sobota, 6 lipca 2013

Czepiak


Od początku zakładałam , że Hania na wystawę pojedzie ze mną , a Antoś się prześpi i dojedzie pod koniec. Wiedziałam, że dla Antka tłum ludzi, schody , windy to jednak mnóstwo wrażeń i długo by nie wytrzymał a i mnie byloby strasznie ciężko doglądać organizacji i biegać za Antosiem.

Plan był prosty. Po SI Hani jedziemy do domu się przebrać w odzienie bardziej wizytowe a potem do Biblioteki.
Po drodze odebrałyśmy z dworca od Eli i Pawła ciasto i pognałyśmy na miejsce wystawy.

Byłam cwana, do torby wrzuciłam pudelko pisaków i kredek wiedząc, że Hania na bank nie będzie stała grzecznie przed obrazami i podziwiała rysunki. Ale tego co się z Hanią nawyprawiało jednak nie przewidziałam.

Hania w swoim żywiole, dużo się działo. Na początku owszem fajnie rysowała przy stoliczku z Elą i zagadywała Józka pogrążonego w lekturze.






Pocżatkowo Czepiak uczepił się tylko maminej spódnicy


Ale gdy tylko zaczęli się zchodzić ludzie i Hania wypatrzyla znajome twarzy diabeł wcielony w nią wstąpił. Biegała, niemal latała, śpiewała, aż w końcu wymyśliła , że jest " czepiakiem".
Czepiak uczepił się ludzi i ich nie puszczał. Czepiak na ofiary upatrzył sobie głównie ekipę Prodeste sprawiając , że p. Monika nawet na wystawie była rozchwytywana przez pacjentkę.

Styl miał czepiak mieszany.
Napierw uczepiła się nóg p. Gosi i p. Kasi i te spacerowały po bibliotece z czepiakiem u kostek. Czepiaka nijak nie dało sie odkleić z poziomu nizin, ale gdyby przeczepić jej sciereczki z mikrofibry to kamienne podlogi byly by wypucowane na blysk. Z braku mikrofibry takową rolę pełniła sukienka. Biało-niebieska, bo Józek lubi niebieski. Pod koniec dnia buro-niebieska. Ale kto by sie tam czepiał ( nomen omen) kolorów.

 Czepiak chciał, naprawdę bardzo chciał oglądać obrazki. Ale te nóżki same czepiakowi chodziły.


Aż w końcu czepiał dopadł p. Gosię Wolontariuszkę


Potem czepiak upolował p. Monikę i zawisł na niej urozmaicając sobie wiszenie miarowymi uderzeniami w kolana p. Moniki.

Nastepnie czepiak postanowił pełnić funkcję spoiwa i uwiesił sie na trzech pracownikach Prodeste na raz, rozwieszając kończyny na poszczególnych terapeutów i wolontariuszy zaś głowę umieszczając w pozycji na " nietoperza".

Gdy już czepiak zlazł z doroslych doczepił się do Stasia, brata Józka. Nie tym razem nie wieszal się czepiak, Staś tylko trochę wyższy od Hani więc żadne wyzwanie. Ale za to Staś został wrobiony w wyciaganie kamieni z dekoracji Biblioteki, Staś dżentelmen jest , kobiecie nie odmawia. Tyle, że Hanka nie zna umiaru, a Stasiowi się znudzilo więc bylo larum, bo Staś się już z nią nie chce bawić a i Pan Ochraniarz kazał Hance odłożyć kamienie na miejsce. Z dobre 20 minut odkładała, tyle tego bylo....

Gdy po wystawie poszliśmy na lody myślałam , że padnie jak długa. A skądże! Antoś już do nas doszedł, bawił sie ładnie klockami oraz chował w domku z plastiku. A czepiak dalej wywija nogami wokół ucha i próbuje się wspiąć na kolumny.

I choć sił już było we mnie maleńko pobiegliśmy na spotkanie z Justynką, Kasią i mamą Danusią do Zoo.
Zakładałam, że może jak ją zafascynują zwierzęta to choć na chwile postoi przed klatkami w bezruchu.

Zwłaszcza że ukrop straszny, my spływaliśmy potem, a i Hanka mimo godzin popołudniowych była o śniadaniu i dwóch ciastkach.
Ano nie da rady. Czepiak przeszedł na alternatywne źródło odzywiania- fotosyntezę. Im bardziej grzeje slońce tym więcej ona ma  energii. Ciekawe gdzie u niej mieści się chorofil...;-/

I tak, gdy Justynka, Kasia i Antoś wpatrywali się w sztuczki uszatek Hanka zdobywała ogrodzenie. A jak zdobyła uczepiła się drzewa.

Ruszyliśmy więc zwiedzać Zoo. A że wypożyczyliśmy taki oto wóz drabiniasty młoda para zacieśniała więzy podczas urokliwej przejażdzki. Rolę konia pociagowego pełnili Antosiowi Rodzice. A czepiak tylko chwilę jechał spokojnie, potem postanowił jechać na stojąco a potem gnal i się wspinał jak to tylko czepiaki potrafią.

Romantyczna przejażdżka



A czepiak grzecznie siedzi. Ale gdy już siedzi to chociaż kijem od wozu pomacha. 



Tu też niestety zludzenia matki prysnęły niczym bańki mydlane. Bo matka miała nadzieję, że taka wielka żyrafa albo chociaż hipopotam zainteresują Antosia, w końcu w Zoo juz dobry rok z kawalkiem nie był, a sporo się przez ten czas zmienił.
Nic z tego, owszem okiem zarzucił na zwierzaki, ale euforii nie bylo. O stokroć bardziej podobały mu się rzeczki, strumienie i wodospad u goryla. A już jak zobaczył traktor to oblicze pięknie się rozpromieniło.
Trudno, fauna jednak nie będzie ulubioną dziedziną u Antosia....

Jak dzień dziecka to dzień dziecka. Po Zoo ruszyliśmy na niezdrowe frytki. Antoś odpadł w samochodzie ucinając sobie dłuższą drzemkę. A czepiak? Czepiak wsunął cały zestaw Happy Meal, bynajmniej nie z głodu. To byl warunek, który czepiak musiał spelnić by móc uczepić się wypasionej i skomplikowanej zjeżdżalni. Siedzieliśmy ugotowani na werandzie, nogi nam właziły tam gdzie w sumie anatomia nakazuje, nawet Justynka miała wyłączony przycisk power i tylko raz zjechała ze zjeżdżalni. A czepiak?????? Czepiak wspinał się i ślizgał na potęgę.
Gdy wreszcie przed godziną 20 zapięłam czepiaka w fotelik i zarządziłam odwrót do domu czepiak filuternie zapytał;
" A co możemy teraz atrakcyjnego zrobić?"

Dziecko!!!!
No jak???
Jakim cudem???
Jeszcze???????
przecież ja lecę z nóg, ledwo mi siły starcza na obsługę gazu i hamulca a Ty chcesz jeszcze coś robić?

No więc czepiak siły ma nieskonczone. Przy tym jest uprzejma( zazwyczaj), urocza, empatyczna i serdeczna. Naprawdę grzeczne i kochane dziecko. Nikt  normalny nie posądziłby jej o niegrzeczność, taka jest milutka. Tylko przemieszcza się z prędkością światła i czepia. Wszystkiego czepia. I zwisa, jednocześnie machając zalotnie nóżką nad uchem.

Czepiak ma dwa razy w tygodniu terapię SI. Raz w tygodniu hipo. W okresie przedszkolnym gimnastykę, rytmikę i dwa razy w tygodniu tańce. No ale teraz nie ma przedszkola więc każde popołudnie spędzamy aktywnie, nad wodą, w kulkach, na placu zabaw. Dźwięczą mi w głowie słowa p. Radka Rogozińskiego, z konferencji w Namysłowie " należy dostarczać rozmaitych aktywności i bodźców, to jedyny sposób na zaburzenia integracji sensorycznej". Więc dostarczam ile się da, jeziora, basen, kulki, place zabaw, hulajnoga itd. Od tego dostarczania to już matka nosem zaryła się w prekambrze albo jurze ze zmęczenia. Bo matka to już jednak nie jest mloda łania i kondycyjnie ciut nie wyrabia. Ale twardo dostarcza.
A czepiak nadal jest nienasycony.
Bo czepiak ma ADHD.

Więc jak matce znowu ta ruda wiedźma z szóstego piętra powie, że czepiak jest niegrzeczny i przydało by mu się więcej dyscypilny to matka rudej wiedźmietak przywali w podobiznę że rysopis straci. Bo matce faktycznie przydało by się więcej dyscypliny i matka bywa bardzo niegrzeczna. A czepiak ma problem z którym stara sobie poradzić jak umie. I czepiak nikomu krzywdy nie robi jak sobie macha stopą za uchem, a ruda wiedźma owszem swoim gadaniem.

To mówiłam ja. Ruda matka. I niegrzeczna. I niezdyscypliwana.

2 komentarze:

  1. Byłam pod wrażeniem jak Antoś w ZOO uderzał w serducho Justyny, siedział sobie w wózku, specjalnie wyrzucał swój samochodzik, i nikt inny tylko Justynka mogła go podnosić.
    Po powrocie do domu, mała mówi: Koniecznie muszę się nauczyć języka Antosia i gestów by się z nim dogadać:)bo ja też jestem czasami nierozmawialna.

    OdpowiedzUsuń
  2. to już mamy pełen obraz stacji autyzm peron Opole- teraz widziany od poziomu spódnicy mamy!

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...