wtorek, 16 lipca 2013

Relacja wtorkowa

Po śniadaniu Antoś od razu poszedł pracować na zajęcia. Antosiowy Tato z  Hanią udali się w tym czasie zwiedzać okolicę. Czepiak, jak to czepiak, ma wewnętrzny GPS i wszędzie dostrzeże plac zabaw na którym będzie się mogła czepiać i zwisać. Nie marnując więc czasu postanowiła przetestować lokalne specjały, tfu place zabaw.










Antonio w tym czasie się terapiował. A na popołudnie była zaplanowana wycieczka do Szczawnicy.
I tu pojawił się problem. O ile podróż minęła nam przyjemnie o tyle sama Szczawnica się Antkowi nie spodobała. Albo raczej nie miała okazji spodobać.
Jako, że Antoś jest dość wszędobylskim dzieckiem, które na pewno spokojnie nie spacerowało by promenadą został Antoni umieszczony w nosidle turystycznym, by dość sprawnie pokonać obszar Grajdołka. No i wszystko pięknie i ładnie, ale w nosidle Antek wymaga aby iść. A wycieczka co 200 metrów zatrzymywała się na postój by małe nóżki innych piechurów odpoczęły oraz by pogubieni turnusowicze odnaleźli się w polu widzenia.I to już się Antosiowi nie spodobało. Po prawdzie w pełni go rozumiem, postoje trwały krótko, około 5 minut , więc zbyt mało to czasu by Antosia z nosidła wypiąć i pozwolić mu biegać. Za nic na świecie po tak krótkim czasie nie wpakowalibyśmy go do nosidła. A niemiło było mu patrzeć jak inne dzieci podchodzą do rzeki, fontanny, biegają i swawolą a on nie może. Toteż protestował. Protestował tym bardziej, że wokół nas było mnóstwo stoisk bazarkowo- kurortowych a każdy zawierał coś, czego Antoś pragnął ogromnie. I do tego Antoś niestety był niewyspany, na skutek zajęć nie odbyła się jego tradycyjna dwugodzinna drzemka, więc młody jegomość wszem i wobec, wszystkim ogłaszał swoje niezadowolenie czym wytwarzał efekt śnieżnej kuli.
Gdzie Antosiowy Tato dał radę tam starał się pozwalać Antosiowi uczestniczyć w atrakcjach, jego kręgosłup dokonywał cudów próbując schylić się do fontanny. Mimo wszystko to jednak nie była żadna frajda dla Antosia i z prawdziwą ulgą weszliśmy do autokaru a Antosiowy tato jeszcze dziś rozmasowuje siniaki od kopniaków Antulka.

Podjęliśmy więc decyzję że a) więcej na wycieczki do miasta, gdzie nie można wypuścić Antosia nie jedziemy. B) do Szczawnicy powrócimy w pierwszej wolnej chwili, żeby wynagrodzić Malutkiemu godziny spędzone w nosidle.











3 komentarze:

  1. Koniecznie do Szczawnicy jeszcze jedźcie! Antosiowi się spodoba na bank ;-) innej opcji nie ma bo Szczawnica cudna jest ;)
    PS. a mama to chyba ma luz na tym turnusie :-P

    OdpowiedzUsuń
  2. No wcale Antosiowi się nie dziwie, a tato musi mieć silniki, że ho ho

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...