wtorek, 30 kwietnia 2013

Dziękujemy



Kończy się okres rozliczeń podatkowych.
Za każdą wpłatę na rzecz Antosia serdecznie dziękujemy. Jak również za pomoc w całej akcji 1 %.
Przede wszystkim Babci i Dziadkowi z Radomia, Danusi, Cioci Ani M. i wszystkim, którzy pomogli nam w rozpropagowaniu apelu Antulka.

Nie wiemy jeszcze jaki jest efekt działań, ale dostaję już od niektórych z Was wiadomości, że wsparliście nas.
Zbieramy na codzienność. Tą dziś, komfort pojechania codziennie na rehabilitację, terapię logopedyczną, psychologiczną czy na hipoterapię. Spokojny zakup pomoc rehabilitacyjnych. I na turnus rehabilitacyjny.
Zbieramy również na tę dalszą codzienność. Tę, w której Antoś będzie samodzielnym, szczęśliwym facetem. Tę w której nie będzie wylęknionym , wykluczonym ze społeczenstwa chłopcem, który nie potrafi nawiązać kontaktu z otoczeniem.
Otoczenie jest bardzo ważne dla Antosia. Ale bardzo ważne dla nas, rodziców, jest czuć w naszych codziennych staraniach, że Antoś jest również ważny dla otoczenia.
Za te cztery miesiące cierpliwości do nas, czytania apeli, wałkowania tematu 1 % bardzo, bardzo Wam dziękujemy.
I za codzienność.

Smerfne hity

" Hej dzieci jeśli chcecie zobaczyć Smerfów świat
  Do Opola dziś zapraszam Was".

Ledwo domyła się wersja Rainbow Dash( a łatwo nie było...)!
Antoś w żłobku chodzi do grupy Smerfików. Wprawdzie przez infekcje dawno tam nie był ale swoje wie. Smarfik z niego pierwszorzędny.
Skoro więc wersja tęczowa się domyła trzeba było się znów pokolorować.
Tym razem w  ruch poszedł tusz, niebieski, taki do pieczątek.
Jak on go wygrzebał? Nie wiem, spałam. Moja wina. Niestety nie rejestruję już cichych wydań tych  nocnych harców Antosia i takie są efekty.

Tak wyglądam już po godzinnym odmaczaniu:)


Zarejstrowałam dopiero gdy się wgramolił do naszego łóżka i nas przutlił. Zobaczyłam niebieskiego smerfa i krew mi w żyłach zamarła.
A potem odkryłam, że wszystko jest niebieskie. Ja- bo przytulasek przytulił się całym sobą. Pościel-prezent ślubny, moja ulubiona,  oraz kanapa, ściana, programator od pralki.
Dalej było tylko bardziej niebiesko. Kafelki- te na ścianie w łazience i te w przedpokoju. Ściana u Antosia zawiera niebieską wersję fresków z Cro- Magnion.
Piżama do wywalenia. Stół się nie domył.

" Więc chodź, pomaluj mój świat,
  Na żółto i na niebiesko".

Na niebiesko już jest, jutro pewnie będzie na żółto. Już człowiek- demolka o to zadba.
Nie ogarniam. Uczciwie się przyznaję, nie daję rady. Coś się w tej blond łepetynce poprzestawiało i Antoś od wczesnych godzin porannych( takich naprawdę wczesnych, 4.30) po późny wieczór sieje spustoszenie. Nie słucha sie w ogóle, energii ma tyle jakby wypił wiadro kawy. Na sekundę się nie zatrzyma. Rzucanie, walenie, upuszczanie, mazanie, rozwalanie, grzebanie, wywracanie i sypanie czym popadnie...Z prędkością światła.

No chodź, zmalujemy coś razem!



15 kilo. 93 centrymetry. Niespełna 3 lata i po prostu sobie z jegomościem nie radzę. No po prostu nie radzę, niewydolna wychowawczo jestem i na dodatek jakaś taka niepełna fizycznie. Brakuje mi tak ze dwóch rąk conajmniej, i nóg strusia pędziwiatra.
Rozważam wysłanie smsa o treści " Supernianiu, przybywaj"...



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wyżyny kreatywności

Czy niespełna trzylatek jest w stanie spalić dywan bez użycia ognia, zapałek, zapalniczki, krzesiwa czy lupy? Ależ oczywiście, jeśli tylko jest pomysłowym Antonim.
Ile czasu potrzebuje do wykonania takiej sztuczki? 10 minut.
Dokładnie tyle ile malowałam paznokcie Hani w nagrodę za nieobrygrazanie.
Po prostu zdjął lampkę nocną z szafki, włączył i przycisnął do dywanu.
Dziura odpowiadająca dokładnie średnicy lampki. Smród spalenizny i co najgorsze duże podescytowanie w Małym Eksperymentatorze. Oczka filuterne, a tą iskrą w oku " ale fajne".

Przeraża mnie czasem pomyśłowość Antosia. Niepokoi brak instynktu samozachowawczego. Nie można spuścić go z oka na minutę, bo pewnikiem " COŚ" wymyśli.
Nie wiem, po prostu nie wiem jak mam być mamą Hani gdy nie można odejść ani na chwilkę do drugiego pokoju.

Wypalona dziura to tylko wisienka na torcie dziejszych dokonań. Wcześniej dobrał się do szafki i wylał olej z frytownicy. Jak??? No jak??? Przecież była zabezpieczona.
Wylał olejek zapachowy, nie ot tak na podłogę. Pieczołowicie wtarł go w kanapę oraz ściany. Efekt osiągnął, od zapachu bergamotki kręci w nosie i głowie a oczy szczypią. Oczywiście olejek był ustawiony wysoko, 1,50 cm co najmniej.
Odkręcił kółka od deskorolki sensorycznej. Ale czym!!! Dwugroszówką!!!
Rączką nie potrafi manewrować przy zakręcaniu słoika w ramach ćwiczeń z sekwencji edukacyjnej,ale jak widać nadgrastek pracuje jak powinien, kwestia motywacji.
Wsadził metalową skarbonkę Hani do mikrofalówki. I mieliśmy efekt produkcji błyskawic, zdążyłam wyłączyć w ostatnim momencie.

Zdjął tablicę do rysowania kredą ze ściany. Mnie zajęło 15 minut ponowne jej osadzenie, bo Tato użył uchwytów anty- dziecko.
A najgorsze jest to, że każda z tych czynności została wykonana gdy ja byłam nieopodal, myłam podłogę w kuchni, czy podawałam lekarstwa Hani. Antoni jest nie tylko bardzo kreatywny. Jest również diablo szybki.
Zbyt szybki.
Nie nadążam za tym chłopczykiem.

Najnowsza pasja to otwieranie szuflad i wywalanie z nich wszystkiego na podłogę. Niby banalne, każde dziecko to potrafi. Ale u nas każda szuflada ma blokadę rodem z Ikei i naprawdę czasem muszę nieźle paluchy wyginać by szufladę otworzyć.

A na finisz przed zaśnięciem rzucił kubkiem o ścianę.
Nie wierzcie producentom. Wcale nie był nietłukący...

Antoś siedzi w domu w domu od wtorku z powodu choroby. Przed nami długi weekend, taki naprawdę długi- żłobek czy terapia dopiero za tydzień.
Dołożę wszelkich starań by nie zwariować. Ale kciuki trzymane za nasze bezpieczeństwo będą bardzo potrzebne.

sobota, 27 kwietnia 2013

On nie rozumie?

Zebrało nam się dzisiaj na kapitalne porządki i odgruzowywanie mieszkania. Przy okazji zrobiliśmy przemeblowanie u Hani, dzięki czemu młoda dama ma teraz więcej miejsca do harców i swawoli. Ustawienie nam się podobało, ale wiadomo że ostateczna decyzja zawsze należy do Antosia. To on jest koordynatorem logistycznym , to on przestawia nas z meblami w tę i kolejną stronę. Z niepokojem więc czekaliśmy aż z popołudniowej drzemki wstanie Antulek( z niepokojem bo wiecie...stałość miejsca święta  rzecz).

Okazało się jednak, że to Antoś jest największym fanem nowego ustawienia. Głównie dlatego, że po rewolucji Hania ma łóżko na antresoli, więc można było się wspinać do woli.
A jednak beta- tester logistyczny w naszym domu miał swoje uwagi. Oczywiście wyraził je po swojemu wywalając na podłogę zdecydowaną wiekszość puzzli Hanuli.
To była fantastyczna zabawa zrzucać tak po kolei puzzle z wysokości.

Niestety, ich ponowne skompletowanie wcale nie było równie fajne.
Może dlatego, że Antoś wywalił kilkadziesiąt opakowań w różnych rozmiarach ale tylko z serii Kubusia Puchatka. Cóż...córcia pewnie długo nie zapyta czy poukładam z nią puzzle. Mamy obie dość puzzli i Kubusia Puchatka na naprawdę długo, a różowy ryjek Prosiaczka pewnie będzie śnił mi się po nocach. I kiedy tak na podłodze leżalo z 40 różnych, acz bardzo niekompletnych układanek a my starałyśmy sie dojść do której tym razem pasuje jeden z miliona ogonów Tygryska wszedł z radością Antoś.
Powiedziałam " o nie Antosiu, Ciebie nam na pewno nie potrzeba".
Nie krzyknęłam, nie zrobiłam żadnej groźnej miny, po prostu powiedziałam.
Antoś stanął jak wryty, popatrzył na mnie tak smutno i się strasznie rozpłakał.
Ale naprawdę strasznie, tak bardzo smutno.
Nie chciał bym go przeprosiła czy utuliła. Pobiegł do Taty.
A mnie zrobiło się tak strasznie wstyd...

Nie dalej jak kilka dni temu tłumaczyłam koleżance by ostrożnie mówić przy Antosiu, bo on wszystko rozumie.
Wiem, że dzieci z zaburzeniami ASD rozumieją mowę bardzo dosłowie. Czytałam o tym.
No...i dałam plamę na całej linii.
Powiedziałam ot tak, skrotem myślowym. A Antosiowi zrobiło się naprawdę bardzo przykro.
Przecież wiem, że Antoś doskonale nas rozumie. No wiem! To że nie mówi to jedno, ale czuję, widzę, że rozumie. I co? I sama strzeliłam z grubej rury....

" on na pewno nas nie rozumie"... Często tak słyszałam o Antosiu. No bo ile może rozumieć niespełna trzyletnie dziecko i to do tego z zaburzeniami komunikacji?
Dużo, przerażająco dużo może rozumieć.


piątek, 26 kwietnia 2013

MOPSikowe wieści

Około 12 dzwonek domofonu. Dzień dobry, pracownik socjalny.
Oho, będzie się działo.
Złe wieści zawsze przychodzą w samo południe.
A poza tym co to za obyczaj, nie umawialiśmy się, więc o co chodzi?
Już miałam koncepcję nadciągającej kolejnej awantury z panią kierownik.

A tu nie...a tu zdziwienie. To nasza pracownik socjalna, ale bez kierowniczki- na szczęście, bo był Łukasz w domu, a za niego tak do konca nie można ręczyć, gdy ktoś godzi w dzieci rodzą się w nim najgorsze instynkta i gotów zrzucić panią kierowniczkę ze schodów.

Pani pracownik socjalnik mówi, że pani kierownik doczytała troszeczkę, faktycznie są takie usługi jak SUO ( nie autystyczne???????) i jednak nie ma szans na asystenta do placówki u tak małego dziecka. I peroruje co tam pani kierownik sądzi, myśli i uważa.
Ja w tym czasie sięgam po odpowiedź prawników Synapsisu oraz informator dla rodzicow dotyczących SUO, otwieram ustawę i kładę przed pracownikiem socjalnym.

Pani przerywa. Patrzy na papiery. Patrzy na mnie.
Szybkie spojrzenie między nami. I uśmiech zrozumienia.
Ona wie.
Chwila ciszy.
Pani mówi podnosząc kartkę: " No to już wie pani co trzeba zrobić".
Wiem.

I wiem jeszcze coś. Jestem pewna że pani pracownik socjalny przyszła mi powiedziec co zrobic żeby betonowa kierowniczka wypchała swoją pustą głowę sianem i dała antosiowi te SUO.
Ale zobaczyła że ja już też wiem, więc się uśmiechnęła i zaczęłyśmy rozmawiąć ile nas SUO mogą kosztować i w jaki sposób je realizowac. A potem ciepła i miła rozmowa o Antosiu, który zresztą uparcie chciał panią zaczepić i czarował usmiechem.

Taaaaak, już nie boję się o SUO bo wiem , że pani kierownik MOPS bredzi jak najęta i wiem, że SUO muszą po prostu nam przyznać.

Nasuwa mi się też kilka wniosków:

- ile fajnych i rzeczownych pracowników tłamszonych przez kretynów- naczelników urzedów, wydziałów, referatów i innych jednostek które są synoninem slowa IGNORANCJA?

- moja pani doktor od dydaktyki na studiach miała rację, nauczycielem jest się cale życie, a nie tylko w ciagu pięciu godzin lekcyjnych dziennie. Od mojej " kariery" z kredą w ręku minęło juz kilka lat, nigdy więc nie przypuszczałam, że kopnie mnie zaszczyt edukowania z podstaw prawnych panią kierownik działu, ktorej praca polega na powoływaniu się na te podstawy prawne. Fajne, normalnie kaganek oświaty dalej krzewię. Psia twoja mać!!!!!

- chocby w Polsce stworzono najsensoweniej prawo w calej Unii Europejskiej to i tak nic z niego dla obywatela nie będzie bo wszystko wcześniej czy później rozwali się o czynnik wykonawczy i ludzi pokroju pani kierownik, która ustawy nie zna, ale swoje wie. I teraz tym większą mam pewność, żę grupy rodziców dzieci niepełosprawnych trochę marnują swój czas na walkę o nowe zapisy na rzecz osób niepełnosprawnych. Bo jak znam Polskę to wówczas powstanie kolejna martwa litera. A tak trzeba sie chyba jednak skupić na poprawianiu bubli prawnych i wprowadzaniu w życie zapisow które już są, są fajne, tylko niemal w każdej gminie w tym kraju na którymś etapie administracyjnym jest problem z realizacją. Bo urzędnik A lub B źle zinterpretował prawo. Bo w Polsce prawo jest interpretacyjne i każdy sąd może je jednak ciut inaczej zinterpretować.I powoływanie sie na wyrok ze Słupska nic nie da, bo sąd w Opolu identyczną sprawę może rozpatrzeć inaczej.
A mnie się marzy kompendium, taki zbiór praw osoby niepełosprawnej, opatrzonej komentarzem Sądu Najwyższego, wydane choćby w takiej formie jak komentarze do kodeksu karnego czy wykonawczego. Do kupienia w Matrasie. Albo Empiku.
I wtedy nagle dziury budżetowej nie ma , bo nie marnuje się  czasu na bzdrurne interpretacje, odwolania, odwolania do odwołań, zebranie kolegium apelacyjnego, pierwszą rozprawę sądową i  potem apelacyjną. I wniosek o kasację wyroku. Albo wniosek do Sądu Najwyższego......
Fiu fiu, wyobrazacie sobie jak nagle wskaźniki wydajności lecą w górę???? Następuje redukcja etatów w administracji ( tak, ta zapowiadania do 20 lat) w wyniku której dziura bużetowa maleje jak obecnie porfele małych i średnich przedsiębiorstw a na stołkach zostaja urzędnicy którzy legitymują się nie tylko odpowiednim wykształceniem, stażem ale rownież odpowiednią efektywnością na zajmowym stanowisku.
W środowiskach rodzin osob niepelnosprawnych amok i euforia. Nagle nie spędzają w urzędach połowy swojego życia. Ba...szybciej, efektywnie i sprawniej udaje sie uzyskać niezbędne pismo więc i pomoc szybciej działa. Statystyki odwracają sie , odsetek dzieci niepełnosprawnych, ktore pokonują swoje ograniczenia i staja się pracownikami rośnie. Rodzice dzieci niepelnosprawnych wracają w dużej cześci do pracy, badź dlatego , że ich dziecko wystarczająco dobrze i samodzielnie funkcjonuje, bądź dlatego , że formy pomocy dziś prawem zagwarantowane działaja rzeczywiście i rodzic juz nie jest wielofuncyjnym mikserem do wszystkiego.
Państwo zyskuje pracowników, podatników. Z gazet po oczach biją nagłówki " koniec widma upadku ZUS! Emerytury zapewnione"!!!!

No dobra, tu się juz zapędziłam , więc się obudziłam ze snu. A spało mi się dobrze bo na skutek szatańskiego bólu zęba poszły w ruch medykamenty arcyantybólowe i bardzo mnie usypiające.
Pewnie dlatego śniła mi się UTOPIA.
Rozejrzałam sie po pokoju. A tak...już wiem. Jesteśmy w Polsce.
Tu pracownik socjalny przychodzi cichaczem do domu, bez wiedzy swojego przelożoneg,o by poinformować  potrzebujących że jednak jest mozliwość pomocy zgodna z prawem, tylko pani kierownik o tym nie wie. Tylko ciiii, tylko tak żeby nikt się nie dowiedział. Bo pani kierownik nie lubi nie mieć racji.

O JA CIEŻ PIERDZIU!!!!!!!!!!!!!
CO ZA CZASY!!!!!!!!

-

A tutaj intruktaż dla innych rodziców w potrzebie Specjalistycznych Usług Opiekuńczych : Synapsis o SUO- informacje dla rodzin

czwartek, 25 kwietnia 2013

SMS

" Wqwrerrtpmvds  c "

Jeśli ktoś z Pań i Panów rozumie coś z treści wyżej wymienionego smsa będę niezmiernie wdzięczna za podpowiedzi. Antulek bowiem taką właśnie krótką wiadomość tekstową wysłał dziś do taty, zaraz po jego wyjściu do pracy. Niewątpliwie coś więc Tatcie chciał przekazać, niestety enigmatycznego szyfru nie odgadliśmy.

Swoją drogą należą się Małemu Spryciarzowi pochwały.
Pierwsza, za szybkość. Maleńki opatentował turbo przyspieszenie w iwanieniu mi telefonu, nigdy nie wiem jak i kiedy on mi go podkradł.
Druga pochwała należy się ewidentnie za umiejętności.
Przypominam sobie, że gdy dostałam rok temu od Antosiowego Taty smartfona to był on dla mnie jednak too smart. Na tyle zbyt mądry, że pierwszego skladnego smsa wysłałam bodajże po dwoch tygodniach prób. A dzisiaj zwykle nie udaje mi się tajemna sztuka pisania na klawiaturze dotykowej bez literówek.
A malenki od razu wiedział jak to zrobić żeby się z Tatą skontaktować.
Albo więc antulek jest baaaaardzo sprytny, albo telefon ma bardziej intuicyjne menu niż ja do tej pory sądziłam i jednak powinno mi się sprawić Nokię 3210:)

Zdolniacha jestem!!!
A choróbsko nie odpuszcza. Ale przynajmniej się nie rozwija. I jak widać nie pozbawia Antulka życiowej energii:)

środa, 24 kwietnia 2013

MOPS i SUO

ąTo nawet dobrze, że ja się też rozchorowałam. Gdybym nie miała dzisiaj takiej gorączki pewnie pojechałabym ja dowieźć orzeczenie o kształceniu specjalnym do MOPS i pewnie znowu wywiązała by się niezła awantura między mną a Panią Kierownik MOPS. A tak pojechał Antosiowy Tatko, awantury nie zrobił a ja miałam możliwość uspokoić się i oswoić z tematem.

Bo mamy problem.
Jako, że niedawno wreszcie uzyskalismy zaświadczenie od psychiatry że Antoś Specjalistycznych Usług Opiekunczych potrzebuje pojechała wczoraj do MOPSu złożyć wniosek.
Kłopotów żadnych się nie spodziewałam, toż to prościutka procedura, ba, nawet wiem że w Opolu zwykle z nia problemu nie ma. Czasem jest wymiar godzin mniejszy niz lekarz zaświadcza, ale generalnie z wywiadu rodzicielskiego wywnioskowałam że jest to stosunkowo prosta procedura.
I była do pewnego momentu. Do tego póki do rozmowy z pracownikiem socjalnym nie wparowała Pani Kierownik.
Kiedy w pierwszym zdaniu poinformowała mnie, że Antosiowi " uslugi autystyczne" nie przysługują już wiedziałam , że z tą panią to my się raczej nie dogadamy.

Podstawowym problemem jest ten, że Pani kierownik- niewiadomo dlaczego zafiksowała się na fakcie, że Antoś chodzi do żłobka a nie do przedszkola w związku z czym nie ma możliwości przyznania SUO.

Fakt faktem , że przez ten żłobek to rzeczywiście same tarapaty formalne są, przerabiałam to już w Kuratorium i w Wydziale Oświaty.
Więc grzecznie pytam, czy skoro asystent do żłobka nie jest mozliwy ze względów formalnych to ile przyznają nam terapii w domu.

Nic. Bo nie. Bo sie nie należy. Bo Antek jest za mały. Bo jak już to powieniem iść do przedszkola integracyjnego i tam mieć terapię, i wtedy oni dadzą cienia. A póki co jest w wieku nieprzedszkolnym i w ogóle nic nie przysluguje. A juz tym bardziej skoro wymyśliłam sobie fanaberie, żeby go posyłać do prywatnego żłobka.

Tłumaczę babie( bo już inaczej się nie da tego okreslić) jak chłop krowie na rowie. Antoś jest w wieku przedszkolnym bo ukończył 2,5 roku, ma orzeczenie o kształceniu specjalnym. A chodzi do żłobka bo do przedszkola integracyjnego go nie przyjęto, a żadne inne przedszkole nie pojęło się realizacji zaleceń orzeczenia.

Pani- beton, swoje wie, na wszystko ma radę. Skoro żłobek podjął się przyjęcia dziecka z problemami to musi teraz orzeczenie wypełnić. A jak nie ma za co ( bo do żłobka za Antkiem subwencja nie idzie) to trzeba było nie przyjmować.I po problemie. A skoro nie ma miejsc w przedszkolu integracyjnym to trzeba czekać, aż się zwolnią. Bo jak nie za rok to za dwa już na pewno będzie miejsce.

Tłumaczę,naprawdę spokojnie tłumaczę meandry ustawy ( ja urzędnikowi, bynajmniej nie na odwrót), ale grochem o ścianę. Na koniec pani-beton zasunęła wnioskiem powalającym . Skoro PPP wydało dziwne orzeczenie, którego nie ma gdzie zrealizować to dziecko powinno siedzieć w domu jeśli chce się pomoc od państwa. A skoro chodzi do placowki niepublicznej to znaczy , że takiej rodzinie pomoc nie jest potrzebna bo sobie radzi...i uslugi autystyczne się nie należą i już.

Nie jestem osobą skłonną do wzruszeń. Mieszanina ogromnego optymizmu życiowego oraz ogromnej porcji tupetu i przygotowania prawnego sprawiła , że od lat uważam że nie ma sprawy w urzędzie ktorej nie dalo by sie zalatwić. Jak nie kijem to marchewką, jak nie przez drzwi to oknem. Ale wczoraj, po w sumie 1,5 godzinnej awanturze z ów istotą wyszłam z MOPSu i wyłam całą drogę do domu. W domu też wyłam.

Po raz kolejny uderzyłam w mur. Bo pechem Antka jest to że sobie świetnie radzi. Zbyt świetnie żeby go wsadzić w enklawę dla ciężko zaburzonych dzieci z autyzmem i mieć świety spokój że się swoje dla dzieciaka z problemami zrobiło. Z tej perspektywy, niestety, Antek ma pecha, nie jest bardzo nisko fukcjonujący.
Ale nie jest też zdrowym dzieckiem. Pech podówjny. Nigdzie nie pasuje. Zbyteczny balast.
Poza systemem, więc jakby go nie było. Powinnam go sobie schować do szafy i udawać że problemu nie ma...

I naprawdę dobrze, że sie rozchorowałam i nie poszłam tam dziś znowu powiedzieć tej niewieście co o niej sądzę. Bo teraz mam znacznie więcej do powiedzenia po kontakcie z prawnikami Synapsisu.

Zamiast więc iść i robić awantury sklepałam zapytanie formalne o podstawy prawne uzytych przez panią sformuowań. Zatem niech mi wyjasni co to są uslugi autystyczne, bo ja o takich nie slyszałam. Wprawdzie ona o SUO też ( wesołe, prawda?), ale w przeciwieństwie do niej ja znam podstawę prawną. Proszę więc o prawne umotywowanie dlaczego wg tej pani mojemu synowi nie przysluguje coś co przyznawane jest nie uznaniono( jak zasiłki) tylko z mocy ustawy, z urzędu.
Już dziś jestem mądrzejsza i zaczynam wymianę korespondencji z tą...panią. Pewna już sukcesu, choćby nawet na drogę sądową musiało to zajść. Ja poczekam, cierpliwa jestem jak cholera, ale ta pani będzie miała okazję zapoznać się ( może pierwszy raz w życiu) z ustawą.
Ja już wiem jak to zrobić.
Ja.
A ile jest takich rodziców którzy zamiast tupetu i wrodzonej bezczelności dostali większą wrażliwość?
Którzy usłyszeli, że NIE BO NIE i odpuścili?
To się po prostu do kryminału nadaje i jestem głęboko przekonana, że kiedyś się w nim skonczy...



Kameleon lub Rainbow Dash

Wprawdzie mam gorączkę i zapalenie tchawicy( to ja mam jakąś tchawicę??? Mama mówiła, że szyję- trzeba to będzie wyjaśnić niebawiem) ale nie jest to przecież argument żeby utracić od razu polot i kreatywność, prawda????

Zwłaszcza, że taka okazja może się nieprędko pojawić. Bo Mama też ma gorączkę przez co obniżyły jej się osiągi i trochę wolniejszą ma prędkość na zakrętach z okrzykiem " Antoś! Nie wolno!!!".

No i Hania też jest zagilona, przez co nie pilnuje już swojego pokoju jak Cerber, tylko ciągle biega z husteczkami do kosza.

Taką okazję trzeba wykorzystać.
Bo ja uwielbiam rysować, malować i kolorować!!!!
Tylko nikt nigdy nie pozwala mi rozwinąć skrzydeł! Nie wiem dlaczego oni wszyscy tak wpadają w panikę gdy tylko dotknę farb czy mazaków...
Każa mi tylko rysować kredkami albo kredami po tablicy....
No a jak, jak wykonać prawdziwy i niepowatarzalny fresk bez farb czy żywych i trwałych kolorów mazaków???
Na początku próbowałem. Zabrałem grzecznie pudełko z kredami i ozdobiłem całą ścianę w moim pokoju. Ale to robota nie warta mojego geniuszu!!! 
Tyle się napracowałem!!! I wystarczyło dotknąć ściany i z mojego arcydzieła nic nie zostało.
Bez sensu!!!
A właśnie ostatnio Hania pokazywała mi jak taki konik Raibow Dash robił śliczną, kolorową tęczę...I ja też chciałem mieć takie ładne kolorki u siebie w pokoju. Wszędzie tylko białe ściany. U nas białe, w Prodeste białe...Przecież to nuda...
Więc kiedy mama w kuchni robiła obiad wykradłem od Hani taaaaakie wielkie pudło. Ona jest starsza, a to chyba tak działa, że starsze siostry zawsze dostają fajniejsze zabawki. I w tym pudle było mnóstwo mazaków. Grubych i cienkich, a jakie kolory!!!
Na początku pomalowałem pokój, ale potem pomyślałem sobie, że ja też mogę być taki kolorowy jak Rainbow Dash. 

I naprawdę nie wiem dlaczego jak mama weszła do pokoju to zrobiła się czerwona na twarzy. Ja sądzę, że to nawet dobre było bo przez tą chorobę to taka biało- zielona była na twarzy a tak jej się od razu kolorki poprawiły. 

Ale mama chyba nie zgodziła się ze mną, bo wyglądała jak czajnik czerwony. Tylko zamiast z gwizdka para jej uszami wylatywa. Hania powiedziała, że ze złości. A potem się popłakała, że jej zniszczyłem mazaki.

Dlaczego one nie rozumieją, że prawdziwa sztuka wymaga poświęceń, co???

Poza tym uważam, że mama jest...dziwna. Bo jak pokazywała mi kameleona w książeczce to było fajne i się cieszyła. Ale jak ja się zamieniłem w kameleona to już jej się nie podobało i zamiast do dżungli zaciagnęła mnie do wanny.

Bez sensu! No, ale kto zrozumie dziewczyny???
A już takie chore to w ogóle nie ma szans przecież...

A potem mama dała mi kilka takich paskudnych syropów do wypicia.bleeee...
To pewnie była taka kara za to , że Hani kilka mazaków zjadłem. To znaczy one twierdzą że zjadłem. A ja po prostu sprawdzałem  czy od środka też buzię da się tak ładnie pokolorować.
Nie dało się, trudno. Na szczęście szorowanie w wannie nic nie pomogło. Te mazaki Hani to rzeczywiście klasa były. Dalej jestem kolorowy:)


Hania mówi, że wyglądam jak Rainbow Dash. To jutro spróbuję latać:)



Mamooo, ale o co chodzi?



Przecież mówiłaś, że ładnie wyglądam w niebieskim!!!

wtorek, 23 kwietnia 2013

New look i stare, wierne choróbska

Jako, że żywo zaangażowałam się w akcję Miejsce Przyjazne Osobie z Autyzmem postanowiłam sprawdzić na własnej,a w zasadzie Antośkowej skórze, jak wyglądają miesiąc po nadaniu laurów miejsca wyróżnione w plebiscycie.
Okazja do tego w zasadzie już od dwóch miesięcy  rosła sobie na Antośkowej głowie. Antulek domagał się fryzjera pilnie już od jakiegoś czasu, zwłaszcza gdy rano wstawał i wyglądał jakby piorun trzasnął w szczypiorek.
Zwykle chodziliśmy do nas osiedle. Wprawdzie wyjątkowych dramatów nie było, ale głównie dlatego że przez godzinę Antulek był wpatrzony w bajki z Tomkiem jak gekon w muchę a pani fryzjerka majstrowała coś na jego upierzeniu. Parę razy zapłakał przy okolicach uszu, ale generalnie nie protestował...bo też na skutek fiksacji pociągowej nie do końca był w naszym świecie.

Wczoraj postanowiłam zostać szpiegiem z Krainy Deszczowców i nie mówiąc nic nikomu o różnych drażliwościach na głowie posadziłam Antulka na fotelu fryzjerskim w nagrodzonym salonie.
I rzeczywiście cuda się działy Mili Państwo, cuda!!!

Że Antoś biega i wszystkiego chce dotykać? Nie ma problemu, byle nie nożyczek.
Że Antoś cisnął soczkiem o podłogę, ten się rozlał i zmieszał w paskudną soczkowo- włosową breję? Spokojnie, to się zaraz posprząta, przecież dziecku wolno ( ???)
Że Antoś się nudzi? W sekundę pojawiły się metalowe i kolorowe wałki do trwałej ondulacji z których Antoś układał wieże. A potem bawił się szczotkami, i klamerkami...a pani fryzjerka w tym czasie dokonywała postrzyżyn.
Na golarkę Antoś nie wyraził zgody, mimo , że mu wcześniej zaprezentowano co to , pokazano na raczce jak łaskocze. Nie? Dobrze, zrobimy nożyczkami.
Antoś zbuntował się na dźwięk suszarki na fotelu obok? Pani zrozumiała natychmiast nim ja zdążyłam paszczę otworzyć, pokazała Antosiowi że liczymy do 5 i wyłączą suszarkę. I pokazywała, a Antoś z nią na paluszkach. Po 5 sekundach suszarki nie było.

Antoś wytrzymał spokojnie, bez awantur 45 minut, cały czas żywo biorąc udział w tym co się działo w salonie. Nie zmulony,pochwalony przez panie za grzeczność i z nową fryzurą. O taką:





Ale żeby nie było tak pięknie to...skoro wreszcie przyszła wiosna i nawet powoli ją już widać na drzewach to pora na jakieś choróbsko. Przecież dawno nie było.
Hanie zbierało już od soboty i leży teraz obstawiona syropkach ze stanem " za 5 minut oskrzela".
Antoni jeszcze wczoraj nie zdradzał żadnych sympomów solidarności z siostrą. Brykał dwie godziny na placu zabaw z naszymi Paniami Wolontariuszkami. Śmiał się i tulił. Dziś też do żłobka biegł jak na skrzydłach.
Ale już po drzemce obudził się z głosikiem zarzynanego koguta, jak nic krtań mu poległa...

Tak więc jutro zamiast na terapię i konie spacerujemy do El Doktorre grupowo( Hania do ponownego osłuchania).

A skoro w klimatach lekarskich jesteśmy to zdam też relację z kontroli Hanuśki w piątek u naszej Pani dr. rehabilitacji:
- Czy Hania czasem przestaje się ruszać, postafi dłuższą chwilę wytrzymać w bezruchu?
- Nie Pani Doktor?

- A czy Hania czasem przestaje mówić?

- Owszem, czasem

- Ooooo, a w jakich sytuacjach?

- Jak zaczyna śpiewać.

-..... ( kilka sekund ciszy ze strony Pani Doktor i żarcik na rozladowanie napietej sytuacji): No i pewnie jak śpi to nie gada:)

- Nie bardzo Pani Doktor, Hania gada przez sen a czasem nawet śpiewa

Tu zapewne nastąpiła by dłuższa konsternacja gdyby nie to, że Hania już rozlokowała się na leżance w pozycji szpagatu i zaczęła się bujać.


Pani Doktor zna Hanię od trzech lat. Od trzech lat co kwartał kontroluje krzywizny jej pięt i kolan. A w piątek ze zdumieniem zapytała co się Hani stało, że ona taka...żywa bardziej niż zwykle.
Eeeee tam żywa, 18 godzina już była, choroba już ją zbierała od środka to i nie była standardowo " żywotna".

Pani Doktor popatrzyła, pomierzyła, porozciagała i naciskała i ...
Wkładek na piętuchny Hani nie trzeba, powrotu do fizjoterapii też, na razie wystarczą ćwiczenia domowe, porządne sandałki( jak zawsze), mnóstwo ruchu( zagwarantowane) i przeprowadzka trampoliny z działki do Haniowego pokoju.
A...i zlecenie na terapię SI, bo zaburzenia są duuuuuże.
Fajno.

A jutro relacja z Miejskiego Ośrodka NIE-Pomocy Społecznej.
Dziś nie dam rady. Już sie i tak wypłakałam na amen dzisiaj i żadne parlamentarne zdanie nie przychodzi mi do głowy. Jutro batalii ciąg dalszy. Może się ciut uspokoję. Jak nie...to mięsem będę rzucać na prawo i lewo, więc kto wrażliwy niech jutro nie czyta.

sobota, 20 kwietnia 2013

Bitwa o tron

Tron ważny jest i basta. Rozwodzić się nad historycznym, politycznym, etycznym czy społecznym uwarunkowanime uwielbienia do tronu nie ma sensu, każdy to wie. Tron jest atrybutem władzy.

A już dla mężczyzn tron to w ogóle kluczowa kwestia, jakby nie patrzeć przez wszystkie dynastie i od zarania dziejów( no może poza dynastią Burbonów, do dziś pamiętam co najbardziej zadziwiło mnie w Wersalu- brak tronu!!!).

Tron, czyli sedes, toaleta lub potocznie rzecz ujmując kibelek.
Doskonale pamiętam co na etapie remontu było kluczową kwestią dla Antosiowego Taty. Łazienka!!! Dokładniej rzecz umując nisko mu zwisała kolorystyka glazury, kształt mebli, nawet rodzaj kabiny. Ale rozsiadanie się na tronach w Castoramie, deliberowanie nad wyższością deski nr 1 ponad pozostałymi zajęło nam znacznie więcej czasu niż wybieranie wszystkich mebli w Ikei:)
Rówież w topografii Antosiowy Tato miał twarde postulaty. To, że postanowiłam w mieszkaniu wyburzyć jedną ścianę oraz dwie przesunąć Antosiowy Tatko łyknął łagodnie, bez wzruszenia. Nawet gruz bez problemów pakował.
Ale gdy do głowy wpadł mi pomysł przesunięcia toalety na planie łazienki walczył niczym Breavehart pod Falkirk. Abosutnie nie, mowy nie ma, tron ma być blisko gniazdka z prądem. Czemu? Na wypadek gdyby telefon  miał baterię na wyczerpaniu, a przeca podstawą sprawowania urzędu na tronie to dostęp do aktualnych informacji( prasówka mulimedialna musi być i basta). 
Początkowo myślałam, że to tylko u nas takie poważne problemy egzystencjonalne występują. Potem okazało się, że w co drugim małżeństwie odbywa się poważna bitwa o tron.
Do legendarnej wręcz urasta batalia o deskę klozetową. Jej podniesienie czy opuszczenie wg rankingów interetowych może popsuć atmosferę w niejednym związku.
No i dla wielu facetów toaleta jest prawdziwą świątynią dumania.

Myślałam, że po 10 latach razem wszystkie strategiczne kwestie w tej dziedzinie mamy już przepracowane i osiągnęliśmy status quo.

Jednego nie wzięłam pod uwagę. Że przecież mam w domu dwóch mężczyzn. I ten drugi, choć małoletni też zaangażuje się w bitwę o tron. 

Trening czystości niejednemu rodzicowi spędza sen z powiek. Pamiętam, że 3 lata temu przygotowałam się do przeprawy z Hanią bardzo merytorycznie. Obczytałam w mniej i bardziej naukowe pozycje. Zakupiłam sprzęty mniej i bardziej niezbędne. A rzeczywiśtość i tak przerosła moje jakiekolwiek oczekiwania. Dość powiedzieć, że zamiast obiecywanych w jednej książeczce 7 dni na osiągnięcie sukcesu przez trzy tygodnie wszystko u nas toczyło się według maksymy " panta rei".

Tym razem więc postanowiłam nie mieć absolutnie żadnych oczekiwań. Zresztą znów się oczytałam i dowiedziałam, że często u dzieci z zaburzeniami z kręgu ASD trening czystości wymaga więcej czasu i cierpliwości( na skutek wielu czynników). Więc tym razem podeszłam do sprawy spokojnie, zgodnie z polityką oswajania i poszanowania rytmu Antosia w tej materii.

No ale to jest Antoś, więc jak na Antosia przystało niespodzianki musiały być. W ramach polityki oswajania dowiedziałam się że nocnik jest kategorycznie be, absolutnie niemęski i że generalnie mogę go schować, chyba że zaakceptuję, że Antoś uczyni z niego basenik dla autek.
Nie zaakceptowałam.
Jak również nie wykazałam się specjalną lotnością, bo dopiero wczoraj zakapowałam że klepanie sie dwa razy przez Antosia po uchu to  nie jest propozycja bym go posłuchała, a Antosiowa wersja gestu makaton" chcę siku".

Jeszcze w tym tygodniu rozmawiałam z wszystkimi terapeutami uprzedzając, że Antoś w weekand majowy zostanie pozbawiony pieluchy przez co może się zamienić w model " lejek".
Kobieta małej wiary jestem. Samokrytykę skladam. I to ogromną, bo syn pokazywał, wskazywał co chce a ja głucha i ślepa jak dąb wielki w parku.

Po kilku dniach okazałych scenek histerii przed łazienką( zła matka dziecka nie wpuściła, bo i po co) wreszcie nastąpił samozapłon.
Matce uruchomiły się ze dwie komórki mózgowe i przypomniała sobie, że przeca gdzieś na szafce jest taka nakładka na tron , zielona taka, plastikowa, ta, ktorej znowu Hania za nic na świecie nie zaakceptowała.

Z wielką nutą powątpiewiania posadziłam królewicza.... I dosłowinie jak na filmie " I kto to mówi" zabrzmiało wielkie Alleluja!!!!

Niniejszym informuję, że od wczoraj Antoś mężczyzną jest stuprocentowym i idealnym.
Stuprocentowym, bo z tronu on również uczynił świątynię dumania. Siedzi na nim dzień cały, dumny i szczęśliwy. Hania przeprosiła się po latach z nocnikiem, ja przebieram nogami nerwowo, bo królewicz tron zagarnął całkowicie.

Idealnym, gdyż deskę ZAWSZE opuszcza oraz wodę spuszcza( czasem nawet kilkanaście razy, ale nie można przecież być drobiazgowym). 

Wczoraj, po odkryciu tegoż kroku milowego sukces udało się zaliczyć kilka razy.
Dziś królewicz nie wyraził w ogóle zgody na założenie pieluchy i zarządzał życiem rodziny z tronu.

Chwilowo damy poddają się tej okupacji, Antulka czeka jednak jeszcze ciężka przeprawa z przewodnikiem stada. Antosiowy Tatko na razie wraca do domu jak już Antulek śpi, więc potyczek strategicznych o tron na razie prowadzić nie musi.

W poniedziałek jednak ma dzień wolny i nie wiem jak zareaguje że wróg czyha u bram na jego światynię dumania.

Jednakowoż...hm...ja się chyba nigdy nie przestanę dziwić. Ten chłopczyk całkowicie wywraca do góry nogami mój światopogląd.
Zakupiłam 80 par majteczek, co by w planach chociaż na dwa dni było suchości  jak już zaczniemy trening...
Muszę odwołać zakup tego wypasionego , grającego nonika z pociągiem Tomkiem, bo jakby kurde bele niepotrzebny...

Sukcesy na polu treningu czystości mamy nim jeszcze takowy zdążyliśmy porządnie rozpocząć.

I tak się zastanawiam...co jeszcze ten Mały Mądrala potrafi a ja mu tego swoim ciasnym rozumkiem nie pozwalam zrealizować???

czwartek, 18 kwietnia 2013

Inauguracja sezonu

Nareszcie wiosna zastukała już nawet do Opola. A po prawdzie to wiosna była ze trzy dni, bo teraz króluje już lato. A skoro aura dopisuje otwarliśmy już sezon rowerowo-placo zabawowy.
Antosik nadal lubi podróżowanie w foteliku rowerowym i nawet wyjątkowo zgodnie współpracuje przy zakładaniu kasku. Oprócz kursowania na rowerze na zajęcia i terapie powróciliśmy do naszych wycieczek rowerowych.
W tym roku są one jednak inne. Antosik siedzi z tyłu i komentuje, oraz ciągnie mnie za rękę by mi coś pokazać. Nie jestem zdecydowanie mistrzem kierownicy (żadnej), więc nieco panikuję gdy młody mną szturcha na boki. Ale jaka to radość!!! Jaka odmiana!!!
Gdy z tyłu siedzi Hania też jest jakoś inaczej niż w zeszłym roku. W obiegłe lato miałam nieustanny dubbing z tyłu, Niuśka gadała jak najęta. W tym roku...śpiewa. Hitem jest frestajlowe, śpiewne komentowanie tego co widzi : " Drzewo jest bez listków, jeszcze jest bez listków, ram dadam dam dam" ...niosące się echem wzdłuż Odry, bo głosik Hania ma doniosły.

W ramach ostatniej wycieczki na Bolko odkryliśmy nowy plac zabaw. Kto z Opola tego serdecznie zapraszam nieopodal zielonego mostu nad Odrą prowadzącego do ZOO. Coś fantastycznego!!!! Gdyby przyznawać gwiazdki za jakość placu zabaw to ten zasługuje na pięć jak nic!!!!
Bezpieczny, atrakcyjny i ...raj sensoryczny. Tunel do czołgania, ścianki wspinaczkowe do wspinania, mini-karuzelka, duża okrągła siatkowa huśtawka i mini park linowy.3 godziny maluchy szalały, kręcily się wspinały , a gdy- nie bez walki- udało się je zapakować znów do fotelików rowerowych prawie zasypiały:))

A ku ku!!!



Huśtawki też mogą być


Ale tunel jest najlepszy!!! Zwłaszcza w takim towarzystwie:)



Wspinanieeeeee się!!!!



I kręciołki to jest to co Hanie lubią najbardziej!



Jak to do domu??? Już???



No dobrze..ale patyk jedzie z nami!!!



Antoś ma zwyżkową formę ostatnio. Wiem, że takich rzeczy się nie pisze ( dzieci, męża i psa ponoć się nie chwali bo się szybko popsują). Ale...nie da się nie chwalić:)

Dziś na zajęciach Antulek dostał pochwałę od Pani Moniki: bezbłędnie rozpoznawał emocje na piktogramach i obrazkach oraz świetnie się bawił w udawanie.
Antoś dalej zasuwa w mowie. Buduje już zdania 4-5 wyrazowe, na razie głównie w swoim, Antosiowym narzeczu, ale za to z rewelacyjną intonacją. Coraz lepiej wychodzi też mu nasladownictwo dźwięków i słów.
Zrobił się z niego regalista, zaczyna szanować zasady, ba, nawet nas poprawia.
We wtorek w żłobku spadło ciasteczko, więc Antoś od razu wstał żeby podnieść i wyrzucić, a gdy panie nie zrozumialy powiedział " do kosza" i pokazał na kosz:)
Dziś Tacie upadł banan, nim Tato zdążył się schylić Antoś już grzecznie posprzątał. Mina Taty na widok Jego banana lądującego w koszu rewelacyjna.
Z jednej strony jest karny i posluszny. Pięknie się rozbiera, próbuje ubierać ( to już jednak wyższy poziom trudności), odkłada przedmioty na miejsce.
Z drugiej strony....tak jak jest mądrzejszy z dnia na dzień tak jest cwańszy i bardziej zbuntowany. Wymuszanie osiągnęło apogeum, do szału nas jegomość doprowadza ciągłymi kłótniami o zakazy, zupełnie nie akceptowalne przez Antosia. Fiksacja autkami też się rozrosła, więc struna konfliktowa o autka jest napięta okrutnie. Generalnie...Antoś niczym młody żołnierz ćwiczy nieustannie " powstań! Padnij! Powstań! Padnij!".Tylko, że rekruci zwykle to w cichości ćwiczyli a Antulek drze się przy tym jak nieboskie stworzenie.
Przez chwilę zakołatało mi w głowie nawet czy my przypadeczkiem nie zatoczyliśmy przez te 1,5 roku koła i czy znów nie jesteśmy w miejscu w którym Antoś komunikuje się tylko li wyłącznie za pomocą histerii.
Ale nie, to tylko durnowate, bo zmęczone myśli Matki.
Ten płacz jest inny. Po pierwsze jest ze złości nie z poczucia krzywdy. Po drugie jest cwaniutki i obliczony na konkretne korzyści, bo Antoś, owszem, ryczy jak syrena strażacka ale jednocześnie obserwuje otoczenie i bacznie przygląda się jaki efekt osiąga. Czasem ( ale tylko czasem na razie...) gdy po minie mojej widzi że zaraz będzie gradobicie i jednak solidnie przesadzić w sekundę się uspokaja i przychodzi przeprosić.

Bo Antulek sam z siebie nauczył się przepraszać. Gdy nadepnie na nogę a ja puszczę standardowe " ałłła, to bolało" przekrzywia łepek w zmartwieniu, podchodzi, przytula się i mówi " PSEP".

Zazwyczaj jednak nie przeprasza a próbuje coś dla siebie ugrać, Mały Bojownik o Wolność Antosiową.
Cóż, wszystkie mądre książki i terapeuci mówią że trzeba to jakoś przetrwać z godnością i cierpliwością oraz konsekwecją. Bo to kiedyś minie.
Pewnie tak...
Ale nikt nie dodaje gdzie można kupić na kilogramy tę godność, cierpliwość i konsekwecję. A szkoda. Poczyniłabym spore zapasy. Zwłaszcza w asortymencie stalowych nerwów.

A już szczegolnie przed majem, bo skoro Antulek taki rozumny sie zrobił ostatnio to zapadly ważne decyzje. Niedługo( wreszcie!!!!) rozpoczynamy nasze dwutygodniowe szczotkowanie, bo cialo Antulka domaga się już bardzo masażu Wirbergera.
W maju żegnamy się również z wózkiem.
Oraz z pieluchą.

Będzie się działo...:)



P.s. Bardzo WSZYSTKIM dziekuję za zaangażowanie w sprawę misji ratunkowej dla ząbków Justysi. Rozmawiałam dziś z Mamą Justynki, dziś był pierwszy zabieg. Niestety nie mma dobrych wieści.
Jutro napiszę więcej. Ale jeśli ktoś zna fundacje, organizacje do których można by się zglosić po wsparcie to proszę, piszcie Mamie Justynki lub mnie. Jutro będę znała więcej szczegółów, ale niestety wszystko wskazuje, że ząbki Justynki są w jeszcze poważniejszych tarapatach niż myśleliśmy i koszt ich ratowania będzie niestety jeszcze większy....


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Justynka potrzebuje pomocy pilnie!!!!




116 cm. Blond włoski. Największe oczy jakie kiedykolwiek wiedziałam. W warunkach niewyjściowych odziana bywa w piżamę. Nie lubi koloru niebieskiego. Oraz spać też nie lubi. Za to bardzo lubi jeść kotlety schabowe w środku nocy, koniecznie pokrojone w idealną kosteczkę. I wyzwania ekstremalne lubi, nie groźne jej spacery po trudnych podłożach, cienkich krawędziach. Gdyby szkoła cyrkowa wiedziała o istnieniu Justynki biłaby się, by tylko pozyskać ją do swojego zespołu.
Diablo inteligentna. Niby taka mała, słodka blondyneczka a poczucie humoru w niej gigantyczne. Oraz celne riposty i wnioski, które mnie, starej babie włażą w pięty- a pyskata jestem.
Gaduła i śmieszka...ale względem swojej mamy i siostry.
W kontaktach z innymi ludzmi mocno trzyma ją za rękę jej nieodzowny towarzysz, Kolega A.
To on nie pozwala jej pobawić się z Antosiem, przytulić się do p. Moniki, czy przygadać mi otwarcie.
A Justynka ma w sobie mnóstwo uczuć, naprawdę pieknych uczuć. Widziałam jak szczerze polubiła naszego Antośka. Widziałam jak chciała podarować swojej ulubionej terapeutce laurkę, przepiekną, na Walentynki. Widziałam jak pilnuje swojej siostry, jak nie odstepuje jej na krok. Jak się wtula w mamę.  Bo kocha. Ich wszystkich. I znacznie więcej osób.

Tej wyjątkowej dziewczynce trzeba pomóc. Nie kiedyś, ale teraz, już i natychmiast!
Justynka prócz autyzmu, kandydozy, epilepsji i torbieli mozgu boryka się również z niebezpiecznym lokatorem- gronkowcem. Szubrawiec zadomowił się w jamie ustnej Justynki i sieje spustoszenie.

Jakiś czas temu udało się gangrenę poskomić. Ale gronkowiec podstepny jest, teraz dobrał sobie próchnicę pod ramię i zamierzają wespół pokonać uzębienie Justynki.
Możecie o tym poczytać bezpośrednio od Mamy Justynki.

Justynka pilnie potrzebuje ozonoterapii. Jej koszt wynosi 5600 zlotych. Dla rodziny Justynki, dla jej samotnie wychowującej mamy to w sumie bez różnicy czy to jest 5600 czy 56000 zlotych. Nie ma takiej kwoty. Pierwszy zabieg już w czwartek, potem jeszcze czekają je 3 sesje, każda w przerażającej cenie 1400 zł.


Oczywiście zabieg nie jest refundowany.
I choć Danusia pisala, błagała, prosiła...dotąd nie udalo się pozyskać sponsora.
Tu 1 % podatku nie pomoże, nawet jesli gremialnie przekażemy wpłaty z PIT na rzecz Justysi to pieniądze będą zaksięgowane dopiero w listopadzie. A do listopada gronkowiec z próchnicą nie zostawią żadnego ząbka....

Nigdy nie prosiłam Was o darowizny, ani dla Antosia, ani dla innego dziecka... Ale jesli ktoś może podarować choć 1 złoty to proszę...pomóżcie tej maleńkiej dziewczynce i jej zdesperowanej Mamie. To wydaje się proste, wystarczy żeby 5600 osób wpłaciło 1 złotówkę na leczenie Justysi. Albo kupiło cegiełkę charytatywną na allegro.
5600 osób przekonać to strasznie, strasznie trudne zadanie. A czasu mamy bardzo mało.
Jeśli więc możecie wesprzeć Justynkę darowizną lub pomocą w pozyskaniu sponsorów, lub rozpropagowaniu tej informacji to będę Wam serdecznie wdzięczna.
I ta wspaniała, dzielna dziewczynka też.
I jej mama, która nigdy się nie skarży, choć od 6 lat ponad nie przespała ani jednej nocy...Tylko czasem ciemną nocą przez telefon drży jej głos gdy mówi o tym gronkowcu...


Justynka ma założone konto w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”

Wpłat można dokonywać na konto:

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5 01-685 Warszawa 
nr konta: 
13 1240 1037 1111 00101760 2908
tytułem: cele statutowe nr 12197

Można również wesprzeć Justynkę poprzez Justynkowe aukcje na allegro




Justynce pomaga również Forum Pomocy Chorym Dzieciom


Proszę....Mamy naprawdę malo czasu...


czwartek, 11 kwietnia 2013

Chłopak na opak

Gdybym pisała tego posta tak jak planowalam, w Wielkanocny Poniedziałek to miałby on tytuł " Jak antek został strażakiem". Bo i zajączek postanowił zaszaleć i sprezentował Antosiowi wypasiony wóz strażacki z osprzętem.
I szaleństwom z radości rzeczywiście nie było końca.

Jesteście pewni??? To naprawdę dla mnie??



Ale poważnie mi go nie schowasz i nie zabierzesz???Tak serio jest dla MNIE???



OOOOOŁŁŁŁ JEEEEEE!!!!!!!!!



I co? Nadam się do straży pożarnej???




Hania oczywiście też została dopieszczona, dostała wypasiony domek dla Hello Kity oraz dwie szkapy ze święcącymi tyłkami ( i w tym miejscu Hania płaszczliwym tonem strzeliła wyklad , że to nie są żadne kucyki tylko to jest mały smok Spark, od którego nazwę wzięła Twilight Sparks-masakra z tymi kucykami, to już powoli psychoza....).

O!!!! Otwiera się!!!


No i co?
U nas oczywiście wszystko musi być zawsze na odwrót. Niestandardowo. I kompletnie nie do przewidzenia. W dwa tygodnie po świetach mamy zamianę ról. Antoś układa w domku mebelki dla Hello Kitty, przechadza się po pokojach tym ze święcącym tyłkiem i pięknie bawi się " w dom". Zaś Hanna Maria przeszła nabór do straży pożarnej i od dzwonieniem dzwonkiem do drzwi domku woli łupanie siekierą po drzwiach żeby uratować przestraszonego kotka.

No...to mamy zabawy tematyczne odpowiednie do płci:)







Świętujemy!!!!

Wiem , wiem, zapuściłam się z pisaniem strasznie.
Na swoje usprawiedliwienie powiem jednak, że tato wybył w celach zarobkowych poza miasto i zostalismy sami na włościach. No i dostarczenie dwojki dzieci w dwa różne miejsca na 7 rano tak wplynęło na moj rytm dnia, że wieczorami padałam jak niemowlę do lóżka.
Teraz postaram się nadrobić,ale najpierw....świętujemy!!!

Antoś to jest farciarz! Tak naprawdę obchodzi urodziny znacznie częściej niż reszta populacji. I mimo, że wrześniu skończył 2 latka i dmuchał świeczki to dziś znowu świetujemy 2 lata Antosia!!!!
Czemu tak dziwacznie?
A bo my dziwną rodzinką jesteśmy:)
Dziś na zajęciach w Prodeste mieliśmy przekazanie nowych sekwencji do domu. Pani Monika powiedziała, że zrobiła profil i jasno wynika , że Antoś wszystkie umiejętności ktore powinny pojawić sie do drugiego roku życia już posiada!!!!
Szczerze powiedziawszy nie wiem jaki profil p. Monika Malutkiemu zrobiła, tak się ucieszyłam , że nawet o szczegóły nie dopytałam. Ale nadrobię jutro:) Póki co delektujemy się myśleniem astrakcyjnym, zabawą symboliczną i zakręcaniem sloików:)
To, że Antoś prze ostatniu w rozwoju jak taran to wiem, widzę na co dzień. Ale że przeszliśmy już do kolejnego etapu...nie podejrzewałam. P. Monika powiedziała, że Antoś bardzo pogalopował do przodu w rozwoju poznawczym, ale na każdej płaszczyźnie 2 latka już ukończył. A to oznacza, że Antoś goni rownieśników bardzo! Niektóre płaszczyzny nieznacznie odbiegają od normy, niektóre no jeszcze nie są tak idealne i wymagają jeszcze mnóstwo pracy. Dlatego też nowa sekwencja jest już " dla starszaków", taka wspierająca umiejętności ktore powinny pojawić się między 2-3 rokiem życia.

Ponadto Antoniusz Wielki opatentował:

- jak się otwiera balkon i okna. W niedzielę Antosiowy Tato ma pierwszy dzien wolny od dawna, więc sąsiedzi znów nas znielubią, ale omijamy komwenanse i montujemy klamki na kluczyk. Nim Antoś wpadnie na autorski pomysł uczenia się latać z drugiego piętra.
- Pogoda za oknem to teraz kluczowy temat dla wielu. Antoś nie wyłamuje sie z tej tematyki. Rok wisialy magnesy " pogodowe" na lodówce, ale służyły głównie do ich ukladania w szeregi. A tu proszę bardzo dziś Antoś wskazal gdzie slonce, gdzie chmurka , gdzie śnieg. Ale ile mial przy tym frajdy widząc nasze zdumienie!
Hehe, schowaj mamo te wiosenne buty.
 Przecież  na dniach będziemy lepić balwana!!
- Zwraca się do pań w żłobku po imieniu. Fakt, że prostsze to dla niego bo " Ania" ma ćwiczone często w związku z Hanią. Ale jednak!!!!!
- potrafi odkręcić swój kubek niekapek i zalać wszystko dookoła. Doceniamy sukces motoryki malej syna i...biegamy ze ścierą:)
- udaje!!! Antoś udaje na potęgę!!! Że gotuje w kuchni, że je chlebek( plastikowy), błaznuje, udaje że nie widzi kogoś, że czegoś nie ma. I co bardzo ważne, podczas tych zabaw bardzo obserwuje naszą reakcję, patrzy jaki efekt wywołuje!!!
- Tak się chłopina cieszył na ostatnie przyjście naszych Pań Wolontariuszek, że już godzinę przed ich przybyciem przygotował kredki i kolorowanki. Gdy tylko weszły odtańczył dziki taniec radości  i przytaszczył asortyment do zabawy. Trzymając pudełko z kredkami powiedział do p. Gosi " otwórz". Żeby nie bylo wątpliwości wsparł gestem ( wprawdzie niedoskonałym , ale dla nas jednoznacznym).
- Antoni prowadzi dyskusje z materią nieożywioną. Stawia sobie Weterynarza Freda i ostro go naucza w swoim narzeczu slownym. O czym gadają , wiedzą tylko oni. Ale rozmowy bywają czasem naprawdę długie.  Żeby nie bylo , że Antoś szowinista dziś Spryciarz tłumaczył Julii- blond lalce Hani jak się pokazuje na palcach ile ma lat. Wykład trwal z dobre dwie minuty i tym razem była to stuprocentowa zabawa, bo Antoś całą swoją uwagę skupił na lalce, a nie na nas.
- a bo właśnie...Antoś pokazuje na paluszkach ile ma lat. Tego go nie uczyliśmy...widocznie patrzył na Hanię jak ona pokazuje i stąd załapal zasadę.
 A że chlopak sprawnie liczy do 5 to sobie sam dobrał odpowiednią ilość paluszków do wieku. 
Dwa to wiem, trzy też...ale jak pokazać dwa i pół roku??




- narzekali rodzice na naśladownictwo? Biadolili, mądre książki i dokumenty o tym czytali? No...to reklamacji nie uwzględnia się. Proszę bardzo, naśladuję zachowania jak papuga. A że częściej te którzych rodzice " nie lubią"...No cóż, trzeba było w lamentach i modlitwach dopisać drobnym druczkiem. Nie dopisali, to niech nie marudzą. Ja tam naśladuję jak lubię, a najbardziej lubię brojącą Hanię nasladować.

We wrześniu pisałam, że cieszy mnie punktualny bunt dwulatka u Antosia. A guzik z pętelką!!! To bylo preludium. Skoro urodziny ubchodzi Antoś już drugi raz w tym roku to i bunt dwulatka mamy podwojny.
Za to teraz pokazuje Antoś na co go stać bardziej świadomie i dobierając rozliczne metody osiągniecia swoich celów. Wczoraj nawet panie w żłobku stwierdziły, że " Antoś był trudny".A to rzecz niebywala, bo nie slyszałam przez te dwa miesiące by kiedykolwiek się poskarżyly na zachowanie Buntownika. No ale wczoraj Antoś padał na podłogę w protestach wyjatkowo regularnie, co pięć minut. Antoś nie jest Buntownikiem bez Powodu, nie , nie...Raczej Buntownikiem z Wyboru. To jak testuje naszą cierpliwość to naprawdę nawet mi się nie śniło, a myślałam, że wachlarz negatywnych zachowań Antosia znam dość dobrze. Wszystkie sposoby i techniki manipulacji idą w ruch, opatentował nawet nową metodę rzucania się na podlogę: tym razem leżąc " składa się na pół" i nakrywa nogami głowę. Ale to jest inny bunt. We wrześniu negocjacje z Buntownikiem były średnio możliwe. Teraz Najcwańszy zza tych nóg łypie okiem jaki efekt wywołuje. Żaden? To podkręca decybele! 
Nadal nie działa? To przestaje płakać i daje serie całusów. Już nie takich na " glonojada", z rozdziawionym pyszczkiem. Nie, teraz to są regularne " dzióbki". Może zacałować czlowieka na śmierć!!!


Małe tuli- tuli i na pewno p. Magda pozwoli już iść do traktorów:)

Wciąż nie działa? To ruszają umiejętności aktorskie, kilka slodkich lub wesolych minek i powinno się udać?
Nadal nic???
Mały jest uparty i konsekwentny, lawiruje metodami. To teraz pora na male oszustwo, zaczyna mówić. Pada jakieś slowo, które nas oszałamia i wprowadza i euforię i ...już jest pole do wykorzystania okazji i zabrania tego właśnie przedmiotu , ktorego zakazano.
No ale od kilku dni mama już wie, że chlopak jest nominowany do przyszlorocznych Oskarów w kategorii Aktor Roku, więc...po wyczerpaniu wszystkich metod Antoś znowu robi pac na podłogę i zaczyna uwerturę z wrzaskami od początku. No bo może tym razem zadziała????

Ale jeśli myslicie, że Antoś działa tylko metodami decybelowymi i sprzeciwem to się mylicie!!! Antoś rownież ma w głowie bardzo przemyślane strategie.
Od miesiąca ponad krąży wokół sprzętu rolniczego w stadninie koni. Grzecznie ogląda, podziwia, chwali każdy pręt, śrubkę i łopatę. Nie demoluje, nie, nie. Raczej z godnością się przypatruje ( choć oczka wyrywają sie do tego największego traktora).



 Zajdzie do zagrody, pochwali przed właścicielem indyka i perliczkę. Puści serię uśmiechów do seniora stadniny. Gdy pan rąbie drzewo po każdym trafieniu w pieniek bije panu brawo. Wczoraj sam pobiegł i zaczął pomagać przy przeładunku drewna. To nic, że zamoczyl buty w błocie i upaćkał żywicą ostatnią pasującą kurtkę. 
Ważniejsze, że kupił sobie serce właściciela stadniny. Na amen, na zabój, na maxa. Wdali się panowie w dluższe rozmowy w wyniku których pan właściciel pytał mnie czy my na pewno nie pochodzimy ze wsi, bo pierwszy raz widzi aż takie zainteresowanie u dziecka sprzętami i rolą. 
A Antoś luzik, spokój, godność i opanowanie. Żadnych nieprzemyślanych ruchów. Więc kiedy po godzinie tych rozmów pan właściciel pyta czy Maly chcialby zasiąść do traktora... Antoś już wie, że jest w raju.
No i właśnie wczoraj Antoś wsiadł do największego traktora i używał klaksony do woli. Ja niemal ogłuchłam, konie lekko się zestresowały od hałasu a pan właściciel się cieszy, że dziecku się podoba i jeszcze pokazuje jak kierować i włączyć kierunkowskaz. 
Co Antoś chciał zrobić w traktorze to mógł robić do woli. Matka se mogła protestować, wyrażać niepokoje, ale miała kiepską pozycję w negocjacjach stojąć dwa metry niżej od syna pod traktorem. Potem panowie uczyli się jak działa piła elektryczna a matka nerwowo przeszukiwała kieszenie w poszukiwaniu Nitrogliceryny, bo ją coś w klatce piersiowej ścisnęło jak to zobaczyła. 
Na szczęście nauki skonczyły się bez uszczerbków na zdrowiu. Jedynie panowie umówili się na przejażdżkę ciągnikiem w przyszłym tygodniu.
Fantastycznie...
Bez relanium nie jadę...

Mama, nie łam się. Przecież tu jest bombowo!!!





niedziela, 7 kwietnia 2013

no to qpa

Żyjemy, żyjemy!!!
Po prostu w poświąteczno- po2kwietniowym amoku matkę poniosła trochę wyobraźnia ( a może nieodpowiedzialność) i nie skojarzyła od razu, że dziecię po soku jabłkowym cierpi okrutnie. No i niestety za późno zreflektowałam się, że tu wcale nie o sok jako konstystencję chodzi, tylko z jabłkami Antoni wszedł w ostry konflikt interesów no i...popłynęliśmy pokarmowo.
Dosłownie niestety.
No i QPA...
Meczył sie chłopaczyna niestety strasznie długo nim matka pokojarzyła, że przeca Antek to alergik, a istnieje coś takiego jak alergie krzyżowe. I są drzewa które na przełomie zimy i wiosny pyląc wchodzą w reakcje krzyżowe właśnie z jabłkami i sieją niezłe spustoszenie.
Jakkolwiek za oknem tego w ogóle nie widać to jednak sezon na pyłki olch i wczesnych drzew uważam za otwarty!
Maści, smarowidła i inne mikstrury zaradcze poszły juz w ruch na sygnale w kierunku antosiowych czterech liter. Na jablka jesteśmy pogniewani bardzo bardzo, oraz przeprosiliśmy się z najbardziej rygorystyczną postacią naszej diety, co by kryzys prędziutko podleczyć.

Z tej też okazji matka jak już wstepnie kryzys QPY ogarnęła w końcu się zmobilizowała i napisała cos w tej zakladce na blogu pt " dieta eliminacyjna Antosia".
Często dostaje mejle w tej sprawie, obiecywałam że wyjaśnię, że wstawię wreszcie jadłospis, ale jakoś czasu dotąd brakowalo. Skoro mamy tydzien pod wezwaniem QPY to się w końcu zmobilizowałam.

Dieta eliminacyjna Antosia


I choć okoliczności jakby niesprzyjające to jednak Antosiowi znów udalo nas się zaskoczyć.  Otóż jegomość nauczył się:
  • samodzielnie rozbierać
  • syganlizować, że pielucha wymaga natychmiastowej zmiany
  • brudne odzienie odkladać do łazienki. Ba! Trafia nawet do kosza na bieliznę!!!
Jak mi się uda nakręcę filmik jak się Antonio siłuje z rajstopkami, boki mozna zrywać ze śmiechu. Ale dumny jest z siebie mlodzian niebywale za każdym razem gdy mu się uda.
Zaś umiejętnością odkładnia ciuchów do łazienki wbil matkę w szczere zdumienie. po pierwsze dlatego, że matce się wyrwało, ot tak, z głupia frant żeby syn zaniósł do łazienki. I syn grzecznie potuptał w odpowiednie miejsce. Dwa cudy na raz, bo i bezbłednie namierzył lokalizację i się posłuchał Kłótnik kochany. A to że podniósł skarpetki z podlogi i wrzucił do kosza na bieliznę....
Drogie kobiety czytające a zamężne, czy nie uważacie że Antoś pokonał bariery gatunkowe wynikające z jego płci męskiej? Toż to statystyki nie kłamią!!! 70 % doroslych mężczyzn nie radzi sobie z tą umiejętnością.

Fiu , fiu, synowa ( Justynko!) , niezły rosnie Ci materiał na męża!!!