czwartek, 5 września 2013

Separacja i socjalizacja

Nie tak to sobie wyobrażałam. Miałam powitać stęsknioną Hanię z radomskiej podróży. Miałam całować, tulić, głaskać, słuchać opowieści.
Miał Antoś się bawić z Hania i tulić i głaskać, w końcu cały dzień nie potrafił się już jej doczekać i biegał po domu z okrzykiem " Janiaaa, Janiaaaa". 

Miało być inaczej. A było tak.

Dwie godziny po powrocie Hani do domu zabarykadowałam się w łazience i pisałam do przyjaciół smsy z prośbą o ratunek. Odwykłam. Odwykł i Antoś. W ciągu dwóch godzin pokłócili się 16 razy, dwa razy pobili a raz Hania pogryzła Antosia.

on sam się ugryzł mamusiu, naprawdę, na plecach!!!


nie dała mi się pobawić kucykami, a buuuuu


 Ponadto wysypali cały żwirek z doniczki wielkiego kwiatka, wylali dwa soczki, stłukli ramkę na zdjęcia, podarli ścierkę ...
Pojedynczo każde z moich dzieci to ciepłe, wrażliwe, kochane i serdeczne dziecko. Wespół diabły wcielone. Jakby coś w nich wstąpiło. Takich krzyków to ja sobie nawet nie wyobrażałam....
No dobra, bzdury opowiadam, takie same krzyki były dokładnie dwa tygodnie wcześniej gdy tylko byli wespół. Tylko ja odwykłam. Pewnie przez ten odwyk i tą przemoc domową z uzębieniem w roli głównej wypadłam z łazienki, chwyciłam łóżeczko Antosia i z impetem zaczęłam ciągnąć.
Ze złości trochę ściany w przedpokoju się posypało ale łóżeczko zataszczyłam do pokoju Hani ( bo większy), wtarabaniłam pod antresolę Hani i powiedziałam, że skoro nie umieją się ze sobą dogadać to teraz będą mieli mnóstwo czasu i okazji żeby się tego nauczyć bo teraz mają pokój razem!!! I mają się dogadać, i o klocki, i o piłkę i o te cholerne kucyki!!!!

A jeśli się nie dogadają  to wezwę ślusarza, dorobię klucz do drzwi i ich zamknę. I wypuszczę dopiero jak się uspokoją!!! Właśnie że tak!!!!

Przestali się bić, popatrzyli na mnie wielkimi oczami. Hania zakręciła loczka na paluszku i ze spokojem anielskim milutkim głosikiem zapytała czy jak będzie dzisiaj już dobra dla Antosia to oddam Antka z łóżkiem do jego pokoju...

Nieeeeeee!!!!!
I poszłam robić kolację.
Godzinę później dzieci wykąpane i nakarmione leżały w swoich łóżeczkach i słuchały bajki. Chwilę później spały.
I nastała rewolucja.

Nie, nie, nie, bynajmniej nie przestali się kłócić. Ale już się przynajmniej nie gryzą i nie rzucają w siebie klockami. Ale...
Sprzątają systematycznie te swoje klamoty, i to tylko po 13 przypomnieniach a nie 1300. Hania już nie siedzi głównie w pokoju Antosia ze swoimi zabawkami a Antek nie wyrzuca już kucyków przez szparę w oknie Hani.

Mama, spoko loko, już sobie grzecznie będziemy budować

dostałem jabłko od Hani!


Jednak największym zaskoczeniem było dla mnie zasypianie Antosia w nowych okolicznościach lokalowych. Dwa lata temu, gdy Antoś miał największy regres szybcikiem odseparowywaliśmy maluchy od siebie i rezygnowaliśmy z sypialni na rzecz pokoiku Antosia. Bo krzyki i wrzaski nocne unimożliwiały Hani sen. Od ponad roku rytuał usypiania Antosia jest taki sam. Siadam na worku sako ( karne sako) i czekam. Nie tulę, nie głaszczę, mogę sobie pisać smsy czy korzystać z tableta( ale cicho) ale musiałam być póki nie zaśnie. Do tego należało oddychać po cichu, broń Boże nie kaszleć, nie kochać nie siorbać, nie machać kończynami i generalnie...nie.

Od tygodnia ponad czytam bajkę, daje buziaki na każdym piętrze, nakrywam kołderką i wychodzę. A dzieci zasypiają. Hania pokazała mi wczoraj , że gdy wychodzę często się bawią, że ona z góry pokazuje mu się i chowa a on się śmieje. Muszą to robić w niezłej cichości bo nic nie słychać. Dla Antosia sama obecność Hani na górze wystarczy, czuje się bezpieczny i zasypia. W 5 minut, nie 50.
Skończyło się nocne pielgrzymowanie i spanie na zakładkę w 4 na za małym łóżku.
Antoś też się w nocy nie wybudza, śpi spokojnie do rana. Okazało się że jednak brak drzwi od jego pokoju pomimo naszego cichego zachowania wieczorami dokuczał mu i dlatego się budził.
Wstają rano, jak na Antosia całkiem późno, bo między 6.30 a 7.
Jednak jak się rodzic czasem wkurzy i zrobi coś pod wpływem emocji to nie zawsze jest to paskudne.

Mamy więc separację, dzieci od rodziców nocą. Wyszła przez przypadek, ale bardzo nam się podoba.

Na razie pokój Antka robi za bawialnię z huśtawką, równoważnią i innymi gadżetami ( swoją drogą jak to się wszystko mieściło gdy w pokoiku był jeszcze Antoś i łóżko???). Roi się rodzicom w głowie takie marzenie, że jeśli by mądrze zaaranżować pokój Hani, tfu dzieci już, to udało by się powrócić do jakże fajnej opcji sypialni rodziców. Co jest wartością dodaną do głównej, socjalizacji dzieci, ale jakże funkcjonalną!!!

W ogóle to nawet po naszym domu widać jak bardzo Antoś się zmienił przez te dwa lata. Fakt faktem dekoracja i ściany wyglądają tak że chyba tylko puszka z napalmem jest w stanie zdziałać cuda. Ale ...
Krzesła nie wiszą już na ścianach ( bo jak stały przy stole jak " u ludzi" to Antek skakał z nich na główkę).
Piekarnik nie jest już oklejony taśmą techniczną, izolacyjną i bywa używany, bo już Antoś nie wkłada do niego głowy.
Wracają kwiaty na parapety, bo Antulek już ich nie zrzuca i nie zjada.
Można postawić kubek na stole i co najwyżej ryzykuje się wylanie a nie rzut kubkiem w szybę okienną.
Zniknęło menu tygodnia na ścianach, to znaczy nie do końca zniknęło , bo zupa brokułowa wcale się tak łatwo nie zmywa, ale nowych dań na ścianie brak.
Pozostawiony sprzęt ( tablet, komórka) w zasięgu rąk nie ląduje już w wannie z wodą czy toalecie.
Wróciła lampa stojąca bo Antek już nie wykręca żarówek.
Rozwinęliśmy dywan i od tygodnia nic jeszcze nie zostało w niego wtarte.
Zdarza mi się zapomnieć zamknąć blokadę szafki na śmieci i nie znajduję torebek herbaty rozbebeszonych na poduszkach czy w półce z majtkami.
A tak, właśnie, majtki, skarpetki i inna odzież jest w szafkach a nie na podłodze.

Jeszcze trochę i zaczniemy zapraszać gości na wystawne domowe przyjęcia!!!!!

A póki co maluchy się sparują, Hania bawi się z Antkiem w sklep, a Antek pokazuje które puzzle chce układać.
Z tej lekcji płynie jeszcze jedna nauczka , jakolwiek mnie się wydawało przez ostatnie 3 lata to nie Człowiek- Demolka jest iskrą zapalną konfliktów w naszym domu. A właśnie przesłodka blondyneczka, z oczami błękitnymi i anielskimi kręcąca loka na paluszku...Niesamowite odkrycie, gdy się wyjdzie ze schematu.


6 komentarzy:

  1. hehehehe. A nie mówiłam, że już się da ich zsocjalizować? ;-) Rozumiem, że po doświadczeniach wakacyjnych nawet oporna pani matka się przekonała ;P wspólny pokój znakomita rzecz dla takich maluchów a rodzicom łatwiej żyć :-) a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano mówiłaś, bodajże dzień wcześniej mówiłaś. I popatrz jaka jestem otwarta na sugestie! W 24 godziny zrealizowałam;) pewnie dlatego, że po doswiadczeniach wakacyjnych matka już we wszystko uwierzy :)

      Usuń
  2. Miło? nieprawdaż:)
    My też obmyślamy taki plan, ale trochę zwlekamy. Jak się uda- dam znać o efektach;)

    OdpowiedzUsuń
  3. zmiany u Was, zmiany- aż w szoku jestem - menu tygodniowego na ścianach nie ma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jako mocna pamiątka po dawnych czasach. Jeśli dalej będzie jak jest pokusimy się- wreszcie o malowanie. Choć nie wiem czy dobrze się bede czuła bez barszczu i brokułowej pod sufitem:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...