wtorek, 23 kwietnia 2013

New look i stare, wierne choróbska

Jako, że żywo zaangażowałam się w akcję Miejsce Przyjazne Osobie z Autyzmem postanowiłam sprawdzić na własnej,a w zasadzie Antośkowej skórze, jak wyglądają miesiąc po nadaniu laurów miejsca wyróżnione w plebiscycie.
Okazja do tego w zasadzie już od dwóch miesięcy  rosła sobie na Antośkowej głowie. Antulek domagał się fryzjera pilnie już od jakiegoś czasu, zwłaszcza gdy rano wstawał i wyglądał jakby piorun trzasnął w szczypiorek.
Zwykle chodziliśmy do nas osiedle. Wprawdzie wyjątkowych dramatów nie było, ale głównie dlatego że przez godzinę Antulek był wpatrzony w bajki z Tomkiem jak gekon w muchę a pani fryzjerka majstrowała coś na jego upierzeniu. Parę razy zapłakał przy okolicach uszu, ale generalnie nie protestował...bo też na skutek fiksacji pociągowej nie do końca był w naszym świecie.

Wczoraj postanowiłam zostać szpiegiem z Krainy Deszczowców i nie mówiąc nic nikomu o różnych drażliwościach na głowie posadziłam Antulka na fotelu fryzjerskim w nagrodzonym salonie.
I rzeczywiście cuda się działy Mili Państwo, cuda!!!

Że Antoś biega i wszystkiego chce dotykać? Nie ma problemu, byle nie nożyczek.
Że Antoś cisnął soczkiem o podłogę, ten się rozlał i zmieszał w paskudną soczkowo- włosową breję? Spokojnie, to się zaraz posprząta, przecież dziecku wolno ( ???)
Że Antoś się nudzi? W sekundę pojawiły się metalowe i kolorowe wałki do trwałej ondulacji z których Antoś układał wieże. A potem bawił się szczotkami, i klamerkami...a pani fryzjerka w tym czasie dokonywała postrzyżyn.
Na golarkę Antoś nie wyraził zgody, mimo , że mu wcześniej zaprezentowano co to , pokazano na raczce jak łaskocze. Nie? Dobrze, zrobimy nożyczkami.
Antoś zbuntował się na dźwięk suszarki na fotelu obok? Pani zrozumiała natychmiast nim ja zdążyłam paszczę otworzyć, pokazała Antosiowi że liczymy do 5 i wyłączą suszarkę. I pokazywała, a Antoś z nią na paluszkach. Po 5 sekundach suszarki nie było.

Antoś wytrzymał spokojnie, bez awantur 45 minut, cały czas żywo biorąc udział w tym co się działo w salonie. Nie zmulony,pochwalony przez panie za grzeczność i z nową fryzurą. O taką:





Ale żeby nie było tak pięknie to...skoro wreszcie przyszła wiosna i nawet powoli ją już widać na drzewach to pora na jakieś choróbsko. Przecież dawno nie było.
Hanie zbierało już od soboty i leży teraz obstawiona syropkach ze stanem " za 5 minut oskrzela".
Antoni jeszcze wczoraj nie zdradzał żadnych sympomów solidarności z siostrą. Brykał dwie godziny na placu zabaw z naszymi Paniami Wolontariuszkami. Śmiał się i tulił. Dziś też do żłobka biegł jak na skrzydłach.
Ale już po drzemce obudził się z głosikiem zarzynanego koguta, jak nic krtań mu poległa...

Tak więc jutro zamiast na terapię i konie spacerujemy do El Doktorre grupowo( Hania do ponownego osłuchania).

A skoro w klimatach lekarskich jesteśmy to zdam też relację z kontroli Hanuśki w piątek u naszej Pani dr. rehabilitacji:
- Czy Hania czasem przestaje się ruszać, postafi dłuższą chwilę wytrzymać w bezruchu?
- Nie Pani Doktor?

- A czy Hania czasem przestaje mówić?

- Owszem, czasem

- Ooooo, a w jakich sytuacjach?

- Jak zaczyna śpiewać.

-..... ( kilka sekund ciszy ze strony Pani Doktor i żarcik na rozladowanie napietej sytuacji): No i pewnie jak śpi to nie gada:)

- Nie bardzo Pani Doktor, Hania gada przez sen a czasem nawet śpiewa

Tu zapewne nastąpiła by dłuższa konsternacja gdyby nie to, że Hania już rozlokowała się na leżance w pozycji szpagatu i zaczęła się bujać.


Pani Doktor zna Hanię od trzech lat. Od trzech lat co kwartał kontroluje krzywizny jej pięt i kolan. A w piątek ze zdumieniem zapytała co się Hani stało, że ona taka...żywa bardziej niż zwykle.
Eeeee tam żywa, 18 godzina już była, choroba już ją zbierała od środka to i nie była standardowo " żywotna".

Pani Doktor popatrzyła, pomierzyła, porozciagała i naciskała i ...
Wkładek na piętuchny Hani nie trzeba, powrotu do fizjoterapii też, na razie wystarczą ćwiczenia domowe, porządne sandałki( jak zawsze), mnóstwo ruchu( zagwarantowane) i przeprowadzka trampoliny z działki do Haniowego pokoju.
A...i zlecenie na terapię SI, bo zaburzenia są duuuuuże.
Fajno.

A jutro relacja z Miejskiego Ośrodka NIE-Pomocy Społecznej.
Dziś nie dam rady. Już sie i tak wypłakałam na amen dzisiaj i żadne parlamentarne zdanie nie przychodzi mi do głowy. Jutro batalii ciąg dalszy. Może się ciut uspokoję. Jak nie...to mięsem będę rzucać na prawo i lewo, więc kto wrażliwy niech jutro nie czyta.

2 komentarze:

  1. Ośrodek NIE Pomocy Społecznej, powiadasz? A to chyba nie muszę pzeprowadzać się do Opola, mam taki na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas zależy który, bo rejonowy MOPS ma wszystko w d byle im spokój dać.
    A ogólny miejski pomocny, raz nawet zadzwonili żebym przyszyła to mi przyśpieszą wypłate.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...