wtorek, 12 lutego 2013

Żłobkowe wieści

Gdyby tego posta pisała rzeczywiście Antoś samodzielnie to myślę że krótko odpowiedział by na wcześniej postawione pytania.

1. Tak, w żłobku jest dużo dzieci, a dokładniej 8

2. Tak, są tam piękne niewiasty a dokładniej jedna: Zosia. Drobniutka blondyneczka do której Antoś zapałał estymą od pierwszego spojrzenia. Dziewczę się nieco wzbrania, speszone zalotami Antka ale Zalotnik nie odpuszcza, tuli-tuli już było, cacy-cacy również a nawet buzi:) Jak również siedzenie na dywanie i wpatrywanie się w Zosię niczym gekon w muchę.
Niestały ten mój syn w uczuciach, wzdycha i podrywa na potęgę....
Podryw na układankę:)


3. Owszem, jest tam WYSTARCZAJĄCA ILOŚĆ AUTEK oraz kilka piłek. Chwilowo Antoś nie odczuwa zbytniej potrzeby dzielenia się a więc zabawy autkami wespół z innymi chłopcami ale na pewno jego gusta motoryzacyjne są zaspokojone. Ku całkowitej frustracji maminej.

Są autka!!!!!



Była panika... i jest po panice:)
Wczoraj panika nasiliła się do poziomu najwyższego, zwłaszcza że przed adaptacją w żłobków mieliśmy jeszcze zajęcia psychologiczne z p. Dagmarą. No i Antoś podczas zajęć ugruntował mamę w przeświadczeniu że to będzie ciężki dzień.
Jak zrobił barabuch kubkiem z napojem o podłogę to już o 8 rano podłoga w Fundacji była o smaku soczku jabłkowego a ja nie docierając nawet do żłobka już pozbyłam się zapasowych ubrań:)
Powiedzieć że Antoś średnio współpracował z p. Dagmarą to byłby eufemizm.

Więc jak przekraczaliśmy próg żłobka to ja już miałam żołądek między zębami ze strachu. W szatni Antoś wygrzebał balona, już widziałam co się będzie działo jak będzie go musiał oddać.

Weszliśmy do sali...i nic!!!!Antoś podbiegł do dzieci, obczaił kto tu biesiaduje a potem ruszył na rekonesans sali. Akurat trafiliśmy na przywitanie dzieci w żłobku. Antoś nawet na chwilę przysiadł się do kółeczka ale za długo nie posiedział. Jak to Antoś.
Stał z boku i bacznie obserwował.
Wiecie jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam że młody rusza bioderkiem tak jak dzieci i próbuje niczym maluchy robić pajacyki???
Antoś zaprezentował się dokładnie taki jaki jest. Uśmiechnięty, pogodny, nawet inicjujący kontakt, ale w większości na uboczu ( mam auto więc do szczęścia nic mi nie trzeba).
Bałam się że Antulek strzeli scenkę rodzajową z kategorii ryk stulecia?
No to strzelił. Bo przechodząc do sali plastycznej trzeba było w sali zabaw zostawić autka. Pokazał się w pełnej krasie. Do dzieci udało się wrócić po 15 minutach, choć szczerze powiedziawszy myślałam że nie ma po co wracać, że od razu po takiej scence dostaniemy " czerwoną kartkę".
A tu zonk, a tu nic z tych rzeczy!!
Antoś usiadł przy stoliczku ( tak!!! nadal mówimy o moim synu!!!), pięknie układał grzybki kolorami a ja porozmawiałam z Paniami Wychowawczyniami.

Wiecie jakie miały pytania???
Nie ile trwają takie scenki u Antosia. Nie czy są częste.
Pierwsze pytanie było " w jaki sposób mamy się zachowywać by nie skrzywdzić Antosia?".
Zamurowało mnie.
A potem Panie pytały o to co Antoś lubi, co może robić i jeść a czego nie powinien. Czy nauczę je mówić rękami ( Makaton), czy pomogę z instrukcją obsługi Malutkiego. Jakie mamy terapie, na czym one polegają.
Hm...czekałam aż wyjdzie ktoś z ukrytą kamerą. Nie wyszedł. Ani wczoraj ani dzisiaj.

Panie nie ukrywały że nie mają dużej wiedzy na temat zaburzeń ze spektrum autyzmu ( choć jak dla mnie pięknie się przygotowały bo widać było że czytały i ogólnie o autyzmie i przeczytały blog Antulka). Ale zastrzeliły mnie tym , że chcą się nauczyć,  chcą iść na szkolenia i uważają że o ile po drodze nic się nie wydarzy niepokojącego to w tak małej grupie nauczyciel wspomagający chyba nie będzie potrzebny, bo co trzeba wiedzieć to mogę Panie nauczyć ja i terapeuci Antosia.

Ja naprawdę sporo już placówek w tym mieście odwiedziłam ale powiem szczerze że jestem pod wrażeniem. Jeśli entuzjazm Pań do poszerzania umiejętności się utrzyma to...fiu fiu, czapki z głów i nieba przychylę:)

A sam zainteresowany?
Zjadł drugie śniadanie z dziećmi i wykazał się niebywałym spokojem oraz komunikacją ( " jeszcze", "daj", " dzie"- czyli dziękuję).Poszedł z dziećmi " stonogą" do łazienki i uwaga!!!!! Pojął zasadę że zabawki zostawiamy w sali, grzecznie odłożył autka. W łazience mu się zbytnio nie spodobało to poszedł do jadalni, usiadł na krzesełku i w ten sposób obwieścił że czeka na jedzenie.
Porysował z dziećmi, trzy kreski pacnął na kartce ale jednak!!!
Kontakt wzrokowy z Paniami niezły, z Zosią- cóż, to było wręcz nieprzyzwoite jak jej w oczka zaglądał ( " no proszę, proszę , popatrz na mnie" wydawał się mówić wchodząc nieustannie w jej pole uwagi).Ba, na pożegnanie Panie dostały po buziaku- czyli prawie pocałowania Antosia w czoło:)

Dziś bawił się bardziej z boku, ale podczas zabawy z chustą szalał z grupą a nawet się przytulał do innych dzieci. Co mnie ogromnie rozczuliło dzieci zaakceptowały Antosia, ba Wiktorek woła naszego bajtla już po imieniu.

Kreatywny Antoni! Odrobina wyobraźni i domek dla lalek staje się ...garażem! A jakże!


Jasne że są sytuacje w których Antoś nie chce bo nie. W końcu to Antoś. A poza tym to dopiero drugi dzień. Myślę że sporo czasu zajmie jeszcze Antulkowi oswajanie się i poznawanie zasad, stałych punktów dnia. Zresztą chęć pomocy Pań jest ogromna, na piątek ruszamy z planem aktywności by Maleńki poczuł się swobodniej i pewniej.

Jeszcze nie wiem czy Antoś zostanie przyjęty do żłobka, pierwsze poważne rozmowy na ten temat dopiero w piątek. Nie kupują kota w worku:) A i Antoś ma jeszcze 3 dni na pokazanie pełni swoich możliwości.
Ale... z każdą minutą wśród maluchów upewniam się że decyzja posłania Antosia nie do grupy rówieśniczej a do grupy o podobnym poziomie rozwoju była dobrą decyzją. Dla dzieci z grupy Antoś nie jest " dziwny", nie jest alienowany bo nie mówi czy nie umie się bawić daną zabawką. Antoś też w dzieciach nie wydaje mi się by widział coś niepokojącego, chętnie do nich podchodzi, uśmiecha się, zaczepia.
To może szansa na wiele fajnych, berbeciowych przyjaźni. A tylko takie mam marzenia i oczekiwania dotyczące żłobka czy przedszkola:)
I na koniec relacji żłobkowej dzisiejszy dialog z Antosiem
- Antosiu, jak było u dzieci?
- " faniiiiiie"

I wszystko w tym temacie:)


Dziś muszę jeszcze pochwalić Panią Anię P.- naszą logopedkę. Ostatnie zajęcia były se takie, Antoś nie specjalnie chciał współpracować  marudził. Po prawdzie niewyspany był, bo zła i niedobra mama obudziła dziecię na terapię, ale i treścią zajęć nie był porwany- czego osobiście nie rozumiem bo Pani Ania jest wulkanem energii i cierpliwości w jednym. Ale dziś....ho, ho, co to się działo.
Weszłam i już mi się gęba śmiała bo na stole stały koszyki, a Antoś od ponad roku pracuje w systemie " koszykowym" i ta metoda najlepiej do niego przemawia.
A w koszykach? Autka, rowery, samoloty...pojazdy wszelakie.
Całe zajęcia ułożone na kanwie ukochanych przedmiotów Antosia, ale tak dobrane że nie koncentrowały się tylko na fiksacji Antka do autek.I podziałało, Antek wypowiadał takie słowa i kombinacje sylab że w życiu bym nie uwierzyła jakbym sama nie słyszała!!!
A wiecie że mały mądraliński liczy na palcach do trzech i próbuje liczyć wszystko co napotka??
A uwierzycie jak Wam powiem że bezbłędnie rozróżnia kolory i świetnie segreguje???
Wiecie jakie to szczęście kiedy się widzi że terapeuta myśli o dziecku, kombinuje jakimi kanałami do niego dotrzeć???
Wiecie jak trudno spotkać terapeutę który lubi, ma serce do pracy z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum?
A to przecież nie jest łatwy kawałek chleba!!!!
Wiecie ile razy dziś Pani Ania pytała czy jej metody pracy nie kolidują z innymi metodami choćby z Prodeste???
A wiecie ilu logopedów dotąd to w ogóle nie interesowało?
To jest nasz 11 logopeda w historii. I coś czuję że ostatni.
Poza tym jak Pani Ania twierdzi że Antoś będzie mówił to ja jej wierzę!!!
W końcu na własne oczy widziałam dzieciaczki które nie mówiły- a mówią. Widziałam też spracowanego strasznie dziś Antosia, który może nie wszystko robił w dzikim entuzjazmem, ale na koniec zajęć widziałam autentyczną sympatię przy pożegnaniu i szczere przytulanki. To chyba najlepsze referencje, prawda???




8 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki, żeby się udało i Antoś został przyjęty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gekon w muchę - zapamiętam i przywłaszczę PANIKARO!! :D

      Usuń
    2. Mamiczka- będą nam bardzo te kciuki potrzebne! Dziękujemy:-)

      Usuń
    3. Aniu, jak ja się cieszę że do nas tu dołączyłaś!!!:-)))

      Usuń
  2. A ja ci (wam) już trochę zazdroszczę ale i cieszę się szczerze, że debiut obustronnie udany:) Uściski dla Urwisa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MamoIgnasia, jeszcze się dobrze nie obejrzysz a sama wkrótce będziesz obgryzać paznokcie i ze zrozumieniem wpatrywać się w " Krzyk" Muncha:))

      Usuń
  3. Bardzo, bardzo, bardzo się cieszę. I gratuluję Wam ogromnie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Agatko:) Antoś już pokazuje różki maleńkie co oznacza że się rozkręca w żłobku:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...