czwartek, 16 maja 2013

Boska codzienność

Ale była dzisiaj afera pod naszym blokiem!!! Ktoś na szóstym pietrze zemdlał w swoim mieszkaniu, dostrzegli to panowie-fachowcy, remontujący balkony i wezwaliśmy pogotowie. Natychmiast przyjechały wozy straży pożarnej i karetki, gapie wypełzli pod klatkę, ktoś krzyczał, harmider duży.

A ja sobie w tym momencie pomyślałam jak bardzo zmieniło się nasze życie.
Mniej więcej rok temu nastapiła u nas chwila przełomowa. Jedliśmy obiad, za oknem jechała karetka i po raz pierwszy Antek zasłonił uszy, powiedział " mama, jedzie" i wykonał gest " pomóż mi".

Dla mnie to był chyba najwiekszy dotąd krok milowy. Bo po raz pierwszy Antoś zamiast płakać i zamykać się w sobie, skomunikował się , pokazał mi co mu przeszkadza, boli go i poprosił o pomoc.
Wtedy po raz pierwszy tak odważnie pomyślałam, że będzie dobrze. Bo skoro Antoś może pokazać mi co go boli, sprawia mu trudność to ja mogę mu pomóc. A więc poradzimy sobie.

A jak było dziś? Dziś patrzyłam na Antosia i zastanawiałam się gdzie się podział ten chłopiec sprzed roku. Wyjące syreny karetki i wozów strażackich nie sprawiały Antosiowi bólu. Podciągnięty do okna natychmiast się ożywił i zaczął komentować co widzi. Zażądał wpuszczenia na balkon, umościł tam sobie worek sako, rozsiadł się wygodnie i bacznie przyglądał sytuacji ze swojego obserwatorium. Ale...mimo, że z balkonu bylo widowisko na największą fiksację Antosia- auta " grające" to jednak cały czas byl w kontakcie. Pokazywał mi paluszkiem gdzie karetka a gdzie wóz strazacki, zapytał " kto to?" widząc strażaków.  Gdy akcja ratownicza się zakończyła grzecznie poszedł na obiad, bez prostetów...
A potem wyciagnął puzzle z pojazdami i pokazywał mi straż pożarną.

To ja tu sobie posiedzę " chwileczkę"...



Obiad??? No bez jaj...Teraz??




Potem pojechaliśmy całą rodzinką nad jezioro. To miejsce znane Antosiowi, w końcu matka chrzestna to żeglujący harcerz. Ale...biegalismy, oglądaliśmy pawie, pagugi i inne ptaszyska w klatach, wrzucaliśmy kamyki i patyki do jeziora. Pokazywaliśmy żaglówki. Bawiliśmy się na placu zabaw. Antoś wdrapał się na wieżę obserwatorską ( oj, wysoką) i podziwiał jezioro z wysokości. Tu nastąpiła jedyna nieprzyjemna sytuacja, bo przy schodzeniu Antosiowi omsknęła się noga, utracil rownowagę. Nie, nie spadł, ale przestraszył się i nie chciał już więcej schodzić. Czy płakał? Chwileńkę. Czy tupał nogami, rzucał sie po wieży? Nie, poprosił o pomoc i wyciagnął rączki w geście" na ręce". Tyle. Tylko tyle. I aż tyle.
Gdy zgłodniał poprosił o jedzenie. Ale nie chciał musu owocowego. Pokazał palcem na restaurację a chwilę potem z zapałem jadł frytki mażąc sie keczupem okrutnie. I cały czas był usmiechnięty, brykający i zaczepiający do zabawy. To dla nas nowe doświadczenie. Po raz pierwszy zaczynamy czerpać radość ze zwykłych, rodzinnych czynności. Zwykly spacer po lesie jest frajdą ( dziś Antoś upolował GĄSIENICĘ! Czy Wy wiecie jak szybko taka gasieniczka potrafi zasuwać gdy ją koni Antulek z patyczkiem?:)
Można Antosiowi wytłumaczyć dokąd idziemy i po co, a potem po prostu cieszyć się wyprawą. Genialny jest widok tych dwoch berbeciów ganiających się po plaży, łaskoczących się i rzucających w siebie szyszkami. Niesamowita jest ciekawość świata Antosia. To nagle wybuchło. Wszystko musi zobaczyć, dotknąć, doświadczyć. Wszystkim się nagle interesuje. Ma swoje pomysły na zastosowanie darów natury( patyczki, kamyczki, szyszki). A po wszystkim zmachany wraca do auta na plecach taty, bez bicia, kopania, wyrywania się. Za to szczęśliwy. z takim zwykłym, zmęczonym ale szelmowskim uśmiechem na twarzy.
Zachwyca nas codzienność. Delektujemy się nią. Probujemy nacieszyć każdą chwilą.
Rok temu, przy okazji dnia dziecka przysięgłam sobie, że już nigdy , przenigdy nie popełnię tego błędu i nigdy nie pójdę z Antosiem na imprezę masową. To trauma mojego życia. Tak naprawdę dotąd tylko dwa razy naprawdę się bałam. Gdy Hania przechodziła zapalenie mięśnia sercowego i gdy właśnie rok temu, w dniu dziecka Antoś mi uciekł i się zgubił. To bylo najdłuższe 15 minut w moim życiu.
Dziś skłonna jestem zaryzykować jeszcze raz, oczywiście już mądrzejsza, uzbrojona we wszystkie środki ostrożności. Ale Antoś jest dziś innym dzieckiem. Naprawdę można sie z nim dziś porozumieć. Już nie jest żywiołem, gnającym przed siebie nawet na złamanie karku. Dzis owszem, biega, broi, nie slucha się. Ale nawet wtedy kontrolnie sprawdza, co na to wszystko mama.
Niesamowite.

P.s.
Muszę Wam sie też wytlumaczyć ze straszenia facjatą własną w dzisiejszych wiadomościach. Wczoraj dzwoni pani redaktor z telewizji Opole . Czy zgodzę sie na nakręcenie materiału o autyzmie i Antosiu. No dobrze, ale na kiedy? Za 15 minut:)
Że co? Przecież my terapię zaraz zaczynamy, poza tym terapeutka się nie zgodzi, szef fundacji pewnie też nie. 5 minut później szef Fundacji zagaduje że zaraz będzie telewizja. Na podrasowanie wlasnej facjaty czasu już nie styknęło. Tak jak w dzisiejszych Wiadomościach czasu nie styknęło na umieszczenie wypowiedzi p. Gosi Stefanowskiej o zaburzeniach integracji sensorycznej. A szkoda, bo to bardzo wartościowe slowa były, obalające mity o autyzmie. W każdym razie...te Wiadmości dzisiaj to wiecie...przez przypadek wyszły:)

7 komentarzy:

  1. Celebrytka ;)
    Moje dziecko na widok gąsienicy reaguje zupełnie inaczej - albo woła tate, który ma ja inicestwić albo Leona, który ma ja zjesc;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam , przez przypadek. Ale i tak nazwisko przekecili, więc może to wcale nie my:)

      Usuń
  2. ja dziś jak patrzę na Oliwka jestem pod wrażeniem :)i mam wreszcie nadzieję, że będzie lepiej.
    i jest mi strasznie żal, że nie mamy balkonu, bo dziecko by sobie czas spedziło choć na balkonie, a tak zamknięty w domu z tą wiatrówką biedny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ponoć ospę przeziebić to straszne tarapaty i powikłania więc może to i dobrze, że siedzicie zabarykadowani w domu? Aczkolwiek współczuję, jak dzieciaki ( i mąż) przechodzili na raz ospę to po 3 tygodniach wszyscy mysleliśmy, że oszalejemy. Zdrowiej już Oliwku!

      Usuń
  3. (oklaski)

    /Rei

    OdpowiedzUsuń
  4. daj linka- może udałoby mi się to gdzieś w internecie obejrzeć? przegapiłam ten post, jakoś dopiero teraz zobaczyłam, że jest i tak się ucieszyłam czytając -tyle zmian!

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...