środa, 10 lipca 2013

Żadnych własnych pomysłów, matka!

A miało być tak pięknie!


To był zdecydowanie nagłupszy matki pomysł w historii. The best off. Co matce do głowy palnęło, że wymyśliła cołodniowy pobyt na działce- nie wiadomo. Ale że też realizacja musiała akurat tym razem pójść tak dobrze i pomysł został uskuteczniony już rankiem? Pech i naiwność matki, że będzie fajnie. To się już więcej nie powtórzy. Matka solennie obiecuje!!!

Wyprawa całodniowa miała być ubawem po pachy z grillem na obiad, zjeżdżaniem na zjeżdżalni, skakaniem na trampolinie i wszystkimi innymi działkowymi atrakcjami. By było jeszcze bardziej " na wypasie" na działkę zabrała się z nami ciocia Ola- nasz rodzinny fotograf i jej córeczka Ala( aktualny obiekt umiłowania przez Antosia).
Zaczęło już po drodze,bo Antoś wyciągnął picie. A Ala nie ma picia. Picie Ali jest w bagażniku a buuuuuu. Hanka- nie wiadomo czemu postanowiła podgrzać armosferę( a co , upał masakryczny widać nie wystarcza) i wygrzebała spod fotelika swoją wodę chwaląc się na całe auto" a ja mam picie, ja mam picie, a Ty nie".
Z fotela Ali rozgległo się głośniejsze " buuuuuuuuu".
Dojeżdżamy na miejsce, objuczone jak wielbłady, bo działka nasza nie ma absolutnie żadnych cech cywilizacji. Już przy wysiadaniu zaczyna się wojna która pierwsza wysiada, która idzie z prawej strony, z tej bardziej prawej, nie właź tu Antosiu itd

Patrzę, patrzę i oczom własnym nie wierzę co one wyprawiają!



Miały biegać boso po trawie, ale trawa okazała się boląca i kłująca. Pół godziny później ciocia Ola wyglądała niczym blada śmierć, dzielnie trzymając w ręku kosę, bo przecież trawa boli.
Miały się kąpać w basenie. Poganiały nas z jego napełnianiem niczym wytrawny klawisz z pałką.
Nanosiłyśmy wiadrami wodę ze studni. I co? I woda jest zbyt zimna, panienki migusiem sie ubrały w sukieneczki bo brrrr, taka straszna ta woda. A z nieba żar się leje...
Miały jeść mięsko z grilla. Ale to mięsko jest niedobre mamusiu, nie będe go jadła.
To zjedz kiełbaskę! Ale kiełbaska jest ciepła, ja nie będę jadła ciepłego.
Aaaaaaaaa!!!!

Pozornie aniołeczek


A w istocie diabły wcielone!




A potem to już standard, jedna sie huśta, druga skacze na trampolinie a w międzczasie uparcie się kłócą bo ta pierwsza jednak chce skakać, a ta druga huśtać ale nie mogą się po prostu zamienić. O nie, to byłoby za proste. Lepiej urządzić masakrę dźwiękową...:-(
Jak postanowiły podlewać kwiatki to się pobiły o konewkę. Oczywiście, że były dwie konewki, ale ta Hani była większa i bardziej zielona, buuuuuuuuu..

Wojna o sukcesję zielonej konewki

Ale o co wam chodzi, dziewczyny???

Przecież jest wolna konewka:)





A Antoś w tym czasie stał po kolana w basenie w wodzie, golusieńki, wymazany keczupem z obiadu i patrzył na te baby w zdumieniu. Łepek przekrzywiał, próbował zrozumieć, ale nijak nie ogarniał sytuacji więc sie bawił sam.

Poszedł na zjeżdżalnię. Baby za nim,bo się świetnie bawił, a jak to tak można bez nich. I przepędziły go ze zjeżdżalni, jednocześnie się oczywiście kłócąc która pierwsza będzie zjeżdżała. To poszedł do piaskownicy. Tu wybuchnęła trzecia wojna światowa gdyż ponieważ bo...zburzył tym małym wiedźmom śliczny tort( z piachu).
Tłumaczymy, że przecież teraz zjeżdżają, nie bawią się w piaskownicy więc o co ta awantura???

O priorytety, o prawa własności! Bo to był ich tort, razem zrobiony.
Dobrze, to idźcie zrobić nowy tort a zwolnijcie Antosiowi zjeżdżalnię.!!!!
To moja łopatka,nie, moja, ale moja, oddaj, dawaj to!!!! Rozlega się radośnie po sekundzie.
Żeby chociaż Antoś mógł sie w tym czasie pobawić. A nie! Leją się o wiaderko jednocześnie sypiąc piaskiem na zjeżdżalnię.
Antoś to regalista, nie zjedzie jak ktoś jest na dole. I pedant, jakże to zjeżdżać na brudnej zabawce, co?
Ryk, płacz, awantury i szturchanie. Z częstotliwością co dwie minuty. Nieustannie.
Nie wiem czy to upał im tak humorki przypiekł, czy komary tak im krwi upuściły wnerwiając je, ale nieletnie kobiety doprowadziły do szału i nas, matki i jedynego mężczyznę w okolicy- Antoniego.



Dość powiedzieć że po dwóch godzinach ciocia Ola opadła ciężko na krzesło i wyszptała cicho" jak to dobrze, ze jutro zajmuje tym twoim dzieckiem które jest grzeczniejsze i łatwiej się z nim dogadać".
Tak, tak , ciocia Ola jutro dzierży władzę nad Antosiem gdy my z Hanią śmigamy na SI, ale w to, że Antoś awansuje na najgrzeczniejsze i najbardziej komunikatywne dziecko w gronie rok temu w życiu bym nie uwierzyła!!!

Ciocia ratuj! Zamęczą mnie dziś te baby!!!



Potem było tylko gorzej. Niestety komary upatrzyly sobie Antulka. Hani tez dały popalić ale nad Antosiem się po prostu znęcały. Młody drapal się pod koniec już bardzo bardzo. Z każdą minutą narastała jego irytacja, nie ma się co dziwić całe plecy były w bąblach. Stategiczna ucieczka z działki i odwrót do apteki.Zakupiłam stosowne specyfiki i w domu zabrałam się do kojenia cierpień maleńkiego.

Po rozebraniu go do wanny zatkało mnie!!! Naliczyłam 68 ukąszeń!!! Antoś płakał strasznie, sporo zdążył już rozdrapać do krwi, plecy spuchły. Zimna kąpiel nic nie dała. wapno w płynie i fenistil w kropelkach pomogły na chwilę.
Mogę robić ranking maści na ukąszenia. Entil do kosza, Fenistil w żelu szczypie okrutnie. Dapis chwilowo przynosi ulgę.

Tu widać gołym okiem jak to z tym autyzmem u Antosia jest. Hania też jest pogryziona, mniej, ale generalnie też bardzo. Ale Hania łyknęła wapno i fenistil, mimo że gorzki. Dała sobie posmarować ukąszenia. Dla Antosia taki komar to jest naprawdę koniec świata. Przy jego nadwrażliwości dotykowej kilkadziesiąt ukąszeń to jest taki ból z którym probuje sobie poradzić jak potrafi- obsesyjnie wręcz drapiąc. Antoś ma niespełna trzy latka i sporo niefajnych blizn na ciele, właśnie po spotkaniu z komarami. Dziś mamy apogeum dramatu. Nie dało się Antosia umyć, smarowałam go maścią trzymając wyrywającego, on płakał, ja płakałam razem z nim i smarowałam. Dla Antosia dotyk bolącego miejsca to jest kosmos, nie ma możliwości wytlumaczenia mu że dotykam bo chcę mu pomóc( jak Hani). Pierwszy jest instynkt, a instynkt mówi by sie bronić przed bólem, a mama czyni ból większy.
Nie mogłam go ubrać w piżamę, bo podrażnione ciało bolało samo w sobie więc ciuchy potegowały bół.
Ale bez ciuszków i kołderki Antoś drapał się bez opamiętania, ciągle gdzieś pojawiała się krew, płakał, nie mógł zasnąć. Ubrała w końcu na " spiocha". A teraz już kilka razy się wybudzał ze snu, oczywiście z wędrującymi po obolałym ciałku rączkami.
To co u Hani jest problemem, u Antosia jest dramatem z którym trudno sobie poradzić. I wtedy, mimo, że mam świetne, komunikatywne dziecko wychodzi autyzm z całym swoim spektrum zachowań. Głupi komar sprawia, że wracamy do punktu wyjścia. Antoś broni się , rzuca w szale, jest poza granicą porozumienia, komunikuje tylko za pomocą płaczu. Ja wiem dlaczego tak sie dzieje,  no dzieciak autentycznie przeżywa katusze, ja wiem że on szuka pomocy. Ale patrząc  na Hanię i Antosia pogryzionych przez komary trudno jest nie widzieć tej różnicy w reakcji. Wszystko jest super póki nie wydarzy się coś co zaburzy spokojem. Jak zaburzy to efekt jest straszny. A spokój zburzyć mogą komary. Jakkolwiek idiotycznie to brzmi.

Przepraszam synku. Trzeba się było zwijać z tej działki w ekspresowym tempie. Nie ważne, że baby by lamentowały.
Obiecuję , żadnych własnych pomysłów!


/zdj. by Ola T.



7 komentarzy:

  1. Nooo....było odlotowo :D pomysla tak - jutro wyprawa nad wode :D
    swoja droga - przez 5 minut zastanawialam sie, kto to jest Ola T ..... ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja edytowałam posta bo mi się przypomniało, że juz w sumie nie wypada pisać Ola S. Z tą wyprawą nad wodę to się jeszcze okaże, jak na koniach dziewczyny strzelą podobny popis to ja- kierowca ogłaszam strajk i nigdzie nie jadę!

      Usuń
  2. Oj, współczuję Antosiowi:(:(:( musiało swędzieć co nie miara! i boleć przy okazji też. Chyba każdy trzylatek, nim zrozumiałby, co mama chce zrobić, wyrywałby się w odruchu samoobrony co tchu.... nawet ten bez autyzmu:(
    68 ukąszeń- ja bym zwariowała natychmiast!
    A baby- oj, znamy takie dzikie kłótnie o nic też w wydaniu 12- 9 letnich chłopców:) tylko słownictwo się różni;) pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Małgosiu ja na takie wypadki mam awaryjny Encorton. Poproś zaprzyjaźnionego lekarza o przepisanie. 2mg tuż po ukąszeniu i śpimy spokojnie. To jedyny sposób żeby uniknąć cierpień dziecka i swoich. Poza tym, w razie ostrej reakcji alergicznej masz ratunek. Ja już dawno darowałam sobie mazidła. Jeszcze wetrze sobie do oka :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Małgosiu na śmierć zapomniałam! Bo to nie tak, że pozwalam go obgryzać, a potem daję Encorton. Przeciw ukąszeniom mam sprawdzony preparat. Nazywa się MUGGA spray. Ma 50% DEET i jest przeznaczony do tropików. To pierwszy i jedyny preparat, który faktycznie działa. Na ubraniu zostawia tłuste plamy, ale spierają się bez odplamiacza. Poszukaj go w internecie. Mój był kupowany w sklepie dla myśliwych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odnośnie walki dzieci i pierwszeństwo - znam ten problem. Mamy dobrych znajomych, oni mają syna w wieku Jaśka. Spotykamy się dość często. Po cichu liczyłam, że chłopcy w końcu zaczną się razem bawić, czy coś...Nic z tych rzeczy. Synek znajomych jest zazdrosny o każdą rzecz, do której Jaś się zbliża. Ostatnio zaczął opowiadać, że Jaś nie może dotykać jego zabawek bo one są na niego złe. Kurcze, po roku terapii Janek zaczyna się interesować zabawkami, a on mu na to, że zabawki są na niego złe!!Wszyscy już próbowali rozmawiać z chłopakiem, ja próbowałam wciągnąć ich we wspólną zabawę - i nic. Najgorzej z tym ostatnim, głupia zabawa piłką i ja się musiałam podwójnie napocić, żeby Jaś kopnął w stronę kolegi, i żeby kolega kopnął do Jasia bo robił wszystko, żeby ta piłka do Jasia nie trafiła i żeby na pewno nie mógł jej dosięgnąć. No i chyba skończyła się fajna znajomość bo ja widzę więcej przeciwwskazań niż wskazań do dalszych spotkań chłopaków. Sorki, że tak się rozpisałam, ale po przeczytaniu Twojego posta poczułam, że muszę to z siebie wyrzucić :) Pozdrawiam i oby Antoś szybko doszedł do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Antosiu- miłości nasza- 68 ukąszeń! dorosły wrzeszczałby w niebogłosy!
    czytając poczułam się przez chwilę jak w mojej rodzinie - przypominam wielodzietnej, w której wzajemne chęci i niechęci nakładają się na siebie i znikają.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...