sobota, 27 kwietnia 2013

On nie rozumie?

Zebrało nam się dzisiaj na kapitalne porządki i odgruzowywanie mieszkania. Przy okazji zrobiliśmy przemeblowanie u Hani, dzięki czemu młoda dama ma teraz więcej miejsca do harców i swawoli. Ustawienie nam się podobało, ale wiadomo że ostateczna decyzja zawsze należy do Antosia. To on jest koordynatorem logistycznym , to on przestawia nas z meblami w tę i kolejną stronę. Z niepokojem więc czekaliśmy aż z popołudniowej drzemki wstanie Antulek( z niepokojem bo wiecie...stałość miejsca święta  rzecz).

Okazało się jednak, że to Antoś jest największym fanem nowego ustawienia. Głównie dlatego, że po rewolucji Hania ma łóżko na antresoli, więc można było się wspinać do woli.
A jednak beta- tester logistyczny w naszym domu miał swoje uwagi. Oczywiście wyraził je po swojemu wywalając na podłogę zdecydowaną wiekszość puzzli Hanuli.
To była fantastyczna zabawa zrzucać tak po kolei puzzle z wysokości.

Niestety, ich ponowne skompletowanie wcale nie było równie fajne.
Może dlatego, że Antoś wywalił kilkadziesiąt opakowań w różnych rozmiarach ale tylko z serii Kubusia Puchatka. Cóż...córcia pewnie długo nie zapyta czy poukładam z nią puzzle. Mamy obie dość puzzli i Kubusia Puchatka na naprawdę długo, a różowy ryjek Prosiaczka pewnie będzie śnił mi się po nocach. I kiedy tak na podłodze leżalo z 40 różnych, acz bardzo niekompletnych układanek a my starałyśmy sie dojść do której tym razem pasuje jeden z miliona ogonów Tygryska wszedł z radością Antoś.
Powiedziałam " o nie Antosiu, Ciebie nam na pewno nie potrzeba".
Nie krzyknęłam, nie zrobiłam żadnej groźnej miny, po prostu powiedziałam.
Antoś stanął jak wryty, popatrzył na mnie tak smutno i się strasznie rozpłakał.
Ale naprawdę strasznie, tak bardzo smutno.
Nie chciał bym go przeprosiła czy utuliła. Pobiegł do Taty.
A mnie zrobiło się tak strasznie wstyd...

Nie dalej jak kilka dni temu tłumaczyłam koleżance by ostrożnie mówić przy Antosiu, bo on wszystko rozumie.
Wiem, że dzieci z zaburzeniami ASD rozumieją mowę bardzo dosłowie. Czytałam o tym.
No...i dałam plamę na całej linii.
Powiedziałam ot tak, skrotem myślowym. A Antosiowi zrobiło się naprawdę bardzo przykro.
Przecież wiem, że Antoś doskonale nas rozumie. No wiem! To że nie mówi to jedno, ale czuję, widzę, że rozumie. I co? I sama strzeliłam z grubej rury....

" on na pewno nas nie rozumie"... Często tak słyszałam o Antosiu. No bo ile może rozumieć niespełna trzyletnie dziecko i to do tego z zaburzeniami komunikacji?
Dużo, przerażająco dużo może rozumieć.


9 komentarzy:

  1. Oj tak Gosiu, nasze pociechy naprawdę dużo rozumieją. Nie tak dawno jak wczoraj też strzeliłam z takiej rury, zrywałam niektóre naklejki z lodówki. Podchodzi Justyna i pyta dlaczego je zrywasz? a ja bezmyślnie palnęłam: po co nam lodówka, mamy u babci drugą, a naszą sprzedamy! I co? I płacz i skargi u Kasi, że mama sprzedaje naszą lodówkę. Kiedy rano wstała pierwsze kroki skierowała do kuchni sprawdzić czy wszystko jest na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  2. a mnie jakoś ucieszyło to , że zrozumiał. Wiem, że było mu smutno, ale zrozumiał. Bez Twojego gestu i podniesionego tonu -czyli mowa bierna idzie do przodu- super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, naprawdę. Tylko tak po maminemu serce sie pokroiło na kawaleczki, gdy zobaczyłam smutną twarzyczkę.

      Usuń
  3. Oj ja też pamiętam taką sytuacje jak przyjechała rodzina pyta o Oliwcia (mieliśmy wtedy regres), ja pewna, że Oli jest na górze z tatą , więc mówię, że obecnie nie najlepiej, że jest nerwowy i słabo aktywny w kontaktach, ale pracujemy, aby wszystko wróciło do normy. i słyszę jak Oli zaczyna płakać, okazało się, że stał za mną :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaraz, zaraz. Rozumiem, że zaskoczenie było, że Antoś tak dobrze zrozumiał o co Ci chodzi. Rozumiem, że smutno Ci się zrobiło, że jemu się zrobiło smutno. Ale... Antoś naprawdę wówczas był tam najmniej potrzebny, prawda? Zakładając, że może mógłby pomóc sprzątać, jednak sądzę, że przy segregowaniu 40 układanek więcej byłby naprzeszkadzał niż pomógł. Powiedziałaś prawdę. I nawet, jeżeli prawda ta była dla malca niewygodna, to jeżeli ma być on człekiem radzącym sobie w świecie ludzkim, musi także dowiedzieć się, że czasem słyszy coś dla siebie niewygodnego. Zdecydowanie lepiej uczyć się radzić sobie z tym uczuciem w warunkach bezpiecznych domowych - bez złości, agresji, niechęci - po prostu zwykłe "Antoś, nie jesteś tu teraz potrzebny". W domyśle - rozumiem, że ci smutno chłopie, ale czasem tak bywa. Głowa do góry, nie stało się nic złego. Pozdr, a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A., ja wiem , że Ty masz rację. Absolutnie i całkowicie. Tyle sie staramy, żeby nasze dzieci były wszedzie w przestrzeni traktowane " normalnie", a sama widzę, że Hance bez pardonu huknę " sio mi stąd!" a nad Antkiem teraz się rozkładam na czynniki pierwsze. I wiem, rozum moj znaczy się wie, że tak nie powinno być. Że nie zrobiłam nic złego. Ot, samo życie. Ale jest jeszcze serce, taka mamina miękkość jak się widzi buźkę w podkówkę.

      Usuń
  5. Doskonale Cię rozumiem Gosiu, mnie też się kiedyś przydarzyła podobna sytuacja...ten wyraz twarzy, który w odpowiedzi zobaczyłam u małego...nie do zapomnienia. Wiem jak się teraz czujesz i jak bardzo tego żałujesz

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale Cię rozumiem Gosiu, mnie też się kiedyś przydarzyła podobna sytuacja...ten wyraz twarzy, który w odpowiedzi zobaczyłam u małego...nie do zapomnienia. Wiem jak się teraz czujesz i jak bardzo tego żałujesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie żałuję, choć mogłam dodać że do układania puzzli, a nie tak ogólnie. Ale generalnie no nie powiedziałam nic zlego czy nieprawdziwego. Tylko...no wlaśnie Agatko, ten wyraz twarzy, niesamowicie smutne oczy. Antoś płacze często i gęsto a pierwszy raz od naprawdę dawna spojrzenie płaczacego Antosia mną tąpnęło.

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...