środa, 20 marca 2013

Świnka...albo inne świństwo

No i znów u nas chorobowo. Za to tym razem z przytupem i " mocnym " uderzeniem.
Na placu boju padła Hanuśka. Jeszcze wczoraj odwoływałam zajęcia tłumacząc się świnką. Ja laik, ale jak dziecię gorączkuje i wygląda jak mała świnka z opuchniętymi boczkami twarzy to myślałam, że tego bakcyla mała przywlekła.
A tu nie. Bakcyl owszem , proszę bardzo ale nie świnkowy.
Matka jednak pomyliła węzły chłonne ze śliniankami. A Hania  bardzo powiększone ma te pierwsze. Tak bardzo , bardzo, jeden przypomina dorodną śliwkę. Jutro pobranie krwi, bo nasz El Doktorre przejął się Hanuśkowymi opuchliznami bardzo. Padają jakieś dziwne nazwy, jakaś mononukleoza...
Ponoć też niezłe świństwo. Jutro się dowiemy. Póki co zbijamy gorączkę, na szczęście skutecznie.

W związku z podejrzeniem wirusowego świństwa w rodzince Antoś cierpi na śmiertelną nudę w domowej izolacji. Do żłobka go nie posłałam bo tam mnóstwo maluszków, z terapiami dość podobnie.
A jak Antoś nie ma napiętego harmonogramu to się nudzi. A gdy się nudzi to szaleje jak zając w kapuście.

Już, już myślałam, że nam się chłopina ucywilizowała. Rano podszedł do taty z zabawkowym ekspresem do kawy i tak sobie parzyli kawę męskim składem. Każdy na własnym sprzęcie:)
No już chciałam z wrażenia szampana otwierać wieszcząc koniec potłuczonych naczyń a początek symbolicznej zabawy.
Jednak dobrze, że go nie otworzyłam:)
Bilans na dzień dzisiejszy:
- stłuczony talerzyk
- dorwany kuferek z maminą biżuterią. Chłopak minę miał arcyszczęśliwą gdy prostował mamine kolczyki w kształcie koła. Mama nieco mniej. Poszły 4 pary kolczyków i jeden naszyjnik.
- Ogórkowa na podłodze, 4 razy sok malinowy, raz gołąbki.... Wyznaczanie godzin w których Antoś może dać upust swojej pasji rzucania jednak się nie sprawdziło. Młody czuje nieodpartą potrzebę ciągłego sprawdzania konsystencji wszelakich za pomocą rozciapywania tychże na podłodze lub ścianie.
- Matka generalnie zapomniała już że kiedyś szminek używała. Ale mała modnisia gdzieś wygrzebała jedną celem upiększenia swego boskiego oblicza. A potem zdobycz porzuciła. Znalazł ją młody odkrywca i nie omieszkał użyć. Jeśli ktoś wie jak można SKUTECZNIE zlikwidować wściekle bordowe i tłuste freski ze ścian i fug kafelkowych to będę niezmiernie wdzięczna za wskazówkę:) Na razie w starciu wygrywa szminka.
- Że płyn do naczyń Antulka fascynuje to już wiemy. Zwykle go degustował. Ale to faktycznie może się znudzić...Więc rozlał caluteńki na podłodze w kuchni. Wykonane przez matkę salto zawstydziło by nawet rosyjskich łyżwiarzy......
-  A wiecie że zamiaculcas jest jadalny? Przednówek przecież, warzyw niewiele, to sobie Antoś dietę sam urozmaica...
- Miarka się przebrała gdy wyciągałam pranie z pralki. Wiele już widziałam, ale jak u diabła znalazła się tam skórka od banana?????????? Młody chyba poczuł, że lekko przesadził bo na moje doniosłe " ANTOŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚ", zrobił strategiczny unik do jaskini Hani, wgramolił się do niej na łóżko i począł udawać jaki to jest śmiertelnie zajęty współpracą z Hanią. Słuch selektywny to chyba najczęstsze problemy u dzieci z uszami...

I pewnie bym strzeliła jakąś gadkę umoralniającą na temat wyciągania śmieci z kubła i samodzielnej obsługi pralki...
Pewnie bym nawet zaczęła knuć jakąś karę, za złamanie kolejnego " nie wolno"...
Ale jak weszłam do dzieciaków to mi jednak nerwy opadły i stwierdziłam, że grzechem byłoby teraz swoją furią im przeszkadzać. Bo Hania uczyła Antosia grać, a mały z zaciekawieniem pozwalał się uczyć!!!
Tak, wiem, na tablecie to w sumie nic dziwnego , że go zaciekawiło. Ale gdy Hania brała jego paluszek i pokazywała mu jak planszę wykonać to się jednak zdziwiłam.
Gdy tłumaczyła mu cierpliwie to byłam w szoku jaka ona łagodniutka. A Antoś łepek przekrzywiał i jej słuchał! A potem grzecznie i z radością wykonywał co pani belfer wyłuszczała.
No to jak, jak się im się wtrącić w słowo z jakąś durnowatą skórką od banana?

Mamo, nie przeszkadzaj! Ja tu wykład prowadzę!!!



Kraina łagodności i bratersko-siostrzanej współpracy...przynajmniej przez chwilę:)



No...daj paluszek:)




Mama, zajęty jestem, nauki pobieram. Pogadamy o tej pralce przy innej okazji:)



A jegomość, który tak miękko usadowił się na kolanach Antosia, nazywa się Weterynarz Fred. Przybył do naszego domku dziś pod wieczór z samiuśkiego Olsztyna. Gdy napisałam o nieszczególnej estymie Antosia do pluszaków i umieściłam filmiki z zajęć z Pozytywną Wariatką, Antosiowa Ciocia postanowiła nam podarować w imieniu swoim i swoich dzieci tego oto przyjaciela. Fred misję ma poważną. Jest pluszowy, ma słuchawki na szyi, marchewkę w kieszeni i sympatyczne oblicze. To chyba wystarczy by przełamać niechęć Antosia do lekarzy oraz pluszaków:) Póki co wzbudził duże zainteresowanie i dostąpił zaszczytu spędzenia całej godziny w rękach i na kolanach u Antulka. Rzecz to niebywała, bo generalnie pluszaki są ...fuj. Fred był również zaprowadzony dziś do kuchni na kolację, a jak wiadomo Antoś jedzeniem dzieli się nieczęsto:) Wprawdzie na noc Fred został eksmitowany z łóżka na szafkę, bo jednak spać z posiadaczem stetoskopu  w jednym łóżku to chwilowo za dużo dla Antosia, ale...wszystko wskazuje, że to może być początek pięknej przyjaźni. A jeśli jeszcze jutro puszczę Tosikowi bajkę z weterynarzem Fredem w roli głównej ( tak, Antosiowa Ciocia obmyśliła całą strategię wkupienia się Freda w łaski) to myślę, że panowie będą trzymać ze sobą sztamę.
Za tak uroczego Freda, bardzo, bardzo gorąco Ci dziękujemy, Antosiowa Ciociu:))))


Weterynarz Fred czuwa nad zdrowiem domowników. Miejmy nadzieję, że poradzi sobie ze świnką....lub świństwem:)





10 komentarzy:

  1. Kurcze, masz tak samo niewesoło jak i u nas. Co za dziadostwo dopadło nasze pociechy? Ja już powoli wymiękam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Was to już strasznie długo trwa, mam nadzieję ze wkreszcie bedzie rzełom i Justynka zareaguje na leczenie. Ściskam Was mocno i życzę wreszcie zdrówka!

      Usuń
  2. No widzę że masz w domu nie zły Meksyk,
    życzymy duuużo cierpliwości :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyda sie, przyda:) Antulek właśnie opatentował jak się otwiera zamrażalnik....:)

      Usuń
  3. Ale przecież skórka od banana najlepiej usówa plamy z tłuszczu, Mamo!!!
    A mononukleoza- cóż, sama kiedyś miałam- da się przeżyć i nawet wydorośleć:)
    Pozdr:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, czyli teraz mam ta wyraną skórką potraktować ściany i szminkowe bohomazy zmikną? Na to nie wpadlam!
      A ta mononukleoza to bardzo zwala z nóg???
      I hm, długie nas czeka odizolowanie? Bo chyba muszę się w jakieś uspokajacze zaopatrzyć....

      Usuń
  4. Miłość do wkładnia róznych rzeczy do pralki jest nam znana :-(

    Zazdrościmy natomiast takiej cudnej belferki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:) pani nauczycielka rzeczywiście jest niesamowita:) choć chyba tak metodami wychowczymi zatrzymała się na etapie XIX wieku, bo i czasem klapsa da niesfornemu uczniowi( gdy jej wejdzie w paradę:)
      Pozdrawiamy Agatkę:)

      Usuń
  5. Fred się u Was zadomowił -to dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz dziękujemy Bogusiu, Fred jest wystrzałowy!!!:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...