czwartek, 18 lipca 2013

Czwartkowa rewolucja

Trzeba przyznać, że relacje z wycieczek i swawoli to tylko jedna strona turnusu. z drugiej jest zasuwanie i to potężne. Dziś mieliśmy wyprawę na basen , na której nasze dzieciaki coraz śmielej okupowały zjeżdżalnię. Zachęcona poniedziałkowymi harcami w wodzie z Justynką zaprosiłam ją do zabawy ale tym razem Justyna zdecydowanie odmówiła współpracy. Czemu?
Cóż, to wie już chyba tylko ona.
Potem przyszedł czas na zajęcia. Antoś zdrzemnął się 15 minut w autokarze, ale cóż to jest wobec rytuału dwugodzinnych drzemek w warunkach domowych?
Nic więc dziwnego, że na zajęciach działał w trybie bardzo slow. A przed obiadem odpłynął w objęcia Morfeusza i w panice załatwiałam zamienianie popołudniowych zajęć by mógł się wyspać, zjeść odgrzany obiad i jeszcze go nie zwrócić panu Radkowi w ramach brykania na SI.

Popołudnie zaś mieliśmy luźniejsze, postanowiliśmy więc pojechać na plac zabaw na którym harcowała kilka dni wcześniej Hania z Tatą. Coś mi strzeliło do głowy, podbiegłam do Justynki i wprawdzie bez wiary w cud, ale jednak zapytałam czy by się nie przejechała ze mną. Mało się nie zabiłam wracając o własną szczękę, gdyż Justynka się zgodziła!!! Gdy Antosiowy Tato zapinał Justynkę ja opanowywałam panikę w głowie. Bo Justynka jechała sama z nami, bez mamy, bez Kasi!!! I co ja zrobię jak się zdenerwuje?
Albo nie będzie chciała mnie słuchać np przy przechodzeniu przez ulicę?
Albo mi ucieknie?
Albo nie odezwie się słowem?
Albo się rozpłacze?
No co?

Podjechaliśmy pod plac zabaw i zonk. Zamknięty na cztery spusty. O kurde bele, obiecałam dzieciom. Całej trójce!!! Nie ma wyjścia, dzwonię do Justynkowej Mamy i informuję że porywam jej dziecko jeszcze nie wiem gdzie i jeszcze nie wiem na jak długo ale plac zabaw znaleźć musimy. I na kolację raczej wrócimy.

Plac zabaw wprawdzie najbliższy okazał się być nieco za Krościenkiem a Justynka pewnie jeszcze kilka lat będzie się ze mnie naśmiewać wypominając mi genialny manewr zawracania na drodze dzięki czemu zablokowałam na kilka minut oba pasy roku ( ale przynajmniej humory się w aucie poprawiły) ale plac zabaw został znaleziony!!!!

Narada Wielkiej Trójki. Zrobimy im jakiś numer? eeeee nie, są wystarczająco przerażeni:)


Jeszcze tylko szybki telefon uprzedzający że się jednak ciut spóźnimy na kolację i zaczynamy zabawę.

Obszerna fotorelacja z tej epokowej chwili znajduje się na blogu Justynki. Stąd również pochodzi ta dokumentacja multimedialna: blog Justynki.









Uważny obserwator dostrzeże lekki niepokój w oczach Justynki gdy wsiadała do auta, ogromną czułość z którą opiekowała się Antosiem oraz radość z brykania z Hanią. A najuważniejsi dostrzegą również że gdzieniegdzie dziewczynki ze sobą rozmawiają. Antosiowy Tato skwitował to cytując klasyka ": To gada!!!".
Niesamowita chwila, ogromna odpowiedzialność za to wrażliwe dzieciątko i absolutnie uskrzydlająca radość gdy wracali razem, cała trójka z tyłu uhahani, zmęczeni ale też trzymając się za ręce. Każde z tych dzieci pokonało swoje ograniczenia w ciągu jednej króciutkiej godziny. Hania też, bo dla tej trzpiotki bycie uważną i ostrożną na drugą osobę to ogromny wyczyn. Gdy patrzyłam podczas kolacji ( zdążyliśmy , a co!!!) jak Justynka denuncjuje mnie przed mamą z moich wyczynów na drodze miałam poczucie że ta dziewczynka jeszcze nas zaskoczy. I wiem, że się nie pomyliłam, to tylko kwestia czasu.

Chwilo, trwaj!!!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...