wtorek, 12 marca 2013

R.I.P. Edward





Siedzę sobie w niedzielę rano na konferencji i dostaję smsa z domu.
" W wolnej chwili daj znać bo Edek się popsuł. Hanka stwierdziła- patrz Edek śpi. Potrzebuję psychologicznej porady".

Matko boska!!!!
Wybiegam z sali konferencyjnej i dzwonię do domu.
Nasz zasłużony, dzielny, puchaty i przesympatyczny Edward, królik z najpiękniej klapniętymi uszkami opuścił ten padół by paść się teraz na soczystych łąkach w zaświatach.
Cholera jasna, akurat teraz!!!!!
Opracowaliśmy strategię działania, co powiedzieć dzieciom. Kanał kompletny, bo nie zdążyliśmy poczytać mądrych książek na temat śmierci w psychice małych dzieci. Nasze maluchy nigdy dotąd nie spotkały się ze śmiercią. Strasznie trudny temat, a biedny Łukasz został z nim sam.
Byliśmy przerażeni, potencjalna trauma po śmierci królika rysowała jak się jako bardzo realne niebezpieczeństwo, tak samo u Hani, która była bardzo związana z Edkiem- w końcu mieszkał w jej pokoju. Jak i u Antosia, bo to właśnie ze wzg. na niego Edek z nami zamieszkał i nie sądzę, by jakikolwiek inny królik zrobił tyle dla jakiegoś dziecka co Edek.
Totalny kanał!!!
Jedno wiedzieliśmy na pewno, trzeba dzieciom powiedzieć prawdę, możliwie najłagodniej, zapewniając że Edkowi nie dzieje się już teraz krzywda. Ale trzeba szczerze powiedzieć, że Edek nie żyje.
Ustaliśmy w naszym mniemaniu najlepsze tłumaczenie i wróciłam na konferencję. Ze zwiniętym w supełek żołądkiem.

Godzinę później dostaję kolejnego smsa z domu :              

"Dobra. Poszło. Lekki zgrzyt przy tłumaczeniu czemu się nie rusza, ale jak usłyszała o króliczym placu zabaw u aniołków to pojechałem 20 minutowym  monologiem jakie na Edka czekają atrakcje ze Haj-duszo Bo-szlo się chowa".

No to koncepcję szczerości mamy jakby załatwioną. Dobrze, że przynajmniej możliwie bezbolesna wersja wydarzeń się sprawdziła.

W przerwie kawowej dzwonię do domu, jak na to wszystko Antek zareagował....
" no dwa razy wsadził mu palec w głowę sprawdzając czy rzeczywiście śpi, potem przywalił mu z traktorka by się upewnić, a jak się Edek nie poruszył to pobiegł się bawić".

Superancko, empatia na piątkę, wrażliwość na 6 z plusem. Koleżanka mnie pacyfikuje, no przecież Antoś ma 2, 5 roku i ma prawo nie rozumieć.
Ok, najważniejsze, że przynajmniej na razie udało się uniknąć traumy....

Chwilę później kolejny sms:
" Haniu! Zostaw królika! Ale tato, ja chcę go tylko pogłaskać! Hanka!!! Tato już noooo....przecież tylko pogłaskałam, i nie uciekał wreszcie!"

Pięknie kurde, pięknie...

Kolejna przerwa kawowa, dzwonię ja tam kwestia pochówku. Okazuje się, że fantastycznie, proces pakowania Zasłużonego Królika przebiegł przerażająco wesoło. Hanka od razu chwyciła pudełko i z uśmiechem na twarzy zaczęła potrząsać, ciesząc się że wydaje dźwięki jak grzechotka. Tata natychmiast zaprotestował bezczeszczeniu zwłok, ale Antoś zdążył już podpatrzeć. Naśladownictwo u Antulka leży i kwiczy, ale w bardzo selektywny sposób. Antoś oczywiście nie naśladuje zabaw, dźwięków czy pozytywnych zachowań, ale negatywne? Kopiuje niczym najlepszy aktor.

Więc godzinę później kolejny sms:
" kurde, nie wiem kto im to pokazał, ale harlem shake trwa w najlepsze".
Nosz kurde blaszka, wrażliwe mam dzieci po byku. A mąż niewiele lepszy.. Na szczęście w Hani gdzieś wieczorem odezwało się serduszko i zapowiedziała, że chciałaby chodzić na grób Edka i zapalać mu znicze. Ale tak do końca nie jestem przekonana o czystości jej intencji, bo Hania jest zafascynowana płonącymi zniczami jako zjawiskiem estetycznym....

Cóż,traumy śmierci związanej z Edkiem nie było.
Czasem posiadanie w domu zaburzonych dzieci ma też dobre strony...lamentów nie było.

A jednak tęskni mi się za Uszatym Przyjacielem. Edwardzie, cześć Twojej pamięci bo Twoja obecność bardzo wzbogaciła nasze życie( choć  z powyższego może tego nie widać...).

To właśnie Uszaty jako pierwszy nawiązał kontakt z Antosiem. To Uszatego jako pierwszego Antoś zaczął wskazywać palcem. To jemu po raz pierwszy zrobił cacy-cacy. To za Edkiem Antoś biegał po domu i domagał się dla niego marchewek. A potem mu z klatki wyjadał:)
Edku, dużo marchewek po tamtej stronie...kicaj sobie radośnie w królikowym niebie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...