sobota, 15 czerwca 2013

Obuchem w głowę



Wczoraj Antulek miał imieniny. Generalnie nie przywiązujemy wagi do imienin, ale w końcu każda okazja jest dobra żeby zrobić coś fajnego, prawda?
Po południu więc postanowiliśmy odczarować złe doświadczenia z pałacem w Mosznej i wyruszyliśmy na wycieczkę.
Okoliczności bardzo sprzyjające, pogoda dopisała, w czwartek popołudniu jest tam mniej ludnie, sprawdziliśmy- nie była planowana żadna masowa impreza. Więc zapowiadał się fajny czas, mnóstwo otwartej przestrzeni do biegania, fontanna, mostki, wielgachny zamek ( który z historycznego punktu widzenia jest pałacem, ale nie czepiajmy się detali w imieniny). No i tym razem skład osobowy rodziny był pełny, więc i matka spokojniejsza,że Antonio się nie zgubi.

Hania od razu zarządziła zwiedzanie zamku, jednak etap fascynacji księżniczkami robi swoje. Po wywiadzie w recepcji okazało się, że generalnie nie ma możliwości zwiedzania indywidualnego wnętrz, ale akurat jedna grupa się wysypała i o 18.00 przewodnik będzie oprowadzał. Do 18.00 zostało nam 15 minut, więc zakupiliśmy bilet rodzinny i spokojnie czekaliśmy.

To znaczy prawie spokojnie. Na tyle na ile da się poczekać z niespełna trzyletnim bąblem pod pachą. Antoś chciał już i teraz wdrapywać się po schodach, ale udało nam się zapędy eksploratora poskromić do godziny 18.00. Tyle, że pani przewodnik się spóźniła. No niby nic, 15 minut. Żaden problem. Ale....
Dla Antosia który czekał już dłuższą chwilę to był niemały kawałek czasu. W holu wytworzyła się jakaś większa grupa emerytów, co jednak zamieszaniem pewnym jest. Antoś po prostu znudzony był komendami " nie wolno", " nie wchodzimy tu", " czekamy" i chciał już pognać przed siebie, przez co chwilkę pokrzyczał.

Nie jakoś wyjątkowo głośno. My wiemy przecież że Antoni może znaaaacznie więcej i głośniej krzyczeć. No ale wydawał z siebie odgłosy paszczowe co się ewidentnie nie spodobało pani przewodnik.
Pani przewodnik więc zaleciła nam podanie dziecku smoczka. Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że smoczka nie mamy ale zaraz będzie spokojnie ( wystarczyło ruszyć wreszcie!!!).

Wtedy pani przewodnik wylała z siebie wiadro żółci. Że ona wie że teraz to niepedagogiczne używać smoczka, bo my nowocześni rodzice jesteśmy tak oświeceni, że w ogóle nam się w głowach poprzewracało i nie umiemy sobie radzić z dzieckiem.

Oho!!!!
Antosiowemu Tacie zaczęła się ruszać szczęka. Wiercenie Antosia ' na barana" nie ułatwiało sprawy, a babsko zamiast nawijać o historii opolskiego Kopciuszka peroruje pedagogicznie. Podeszłam więc, wyciągnęłam z portfela legitymację Antosia( zresztą pierwszy raz poza autobusami) i powiedziałam , że wprawdzie smoczka nie mamy, ale za to doskonale wiemy jak sobie radzić z naszym niepełnosprawnym dzieckiem i wystarczy by ona zajęła się swoją pracą- oprowadzaniem a natychmiast problem rozwiążemy.

I pani wtedy wniosła się na wyżyny!!! Poinformowała nas że skoro zdecydowaliśmy się przyprowadzać TAKIE dziecko to powinniśmy zadbać by się należycie zachowywało!!! I że jeśli dziecko będzie wydawało z siebie jakieś dźwięki to nie będzie mogło wejść dalej.

Antosiowy Tata natychmiast wyszedł z holu zamku, z Antosiem rzecz jasna.
Hania w ryk , bo chciała zwiedzać zamek a Tata i Antoś wychodzą. Więc pyta się mnie Hanulek dlaczego oni uciekli. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że ta pani nie pozwoliła Antosiowi wejść. Hania w ryk podwójny z okrzykiem " to mój braciszek, tez chciał zobaczyć schody!!!!".

Podeszłam więc do pani która sprzedawała nam bilety i zażądałam zwrotu pieniędzy za bilet, tłumacząc, że wykupiliśmy bilet rodzinny, pani widziała że jesteśmy z dwójką dzieci, nikt nas nie poinformował że wstęp dzieci tylko w pasach bezpieczeństwa i z taśma klejącą na buzi wobec powyższego, po informacji uzyskanej od pani przewodnik nie ma możliwości na realizację usługi którą wykupiliśmy wobec czego żądamy zwrotu pieniędzy ( całe 25 złotych).

Pani recepcjonistka w szoku, rzuciła do przewodniczki ' no pani Krysiu, bez jaj". A pani Krysia na to odpowiedziała , że nas nie będzie oprowadzała i koniec.

Wypełniłam więc formularz tłumaczący korektę paragonu. Pobrałam dane kontaktowe zwierzchnika pani Krysi oraz poznałam pełne personalia Krystyny. Oraz dostałam gorące przeprosiny.
I co z tego?
Hania płakała bo chciała zobaczyć zamek i przykro jej było z powodu braciszka wykrzykując na cały hol " tak nie wolno!!!!" I skutecznie zagłuszając wykład pani Krysi o genealogi rodu Thiele- Wincler.

Pani recepcjonistka bocznym wejściem wpuściła nas do kawiarni pałacowej i oranżerii by Hania mogła cokolwiek zobaczyć. Jak się wówczas czuł Antoś i Antosiowy Tato nie wiem, spotkaliśmy się w ogrodzie pałacowym po chwili. Antosiowy Tato odpalał wówczas jednego papierosa za drugim a Antoś moczył się w fontannie i nie wyglądał na przejętego sytuacją ( choć z relacji Taty po czasie wynika że jednak kryzys przy schodach był).

Hania pytała dlaczego. Nie potrafiłam jej sensownie odpowiedzieć.
I znów poczułam jest jesteśmy rodziną autystyczną. Nie tylko Antoś w naszej rodzinie ma autyzm, tylko wszyscy , cała czwórka jesteśmy wyrzuceni poza nawias jakiekolwiek społeczeństwa, systemu. Nie mamy płaszczyzny by możliwie normalnie żyć, nawet jeśli bardzo chcemy. I bynajmniej nie z "winy" Antosia.

Jak mam temu dziecko pokazać świat, oswoić go , skoro świat z definicji zamyka Antosiowi drzwi przed nosem , stygmatyzując go???
Jak mam wychować świadome drugie dziecko, obywatela świata, skoro ze względu na brata mamy siedzieć w domu??
No jak???

Ale potem dzieci zaczęły już biegać po parku, my porozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku że nie. Jednak nie w nas leży problem. Bo Antoś nie zachowywał się nadzwyczaj inaczej, jakoś wyjątkowo dziwnie czy uciążliwie. Po prostu, jak każde trzyletnie dziecko zmuszone do długiego czekania lekko protestowało.
Pewnie szybko udało by się ten protest zażegnać gdyby tylko dano nam na to szansę.
Nie dano. Podarowano nam za to serię złotych mądrości oraz niezły cios w głowę.
Poniekąd moja wina. Po ciężką cholerę w ogóle wdawałam się z babsztylem w dyskusję? Po co uprzedziłam ( legitymacją), że Antoś jest dzieckiem wymagającym nieco więcej czasu na aklimatyzację?
Trzeba było stać na stanowisku że mamy bilet i nie zawahamy się go użyć a babsztyla mieć w niskim i głębokim poważaniu.

Tytułem wyjaśnienia. O historii zamku w Mosznej mogę sama opowiadać godzinami, zresztą robiłam to nie raz, przez lata z moimi studentami. W końcu jestem historykiem. Obecność więc pani przewodnik była nam de facto potrzebna jak kwiatek do kożucha. No ale samodzielnie wejść nie mogliśmy ( choć uprawnienia muzealnicze mam). Ale, ale... Doskonale wiem, że płaczące głośno i długo dziecko może przeszkadzać grupie w zwiedzaniu, może zakłócać wykład przewodnika więc gdyby rzeczywiście tak się stało natychmiast wyprowadziłabym familię, aż tak egoistyczna nie jestem. Tyle że...Antoś rozdarł się nim baba cokolwiek na temat zamku powiedziała. Cokolwiek!!! Nie dano nam żadnej , absolutnie żadnej szansy na reakcję od razu stawiając nas do pionu, dziób na kłódkę albo wynocha!!!

Więc ja przepraszam bardzo, ale mam takie zapytanie, po ciężkiego grzyba w ofercie zwiedzania jest bilet rodzinny??? Dlaczego na wstępie, na recepcji nie pada informacja, że dziecko jest za małe i wejść nie może???
Oczywiście takie zapytanie skierowałam już do zwierzchnika ' pani Krysi", zobaczymy jakie będzie oficjalne stanowisko.
Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że na teranie zamku mieści się Centrum Terapii Nerwic. No to jakby kwestię zrozumienia w tymże sanatorium mamy już omówioną...

Właśnie dlatego tak bliska jest mi inicjatywa Miejsce Przyjazne Osobom z Autyzmem. Takie, w którym osoba z autyzmem- niezależnie od wieku i skali problemów- będzie zawsze mile widziana. Miejsce o uporządkowanej przestrzeni, pozwalające na zachowanie intymności. To przestrzeń dobrze oznakowana i łatwa w odbiorze. Ale nader wszystko miejsce w którym obowiązuje miła i uprzejma obsługa oraz jasna i przejrzysta oferta. Miejsce, gdzie  chce się wracać, gdzie każdy czuje się dobrze i nieskrępowanie.



Na szczęście udało nam się przed dzieciakami poskromić burzliwe emocje i Antosiowy Tato wyciągnął z plecaka zdalnie sterowany samochód ( bo Antosiowy Tato to jest taki marines co to ma zawsze jakąś super atrakcję na czarną godzinę). Dzieciaki więc szalały i biegały po parku goniąc samochodzik. Oglądały tęczę która prześwitywała przez strumienie fontanny. Ganiały się z gołębiami, wąchały kwiatki, wspinały na ( zewnętrzne) schody pałacu i generalnie miały naprawdę świetną zabawę. Zobaczcie sami:


Tato marines to też tak naprawde duuuży chlopiec:)


Dziewczynki początkowo nie podzielały entuzjazmu/

Ale ten mniejszy chłopczyk mia z tego mnóstwo frajdy








 























I tylko żal, straszliwy żal i niesmak w nas pozostał...



30 komentarzy:

  1. O kurde co za babako szkoda słów, ale współczuję sytuacji....

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    jestem tatą Józia Budnego.
    Moja żona czytuje blogi w tym Wasz, i namówiła mnie do przeczytania tego wpisu. Z racji planowanej wizyty w Opolu wpadłem na pomysł odwiedzenia tego pałacu z rodzinką. I myślę sobie, że po naszej tam wizycie pani Krysia będzie zmuszona skorzystać co najmniej z porady w Centrum Terapii Nerwic. A ja może specjalnie spuszczę swoje młode pokolenie "ze smyczy".
    Tak naprawdę to z chęcią starłbym się z tym systemem.
    Pozdrowienia,
    Jarosław Budny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób to proszę, zrób. Znam Was, jesteście cudownymi rodzicami. A wiem, ze Ty jesteś wyjątkowym tatą. Poznaliśmy się w W-wie, w Muzeum Powstania Warszawskiego, byliśmy na placu zabaw...
      Pozdrawiam
      BaHa

      Usuń
    2. Panie Jarku! Przede wszystkim bardzo dziękuję za wsparcie! I zapewniam, że bardzo czekamy na Wasz przyjazd( z każdego powodu). A jeśli nie będziecie zważać na nasz pech to z ogromną przyjemnością oferuję wspólną wycieczkę do Mosznej, do Waszej radosnej czwóreczki dołączymy naszą dwójeczkę i żywcem nas nie wyprowadzą:-)

      Usuń
    3. Z sadystyczną radością dorzucę mojego Igora (też autystę i nawiasem mówiąc -kumpla Józia Budnego z klasy )uprzednio nakarmionego batonikiem zapitym oryginalną colą >:) :D:D:D Działanie tej mieszanki w połączeniu z jego głodem wiedzy sprawi,że "pani Krysia" skicha się rzadkim w locie i dostanie dożywotnią Kartę Stałego Pacjenta Oddziału Leczenia Ciężkich Nerwic Spowodowanych Permanentnym Brakiem Szacunku Do Bliźniego:P

      Usuń
    4. Panie Jarku, Bogusiu - sama chętnie pojechałabym z Tomkiem i resztą rodzinki po naszej wizycie to pewnie i centrum leczenia nerwic by pani Krysi nie pomógło. Niestety na kolejne 3 miesiące jestem lekko powiedziawszy uziemiona. Trzymam za panią Krysię kciuki coby nie wylądowała w psychiatryku, bo wierzę że wasza rodzinka da sobie z nią doskonale radę ;-)

      Usuń
    5. To my z Mają też do Was dołączymy z dziką rozkoszą!!!!Chciałabym zobaczyć minę pani Basi i jej reakcję na naszą niesamowitą grupę dzieciaczków. Centrum leczenia nerwic będzie odtąd jej stałym miejscem pobytu.Pozdrawiamy i całujemy bardzo!!!!!

      Usuń
  3. sytuacja w głowie z trudem się mieści i smiem powiedzieć kto tu ma autyzm? Strach przed nowym zupełnie nie znanym jest jednym z objawów . Może to pani K.
    Na osłodę mogę dodać, że i mnie sie ostatnio zdarzyło . Chodzę o kulach, ale na dłuższe trasy wybieram wózek, więc na tym wózku podjerzdzam do knajpy pubu na co ochroniarz Pani tam nie wjedzie. Powiedziałam ze wejde wstałąm z wóżka i z trudem poszłam po schodach wóżek dźwigała moja koleżanka a dwie inne sprwadzały rzeczony Pan ochroniarz nawet się nie ruszł. Dobrze, że Pani o tym napisała Barbara Jurkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Basiu, niestety taką nieczulicę widuję i u nas w mieście. Nie dalej jak wczoraj pan na wózku miał problem z wjechaniem na chodnik podczas przejścia przez światła. Zielone światło się zmieniło a nikt, kompletnie nikt z mijających mu nie pomógł. W końcu się wscieklam, wyszłam z samochodu i pomogłam. Reakcja kierowcow? Trąbili na mnie i wyzywali że blokuję zmianę świateł. Czasem nie ogarniam tego świata...

      Usuń
  4. Akurat dzisiaj naszła mnie taka refleksja, dlaczego tak mało widać na ulicach mam spacerujących z niepełnosprawnymi dziećmi... Takimi większymi, cięższymi, w "gorszym" stanie :/ Ja sama z moim obecnie 6-latkiem spacerowałam kiedyś baaardzo dużo, chodziłam na imprezy, do miasta itp. Ludzie na dzieciątko patrzyli z uśmiechem, sympatią, wszystko było super... A od jakiegoś czasu przestalam z nim wychodzić, jak już to gdzieś na ubocze, gdzie mniej osób może nas spotkać, mniej osób może popatrzeć z dezaprobatą na TAKIE dziecko :( A koniec mojej refleksji był taki, że głupia jestem, że to nie ja powinnam się wstydzić mojego dziecka, ale wszyscy ci, którym ono przeszkadza... O, i jutro idę na miasto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " zamkowa" sytuacja to nie pierwsza w naszym dwuletnim doświadczeniu z " innością". A ja oczywiście zawsze się denerwuję, płaczę, tupię nogami, piszę skargi i zażalenia a potem pakuję dzieciaki i znów idziemy zdobywać świat. Bo od siedzenia w domu nic się nigdy nie zmieni. Ani w rozwoju moich dzieci ani w mentalności. Trzeba łapać normalność gdzie się da, czasem niestety natykając się na miny w postaci pani Krysi.

      Usuń
  5. Faktycznie spotkało Was nie fajne przyjęcie, ale nie będę omijała tego zabytku z daleka oczywiście nie mam na myśli p. Krysi ,bo ona jest niereformowalnym komunistycznym betonem, a na takie jest tylko jeden sposób. Im bardziej olewasz tym bardziej jest wściekła. Poza tym chciałam Cu powiedzieć, ze mogłaś spokojnie dopominać się odszkodowania za dyskryminację. Wszak Polska podpisała konwencję Europejską w sprawie równego traktowania. Pozdrawiam cieplutko.
    Niepokorna
    Mama
    Antka
    BaHa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już drugie niefajne starcie na linii Antoś- Moszna i o ile Józkowa Familia licznym i silnym ramieniem nie wesprze nas to kolejnej próby chyba szybko nie podejmę. Ale p. Krysi nie podaruję i dołoże wszelkich starań by uprawnienia jej zostały zweryfikowane

      Usuń
  6. Ja miałam identyczną sytuacją z córką w Jaskini Raj - zapłakała i pani przewodnik zażądała opuszczenia imprezy. Niezależnie od autyzmu - skarżyć babsztyla po całości. To są zachowania absolutnie niedopuszczalne. a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to widzę, że idziemy śladami najlepszych bo rok temu wywalono nas z Antośkiem właśnie z Jaskini Raj. I to za co? Nie dotykał stalaktytow, nie gońił nietoperzy, nawet lampek nie macał, co akurat było niezłym cudem. No ale gadał po swojemu oraz uparcie, pomimo upomnień nie chciał stać w jednym miejscu w chwili przemowy przewodnika i biedny nie mógł się skupić. Chętnie poznam dwulatka który zawsze stoi w tym miejscu w którym się go poprosi. Tyle dobrze, że był Antosiowy Tato z nami i mógł dokończyć wyprawę z Hanią.

      Usuń
  7. przeczytałam sobie raz- ale spokojnie nie mogłam odpisać- ochłonęłam, podsunęłam mężowi do przeczytania. Nie zdzierżył, skomentował, chociaż rzadko to robi. Delikatniej na blogu, mniej delikatniej pod nosem. Potem przeczytałam jeszcze raz i dopiero mogłam ucieszyć się z Waszej świetnej zabawy po wszystkim.
    Żal tych schodów nieobejrzanych, Hani mówiącej, że brat chciał to zobaczyć, taty wypalającego kolejnego papierosa. Że też spotykamy te panie Krysie - tak pewne swoich racji. Trzymajcie się kochani- my z Wami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogusiu, bardzo dziękujemy za Wasze wsparcie, zrozumienie i Twój wpis na blogu. Naprawdę było mi to bardzo potrzebne, bo jednak nie jestem rozhisteryzowaną i przewrażliwioną mamuśką.

      Usuń
  8. jestem godna podziwu dla Państwa spokoju i wielkiej milości oraz serdeczeności ja te babsko bym poprostu rozniosła gdyby powiedziala do mnie TAKIE DZIECKO.. Ona sama jest NIETAKA .. Macie Państwo cudowne dzieci i tworzycie wspaniałą rodzinkę godną nasladowania .. życzę wszystkiego co najlepsze dla Was i nieprzejmujcie się kimś tak zdesperowanym ze utkwił dawno temu mózgiem w tych murach pałacu .Zycze wszystkiego dobrego :-) Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym spokojem to właśnie jest u nas bardzo krucho. Dlatego już parę lat temu opracowaliśmy złoty plan działania: w sytuacjach trudnych Antosiowy Tato wychodzi a ja staram sie dyskutowac i wyjasniac. Antosiowy Tato bynajmniej nie tchorzy, po prostu jest czlowiekiem ktory najpierw bije a potem wyjasnia jeśli chodzi o dobro dzieci. Więc by uniknąc obrazków zdecydowanie nie przeznaczonych dla oczu naszych dzieci wolimy działać w podgrupach;-)

      Usuń
    2. Może nadszedł czas aby zamienić się rolami? Pani Krysia po konwersacji z tatą skruszałaby, dzieci miałyby okazję zobaczyć jak załatwia się sprawy po męsku i miałyby gotowy przepis na takie sytuacje. A tak bardziej na poważnie. Pomyślałem, że w tej sytuacji otwarty ostracyzm względem p. Krysi odniósłby skutek, gdyby wszyscy z tej wycieczki, którzy nie mogliby zwiedzać stanęli po waszej stronie (musieliby być uświadomieni, że autyzm na tym polega co widzieli - to mamy rola) do tego (na przyszłość) obecność przyjaznych mediów. Myślę, że primadonna z opuszczonego pałacu p. Krysia, uległaby. Wezwanie straży, policji tylko pogrążyłoby p. Krysię bo prawo, racja jest po naszej stronie. Nie obsłużenie jednej rodziny, a zwrot za bilety dla całej wycieczki może nie jednej w tym dniu, na pewno, będzie miało oddźwięk społeczny, a to chyba jest ważne dla muzeum. Podsumowując, presja, presja i jeszcze raz presja.
      Pozdrawiam, Jarosław Budny.
      P.S.
      Może p. Krysia szuka wrażeń?

      Usuń
    3. Pomysł świetny, ale wymagający wyreżyserowanej sytuacji. spontanicznie mogloby się niestety okazać że grupa poparłaby p. Krysią. w Jaskini Raj mieliśmy taką sytuację. Potem oczywiście co poniektórzy podeszli pod budynkiem i zapewniali , że im nasz synek wcale nie przeszkadzał, tylko bali się że przewodnik nie będzie chciał dalej oprowadzać...W każdym razie, może w lipcu taka " ustawka"?:)

      Usuń
    4. Yes!...
      Już czuję tę adrenalinę.
      Mój Józeczek, bardzo szybko i nieadekwatnie do sytuacji potrafi wpaść w stan rozpaczy, doprowadza mnie tym do rozstroju nerwowego. Dziś na przykład poszło o kilka sztuk słodyczy, które zniknęły z plecaka szkolnego, a ja rano nie miałem czasu na wizytę w sklepie. Do muzeum może wejdzie spokojnie, ale aby zachował spokój muzeum musiałoby być dla niego ciekawe, jak nie będzie, a myślę, że nie ma tam dinozaurów i innych archeologicznych artefaktów, "bardzo spontanicznie" zacznie zawodzić, rzucać teatralnie na ziemię, a wtedy p. Krysia stanie na wysokości zadania, ale my będziemy już w środku.
      Już, nie mogę się doczekać...
      Z pozdrowieniami, Jarek Budny.

      Usuń
  9. A ja podczas czytania tego tekstu miałam łzy w oczach. Poczułam się, jakby pani Krysia mnie też obraziła. Poczułam się rodziną autystyczną. Bo przecież taka sytuacja mogła równie dobrze wydarzyć się nam i nie jestem pewna, czy zachowanie Jasia byłoby wtedy nieautystyczne :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem osobą, która w ogóle nie ma dzieci. Nigdy też nie komentuję blogów, tutaj jednak komentarz jest potrzebny! Pani Krysia to osoba, która zdecydowanie nie powinna wykonywać swojego zawodu! To nie Państwo powinni czuć się wykluczeni, ale właśnie ona! Swoim zachowaniem pokazała jak niski jest jej poziom intelektualny. Za całą rodzinę trzymam kciuki i życzę, aby w przyszłości Państwo spotykali na swojej drodze tylko Ludzi przez duże L.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też zrobiło mi się bardzo przykro i miałam w oczach łzy. Aż trudno uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, że można być tak pozbawionym empatii.

    OdpowiedzUsuń
  12. kurcze wiecie co to jest szopka jakas!!!!!!!!!! ja mam zdrowe dziecko teraz ma 3,5 roczku ijest dzieckiem bardzo żywym, wszedzie jej pełno, gadała jak klekotka etc etc, i nie wyobrazam sbie takiej sytuacji!!!!!!!!!!!!!!!! to są tylko dzieci!!!!!!!!!!!!!!! a pani K powinna wypić sobie meliskę w podwójnej ilości-:))0 szok!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! serio!!!!!!!!!! trzreba ludziom uświadamiać i walczyć o swoje pociechy, do boju mamusie i tatusiowie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak tak sobie myślę, że nasze muzea, galerie i inne w ogóle nie są nastawione na dzieci. jeśli dziecko to najlepiej w wieku szkolnym, najlepiej całą grupą płacące haracz za wstęp ale zachowujące się wg zasady ' nie dotykać", " nie siadać", " nie chuchać na gablotę", " nie krzyczeć", " nie zadawać trudnych /nudnych pytań". I choć nie wszędzie to jednak dość często takie podejście widzę. Nic dziwnego, że żywiołowy maluch nie mieści się w te kanony. Dziecko z pewnymi problemami rozwojowymi również.

      Usuń
  13. Bardzo smutno zrobiło mi się po przeczytaniu Twojego Posta. Świadomosc ludzi na niepełnosprawność jest naprawdę porażką, chętnie zrobiłabym porządek z p.Krysią i bardzo dobrze że powiedziałaś że dziecko jest niepełnosprawne, może następnym razem 100 razy babsko się zastanowi zanim zwróci głupią uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajny Tato, że taki przygotowany i wie co robić bez proszenia i gadania. Pozdrowienia dla Taty :)
    A babę bym zatłukła. Bardzo dobrze zrobiłaś, że wzięłaś namiary do skargi. Tak trzeba. Jak mają w ofercie bilety rodzinne to niech będą przygotowani. Babsztyl skrzywdził dwójkę niewinnych dzieci i rodziców. Czas zmienić tę panią na lepszy model, bo najwyraźniej czuje się niezastąpiona.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...