wtorek, 12 marca 2013

Preludium, czyli absolutny dzień świra

Nim opiszę moje wrażenia z konferencji, a naprawdę jest co opisywać najpierw przybliżę wam przygotowania do wyjazdu. Bo to oczywiście nie mogło być " normalne".

W nocy z czwartku na piątek usiadłam, ładnie się zmobilizowałam i szybciutko tekst na konferencję spreparowałam. O 3 w nocy był gotowy, pozostało jeszcze tylko zrobić jakąś prezentację na rzutnik i zgrać już wybrane filmy. Pikuś, pół godziny roboty, spokojnie zrobię to sobie na luzaku w piątek. Więc poszłam spać.

O 6 rano stała się rzecz niebywała. Próbując włączyć Maluchom bajkę okazało się , że de facto mój komputer nie żyje. Dokonał żywota. Matryca kompa trzymająca się dotąd na jednym zawiasie nagle pogrążyła się w ciemności, mnie pogrążając w czarnej otchłani rozpaczy.

Budzę Łukasza ( 6 rano) , że musi mi koniecznie przepiąć dysk, że musi mi dać dostęp do dysku bo...śmierć w Wenecji jak nie.
Popatrzył na mnie jak na wariatkę- tu się akurat nie dziwię. Przetarł oczy i powiedział że to się da zrobić ( ALLELUJA), ale w ciągu trzech godzin, na pewno nie przed jego wyjściem do pracy ( CIĘŻKA CHOLERA). A wysyłałaś gdzieś tę treść?

No wysyłałam do akceptacji!!!

Dostałam w leasing takie coś z 2005 roku wyglądem przypominające cegłówkę a posiadające funkcje komputera. No i poszedł sobie do pracy a ja patrzyłam na tę cegłę ze zdumieniem gdzie to się u diabła włącza.

Szybka kalkulacja... trzeba pojechać na SI. Ale po powrocie jeśli uda się sprawnie uspac Antosia na drzemkę to będę miała nawet 2 godziny na projekt " prezentacja- reanimacja". Fakt, filmy zostały na denacie. Ale prezentację spokojnie zdążę zrobić. A jak wróci Łukasz to odzyskamy filmy, wydrukujemy tekst i z głowy. Nawet pospać ze dwie godziny się uda.Damy radę!

Albo i nie bo Antoś drzemki odmówił. Za to kiedy poszłam otworzyć drzwi listonoszowi udało mu się wyłączyć opcję klawiatura w cegle. Nagle nie wiadomo czemu zamiast literek na monitorze wyświetlał sie- o ironio- znak zapytania. Nie pomógł reset, ani żaden skrót klawiszowy. Antoś powinien sobie chyba na pasku od spodni stawiać kreseczki po każdym uśmierceniu kompa...

No to pięknie. Nie mam filmów, nie mam prezentacji. Mam goły tekst o ile uda się go wydrukować. Nic,tylko się pochlastać. Na szczęście koleżanka zaproponowała że zrobi mi prezentację jeśli wyślę jej mejlem. Ratunek!!!!
Ale chwila, jak ja jej wyślę mejla? Gołębiem pocztowym? Jeden komputer nie ma wyświetlacza, drugi nie ma klawiatury, telefon zablokowany ( bo rachunki jednak czasem trzeba płacić).

Odbieramy Hanię z przedszkola. Ryczeć mi się chce, ale nie dziecka przeca wina to się nie uzewnętrzniam. Hania, jak to Hania, zdaje relację z przedszkola. Uczciwie przyznam, nie bardzo zakodowałam co mówi, w głowie miałam tylko znak zapytania, ten z monitora cegły.I nagle pyta Hania czy jej włączę grę.
Tablet! Przecież jest tablet!
"Bocian, bocian!!!! Jesteśmy uratowani"- chciałoby się krzyczeć za " Seksmisją".
Mejl poszedł gładko. Luzik.Uda się !!!! Wyjazd o 5 rano, kupa czasu!!!!

Koleżanka prosi o zdjęcia, jeśli w prezentacji mają być zdjęcia Antosia ( no przecież nie Krysi, Marysi i Jasia, skoro gadam o Antosiu) to mam szybko wybrać.
No ale jak, wszystkie zdjęcia śpią w pokoju na denacie!!!
Blog, ściągnę z bloga!
Barykaduję się w łazience, bo jednak kontaktu z Antosiem ostatniego żyjącego sprzętu multimedialnego nie zaryzykuję.
Hania chce siku, Antek wchodzi, chce myć zęby.
Przeganiam towarzystwo ( sprawa najwyższej rangi). Hani rozburczał się brzuszek.
Antoś wylał sok.
No nie da rady, nie ma szans, nie skończę!
Czas na plan B. Położę wcześniej spać dzieci, Antoś przecież nie spał w dzień, to się szybko obrobimy.

Dzieciaczki ukochane godzinę później już w piżamkach uroczo przemykają do swoich łóżeczek...i nagle pod balkonem słyszę przez megafon " Ludu, mój ludu".
Co u diabła???????????????
Wyglądam przez balkon....A tak, święta wielkanocne się zbliżają. Sztab emerytek zawodzi drogę krzyżową centralnie wokół naszego bloku. Przez megafon?!

Kiedy kupowaliśmy nasze mieszkanie wiedzieliśmy że koło naszego bloku jest blaszak i fundamenty. Ale skoro nie udało się zbudować kościoła przez 20 lat to uznaliśmy, że pewnikiem już się nie uda.
Okazało się w 3 miesiące po naszym wprowadzeniu że jednak źle kalkulowaliśmy, ba nawet nad dzwonnicą kombinują. A wspólnota kościelna blaszaka prężnie działa.

Nie, nie jestem szowinistką. Nie jestem uprzedzona do emerytek. Ani do drogi krzyżowej. Nawet do pieśni religijnych i nawet do megafonu. Ale nie wieczorową porą, kiedy mam misterny plan położyć spać dzieci wcześniej.

Antoś bita podchwycił, miarowo macha nóżką w rytm " Ludu, mój ludu" i " Któryś za nas cierpiał rany".
Koleżanka sugeruje wiadro ze smołą. Nie mam smoły, ale jeśli natychmiast akty religijnego uniesienia nie zamilkną pod moim balkonem to zrobię użytek z 5 kg wosku pszczelego!!!!!

Droga krzyżowa zakończyła się o 20.30. O 21 zasnęły pociechy. O 5 wyjeżdżamy. Nie mam nic uprasowanego na konferencję, nie jestem spakowana. A, i nie mam prezentacji. Detal taki.

Próbuję wysłać zdjęcia, ale tablet z wizerunkiem jabłuszka odmawia współpracy. Nie wiem dlaczego!!! W końcu jeszcze miesiąc temu uważałam że to narzędzie szatana!
Telekonferencją przez fejsa z mężem udało się koleżance wysłać zdjęcia. Koleżanka jest rozumna, zorganizowana i techniczna- 20 minut później mam na mejlu prezentację. Piękną!!!!
Ni długo tu wstawię, sami zobaczycie, śliczna jest. Może dlatego że poza urodzeniem Antosia nie było w niej żadnego mojego udziału.

Uf, uratowani.O 22.30 wraca mąż i dokonuje sekcji zwłok denata. Dysk uratowany, O północy mam filmiki. Jeszcze tylko podpiąć drukarkę do cegły, wydrukować treść i z głowy. Można iść się kimnąć.

A guzik z pętelką. Drukarka stanowczo odmówiła współpracy. Łukasz zdjęty z krzyża po 14 godzinach pracy klnie jak szewc do monitora cegły i odprawia egzorcyzmy. Pada pomysł, w ostateczności będziesz to miała na tablecie, przeczytasz z tabletu.
Próba generalna...i psińco!!!! Moja wada wzroku, która sprawiła że w liceum miałam uroczą ksywkę " Krecik- czołowy działacz podziemia"storpedowała ten szlachetny pomysł.
O 2 w nocy półprzytomny mąż sobie tylko znanymi sposobami przywrócił rytm drukowania u niedomagającej.

Jest, udało się !!!! Dwie godziny snu przede mną , ale mam wszystko!!!!!!!!!

Kierowca wyprawy do Warszawy pyta o 5 czy może wejść na górę, czy dzieci nie pobudzi...
Ha o tej porze, to my z Antosiem jesteśmy już po śniadaniu i dwóch bajkach!!!
Wpada kierowca wyprawy i Antulek w akcję protestacyjną wpada. Nie dziwię mu się. Kierowca wyprawy, znany mu z zupełnie innego gruntu a na gruncie domowym nagle wyrastający to jednak trochę za dużo jak na jednego małego chłopczyka o 5 nad ranem!!!! Włączyła mu się obrona twierdzy dom przed najeźdźcą!!!

Na szczęście kiedy okazało się że Kierowca Wyprawy bynajmniej nie do niego przybył i torturować go nie będzie nawet się do Kierowcy zaczął uśmiechać i zaczepiać.

A Kierowca Wyprawy z rozbrajającym uśmiechem na twarzy pyta czy nie sądzę, że do podróży może nam się przydać OC. Bo jeśli tak to Kierowca Wyprawy nie posiada.
Jak to nie posiadasz? Przecież my do Warszawy jedziemy!!!!! ?Nie możemy jechać bez OC!!!( włączyła mi się praworządność wynikająca z aktualnych wysiłków nad zdobyciem prawa jazdy).
Okazało się, że OC jest ale w wersji elektronicznej i trza go wydrukować.
Dobrze, że nie wyjeżdżaliśmy o 1 w nocy , bo o pierwszej wydrukować by się nie dało.

Wyjeżdżamy o 5.30( praktycznie zgodnie z planem). Nieopatrznie pytam czy Kierowca nie uważa że jak na dwie, niekontaktujące niewiasty wyjazd o czasie jest niemal cudem.
Nie powinnam była tego mówić. Takich rzeczy się nie mówi. To przecież kuszenie losu.

Dojeżdżamy do pierwszej stacji benzynowej.
- Gośka, daj mi dane do faktury dla Organizatorów Konferencji
- Nie mam
- No dobra, to odpalę komórkę i szybko poszukamy.

Wcale nie było szybko. Ale się udało. Zrzut danych do notatki na komórce i idziemy płacić za paliwo i uzbroić się w niezbędną porcję kofeiny.
Kierowcy wyprawy notatka zaginęła. Rozpoczęły się ponowne poszukiwania w necie za pomocą komórki.
Ja miała tylko zrobić duże kawy. Też zbyt wysoko postawiona poprzeczka. Nawet ekspres na stacji benzynowej nie chciał ze mną współpracować.

0 6.18 wyruszamy. Ahoj przygodo!
Wiemy , że się spóźnimy, ale nieznacznie.
To znaczy byłoby nieznacznie, gdyby Kierowca wyprawy nie powierzył mi odpowiedzialnej funkcji trzymania nawigacji w komórce i pilotowania wyprawą po Warszawie.
Nie moja wina, od 6 roku życia wiadomo że mam schrzanioną lateralizację i prawica nieustannie myli mi się z lewicą.Nie pytajcie mnie jak w czwartek planuję zdać egzamin na prawo jazdy, bo nie wiem tego ja, mój instruktor, ni każdy z prawie rozjechanych ludzi którzy byli po lewej gdy kazano mi kręcić w prawo. Pilotowałam więc centralnie do Wisły. A zawracanie w Warszawie w starciu z tymi bus pasami i supełkami, węzłami i estakadami to nie jest takie znowu proste zadanie.

W końcu dotarliśmy. Jeszcze tylko poszukiwania parkingu. I ośrodka konferencyjnego ( nikt z nas nie pokusił się o przeczytanie dokładne tego mejla od organizatorów z dokładną instrukcją dotarcia). Kołatało mi po głowie 4 piętro, ale z moją orientacją w terenie i znalezienie windy w budynku jest wyzwaniem.

O godzinie 11.30, ze skromniuśkim 2,5 godzinnym dotarliśmy na miejsce. Cudem prawdziwym!!! I zrobiło się bardzo poważnie, ale to już temat na osobną notkę.





3 komentarze:

  1. Doсeniam pozytywy informacji, któгe zаmieѕzczasz na
    blοgu. Сzytаnie іch tο ѕama radość.
    Styl strοnу jest іmponująсy, natomіast artykuły
    są tak nаpгawdę dοborowe:D Dobra robοta:)
    Ρozdrawiam.

    Herе is my site nauka jazdy opole

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogger się psuje i sam komentarze usuwa, a bardzo zależalo mi by odpowiedzieć na niego. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa, ale jeszcze nie podziękowałam publicznie za to że nauczyliście takiego matołka jak ja jazdy samochodem:) Hołd należy się panu Piotrowi, bowiem dokonał niemożliwego. Nikt, naprawdę nikt na tym świecie nie wierzył że ja mogę kiedykolwiek zdać prawo jazdy. Zdałam, dziś właśnie idę skladać wniosek o wydanie dokumentu. Dziękuję! Przede wszystkim w imieniu pewnego małego blondynka, który jeździć autem uwielbia i ktoremu teraz łatwiej będzie brać udział w terapiach i zajęciac , gdy nie będzie na nie orzybywał wmęczony dojazdami autobusowymi. Pozdrawiam serdecznie i kazdemu gorąco polecam szkołę jazdy D-H w Opolu:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...