nie wychodzi. Chodzi nas na kurs w sumie 7 osób związanych z Antosiem i każda z nas ma " coś", jakiś problem z wykonaniem czy zrozumieniem. A Antoś ma zazwyczaj wszystkie te problemy na raz. Bo i z ciałem i z uwagą, koncentracją, rozumieniem, planowaniem ruchu, sprawnością raczek, zmysłami....
My się na kursie śmiejemy w wesołej atmosferze gdy któraś z nas " wygina śmiało ciało". A potem idziemy do domu i spoko, dajemy radę. Kurs jest raz w tygodniu , nawet powtarzając codziennie nie jest to jakaś gigantyczna czasoprzestrzeń w której zmagamy się ze swoimi słabościami. A Antek nie ma takiej regulacji. Nie ma problemów w poniedziałki od 16-19 tylko nieustannie i ciągle zmieniające się...
Autentycznie podziwiam tego chłopaka , za ciągłe próby,humor i postępy. To naprawdę nie jest takie łatwe borykać się dzień w dzień ze swoimi ograniczeniami.



Ale to już temat na nowy wpis, diagnostyczny, bo w tej kwestii sporo się zadziało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...