poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wyżyny kreatywności

Czy niespełna trzylatek jest w stanie spalić dywan bez użycia ognia, zapałek, zapalniczki, krzesiwa czy lupy? Ależ oczywiście, jeśli tylko jest pomysłowym Antonim.
Ile czasu potrzebuje do wykonania takiej sztuczki? 10 minut.
Dokładnie tyle ile malowałam paznokcie Hani w nagrodę za nieobrygrazanie.
Po prostu zdjął lampkę nocną z szafki, włączył i przycisnął do dywanu.
Dziura odpowiadająca dokładnie średnicy lampki. Smród spalenizny i co najgorsze duże podescytowanie w Małym Eksperymentatorze. Oczka filuterne, a tą iskrą w oku " ale fajne".

Przeraża mnie czasem pomyśłowość Antosia. Niepokoi brak instynktu samozachowawczego. Nie można spuścić go z oka na minutę, bo pewnikiem " COŚ" wymyśli.
Nie wiem, po prostu nie wiem jak mam być mamą Hani gdy nie można odejść ani na chwilkę do drugiego pokoju.

Wypalona dziura to tylko wisienka na torcie dziejszych dokonań. Wcześniej dobrał się do szafki i wylał olej z frytownicy. Jak??? No jak??? Przecież była zabezpieczona.
Wylał olejek zapachowy, nie ot tak na podłogę. Pieczołowicie wtarł go w kanapę oraz ściany. Efekt osiągnął, od zapachu bergamotki kręci w nosie i głowie a oczy szczypią. Oczywiście olejek był ustawiony wysoko, 1,50 cm co najmniej.
Odkręcił kółka od deskorolki sensorycznej. Ale czym!!! Dwugroszówką!!!
Rączką nie potrafi manewrować przy zakręcaniu słoika w ramach ćwiczeń z sekwencji edukacyjnej,ale jak widać nadgrastek pracuje jak powinien, kwestia motywacji.
Wsadził metalową skarbonkę Hani do mikrofalówki. I mieliśmy efekt produkcji błyskawic, zdążyłam wyłączyć w ostatnim momencie.

Zdjął tablicę do rysowania kredą ze ściany. Mnie zajęło 15 minut ponowne jej osadzenie, bo Tato użył uchwytów anty- dziecko.
A najgorsze jest to, że każda z tych czynności została wykonana gdy ja byłam nieopodal, myłam podłogę w kuchni, czy podawałam lekarstwa Hani. Antoni jest nie tylko bardzo kreatywny. Jest również diablo szybki.
Zbyt szybki.
Nie nadążam za tym chłopczykiem.

Najnowsza pasja to otwieranie szuflad i wywalanie z nich wszystkiego na podłogę. Niby banalne, każde dziecko to potrafi. Ale u nas każda szuflada ma blokadę rodem z Ikei i naprawdę czasem muszę nieźle paluchy wyginać by szufladę otworzyć.

A na finisz przed zaśnięciem rzucił kubkiem o ścianę.
Nie wierzcie producentom. Wcale nie był nietłukący...

Antoś siedzi w domu w domu od wtorku z powodu choroby. Przed nami długi weekend, taki naprawdę długi- żłobek czy terapia dopiero za tydzień.
Dołożę wszelkich starań by nie zwariować. Ale kciuki trzymane za nasze bezpieczeństwo będą bardzo potrzebne.

13 komentarzy:

  1. Myślałaś o zbudowaniu małego bezpiecznego bunkra wyłożonego materacami? To idealna miejscówka na długi weekend ;)
    Odkąd Lusia poszła do przedszkola nie znosze długich weekendów, a jeszcze w kwietniu trafił nam sie prawdziwy koszmarek - tydzień ferii wiosennych połączył się z tygodniem ferii wielkanocnych co dało pełne dwa tygodnie doprowadzania mieszkania do ruiny i moich wrzodów przy okazji też ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olcia, ja się już nawet rozglądałam w celu nabycia urokliwego bunkra z okresu drugowojennego, badź PRLowskiego schronu, tak długofalowo. Niestety, nie wiedzieć czemu, banki wszystkie uważają że jesteśmy absolutnie niewypłacalni, pozostaje więc zamienić dywan na wylewkę betonową:)
      I tak, stuprocentowo Cię rozumiem. Ja mam od tygodnia DWOJE aniołeczków na 47 metrach. Jest byczo!!!

      Usuń
  2. o widzę, że i u was nie wiadomo jak wylał się olej z frytkownicy dzisiaj :(
    i też masz super dzień w wydaniu Antoniego, czyżby było coś w powietrzu??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, krąży, majówka w powietrzu krąży. Skoro większość Polaków dużych i małych cieszy sie na dlugie wolne to nasze chłopaki też, tylko intensywniej

      Usuń
  3. Ło matko, jak to przeczytałam to się zastanawiam, czy Antoś to przypadkiem nie kolejne wcielenie Pawła. Brakło mi tylko, "nauki latania kota". W wersji indywidualnej.......a i zapewniam Cię że, wylewka betonowa też nie wiele pomorze.....

    Pozdrawiam i już zaczynam modły odprawiać, cobyście przetrwali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, po co kota uczyć latać jak można próbować samemu??? O kilku lądowaniach z antresoli nawet nie wspominałam, bo to orzecież oczywiste i do przewidzenia było..:-/

      Usuń
    2. Gosiu, o Pawłowym lataniu to by dużo pisać, najmniej ekstremalne było to z mebli, a najgorzej jak próbował naśladować ptaki na parapecie okna.......tak to już jest, przetrwałam i Ty dasz radę......

      Usuń
  4. Dziewczyny bo Wy nie wiecie, że Antoś podsłuchiwał rozmowę o tym jak mówiłam że dla Justynki fruwanie i latanie ponad powierzchnią ziemi to niemal codzienność. A skoro to "zakochana" para muszą być w swoich pomysłach i wymysłach zgodni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem czy ta zakochana para działa...Justynka nie lubi niebieskiego, a Antoś dziś o 4.30 w nocy wymalował się tuszem do pieczątek na Smerfa...

      Usuń
  5. Kciuki mocno zaciśnięte. Przetrwacie.
    My przetrwaliśmy, już jest prawie normalnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, będą bardzo potrzebne bo wszystko wskazuje, że nam się regres przypałętał...

      Usuń
  6. Trzymam kciuki i łączę się z Tobą, bo u mnie dokładnie to samo. Mały już od tygodnia w domu, wczoraj pani dr stwierdziła zapalenie oskrzeli więc przed nami kolejny tydzień w domu. Mam nadzieję, że wszyscy nie zwariujemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję, szybkiego powrotu życzę dla Jasia

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...