sobota, 16 marca 2013

Antoś, klocek i teoria umysłu

Zdarzyła nam się wczoraj rzecz niebywała.
Antulek zasnął o 14 na drzemkę i mu się ona ciut przedłużyła. Tak ciut do 19.30 ( czyli kluje się nam jakieś paskudztwo chorobowe, choć go jeszcze nie widać).

Wstał  i wiedziony głosem zastukał do pokoju Hani. Akurat Hania tłumaczyła mi wyższość Apple Jack nad Pinky Pay wspierając się obrazem ruchomym ( Koniki Pony) i przetykając swoje wykłady fascynacją ponaddźwiękowym bum.
8 lat podstawówki, cztery lata liceum, pięć lat studiów, cztery lata doktoratu i... nie ogarniam tej terminologii. Ale nie o konikach mowa.
Dosiadł się koszmarnie zaspany Anteczek do nas i wlepił nos w monitor. Chwilę później miętoli coś w swoich rękach. Antoś zawsze ma coś w rękach, zwykle zestaw dwa autka plus butla z napojem. Ale tym razem był to zakoszony ze żłobka klocek. Żadna magia, zwykły klocek sensoryczny  tyle że w środku miał wóz strażacki więc faktycznie plus 10 punktów do atrakcyjności.



I nagle widzę, że Antoś dziubie Hanię w ramię paluszkiem. Hania, jak to Hania, Antoś ciągle ją gdzieś szturcha czy dziubie więc wyrobiła w sobie mechanizmy obronne i już nawet nie dostrzega. A jak na monitorze są koniki pony to już w ogóle nikogo nigdy nie dostrzega. Więc Antulek dzielnie stuka Hanię dalej paluszkiem ale tym razem stawia jej przed oczami klocek. Wlazł w jej pole uwagi!
- No, co Ty chcesz?? ( makatoni Hania do Antosia)

A Antoś...Antoś podaje jej ten klocek i tak nieśmiało, zaspanie, zupełnie cichutko pyta:

- faaaaaniii? ( fajny?)

Hanka na odczepnego rzuciła, że może być, że nawet fajny i do tych piekielnych, różowych ogoniastych ze znaczkami na tyłku. A ja najpierw pociągnęłam fascynację klockiem, że fajny, świetny, że jaki czaderski wóz strażacki ..itd. A potem się poryczałam, głupia baba.

Bo od półtora roku pracujemy z Antosiem nad teorią umysłu a w zasadzie nad Antosiowymi dziurami w teorii umysłu. To co jest najnaturalniejsze w wyjściu na spacer ze starszym niemowlakiem, czyli że dziecko zawoła mamę żeby pokazać ptaszka, patyczek czy coś innego fajnego u nas jest obiektem ogromnej pracy.
Pracy nad tym , żeby Antoś wskazywał nie dlatego że czegoś pragnie od nas, chce coś uzyskać, tylko żeby podzielił się z nami że coś go zainteresowało.
Dużo już udało się wypracować. W stosunku do mnie czy Antosiowego Taty Antoś pokazuje paluszkiem co mu się spodobało, próbuje nam " opowiadać" co fajnego widzi czy dotyka. Podobnie ma się sprawa  z terapeutami. Nie mamy już problemu z dzieleniem wspólnego pola uwagi, ba, Antoś często je sam inicjuje.
Ale...zupełnie inna sprawa to dzieci. Antoś dzieci uwielbia, zawsze za nimi pobiegnie, zawsze się nimi interesuje. Ale kompletnie nie wie co się z nimi robi. Mamy już za sobą pierwsze, nieporadne próby zabaw...
Ale w zakresie teorii umysłu w kontaktach z dziećmi dziura jak po walnięciu meteoru.Ogromna. Takich zresztą mamy całą kolekcję. Póki się ich nie wypełni, nie naprawi nie ma możliwości dalszego rozwoju teorii umysłu. Nie w sposób prawidłowy.
A tu taki klocek...Chęć pochwalenia się...Niby nic...
A jednak coś się w Antosiu zmienia.
Ja wiem, że Hania to siostra. Więc pewnie łatwiej. Ale ta siostra to też dziecko.
Dlatego fruwam pod sufitem ze szczęścia:)


4 komentarze:

  1. ach, wzruszyłam się ( i pośmiałam przy konikach, których atrakcyjności wciąż nie ogarniam i nie pojmuję). A jak Ant ten klocek wyniósł ze żłobka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre pytanie, jak wyniósł!!! Nie mam pojęcia. Być może Antoś użył uroku własnego i wydębił od Pań. Obawiam się jednak , że przy oddawaniu nie ma liczyć na podobne zachowanie:)
      Ponaddźwiękowe bum przekracza granice mojej percepcji i niestety ta psychoza jest silniejsza niż w przypadku knurka Peppy...

      Usuń
    2. chrum! świata Peppy z kolei nie może zrozumieć Józio;coś nie zgadza się z kopytkami. Tak zapytałam o ten klocek, bo czasem zastanawiało mnie to, w jaki sposób moja Elusia przemyca różne zakazane rzeczy. Już podpatrzyłam to u niej: zabiera dwie rzeczy, z jedną daje się nam złapać, a w tym czasie w drugiej ręce trzyma schowaną jeszcze jedną rzecz, ale tego już nikt nie sprawdza

      Usuń
    3. Mój brat był mistrzem wynoszenia z przedszkola, kiedyś po niego idę, wracamy sobie standardowo przy opowieściach " jak to straż miejska kopnęła w tramwaj i uciekali póżniej itp" (miał chłopak wyobraźnię) i tak patrzę, coś mu gacie lecą z tyłka. A w kieszeniach nie uwierzycie, z 15 resoraków. Co lesze on ich nie ukradł, tylko zamienił jeden, który tez cichaczem wyniósł z domu :P więc 1:15 to też słuszna zamiana :) Później był pilnowany, sprawdzane kieszenie itd, a i tak potrafił schować autko np w gatki :)
      Na szczęście następnego dnia bez problemu odnosił

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...