środa, 19 czerwca 2013

Prawie wakacyjnie


Przede wszystkim chciałam Wam wszystkim najmocniej podziękować za Wasze zaangażowanie w kwestię " pani Krysi". Kochani, nawet nie wiecie jakie to dla nas ważne. Przez chwilę po aferze " zamkowej' sądziłam, że może to ja jestem przewrażliwiona. Może to ja egoistycznie uważam , że moje dzieci to pępki świata, a przecież inni też mają potrzeby i oczekiwania.
Ale na szczęście Wasz odzew tu i na facebooku pokazał mi właściwą optykę. Sprawy moich dzieci nie są ani bardziej błahe ani ważniejsze od spraw innych ludzi. Są równie ważne. Równie nie oznacza mnie, chocby pięć pań Kryś sądziło inaczej.
Dlatego rozwiązanie kwestii pani Krystyny trwa i na pewno nie popuszczę:)

A tymczasem przyszło lato. A wraz z nim nastroje prawie wakacyjne. Od 3 dni popołudniami pakujemy kocyk, kąpielówki i ręczniki i brykamy na plażę! Mamy swoją ulubioną , nad Jeziorem Srebrnym, gdzie jest mało ludnie.
Nie dopadła nas fobia społeczna po aferze z panią Krysią, bynajmniej. Po prostu tam gdzie jest gorąco i dużo ludzi tam też są inne dzieci, a każde ze swoim zestawem piłek, zabawek do piasku.  A że Antoni towarzyski jest, chętnie podejdzie, zaproponuje wymianę to potem są piski i wrzaski gdy nadejdzie pora oddawania. Toteż umiejętności społeczne niech sobie Antek ćwiczy na placu zabaw i w żłobku, a na plaży my( dorośli) wolimy pluskanie i budowanie zamków niż pogoń za nie naszą piłką.
I tu ciekawostka. O ile budowanie zamków to dla Antośka umiarkowana atrakcja, może dlatego że Hania zarządziła budowanie Canterlotu dla kucyków, o tyle jezioro, woda, pluskanie to jest coś arcyfantastycznego.
Kontakt z piaskiem- żaden problem. Bieganie boso po szyszkach i patyczkach? Nie ma sprawy! Błotko? a czemu nie?
Nawet przerwy żywieniowej Mlody nie chciał sobie zrobić i wsuwał kotleta z nogami w jeziorze. A że mama cos tam marudziła że tak nie wolno, że brudno. E tam, przecież to nie sanepid! Nawet jak kotlecior wpadł w piasek to wystarczyło go otrzepać i już był jadalny.

Model-podróżnik



















Najlepsza zabawa to jednak podrzucanie w wodzie i samoloty z lądowiskiem w jeziorze. Nie przypominam sobie, żeby Antoś kiedykolwiek tyle razy użył gestu " jeszcze". I jakoś nie przeszkadzało mu, że ma mokre włosy, że błotko kapnęło na brzuszek, że go dotykam w tej wodzie.
Niby oczywista oczywistość a dla mnie powód do niezłego zastanawiania. Bo skoro niechęć Antosia do kąpieli nie leży w kwestii wody, to trzeba szukać dalej.
Nieco tą niechęć już przełamali nasi nowi domownicy : Pani Rybka i Pan Żaba.




Teraz żadna wizyta w wannie nie może się obejść bez pacynkowo- myjkowego teatrzyku, ale nadal więcej jest łaskotek niż rzetelnego mycia, bo jednak coś koledze w czyszczeniu przeszkadza. Trzeba będzie przyjrzeć się tematowi z p. Gosią, naszą terapeutką SI.
Ale dzięki kreatywnemu przełamywaniu niechęci kąpielowej odkryłam , że Antoś bardzo lubi zabawy pacynkami, toteż poszukuję kogoś kto wybiera się do Ikei. Zestaw pacynek z Ikei jest wypaśny, ale do Wrocławia to jednak ja się po pacyneczki nie wybiorę. Czy ktoś z Pań lub Panów będzie niebawem i mógłby dla nas takowy zakup sfinalizować( oczywiście środki płatnicze wcześniej przeleję na wskazany adres:), albo wie gdzie można zakupić takie wypasione pacynki?
Bo zabawa w udawanie to jest to co teraz najbardziej ( poza autami rzecz jasna) Antośka fascynuje. Nawet dziś, na zajęciach logopedycznych, p. Ania nie mogła się Antośka nachwalić za zabawę symboliczną.

Przy okazji rozmawiamy już z terapeutami o grafiku wakacyjnym. Bo naszą tradycją jest...że Antoś ma wakacje. Caly rok ciężko zasuwał, więc w wakacje poza terapią SI i hipoterapią, których przerwać ani na chwilę nie możemy, mlody się byczy. Regeneruje, przetwarza to, czego się przez ostatni rok nauczył. I bawi, bawi, bawi.
W tym roku oczywiście spełnia się też nasze wielkie marzenie- turnus rehablitacyjny, co pracą też będzie. Ale poza turnusem luz, blues i letnie atrakcje.
Mamy to szczęście, że nasi terapeuci nie traktują takiego podejścia jako fanaberii tylko rzeczywiście rozumieją, że Antoś potrzebuje przerwy. Ba, rok temu to nasza terapeutka prowadzona wydała nam polecenie na wakacje by nie pracować a odpoczywać. Dlatego w lipcu i połowie sierpnia Antoś nawet do żłobka nie będzie chodził. Za to planujemy maleńki wypad w Beskid Żywiecki. No i matka postanowiła w tym roku podnieść poprzeczkę wysoko i dzięki wspaniałej matce chrzestnej- harcerce zabiera dzieci na biwak. Taki prawdziwy, bez prądu, bieżącej wody i z mieszkaniem w namiocie. To dopiero będzie kształtowanie samodzielności!

Odpoczynek od terapii Antulka jest też ważny ze względu na Hanię, bo akurat dla niej wakacje to czas na terapię. Korzystamy z sezony turnusowo-wakacyjnego i wykorzystujemy wolne miejsca na rehabilitacji na podreperowanie Hani. Zaczęliśmy juz w zeszłym tygodniu. Hanulec jest uosobieniem szczęścia że teraz to ona może latać na helikopterze w ramach zajęć SI!!!Toteż klin- klinem, nudno nie będzie i tak zupełnie matka nie zapomni co to znaczy wykonywanie ćwiczeń, sekwencje etc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...