niedziela, 3 marca 2013

Niedziela

Nie, niech już przyjdzie wiosna. Natychmiast!
Niech dzieciaki już przestaną kichać i prychać i musimy zacząć wychodzić z domu bo zeświruję totalnie.
Kiedy Hania miała 2,5 roku to mawiałam znajomym że czasem nie mam czasu napić się herbaty.
Phi...teraz Antoś ma 2, 5 roku i zwykle nie mam okoliczności by zaparzyć herbatę!!!

Ja wiem, ja jestem z kategorii ludzi " jeszcze się taki nie narodził co by matce dogodził". No bo w sumie rzeczywiście mi wielki powód do narzekań, dzieciaki rozwijają się z prędkością światła i nabywają umiejętności. Ale czy one nie mogłyby się rozwijać, choćby ruchowo, ciut wolniej? Tak odrobineczkę?
Każde z moich dzieci postanowiło dzisiaj uruchomić program " skok rozwojowy".
A ja na pewno jeszcze się z tego będę cieszyc, na pewno i chwalić się będę. Jak tylko odsapnę, bo:

A) Haniu, nie huśtaj się na krześle bo się przewrócisz!!
Hanka, kurde słyszałaś? Nie bujaj się na krześle bo spadniesz!!!
Hanuśka, czy ja po chińsku mówię? Usiądź spokojnie na krześle!

Nie umiała. No  też się musi ruszać  bujać i wiercić, bo jak powszechnie wiadomo spokojne spożywanie śniadania w bezruchu boli.
I nastąpiło ŁUUUUUUUP. Hania płacze obita. Krzesło połamane ( nawet Ikea nie jest już taka solidna jak kiedyś), kość ogonowa obita- będzie siniol jak nic. Hania cierpiąca.
Jak się wypłakała i uspokoiła to stwierdziła że już wie że mama nie żartuje i nie gdera ( skąd ona zna takie słowa, co???) tylko ostrzega, żeby jej się nie zrobiła krzywda.
Epokowa chwila. Prawdziwy krok milowy. Potęga empiryzmu!!! Tylko czy ona do jutra nie zapomni tego wyznania?:)

B) Antoniusz ćwiczy się w konstruowaniu wież oblężniczych z krzeseł. Gdy ja pocieszałam potłuczoną Hanię Antosinek dorwał się do szafek kuchennych. Nie uwierzę nigdy że młody nie ma wyobrażenia przestrzennego!!! Wyciągnięcie kaszki kukurydzianej wymagało zastosowania drewnianego krzesła oraz taboretu dziecięcego, a zejście z tej konstrukcji z wielką puchą z kaszką to nie lada wyzwanie. Cwaniaczek nie tylko zbudował stabilną konstrukcję ale też zaopatrzył się przy wchodzeniu w reklamówkę w którą zdobycz wpakował schodząc. A potem cichuteńko udał się do swojego pokoju, zawartość wysypał na podłogę ( dywan typu " włochacz") i sobie spokojnie i z entuzjazmem bazgrolił palcem po kaszy.
Matki wina, pochowała matka wysoko kasze i fasole do prac manualnych to ma. Pokazał syn szufladę plastyczną? Pokazał, więc oznajmił że chce pracować. Tylko matka o godzinie 8.49 nie miała w sobie pasji
Piccassa i synka pragnienie olała. To miała. Niedzielny poranek na odkurzaczu. Trzeba się było syna swego słuchać...

C) Wobec powyższych niedzielny poranek został wzbogacony o sąsiedzką wizytę. Pani mieszkająca pod nami wyraziła żywe zainteresowanie czy oby na pewno w niedzielę w musimy odkurzać i walić  Zabrałam się żywo za kajanie ( no fakt, normalni ludzie w niedziele rano nie rozwalają krzeseł i nie odkurzają kaszy kukurydzianej) jednocześnie tłumacząc powagę sytuacji, no naprawdę musiałam to szybko poodkurzać nim Antoś podlał kaszkę wodą i próbował przekładać do miseczek( wszak pora śniadania).
- A męża nie ma żeby pomógł ich przypilnować?
- No właśnie widzi pani, nie ma, ciężko pracuje w niedzielę.
- A Pani to chyba sobie jednak nie zawsze radzi z dziećmi!
- Szczerze powiedziawszy najczęściej sobie nie radzę, ale postaram się by dziś już nic głośnego nie wyczarowały. O ile zechcą mnie posłuchać, rzecz jasna.
- to trzeba na nich wyegzekwować, przecież to pani jest odpowiedzialna za wychowanie a to są tylko małe dzieci!
- To prawda, małe ale mają przewagę fizyczną i liczebną, oraz umysłową więc nie zawsze mi wychodzi...

Pani sąsiadka pożegnała się patrząc na mnie jak na kompletną wariatkę. W sumie jej się nie dziwię. Mało że gadałam od rzeczy to jeszcze byłam w poplamionej piżamie  a z włosów sypała mi się kaszka kukurydziana ( bo jak mama sprząta to Antoś zawsze chętnie pomaga). No i w trakcie rozmowy dzieciaki rozbiegały się w niekompletnych piżamkach po całym korytarzu.
Ciekawe więc kiedy zastuka kurator:)

D) Gdy udało mi się już towarzystwo zagonić znów  do domu a nawet przebrać w stroje bardziej niedzielne Antoniusz postanowił nabyć nową umiejętność  Skubaniutki nauczył się rozbierać  Do golasa, do rosołu , z pieluchą włącznie. Trzy razy bawiliśmy się jak babcia z chuliganem w ubieranie i rozbieranie,  ale w końcu skapitulowałam i postanowiłam uciec się do fortelu. Młody ma przecież gile do samej podłogi, nie może biegać po domu w negliżu, zapakowałam Małego w kombinezon, taki na zamek zapinany-bo nie umie rozpinać  Znaczy się nie umiał, do dziś, do godziny 11. Już umie. Rok uczenia samodzielnego rozbierania i proszę jakie efekty. W jeden dzień radzi sobie z każdym elementem garderoby!!! Tylko w drugą stronę oczywiście nie działa!!!

E) Z braku keczupu został zapodany dla Antosia majonez do obiadu. Liczyłam się z tym że może być sprzeciw, bo przeca nie czerwone i nie pomidorowe. Ale z tym , że mu się majonez skojarzy z szamponem do włosów i postanowi sobie majonezem łeb wysmarować to się jednak nie liczyłam. I to był mój błąd. Po obiedzie zapakowałam w kąpiel i poszłam pościerać podłogę z majonezu. Znowu walnęłam byka. Normalnie znów nie wykazałam się posiadanym ponoć mózgiem. Mało że pomysłowy Dobromir rozkręcił słuchawkę prysznicową na 1000 i 1 kawałków. Mało że urządził sobie kąpiel z bąbelkami wylewając, szampon i płyn. To jeszcze skok rozwojowy nr 2 postanowił wyczarować  Odwrócił sobie miskę na pranie do góry nogami czyniąc z niej podnóżek zacny i pierwszy raz samodzielnie wylazł z wanny. I dumny z siebie szuwarek zaczął bieg po domu. W pogoni za uciekinierem nogi mi się rozjechały na jednym z mokrych odcisków maleńkiej stópki i teraz ja też mam obitą kość ogonową.
A gdy młody mokry wparował Hani na jej kolorowankę Słodka Blondyneczka  stoickim spokojem powiedziała " O kulwa!". I tak oto dowiedziałam się że dziecię me starsze nabyło już umiejętność przeklinania.. Bosko!!!!

F) Gdy udało się w końcu uspac Antosia- a nie było to dziś prościutkie Hania wykazała kolejną nową umiejętność  Pomogła mi zrobić kolację. Zaoferowała że pomoże pozmywać  Wzorcowo się umyła ( sama!!) i przebrała. Po czym przyszła i palnęła taki oto dialog:
- Antoś chyba był dzisiaj trochę męczący, prawda Mamusiu?
- No tak Haniu, trochę dzisiaj brykał
- Dlatego ja ci pomagałam żebyś nie była taka bardzo zmęczona
- Dziękuję ci bardzo córeczko
- I pewnie chciałabyś teraz odpocząć Mamusiu, co?
- Jak pójdziesz spać to sobie trochę odpocznę Haniu
- To daj mi teraz grę, ja sobie pogram i pójdę potem grzecznie spać. A jak nie dasz to będziesz mi musiała czytać bajeczkę a pewnie Cię boli głowa. To lepiej żeby Cię nie bolała Mamusiu. Daj mi tę grę, co?

Empatia na piątkę z plusem!!!!! Moja wspaniała córeczka świetnie interpretuje sytuacje, stany uczuć osób otaczających i wykorzystuje je do realizacji swoich celów! Atwood klaskał by uszami ze szczęścia.
Super....
Gdzieś na świecie są rodziny które mają 10 dzieci. Jak???No ja się pytam jak one to robią???
Mnie przy dwójce oko lata i zwoje mózgowe się prostują!
Podobno rodziny, które mają " na stanie posiadania" dziecię z ASD wymagają jakby dodatkowego prawa jazdy. Dodatkowych uprawnień, instrukcji jazdy ponad standardowych rodziców.
Szczerze powiedziawszy nie wiem czy to ma cokolwiek wspólnego z ASD ale u nas by przetrwać trzeba mieć prawko na ciężarówkę i lawetę. A ja zwykłej kategorii B zdać nie umiem!!!
Nie, za stara jestem na rodzinne niedziele! Nie daję rady kondycyjnie. Wiosny mi trzeba a w wraz z nią, działki, ścianki wspinaczkowej, placów zabaw i innych atrakcji fizycznych które skupią potencjał moich Maluszków. Póki co, Hanka jutro z dziką ( moją) radością idzie do przedszkola. A my z Antosiem by nie mieć " nudnego" dnia pielgrzymujemy do chirurga dziecięcego.
Się będzie działo...

9 komentarzy:

  1. Wyborny post :)) Szczerze się uśmiałam :)) A dzieciaki Twoje są wspaniałe, jak ja Ci zazdroszczę (oczywiście pozytywnie) takich skoków rozwojowych ;)) Serio, z wszystkimi tego konsekwencjami ;)) Właśnie mi się przypomniało, że kiedyś nasz Janek też roznosił wszystkie kaszki i kasze po domu, a pewnego razu z kuchni usłyszałam charakterystyczny odgłos i głośny komentarz młodego "nie ma". Kiedy wbiegłam do kuchni zobaczyłam Janka z miną triumfującą trzymającego w ręce puste pudełko po kaszy. Zawartość leżała na podłodze :)) Pozdrawiam ciepło, dzięki za pozytywnego posta :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to kucharzenie to jakaś szersza epidemia:) Mam nadzieję, że to mija:)Jasio już chyba nie rozsypuje wszystkiego? Powiedz, że nie, proszę...:)

      Usuń
  2. Fajna niedziela!!!!!!!!!!ha,ha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak prawie każda u nas:) Tylko czekać kiedy się Smarkate nauczą śpiewać " niedziela będzie dla nas...":)Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Przynajmniej Ci się nie nudziło, dzieciaki zapewniły atrakcje:) Sąsiadka, która pewnie nigdy ot tak by nie wpadła do Was, miała ku temu dzisiaj okazję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie sąsiedzi to nas nigdy nie odwiedzają- chyba że zapytać co my tym dzieciom robimy że tak się drą:) Nawet jajka nie pożyczają już, a i powitań mniej na korytarzu:)
      Danusiu- my się nigdy nie nudzimy:) I wiem że nie tylko my:)

      Usuń
  4. Od razu widać nie miałaś czasu na nudę :)

    a sąsiadka jaka przemilutka, tylko pozazdrościć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam jedno i często wymiękam, to dopiero wstyd :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd, wszak nie liczy się ilość ale JAKOŚĆ:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...