sobota, 6 lipca 2013

Stacja Autyzm. Peron Opole.

Już po. Teraz czas na podsumowanie wrażeń. I podziękowania.

Przede wszystkim dziękuję Józkowi i jego szalonej rodzince , że zechcieli nas odwiedzić i pokazać nam niesamowite efekty pracy Józka. Spotkanie pozytywnie zakręconej rodzinki to bylo fenomenalne doświadczenie. Bogusia- mama, wulkan energii i potęga spokoju w jednym. Tato- ramię opanowania i niespożytego humoru. Dzieciaki- , cała czworka to tak naprawdę temat na osobny opis, każde rozbrajające i niesamowite. Z jednej rodziny a każde dziecko o zupełnie innym usposobieniu. O tym jak zostali oni przyjęci za chwilę.

Dziękuję również Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu, a zwlaszcza pani Danucie Łuczak, która otoczyła nas tak troskliwą opieką i sprawiła, że sama wystawa była dopięta na ostatni guzik jednocześnie okazując nam mnóstwo serca i zrozumienia.

Dziękuję bardzo Fundacji Prodeste, a zwłaszcza pani Małgosi Grus, która w piękny sposób otwarła wystawę. Bez patosu, celnie i dając do myślenia.

I najdzielniejszym z dzielnych, czyli Paniom wolontariuszkom z Prodeste- p. Gosi i p. Kasi, które okiełznały młody narybek który licznie przybył na wystawę, w tym jedno takie rogate, moje własne które szalało jak zając w kapuście.

I p. Gosi Kołodziej która pomagała przygotować poczęstunek.
I Eli Dzedzej która pociągiem przytaszczyła dwie blachy ciasta, które rozeszly się migusiem, bo takie pyszniutkie były( ach, ten serniczek!!!)

A jak było?
Niesamowicie!!!!!!!!



Pani Dyrektor MBP- E. Kampa oraz pani wicedyrektor Niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedgagicznej Prodeste- Małgorzata Grus. Otwarcie wystawy.


Bogusia Budna, mama Józka opowiada o pasji syna. A syn drugi asystuje:)









A niezmordowany Józkowy Tato odpowiada na pytania. 









Sekcja juniorów w asyscie pań Wolontariuszek, pani Gosi i p. Kasi



Sekcja juniorów ogląda grafiki, a przemawia sam Józek. Jak widać w humorze nie najgorszym:)

Bracia w natarciu:)


Sztab Prodeste zawsze na posterunku! Od lewej p. Małgorzata Kołodziej, p. Monika Majszyk, p. Małgorzata Grus. Drużyna " M":)
Pożegnalne zdjęcie przed Biblioteką. Od lewej: p. Beata Gaj, Józkowy Tato, Paweł, Ela, Józek, Danusia, Justynka, Antosiowa Mama, Bogusia, Janek, Staś





Wydawało mi się, że ta wystawa może mnie zaskoczyć tylko organizacyjnie. Ale nie sama jej treść w sobie. Przecież prace Józka znałam juz wcześniej z bloga.
A patrzyłam na grafiki i nie mogłam się nadziwić. Z jednej strony pieczołowita drobiazgowość, perfekcyjna dokładność i gigantyczna wiedza. Bogusia, mama Józka opowiadała o każdym obrazie i możecie mi wierzyć , to były fachowe wykłady naukowe z prehistorii, biologii, przyrody.
A z drugiej strony niesamowity dobór kolorów. Kto spodziewał się wykresów genealogicznych dinozaurów musiał przeżyć niezły szok. Bo to naprawdę były prace plastyczne, barwe, pokazujące gigantyczną wyobraźnię Józka.
Tak, tak, wyobraźnię, coś czego podobno dzieci z autyzmem nie mają.

Zrobienie wystawy w Bibliotece było strzałem w dziesiątkę. Nieco się niepokoiłam co będzie gdy gwar i zamieszanie zaczną dokuczać Józkowi. Niepotrzebnie, Józek rozsiadł się przy przygotowanym dla niego stoliczku z książkami o dinozaurach i zagłębił w lekturze.
Rozbrajające było gdy JózekPawłem razem siedzieli zagłębieni w lekturze. Wokół nich moja Hania i Ela- siostra Józka na zmianę biegały i rysowały kredkami a oni  przeglądali książki.

Po jakiejś godzinie Józek chciał się przejechać windą. Pomna postów Bugusi o sławetnych ucieczkach Józka włączyłam tryb " kontroler", na szczęście Józek nie protestował mojemu towarzystwu. Wjechaliśmy na trzecie piętro, myślałam że będziemy zwiedzać bibliotekę. Ale nie, Józek powiedział że niżej widział książkę o historii Polski i chciałby ją zobaczyć. Zjechaliśmy więc windą w dół a Józek precyzyjnie podszedł do działu historia wojskowości i wybrał pozycje o działaniach wojennych w latach 1919-1945. Jak to on to wypatrzył? Jakim cudem? Przecież podróż oszkloną windą trwała kilka sekund! Józkowi wystarczyło, to wie tylko on jak tę książkę wypatrzył. Obejrzał, dokładnie odłożył w to samo miejsce i poprosił o pokazanie działu przyroda. A potem wybrał sobie pozycję, usiadł na krzesełku i zagłębił się w lekturze. Patrzyłam oniemiała na ten obrazek i zastanawiałam się czy kiedykolwiek nastąpi taka chwila, gdy moje dzieci- torpedy uzbrojone, będą przestymulowanie rozladowywać poprzez spokojną lekturę....

Bałam się , naprawdę się balam, że na wystawę przybędzie niewielu ludzi, w koncu jej organizacja była na ostatnią chwilę. Ale nie, było naprawdę sporo ludzi i co bardzo mnie cieszyło naprawdę chodzili wokół grafik , oglądali, czytali podpisy.
Gdzieniegdzie przebieglo dziecko, bo przyszlo sporo rodzin z dziećmi, gdziegniegdzie i Józek coś pokazał, wskazał palcem, opowiedział. Z jednej strony byl niemały harmider a z drugiej ciepła, niemal rodzinna atmosfera.

Bardzo się cieszę, że przy okazji wystawy odbylo się małe spotkanie rodzin znanych ze środowiska blogowego. Przyjechała spod Raciborza Justynka z mamą Danusią i Kasią. Przyjechał Paweł z mamą Elą i kuzynami. Mignęło mi przed oczami kilka " rodzin prodestańskich". Udało się chwilkę porozmawiać, tylko chwilkę, ale miło było się spotkać.

Co ważne, dopisaly media. Bogusia i p. Gosia Grus co rusz byly oblegane przez dziennikarzy. To ważne, bo wystawa ma przybliżać świat osób  z autyzmem i zachęcać do dalszego poszukiwania informacji na temat niesamowitych umysłów naszych dzieci. Czy się udało? Okaże się tak naprawdę za jakiś czas, ale pierwsze relacje w mediach dają ogromną nadzieję:

TVP OPOLE  ( ostatnie minuty programu)
Radio Plus

Radio Opole

Gazeta Wyborcza Opole


Tu pragnę z całego serca podziekować za patronat Prezydentowi Miasta Opole, Radiu Plus Opole ( i niezastąpionej pani Ewie Szyndler), Radiu Opole. Już od kilku miesięcy insytucje te wspierają Fundację Prodeste w każdym dzialaniu na rzecz osób z autyzm, a tylko dzieki ich wsparciu jest nadzieja , że i w naszym mieście autyzm niebawem przestanie byc tematem tabu.

Jeszcze dziś dzwonią do mnie ludzie i pytają czy wystawa nadal jest w Bibliotece. Pani dyrektor Biblioteki również ubolewała, że obrazy są w Opolu na tak krótki czas. Z pozytywnego odzewu wynikają dwa wnioski.

Pierwszy: koniecznie trzeba zrobić kolejną edycję, bo jest ogromne zapotrzebowanie na taki działania. Józek musi się znów wybrać do Opola. Tu już w ramach pierwszych gorących wymian wrażeń z p. Gosią i p. Moniką- sztabem z Prodeste padly pierwsze deklaracje o wystawie dla naszych dzieciaków. Bo i odbiorcy potrzebują takich form informacji o autyzmie i dzieci pilnie potrzebują akceptacji dla własnej formy wyrażania siebie. To ważne. Więc po wakacjach do roboty:)

Drugi wniosek: my rodzice również potrzebujemy swojej strefy. Widać bylo podczas wystawy jak ważne dla rodziców jest podejśc, porozmawiać, popatrzec na siebie i nasze dzieci ze zrozumieniem. Takie imprezy jak wystawa czy Dzień Autyzmu są oczywiście fajnym  pretekstem do spotkań, ale nie zaspokajają potrzeb rodziców w kwestii rozmowy. Trzeba pomyśleć nad tym by Koło Rodziców mogło w jakiś sposob spotykać sie cyklicznie i wspierać się samą swoją obecnością.

Już po spakowaniu wystawy, gdy hol Biblioteki opustoszał usiadłyśmy z p. Moniką z Prodeste nad brzegiem Młynówki i zaczełysmy rozmawiać o wrażeniach. Uderzylo nas , że podczas wystawy spotkały się trzy dzieciaczki z autyzmem: Józek, Justynka i Paweł ( bo Antoś po drzemce dotarł na sam koniec). Trzy kompletnie różne osobowiści, zupelnie inni ludzie o innym usposobieniu, zachowaniach, zainteresowaniach. A wg nomenklatury medycznej tacy sami- F.84.0, autyzm dziecięcy. Nie potrafimy się z p. Moniką nadziwić jak różne to potrafi byc zaburzenie mimo, że niby schemat ten sam.

I na tą trójkę dzieci z autyzmem przypadała jedna dziewczynka z ADHD. Legendarny autyzm, który tak obrósł sterotypami o trudnych zachowaniach kompletnie nie wyróżnial się z tłumu ludzi. Czego o ADHD, stokroć " lżejszym" zaburzeniu już tego powiedzieć nie można.

Bardzo mną poruszyło wystapienie p. Gosi Grus z Prodeste. Niby oczywista oczywistość, zaznaczenie że każde dziecko w inny sposób potrzega świat i inaczej się wyraża. Że u jednych to są daty, u innych dźwięki a u jeszcze innych- jak u Józka- piksele.
No przecież to żadna nowość, prawda? Ale dopiero w otoczeniu milionów pikseli przeniesionych na płótno dotarło do mnie, że przecież ja walczę z tymi autkami u Antka jak z wiatrakami, sama w sumie nie wiem po co. Bo może dla niego te auta są znacznie ważniejsze niż mi się wydaje. Może , nie dziś, nie jutro ale za parę lat wyniknie z nich jakaś piękna przygoda? Może to co ja dzis nazywam glupią fiksacją w przyszłości zakonczy się współpracą z Generals Motors?:)


Stacja autyzm. Peron Opole już się przerzedził. Podróżni rozeszli się do domu. Bagaż zabrali ze sobą. Myślę, że wartościowy.

Dla mnie to było cudowne doświadczenie.
Dziękuję Wam, Józkowa Familio.



3 komentarze:

  1. Ja walczyłem z ciuchciami, aż któregoś dnia zobaczyłam minę Oliwka, gdy znalazł ukryte pudła. Stwierdziliśmy, że to jego pasja, której nie moźemy mu ząbronić zbyt wiele dla niego znaczy.
    Co więcej zaczeliśmy wykorzystywać tą pasje do nauki emocji, kolorów, liczb, imion :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama wystawa cisną, a spotkaniA wątkiem gronie ogromnie zazdrościmy :)

      Usuń
  2. jeszcze raz chętnie przeczytałam o Stacji autyzm w Opolu - dla nas to było bardzo przyjemny przystanek - Gosiu- dziękuję za wszystko!

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...