poniedziałek, 15 lipca 2013

Basenowo i autokarowo

A na poniedziałek zaplanowano z samego rańca basen. O sam basen się nie martwiłam, Antulek uwielbia się ostatnio chlapać, a informacja, że na basenie będzie zjeżdżalnia upewniła mnie , że dzieciaki będą sie chichotać całą godzinę.
Za to pozostawała kwestia JAK się tam dostać. Wg planu autokarem, no przecież nic prostszego, prawda?
Prawie....
Nie powiem, podjęłam kilkukrotną próbę przemieszczenia się z Antosiem autobusem dalekobieżnym. Nie na jakiejś wypasionej trasie, ledwie do Zawady na koniki( 10-15 minut drogi).
Nie polecam.
Nawet wytrawnym kulturystom.
Antoś nieprzypięty pasami śmigał po całym autokarze, wywalając się na każdym zakręcie. A gdy uciekinierowi uniemożliwiłam buszowanie po autokarze i przytrzymałam dorodnym swym ramieniem Maleńki dostawał szału, wyrywał się okrutnie i miarowo naparzał główką w szybę.
Szalenie niebezpieczne, potężnie uciążliwe, bardzo obciążające i Antulka i mnie.
A tu proszę bardzo, pierwszy dzień, pierwsza wycieczka i autokar.
Matka zbladła.
Dawaj zaczęła biec za p. Kubą- K-owiec turnusu- i wypytuje ile trwa podróż do Szczawnicy.
A króciutko, 20 minut, no może 25...
Niedobrze, kruca bomba, bardzo niedobrze.
A czy jest możliwość jechania autem jako ogon autobusem?Bo w aucie Antek się nie wyrywa...
No jest, ale nie chcecie spróbować? Może warto spróbować?
Matka była głęboko przekonana , że zarówno p. Kuba jak i reszta pasażerów nie chciała by byśmy próbowali.
Ostatnia deska ratunku. Pasy!!! Jeśli w autobusie będą pasy i się Antulka przypnie będzie siedział grzeczniutko( raczej). Antoś z grubsza szanuje zasady, a skoro jest zasada nie uciekania z pasów zwykle nie ucieka.
Pan Kuba nie wiedział czy są pasy, polowaliśmy więc na Pana Kierowcę, w między czasie matka rozpaczliwie wertowała atlas samochodowy, bo że się zgubi podążając za autobusem to prawie pewne.

Uffff, po śniadaniu okazało się , że są pasy. Staliśmy już 10 minut przed odjazdem pod autokarem byleby zająć odpowiednie miejsce. Zapięłam Antosia drżącymi rękami ( czekając na wieeeelką masakrę dźwiękową) i ...NIC.

Antoś byl pod takim wrażeniem wielkiego, wygodnego autokaru że siedział grzeczniutko, wpatrywał się przez szybę, pokazywał paluszkiem traktory i koparki. A największa radość była gdy p. Kuba opowiadał o okolicy przez mikrofon , słuchał zainteresowany i pokazywał rączką głośniki skąd dobiegał głos.

o jaaaaa, ale duże okno!!!



To gada!!!

Super, teraz matka kombinuje nad wersją turystyczną zestawu pasów co by móc je ze sobą w różne miejsca zabierać. Ile możliwości by się przed nami w ten sposób otwarło!!!!

A na basenie harcu, hulanki i swawole. Szaleństwom nie było końca. O ile pływanie z mamą było fajne o tyle zjeżdżanie ze zjeżdżalni było wprost odjazdowe. Antoś co chwilę pokonywał schody na zjeżdżalnię i bardzo był niezadowolony gdy czas na basenie już minął.

Pływamy



Siuuuup do wody


wariacje z tatą


Hania jak zwykle w bardzo naturalnej pozycji:)


U wylotu zjeżdżalni humor był najlepszy:)


Matka robiła głupie miny żeby skusić Justynkę do zabawy. Tym razem nie wyszło, ale matka jeszcze znów pozjeżdża ze zjeżdżalni. Matka to wie. 


A teraz pan ma relaks. w jaccuzi. W końcu wakacje:)

 W drodze powrotnej przysnął w autokarze, tak go szaleństwa na basenie wymęczyły i tak kojąco działał na niego autokar.
Kto by pomyślał?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...