środa, 3 lipca 2013

Szybki raport wakacyjny

Ale też po prawdzie należą Wam sie informacje o Antosiu. A ten w formie jest już wakacyjnej więc bryka i bryka.
Od lipca Antoś ma przerwę wakacyjną w żłobku. Również terapie zostały mocno przyciete na czas wakacji, poza zajęciami w Prodeste, SI i hipoterapią mamy luz, blues i nicnierobienie.
To znaczy tylko pozornie by się tak wydawalo, bo czy Wy wyobrażacie sobie jak męczące potrafi być odpoczywanie?

Gdy matka zawinęła sie do Namyslowa Antoni postanowił ozdobić nasz dom. Antoniusz z Opola znowu zaatakował talentem malarskich, techniką fresków. Nie ma już ani jednej ściany w domu która by geniuszu Antka nie doświadczyła. A że dzieła wykonane były zielonym mazakiem do tablic suchoscieralnych? Cóż, prawdziwy artysta i skromnymi środkami wyrazi siebie!






Ponadto dzieci głównie...szaleją! Gdzie mogą i jak mogą. Ale zawsze wespół, Antoś i Hania, ostatnio nierozłączny tandem.



Barierą nie do przeskoczenia rok temu, a obecnym hitem są lody. Lody są wszędzie. Mam wrażenie , że Antoś ma jakiś ukryty detektor lodów, zawsze wie na jakiej ulicy jest lodziarnia i natychmiast się po makatońsku o loda upomina.



Antoni też dba o kontakty interpersonalne. Tydzień temu zacieśniał więzy z Jaśkiem i Monią. Tak zaciesniał, że po wyjściu towarzystwa od nas dlugo płakał, a Jasiek zażądał nauczenia go Makatonu i piktogramów by z Antkiem móc gadać. Aż się matki dwie niepokoją co to będzie jak nas chłopaki obgadają w makatonskim narzeczu:D
Każda wizyta w piaskownicy to zabawa. Owszem autkiem, lepienie babek nadal jest dla Antka zbyt infantylne. Ale za to zawsze z jakimś towarzystwem.


Mlodzieniec nie zaniechał ćwiczeń nad mową przed wakacje, nie, nie !!! Gesty Antek przyswaja z prędkością światła, nawet nasz domowy ekspert od Makatonu, Hania, już nie nadąża. Ukulturalnia się, a co, potrafi już poprosić ładnie oraz przeprosić. Ale to jest jeszcze pikuś!!!
Otóż od kilku dni Antoś sam sobie dodaje kanały do ulubionych na You tube. Już sama ta umiejętność wbija mnie w podłogę, bo ja się muszę nieźle nagłówkować gdy chcę to zrobić. Ale nie w technice komputerowej magia. Otóż aboslutnym hitem u Antosia jest kreskówkowy pociąg z literkami, ot taka edukacyjna baja dla dzieci do nauki literek. Banał , wydawało by się. Tyle, że Antoni ukochał język rosyjski i wraz z bajką dzielnie ćwiczy wymowę bukwów. Autentycznie naśladuje każdy wypowiedziany dźwięk po rosyjsku. Nie garnie się po polsku, nie fascynuje go naśladowanie zwierzątek. Ot, rosyjski język się mu spodobał!!!
W sumie inklinacje rodzinne ku temu są, pradziadek Antosia byl rusycystą. Wprawdzie u matki pęd do czytania Czechowa w oryginale zakończył się po kilku pierwszych zajęciach z lektoratu, ale wiadomo, dzieciczymy najwięcej po dziadkach, nie rodzicach:)

Kolejny hit to taniec. Antek nam się umuzykalnił bardzo, nie tylko domaga sie puszczania piosenek, ale nawet w ich rytm rusza bioderkami. Wprawdzie matce nadal śpiewać w domu nie wolno ( ale to juz akurat parę innych osób też zabrania, więc pewnie coś w tym jest) ale Antoś z przyjemnością słucha piosenek Hani, ba, nawet o nie prosi. Cóż, jesli nas p. Ola nie przegoni po traumatycznych probach muzykoterapii sprzed dwóch lat to może warto będzie po wakacje wrócić do tej metody, skoro tyle frajdy mlodemu daje muzyka?:)

I na koniec coś, co mnie wzrusza szalenie. Antoś stał się bardzo przywiązany do ludzi. Nie akceptuje pożegnań. Rozpacza bardzo. Strasznie płakał gdy zostawiałam go w żłobku, nie chciał wejść gdy nie bylo jego ukochanej p. Gosi lub p. Marleny. Ciężko żegna się z p. Moniką w Prodeste. Absolutnie nie pozwala odejść na chwilę przyjaciółce Hani, Alicji. Dziś, gdy Ala pożegnała sie pod autem i poszła z mamą do domu płakał całą drogę do naszego domu szlochając " Alaaaa, Alaaaa".
Z jednej strony cieszy to bardzo, Antoś tak dobitni pokazuje jak ważni są dla niego ludzie, nie pozwala tacie wyjść do pracy, domaga się naszej obecności cały czas. Z drugiej strony nieco niepokoi, Za miesiąc Antoś wraca do żłobka, na miesiąc bez wsparcia swoich pań wolontariuszek. A od września będzie już legalnym przedszkolakiem. No i jak to tak...takim przyklejonym?Zapłakanym? Tęskniącym ?
To dla nas nowość.
Matka musi się z nią po prostu oswoić.
A póki co tuli, głaszcze i uspokaja.
I to jest...takie fajne:)


3 komentarze:

  1. No ten ryk w Ldlu tez byl wstrzasajacy - ja chcialam tylko wyjsc na chwilke zeby moje dziecko nie zawadzalo, a doprowadzilam do katastrofy emocjonalnej ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to miło wszystko czytać:) I o makatonie, i o emocjach...
    Fajny ten Malarz Antoniusz, choć by mnie pewnie piorun strzelił, gdyby to tak u nas;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj z tym dziedziczeniem po działkach to święta prawda

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...