środa, 29 maja 2013

Logopedycznie

Tydzień temu Antoś miał, jak zawsze we wtorki zajęcia logopedyczne z p. Anią. Akurat była mała roszada i zamiast popołudniu pojechalismy na nie bezpośrednio po żłobku. Spodziewałam się meksyku na kółkach, bo jak Antoś nie prześpi swoich regulaminowach 2,5 godziny po żłobku to nie jest skory do jakichkolwiek negocjacji. A było jak zawsze po Antosiowemu. Na opak.
Pani Ani stwierdziła, że to byly najlepsze zajęcia odkąd razem pracują!!!
I zapytała mnie co się dzieje, bo to jest jakiś inny Antoś niż tydzień wcześniej. Zabawa symboliczna, w relacji, komunikacja, postepy w sferze poznawczej. To wszystko tak zaskoczyło p. Anię, że była w szoku. A jak terapeuta tej rangi co p. Ania i z takim doświadzceniem jest w szoku to Matka zbiera uzębienie z podłogi.
I gdy tak rozmawiałyśmy na materacu przed oczami stanęły mi zajęcia z dnia poprzedniego, gdy p. Ewa, nasza neurologopedka wychodziła ze skóry by Antoś powtórzył jakikolwiek dźwięk zwierzątka. I nic. Absolutna dupa blada. Antoś był juz pod koniec tak sfrustrowany, że gdyby mógl naprawdę by zamiauczał czy zagdakał byleby mieć już spokój. Ale nie mógł...
Fakt faktem, że gdy na tapetę idą te nieszczęsne zwierzątka to nic dobrego z tego nie może wyniknąć. Antoś ma już dość zwierzątek po uszy. No bo ile można? Półtora roku walkowania jak robi kotek i piesek. Gdy w tym samym czasie chlopak uklada pierwsze historyjki obrazkowe ze zwierzątkami, układa puzzzle 20-elementowe z krówką czy konikiem. No ale tu ja dałam plamę, bo na skutek przeróżnych okoliczności świąteczno- chorobowych mamy teraz zajęcia neurologopedyczne raz w miesiącu i p. Ewa nie zna po prostu aktualnego stanu wiedzy Antulka a ja przed zajęciami nie zdążyłam streścić.

No ale to nie było fajne zajęcia i strasznie mi było patrzeć na niemoc Antosia w artukalacji dźwięków.
Coś mi nie grało...
No bo obraz Antosia, z bezsilnymi oczkami nijak nie pasuje do aktualnego skoku rozwojowego Małego.

Zapytałam więc p. Anię, czy jest możliwe , żeby dziecko miało i autyzm i afazje ( czy dysfazje, dyslalię, czy jak tam sie jeszcze nazywa niewykształcenie mowy). Pani Ania odpowiedziała , że owszem , przy czym wyjaśniła te wszystkie dys, lalie i inne fazje oraz powiedziała , że sama chciała ten temat poruszyć. Bo mowa Antosia, pomimo niewątpliwego i tak już progresu nijak nie podąża za ogólnym rozwojem Tośka. A przede wszystkim za jego gotowością do komunikacji. Jest więc kilka opcji:

- problemy z przetwarzaniem bodźców słuchowych w mózgu- trza zrobić badanie ABR pilnie, bardzo pilnie.

- należy raz a porządnie zająć się podejrzeniem padaczki typu Petit Mai, bo jej obecność może determinować rozwój mowy. To już trudniejsza sprawa do zrealizowania, napady charakterystyczne dla tego typu epilepsji trudno jest upolować w obrazowaniu. A nasza wspaniała pani doktor neurolog wysłała nam smsa, że z powodów choroby jest poza kontaktem do listopada. Nikomu innemu tak nie ufam jak jej. W Opolu nikomu innemu z zakresu neurologii nie dam zbadać Antosia, o nie! Już nigdy więcej. Myślimy więc co z tą kwestią ruszyć...

- zespół problemów sensorycznych, zwłaszcza w okolicach oralnych. No to jest bardzo sensowny trop. Od kilku tygodni Antoś pracuje z obciążnikami na ręce i nogi. Efekty są spektakularne, ba, on sam doprasza się by mu coś cieżkiego założyć na rączki. Skoro ma tak silne kłopoty z poczuciem swoich kończyn, to można spokojnie przypuszczać, że w paszczy swej Antonio ma kombinacje nadwrażliwości i niedowrażliwośći. Jest też ku temu kilka innych sympomów. A więc kierunek p. Ola Łada. A do gry znów wkraczają masażyki. A to się akurat Antośkowi nie spodoba.

- trzeba zanieść płytkę z MRI mądrym głowom właśnie od mowy i niech sprawdzą czy nie ma obszarów uszkodzonych. Bo jeśli mamy do czynienia z demielinizacją obszaru odpowiedzialnego za mowę to...no jak ma się pojawić mowa? MRI było wałkowane już kilkukrotnie, ale na okoliczność tętniaków, guzów, wylewów ogólnych. Trzeba się przyjrzeć bliżej.

- problemy z gryzieniem, żuciem, połykaniem. Antoś wszystko to robi, nie krztusi się, nie dusi. Ba, konsumuje rzeczy które teoretycznie do konsumpcji nie nadają się. Pytanie tylko czy robi to prawidłowo. Bo jesli nie, to nie miały jak prawidlowo wykształcić sie artykulatory. A wtedy trzeba wrócić do podstaw.


A póki co, normalna codzienność. Zalewanie krótkimi komunikatami, zabawy naśladownicze, komunikacja, komunikacja i jeszcze raz komunikacja, głównie za pomocą AAC. I masażyki. I zwykła praca logopedyczna.

Po co nam to wiedzieć? Co to za różnica co odpowiada za kłopoty Antosia z mową, autyzm w czystej postaci czy z jakimś dodatkiem?
Ano spora. Od 10 lat u nas na półce stoi przewodnik po języku migowym. Są mówiki i inne programy mówiąco- pisząco-obrazkowe. Można z Antosiem pracować powoli nad czytaniem i pisaniem, do tego ma potencjał ogromny. Wiele można. Ale nie można wymagać żeby chrumknął czy zamuczał jeśli ma barierę techniczną. No nie, po prostu nie. I po to musimy wiedzieć co się dzieje u Antośka, by prawidłowo pokierować jego komunikacją i podać mu odpowiedni kanal przez który będzie mógł siebie wyrażać.

Dziś podążylismy na zajęcia z p. Anią z wyjątkowym ekwipunkiem. Surowa marchewka, schabowy oraz bułka. Sprawdzane było jak Antoś posługuje się paszczęką. Wybitnie! Trop z niewyktszałconymi prawidłowo odruchami gryzienia więc wykreślamy, choć wprowadzamy więcej elementów twardych do gryzienia bo ewidentnie się chłopak tego domaga ( trop z zaburzeniami sensorycznymi wysuwa się na prowadzenie).

Kilka godzin po zajęciach p. Ania wysłała nam dyrektywy dotyczące następnych zajęć: chrupki, cukierek krówka, lizak, miętowy landrynek, dwa malutkie kubki plastikowe, przegotowana ciepła i zimna woda ( male butelki). P. Ania mały fragment zajęć spędzi z Antosiem przed lustrem logopedycznym. Wykorzystają te produkty do treningu czucia ułożenia artykulatorów( a pupą Antosia po takiej uczcie też sie oczywiście natychmiast zajmiemy).

Zatkało mnie.
Zamurowało i wbiło w podłogę.
No bo ilu terapeutów po godzinach myśli i kombinuje jak efektywniej , lepiej dla dziecka pracować. Co jeszcze można zrobić? No ilu? Ilu dzwoni i wypytuje o detale , bo akurat myślało o Antosiu?

Oczywiście natychmiast podziękowałam za takie zaangażowanie.
Odpowiedź była błyskawiczna: " Niesamowity to jest Antoś! Praca z Nim zobowiązuje!".

Spłakałam się jak bóbr.
Jesteśmy w czepku z Antosiem urodzeni. To fakt. Bez dwóch zdań.

3 komentarze:

  1. Moja osoba obstawia zaburzenia sensoryczne. A konkretnie, obstawia EFEKT posiadania zaburzeń sensorycznych od dawna, czyli okresu niemowlęcego (moja osoba przypomina, że opóźniony rozwój ruchowy też ma tu się do rzeczy). Moja osoba przypomina, że rozwój dziecka postępuje zawsze i we wszystkich obszarach stadialnie. Musi być dojrzałość komunikacyjna, musi wiedzieć po kiego ma się komunikować, ale musi też mieć dojrzałą motorykę (także praksję paszczy), żeby móc skutecznie i dużo artykułować. Pan Antoni komunikuje się. Pan Antoni MÓWI (mało, ale mówi). Pan Antoni potrzebuje czasu, żeby wszystkie funkcje, które były potrzebne do wykształcania się mowy "połączyć do kupy". Gdyby ludzie nie potrzebowali tego czasu, toby nagminnie gadały pełnymi zdaniami dzieci jedenastomiesięczne. Pan Antoni objęty jest wsparciem ze wszech stron, jak na człeka z całościowymi przystało - całościowo. I w tej sytuacji zasadne jest - DAĆ CZAS. A nie od razu szukać uszkodzeń i padaczki. I kategorycznie przestać ze zwierzątkami. Szukać dźwięków, słów, onomatopei przyjaznych Antoniemu. Przyjaznych POZNAWCZO. Pozdrawiam, a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mam temat do rozmyślań. To znaczy, to że paszcza niedomaga sensorycznie to my wiemy od dawna, żadna nowość ( w końcu dzieć nie bez powodu popija płyn do naczyń i żuje przedmioty nieprzeżuwalne, nie bez powodu też jako niemowlę wiecznie żarł ilości zdecydowanie nie niemowlęce), ale dotąd nie sądziliśmy, że aż tak. Pan Antoni mnie ubawił ogromnie:)
      Dzięki wielkie A. za rady. A w sprawie zwierzątek już jestem umówiona na rozmowę:)

      Usuń
  2. Droga Moja. Gdyby ktoś sugerował się zapisem MRI mózgu Ignasia i zwracał uwagę na jego obszary demielinizacyjne (prawie całość, w obu półkulach)- to miałabym syna- roślinkę. A Ignaś kwitnie- jak sama pewnie czasem widzisz;)
    Przeczytaj sobie opis jego badania MRI z 2011 roku (Trudne kawałki) a potem porównaj całą swoją o nim wiedzę z ostatnich moich wpisów:) Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...