piątek, 1 marca 2013

Prorok

Z Antulkiem lepiej.Wprawdzie nadal katar zalewa podłogę a tembr kaszlu ścina białko w oku( zwłaszcza nocą), ale mały jest w szczytowej formie, dokazuje, a gorączki nie ma i objawy się nie nasilają. Jeszcze trochę się syropkujemy, inhalujemy i powinno być dobrze.

Z nudów, bo żłobka i terapii brak, Antoniusz postanowił nabyć nowych umiejętności. Pcha zatem z pokoju krzesło większe od niego niczym wieżę oblężniczą do kuchni, dostawia do szafek i rozpoczyna szaber. Dotąd poblokowane mieliśmy szuflady i szafki na niższych płaszczyznach- ogołociliśmy doszczętnie dział " zabezpieczenia" w Ikei. Ale na to żeby zabezpieczać szafki wiszące na wysokości 1,5 metra matka nie wpadła.
A skoro nie wpadła to oczywiście musiał to wykoncypować sobie Antek!
 Największy dramat wcale nie wynikał z wysypanej mąki kukurydzianej czy rozwalonej ciecierzycy po całym domu. Najwięcej łez przy spożył makaron typu rurki.Bo wiecie jaki był Antoni rozżalony gdy tyle się namęczył by zbudować sumiennie wieżę oblężniczą?W cichości i niepostrzeżenie grabieży mienia dokonać !! I co? I okazało się że z taką pasją kradziony makaron w ogóle nie smakuje jak ten który mama podaje na talerzu. Ani trochę!!! Nic a nic!!!
Pluł więc Antonio surowym i twardym makaronem na każdą stronę i łkał przy tym okrutnie.
Biedne, zagłodzone dziecko!!!
Co było robić, matka dziecku makaron ugotowała. Trzy razy w tym czasie dokonując chwalebnej obrony kuchenki, bo Antek parł na garnek niczym siły Śródziemia na Mordor.
Na szczęście udało się głodomora przetrzymać w stanie nie poparzonym i po 15 minutach wsunął całe opakowanie makaronu typ rurki firmy Bezgluten. Maczając rzecz jasna każdą pojedynczą rureczkę w keczupie. Ot i delikates, przysmak stulecia na czas choroby!!!!

Jako że Antulek w separacji bakcylowej siedzi, z narzeczoną dziś się nie spotkał. Wraz z Hanią pobiegłyśmy zacieśniać przyszłe więzi rodzinne z Justynką, Kasią i ich mamą. Dziewczyny poszalały razem w kulkach, przeczołgały matkę po najwyższych kondygnacjach małpiego gaju. I uwaga, Justynka się z nami przywitała, z Hanią porozmawiała, ba nawet opiekuńczo przyprowadziła za rękę gdy mi mój Pędziwiatr zniknął z pola widzenia. Można? Można!
Nawet jesteśmy umówione z Justynką na małe randez voo w Prodeste, o ile się Antonio wykuruje do czwartku:)

Siedziałam sobie z Danusią, mamą Justynką z boku, patrzyłam na te nasze dziewczyny szalejące a nawet momentami ładnie współpracujące i nie mogłam się napatrzeć  Kasia- dziewczę dużo starsze od Hani i Justynki, a jednak uśmiechnięte bardzo. Hania, skacząca na trampolinie pod niebiosa. I Justynka- uśmiechnięta, radosna, biegająca za Hanią i Kasią.
Wiem, że to tylko migawki. Że tak nie jest zawsze. Ale niesamowicie jest patrzeć na zupełnie normalne, radosne i wesołe dzieciństwo z autyzmem pod pachą...
Obok były jakieś urodziny, kilkoro dzieciaczków. Każdemu rodzicowi życzę tego fajnego uczucia gdy się patrzy na swoje dzieci i te obok , " neurotypowe", i słychać tylko pogodny śmiech a nie widać różnic.
I niech te migawki trwają jak dłużej i częściej:)


A teraz rozwiązanie konkursu!!!
W ogóle mnie nie zdziwiło, że nikt nie zgadł czemuż to matka rwie włosy z głowy o jedno słowo "mama". Bo to jest Antoś, a Antoś talenta i możliwości ma nader nie pospolite.
Więc wpierw dementi będzie.
Nie, matka nie jest zazdrosna.
Nie, matka nie ma podstaw by sadzić że Antoś nie zna znaczenia słowa "mama".
Nie, matka nie ma nic przeciw temu że Antoś Panią Wolontariuszkę polubił. Ba, matka szampana z tej okazji by otworzyła z nadzieją że ten stan będzie trwał następne 10 lat!!!
Tylko że matka właśnie powątpiewa że nasza przygoda z Panią Wolontariuszką potrwa długo.
Nie, matka nie ma absolutnie żadnych zastrzeżeń do Pani Wolontariuszki.
Nie, matka wyjątkowo nie ma nawet zastrzeżeń co do zachowań Antulka względem Pani Wolontariuszki.
Matka tylko jak usłyszała to nieszczęsne " mama" to myślała , że syna ze skóry obedrze, poćwiartuje  przemieli na kawałki. Skończyło się oczywiście na spuszczeniu nosa na kwintę i nerwowym oczekiwaniu.

Albowiem matka ma poważne przypuszczenia że Antulek wrobił Panią Wolontariuszkę w dziecko!!!
Matce wcale nie odbiło, a przynajmniej nie bardziej niż zwykle. Po prostu Antoś przepowiada ciążę. Ot, taka karma. Talencik sobie wynalazł i zawzięcie realizuje.Jak?
Ano właśnie poprzez przytulenie się do obcej niewiasty i wypowiedzenie magicznego słowa " mama".
No naprawdę nie kpię!!!! Nie zwariowałam!
Nie wierzę w czarne koty, drabiny, fusy, nawet w piątek trzynastego nie wierzę.
Ale w Antka wierzę...Bo muszę.
Uziemił już tak 10 kobiet. W ciągu roku. Na 12 przytuleń 10 kobiet okazało się być  w stanie błogosławionym. A ostatnia niewiasta która się z moich tych strachów naśmiewała tuli teraz córeczkę:)
W jednej poradni w której Antoś zażywa terapii już wiedzą żeby się jednak za blisko nie przytulać  Tak na wszelki wypadek. Oficjalnie nie wierzą, nie oficjalnie jak podczas przytulanek Antek otwiera usteczka Panie robią strategiczny unik. Bo tylko on wie dlaczego największą skuteczność proroctw ma wśród braci terapeutycznej ( pani salowa na zajęciach z WWR też się nie uratowała).
Bo zasada jest taka, że Antoś musi się spontanicznie i z własnej, nieprzymuszonej woli przytulic i tak samo spontanicznie powiedzieć " mama". Próbowałyśmy raz z koleżanką manipulować,  zachęcałyśmy do powiedzenia mama, animowałyśmy sytuację...lipa.
Ale jak mu się w tej jego głowie zaświeci lampka z programem " spontaniczne mama", to nawet koleżanka która już na in vitro była zapisana odwołuje po 3 tygodniach zabieg....Bo już nie trzeba:)
No to jak ja mam się nie wkurzać?! Jak spokojnie to przyjąć?! Kilka miesięcy starań o wsparcie do domu, jedne spotkanie w domu i co? I już? I koniec?
Bo " mama"????????????


12 komentarzy:

  1. Szósty zmysł? A ja już widzę oczami wyobraźni, jak Antek- znany i znakomity specjalista od wykrywania ciąż zarabia grube miliony i odstawia na mile świetlne wszystkie znane kliniki leczenia niepłodności w Europie i na świecie:) Może czuje jakieś niewyczuwalne dla nas wibracje w kobiecym ciele? kto wie? On!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilkaset potwierdzonych rzypadków i sam sobie będzie zarabiał na zabawki:)

      Usuń
  2. Masakra... Gosiu uwielbiam twego syna ale podczas swojej wizyty będę go omijać szerokim łukiem...no bo co jeśli mój implant ugnie się pod siłą Antosiowego proroctwa ? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to co? Lusia będzie miała rodzeństwo!:)

      Usuń
    2. No wez nie kracz nawet ! :D ledwie sobie z nia i kotem daje rade, a co dopiero z kolejnym złośliwym chochlikiem na pokładzie ;p

      Usuń
    3. Spróbuję zatem pogadać z Antonim przed Waszym przyjazdem, ale nie mam u niego jakiegoś szczególnego posłuchu na tej płaszczyźnie:)

      Usuń
  3. ile ja bym dala zeby mi tak wywrozyl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy:) i mocno trzymamy kciuki, będzie dokładnie wtedy kiedy będzie dla Was najlepiej....naprawdę w to wierzę:)

      Usuń
  4. Antek jest niesamowity! :)) Wspaniale, że udało Ci się tak miło spędzić czas z córcią i resztą towarzystwa :) A o niepohamowanym apetycie i aferach, że nie jest podane już, zaraz po słowie "AM" sama coś wiem. Janek je takie ilości wszystkiego, że nieraz się dziwimy gdzie on to mieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki typ, co to taniej go ubierać niż żywić:)

      Usuń
  5. Dziękujemy bardzo, że wraz z Hanią nam towarzyszyłyście w piątkowe popołudnie.
    A my zamiast robić naszym dzieciom fotki kiedy Justynka wraz z Hanią przyszły trzymając się za ręce, jako dowód, to nam szczęki z wrażenia opadły, co nie?

    OdpowiedzUsuń
  6. No tego to bym nie zgadła! Pozostaje tylko powinszować pani terapeutce :D A Antkowi węchu :)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...