niedziela, 2 czerwca 2013

Dzień dziecka dziś

Jako, że matka miała nosa, że pogoda znów nam spłata figla dzień dziecka odbył się w dwóch etapach. Etap radosnych figli został przeniesiony na piątek. Były więc wszystkie place zabaw jakie moje maluchy sobie tylko zażyczyły, były lody, było jeżdżenie na rowerze. I było arcyfajnie. Pomijając pęd Antosia to taplania się w kałużach w parku, dwa próby ucieczki prościutko pod auto Antoś był radosnym brzdącem, ktory się po prostu cieszył zabawą. Na jednym  z placów zabaw Antoś wbił mnie w podłogę. Była tam taka mini-karuzelka, byłam pewna, że Antonio będzie w niej siedział i kręcił się godzinami.
No i faktycznie jak tylko zobaczył karuzelkę od razu do niej podbiegł i owszem kręcił. Ale nie siebie w niej. Wraz z dwom , nowo poznanymi kolegami kręcili karuzelką i mieli z tej zgodnej współpracy ibaw po pachy. A ja stałam i patrzyłam w zdumieniu. Antoś? Woli działanie z dziećmi niż samodzielną zabawę? Znaczy się mój syn???
Ale jak?
Ale kiedy???

No głupie pytanie. Przecież Antoś chodzi do żłobka żeby się uspołeczniać tak? Po prostu bawić z dziećmi. To co mnie tu dziwi???
Potem cłlopcy ( cała trójeczka) zgodnie powymieniała się swoimi wypasionymi brykami. Fakt,z oddawaniem był lekki problemik, ale nim to nastąpiło panowie w komitywie puszczali swoje powymieniane autka ze zjeżdżalni i zaśmiewali się w głos.
Hania w tym czasie z innymi dziewczynkami zwisała niczym nietopetrz głową w dół na linach:)






A na lodach Antoś ( na szczęście) stanął na stanowisku, że wafelek jest smaczniejszy niż lody:)))

W właściwy dzień dziecka lało jak z cebra. Hania wiedziała że w sobotę jest jej święto, pieczołowicie odliczała dni w kalendarzu czekając na prezenty. Wstała z samego świtu, ale mądre dziecko obrało dobrą strategię. Rodziców nie budziła, grzecznie posprzątała po sobie zabawki i dopiero wtedy zapytała czy już wreszcie może dostać jakiś prezent.

No to daliśmy. Szaleństwom nie było końca. Hania miała prezenty bardzo monotematyczne ( kucyko pochodne). Z Antosiem zakup kosiarki puszczającej banki mydlane to był strzał w dziesiątkę.

Jednego tylko nie wzięliśmy pod uwagę gdy kupowaliśmy kosiarkę, że przez pogodę przyjdzie nam ją testowac w domu a nie na działce. No i wyszorowana przez Antosiowego Tatę podłogi szybko zaczęła pływać i lepić się. Ale najważniejsza radość dzieci.







Popołudniu pogoda pozwoliła tylko na wizytę u Prababci. Hanka znowu się oblowiła kucykowo, zaś Antoś mógł Babci na własne oczy udowodnić, że puzzle to on już potrafi świetnie ukladac , o ile tylko są odpowiednio interesujące tematycznie ( a te były, bo ...pojazdy).

Taki jestem elegancki i samodzielny gdy idę w gości!!!



Dzieci szalały na dywanie zgodnie, energia je roznosiła, tyle samo razu się tarzały co całowały i przytulały. Babcia patrzyła na te dziecięce zapasy i nie potrafiła uwierzyć jak bardzo Antoś się zmienił. To brykające i arcyszcześliwe rodzeństwo, tandem razem brojący ale i - wreszcie!!!!- świetnie się ze sobą bawiący.

Antosiu i Haniu, w dniu Waszego święta mogę Wam tylko obiecać, że będę sie zawsze starała aby ten piękny śmiech brzmiał jak najczęściej:)))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...