poniedziałek, 29 lipca 2013

Czorsztyn i " tatek"

Niedziela również przebiegła wycieczkowo. Tym razem kierunek Czorsztyn, ze zwiedzaniem zamku, przepłynięciem zalewu, spacerkiem po tamie oraz przejściem Halą Majerz, gdzie można było zobaczyć jak powstają oscypki. To był bardzo ciekawy dla Antulka dzień. Już sam zamek zrobił na małym wielkie wrażenie. Obszedł wszystkie zakątki, zaprzyjaźnił się z katem, choć zdjęcia nie dał sobie za nic na świecie z oprawcą zrobić.
Harce pod zamkiem


Wbrew prośbom matki Antoś samodzielnie zdobywał schody na zamek. Na szczęście asekurowal nas dzielny p. Kuba-kierownik turnusu



Hania- koneser zamków wszelakich.


Był szturm na zamek to jest i lup zdobyczny. Czwarty pojazd drewniany podczas turnusu, a końca turnusu jeszcze nie widać. 


 Spacerek na hali Antosia zrelaksował, same oscypki nie zrobiły na niego żadnego wrażenia, w przeciwieństwie do ognia w wędzarni. Do chaty za przewodników stada upatrzył sobie Wiącków, zaś po hali maleńki spacerował " na leniucha", na plecach taty.Nas z Antosiowym Tatą trochę tęsknota ogarnęła gdy zobaczyliśmy drogowskaz " Trzy korony- 2 godziny 15 minut". Oj, pohasał by człowiek po górach...
Na szczęście widoki z hali i tak były oszałamiające, nawet bez wysokich szczytów.

W końcu trzeba zacieśniać więzi rodzinne, prawda?


O jaaaaaa, masz Rainbow Dash!!!! I już sie Antoś nie odczepił od Justynki ani na chwilę...



Hala Majerz


I szybka lekcja skąd się to mleko bierze i dlaczego


Oraz dowód że oscypki na hali były autentyczne


Antoś w wersji globtroter


Od trzech już lat zdobywa góry na plecach tatusia

 Jednak największe wrażenie zrobił na Antosiu statek. Gdy tylko pojawiliśmy się na przystani Tosik od razu przebierał nóżkami w kierunku podestu i od razu zdejmował buty. Miałam niezłą kartę przetargową by wcisnąć w małego wędrowca zupę pomidorową, myślę, że zjadłby wszystko bylebym mu wreszcie pozwoliła wejść na pomost. Gdy tylko weszliśmy na statek i ruszyliśmy Antoś oniemiał. Musiał być pod wielkim wrażeniem bo całe 20 minut siedział spokojnie i nigdzie nie biegał. No ale ile można siedzieć i podziwiać widoki? Trzeba się też trochę rozerwać , prawda?

Tatek! Tatek!!

Hania lew morski...tfu, zalewowy!


Harnaś jak żywy


Ciocia Danusia ma powera!!!


Siuuuup i latam:)


Antoś obiegł cały statek " Harnaś", próbował przewrócić drewnianą postać górala,podpowiadał kapitanowi statku dokąd ma płynąć aż w końcu upolował ciocię Danusię i odczepić już się nie chciał, co mocno nadwyrężyło kręgosłup cioci i Kasi.
Przy wysiadaniu ze statku Antek znowu zaskoczył. Ja oczywiście włączyłam tryb troskliwej kwoki, bo tłum ludzi sie przeciskał, bo statek kołysze, po woda dookoła, więc nawołuję Antka żeby stał i nigdzie się nie ruszał ( nieludzkie wyzwanie, wiem). Na co Antek patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi oczami i zbulwersowany odpowiada" No toję, toję tu, tatek toi, toję ja"

Ja cież gwiżdżę!!!!! To najdłuższe zdanie jakie wypowiedział Antoś! I nazwał statek " tatek". CZAD!!!!!!!!!!

Podczas rejsu zapatrzyliśmy się w zamek w Niedzicy. Apetyt na zwiedzanie jednak musieliśmy poskromić, ceny biletów oraz straszne zmęczenie dzieci sprawiły że krótki czas wolny spędziliśmy na popasie podczas którego Antoś odpłynął zmęczony.

róbta co chceta, ja idę spać!!!


Popas zmeczonych


W niedzielę zapaliła się Antosiowi lampka " rezerwa" i od tego dnia będzie się toczył do przodu na turnusie ale już jednak na zwolnionym tempie. Oczywiście nie dość zwolnionym, bo po przyjeździe do pensjonatu nie przystąpić do gangu hulajnogowców czy nie szaleć z Justynką na placu zabaw. Jednak po tygodniu turnusowych zajęć i wycieczek po raz pierwszy dało znać potężne zmęczenie które będzie towarzyszyło Antosiowi już do samego wyjazdu.
W końcu dla takiego małego czlowieczka jak Antoś turnus  to naprawdę całodobowa, ciężka praca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...