środa, 29 maja 2013

" To tato"


Uspać Antosia na drzemkę to nie jest ostatnio łatwe zadanie. Ale konieczne, bo mimo wielkiej ochoty na szarzowanie bez drzemki Antoś już koło godziny 15 wygląda jak te króliczki Energizera, którym się baterie wyczerpały. Mimo, że drzemka zajmuje nam 2,5 godziny, że do wprowadzania Antosia w stan snu trzeba żelaznych nerwów to jednak codziennie podejmujemy tą próbę. Czasem sie udaje, a czasem nie.

Ale dziś udal to się Antoś podczas drzemki. Proces usypiania rozpoczął Antosiowy Tato, ale po 40 minutach zaczepiania przez Antosia, śpiwania pod nosem w narzeczu Antosia i arcydługiej liście roszczeń dotyczącej ekipunku łóżkowego ( 7 autek, dwa kawałki chlebka, picie, Fred i mazak)nastąpiła zmiana warty.

Nie, nie, spokojnie, to tylko na filmach tak wygląda, że wkracza mama i dziecię natychmiast odplywa w krainę Morfeusza. A skąd, cośmy się z Antosiem naprzekonywali kto ma rację z tym spaniem to nasze:) W końcu coś mnie tknęło, zwlekam się poprawić kołderkę Marudzie. A tu mokro...

- No to faktycznie, tak nie mogłeś zasnąć. Gdzie Ty masz pieluchę Antosiu?
- Nie ma :)
- Jak to nie ma, zdjąłeś pieluchę?

- To tata!!!! 

I palec jak strzała wskazuje jednoznacznie na wychylającą się głowę Taty z kuchni. Wybucham śmiechem. Koniec spania:)


A Tato rzuca do Antka " Kabel jesteś ! I przedłużacz! Każdy czasem czegoś zapomni zrobić":)

I tak oto Antoni zdobył kolejną umiejętność. Nie wiem jak to ona wygląda w normach rozwojowych, ale jakby co denuncjować Antoś już potrafi:) Najlepszy ekspert go nauczył- Hanna Maria Prawdomówna.
To przepadliśmy z kretesem. Po nas.

Już Hanka sama na skutek edukacji przedszkolnej chodzi po domu i denuncjuje, kto osmielił sie wyrzucić jedzenie ( " ale to tylko resztka sałatki Haniu", " ale dzieci w Afryce są glodne mamo i nie wolno wyrzucać jedzenia"- jak mi każde zakładać kompostownik w bloku to się wyprowadzam). Doniesie od razu, że Tato zjadł czekoladkę i nie umył zębów. A poza tym to nie wolno jeść tyle słodyczy bo szkodzą zębom ( na nic tłumaczenia, że to nedzne resztki, ostatni kawałek znaleziony w szafce). Teraz- jak sie wydaje jest ich dwoje. Antoś wprawdzie takich kazań jak Hania na razie nam jeszcze nie zafunduje ( to niech ta mowa jednak rozwija się powooooli:), ale doniesie już bezbłednie kto nabroił. Oczywiście sam na siebie nigdy nie wskaże, a gdzież tam!!!

Popołudniu wybraliśmy się nad jezioro. Gdy tylko wjechaliśmy w las Antoś natychmiast zaczął piszczeć z radośći- poznał okolicę. pierwsze 10 minut udało nam się energię dzieci skomasować na placu zabaw, ale potem to już Antoś rozdawał atrakcje. I w ten sposób Tato zaliczył pierwszą kąpiel w jeziorze w akcji ratunkowej czerwonego resoraka utopionego a jeziorze a pozostała trójka zamoczyła buty solidnie. Było i bieganie za robaczkami, było pisanie patykiem po mokrym piachu. I wlazł jegomość do żaglówki. I z pomostu sie ciut nóżka omsknęła przez co wracał królewicz w stroju mocno niekompletnym autem ( matka ma żelazny zapas majtek i skarpetek, ale spodnie suche jakoś z bagażnika wyszły).

Łap mnie!



Taaaaki garaż mozna zbudowac z piachu!



To może chociaż jedną nogą , co?
A mogę wejść do jeziora? NIE!!!





A rysować chociaż mogę? MOŻESZ!!! No, wreszcie coś...







W drodze powrotnej towarzystwo na tylnim siedzeniu urządzało zawody w przeciąganiu liny. To znaczy liny nie bylo, ale mój sweter świetnie im się do tego nadał. Kwiczeli przy tym ze śmiechu okrutnie a nawet Hanna Zwycięzca wyraziła zgodę na wygraną Antosia:)

Lubię takie dni.

4 komentarze:

  1. matka ma żelazny zapas majtek- kiedyś padnę ze śmiechu przy którymś z Twoich tekstów i trzeba będzie mnie podnosić z podłogi. Ta duża ilość postów na raz to dla mnie - prawda? taki bonus, żeby w wolne dni miała co czytać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No prawie:-) To efekt potężnych wyrzutów sumienia ze zaniedbałam bloga okrutnie...

      Usuń
  2. Miło to czytać, odprężająco bardzo:) I jezioro piękne? W Opolu takie macie?;)
    POzdrowienia dla Antoniusza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Opolu, bliziutko naszego osiedla mamy czadowe jeziorko z lazurowa woda, ale wokół niego mało przestrzeni do brykania. Dlatego jeździmy do Turawy, pod Opole, niedaleko koników gdzie są trzy wieeeeelkie jeziora i zaprzyjaźniony ośrodek harcerski z zprzyjaźnionym pacem zabaw, łódkami i gigantyczną przestrzenią do szaleństw:-)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...