czwartek, 11 kwietnia 2013

Świętujemy!!!!

Wiem , wiem, zapuściłam się z pisaniem strasznie.
Na swoje usprawiedliwienie powiem jednak, że tato wybył w celach zarobkowych poza miasto i zostalismy sami na włościach. No i dostarczenie dwojki dzieci w dwa różne miejsca na 7 rano tak wplynęło na moj rytm dnia, że wieczorami padałam jak niemowlę do lóżka.
Teraz postaram się nadrobić,ale najpierw....świętujemy!!!

Antoś to jest farciarz! Tak naprawdę obchodzi urodziny znacznie częściej niż reszta populacji. I mimo, że wrześniu skończył 2 latka i dmuchał świeczki to dziś znowu świetujemy 2 lata Antosia!!!!
Czemu tak dziwacznie?
A bo my dziwną rodzinką jesteśmy:)
Dziś na zajęciach w Prodeste mieliśmy przekazanie nowych sekwencji do domu. Pani Monika powiedziała, że zrobiła profil i jasno wynika , że Antoś wszystkie umiejętności ktore powinny pojawić sie do drugiego roku życia już posiada!!!!
Szczerze powiedziawszy nie wiem jaki profil p. Monika Malutkiemu zrobiła, tak się ucieszyłam , że nawet o szczegóły nie dopytałam. Ale nadrobię jutro:) Póki co delektujemy się myśleniem astrakcyjnym, zabawą symboliczną i zakręcaniem sloików:)
To, że Antoś prze ostatniu w rozwoju jak taran to wiem, widzę na co dzień. Ale że przeszliśmy już do kolejnego etapu...nie podejrzewałam. P. Monika powiedziała, że Antoś bardzo pogalopował do przodu w rozwoju poznawczym, ale na każdej płaszczyźnie 2 latka już ukończył. A to oznacza, że Antoś goni rownieśników bardzo! Niektóre płaszczyzny nieznacznie odbiegają od normy, niektóre no jeszcze nie są tak idealne i wymagają jeszcze mnóstwo pracy. Dlatego też nowa sekwencja jest już " dla starszaków", taka wspierająca umiejętności ktore powinny pojawić się między 2-3 rokiem życia.

Ponadto Antoniusz Wielki opatentował:

- jak się otwiera balkon i okna. W niedzielę Antosiowy Tato ma pierwszy dzien wolny od dawna, więc sąsiedzi znów nas znielubią, ale omijamy komwenanse i montujemy klamki na kluczyk. Nim Antoś wpadnie na autorski pomysł uczenia się latać z drugiego piętra.
- Pogoda za oknem to teraz kluczowy temat dla wielu. Antoś nie wyłamuje sie z tej tematyki. Rok wisialy magnesy " pogodowe" na lodówce, ale służyły głównie do ich ukladania w szeregi. A tu proszę bardzo dziś Antoś wskazal gdzie slonce, gdzie chmurka , gdzie śnieg. Ale ile mial przy tym frajdy widząc nasze zdumienie!
Hehe, schowaj mamo te wiosenne buty.
 Przecież  na dniach będziemy lepić balwana!!
- Zwraca się do pań w żłobku po imieniu. Fakt, że prostsze to dla niego bo " Ania" ma ćwiczone często w związku z Hanią. Ale jednak!!!!!
- potrafi odkręcić swój kubek niekapek i zalać wszystko dookoła. Doceniamy sukces motoryki malej syna i...biegamy ze ścierą:)
- udaje!!! Antoś udaje na potęgę!!! Że gotuje w kuchni, że je chlebek( plastikowy), błaznuje, udaje że nie widzi kogoś, że czegoś nie ma. I co bardzo ważne, podczas tych zabaw bardzo obserwuje naszą reakcję, patrzy jaki efekt wywołuje!!!
- Tak się chłopina cieszył na ostatnie przyjście naszych Pań Wolontariuszek, że już godzinę przed ich przybyciem przygotował kredki i kolorowanki. Gdy tylko weszły odtańczył dziki taniec radości  i przytaszczył asortyment do zabawy. Trzymając pudełko z kredkami powiedział do p. Gosi " otwórz". Żeby nie bylo wątpliwości wsparł gestem ( wprawdzie niedoskonałym , ale dla nas jednoznacznym).
- Antoni prowadzi dyskusje z materią nieożywioną. Stawia sobie Weterynarza Freda i ostro go naucza w swoim narzeczu slownym. O czym gadają , wiedzą tylko oni. Ale rozmowy bywają czasem naprawdę długie.  Żeby nie bylo , że Antoś szowinista dziś Spryciarz tłumaczył Julii- blond lalce Hani jak się pokazuje na palcach ile ma lat. Wykład trwal z dobre dwie minuty i tym razem była to stuprocentowa zabawa, bo Antoś całą swoją uwagę skupił na lalce, a nie na nas.
- a bo właśnie...Antoś pokazuje na paluszkach ile ma lat. Tego go nie uczyliśmy...widocznie patrzył na Hanię jak ona pokazuje i stąd załapal zasadę.
 A że chlopak sprawnie liczy do 5 to sobie sam dobrał odpowiednią ilość paluszków do wieku. 
Dwa to wiem, trzy też...ale jak pokazać dwa i pół roku??




- narzekali rodzice na naśladownictwo? Biadolili, mądre książki i dokumenty o tym czytali? No...to reklamacji nie uwzględnia się. Proszę bardzo, naśladuję zachowania jak papuga. A że częściej te którzych rodzice " nie lubią"...No cóż, trzeba było w lamentach i modlitwach dopisać drobnym druczkiem. Nie dopisali, to niech nie marudzą. Ja tam naśladuję jak lubię, a najbardziej lubię brojącą Hanię nasladować.

We wrześniu pisałam, że cieszy mnie punktualny bunt dwulatka u Antosia. A guzik z pętelką!!! To bylo preludium. Skoro urodziny ubchodzi Antoś już drugi raz w tym roku to i bunt dwulatka mamy podwojny.
Za to teraz pokazuje Antoś na co go stać bardziej świadomie i dobierając rozliczne metody osiągniecia swoich celów. Wczoraj nawet panie w żłobku stwierdziły, że " Antoś był trudny".A to rzecz niebywala, bo nie slyszałam przez te dwa miesiące by kiedykolwiek się poskarżyly na zachowanie Buntownika. No ale wczoraj Antoś padał na podłogę w protestach wyjatkowo regularnie, co pięć minut. Antoś nie jest Buntownikiem bez Powodu, nie , nie...Raczej Buntownikiem z Wyboru. To jak testuje naszą cierpliwość to naprawdę nawet mi się nie śniło, a myślałam, że wachlarz negatywnych zachowań Antosia znam dość dobrze. Wszystkie sposoby i techniki manipulacji idą w ruch, opatentował nawet nową metodę rzucania się na podlogę: tym razem leżąc " składa się na pół" i nakrywa nogami głowę. Ale to jest inny bunt. We wrześniu negocjacje z Buntownikiem były średnio możliwe. Teraz Najcwańszy zza tych nóg łypie okiem jaki efekt wywołuje. Żaden? To podkręca decybele! 
Nadal nie działa? To przestaje płakać i daje serie całusów. Już nie takich na " glonojada", z rozdziawionym pyszczkiem. Nie, teraz to są regularne " dzióbki". Może zacałować czlowieka na śmierć!!!


Małe tuli- tuli i na pewno p. Magda pozwoli już iść do traktorów:)

Wciąż nie działa? To ruszają umiejętności aktorskie, kilka slodkich lub wesolych minek i powinno się udać?
Nadal nic???
Mały jest uparty i konsekwentny, lawiruje metodami. To teraz pora na male oszustwo, zaczyna mówić. Pada jakieś slowo, które nas oszałamia i wprowadza i euforię i ...już jest pole do wykorzystania okazji i zabrania tego właśnie przedmiotu , ktorego zakazano.
No ale od kilku dni mama już wie, że chlopak jest nominowany do przyszlorocznych Oskarów w kategorii Aktor Roku, więc...po wyczerpaniu wszystkich metod Antoś znowu robi pac na podłogę i zaczyna uwerturę z wrzaskami od początku. No bo może tym razem zadziała????

Ale jeśli myslicie, że Antoś działa tylko metodami decybelowymi i sprzeciwem to się mylicie!!! Antoś rownież ma w głowie bardzo przemyślane strategie.
Od miesiąca ponad krąży wokół sprzętu rolniczego w stadninie koni. Grzecznie ogląda, podziwia, chwali każdy pręt, śrubkę i łopatę. Nie demoluje, nie, nie. Raczej z godnością się przypatruje ( choć oczka wyrywają sie do tego największego traktora).



 Zajdzie do zagrody, pochwali przed właścicielem indyka i perliczkę. Puści serię uśmiechów do seniora stadniny. Gdy pan rąbie drzewo po każdym trafieniu w pieniek bije panu brawo. Wczoraj sam pobiegł i zaczął pomagać przy przeładunku drewna. To nic, że zamoczyl buty w błocie i upaćkał żywicą ostatnią pasującą kurtkę. 
Ważniejsze, że kupił sobie serce właściciela stadniny. Na amen, na zabój, na maxa. Wdali się panowie w dluższe rozmowy w wyniku których pan właściciel pytał mnie czy my na pewno nie pochodzimy ze wsi, bo pierwszy raz widzi aż takie zainteresowanie u dziecka sprzętami i rolą. 
A Antoś luzik, spokój, godność i opanowanie. Żadnych nieprzemyślanych ruchów. Więc kiedy po godzinie tych rozmów pan właściciel pyta czy Maly chcialby zasiąść do traktora... Antoś już wie, że jest w raju.
No i właśnie wczoraj Antoś wsiadł do największego traktora i używał klaksony do woli. Ja niemal ogłuchłam, konie lekko się zestresowały od hałasu a pan właściciel się cieszy, że dziecku się podoba i jeszcze pokazuje jak kierować i włączyć kierunkowskaz. 
Co Antoś chciał zrobić w traktorze to mógł robić do woli. Matka se mogła protestować, wyrażać niepokoje, ale miała kiepską pozycję w negocjacjach stojąć dwa metry niżej od syna pod traktorem. Potem panowie uczyli się jak działa piła elektryczna a matka nerwowo przeszukiwała kieszenie w poszukiwaniu Nitrogliceryny, bo ją coś w klatce piersiowej ścisnęło jak to zobaczyła. 
Na szczęście nauki skonczyły się bez uszczerbków na zdrowiu. Jedynie panowie umówili się na przejażdżkę ciągnikiem w przyszłym tygodniu.
Fantastycznie...
Bez relanium nie jadę...

Mama, nie łam się. Przecież tu jest bombowo!!!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...