środa, 6 lutego 2013

Zaklinacz koni

Żeby nie było że ja już tylko  po obywatelsku  dziennikarsko i na poważnie. Nie, nie! To jednak nadal jest blog Antosia i to on tu zawsze będzie grał pierwsze skrzypce. Toteż zawsze najpierw będą powstawały relacje z przygód Antosia a dopiero później " tematy niebezpieczne".

A Antoniusz przygód ma bez liku!!! Choćby taka wizyta w stadninie koni. Niby cotygodniowe zajęcia hipoterapeutyczne o identycznym schemacie, no co tu się może wydarzyć niezwykłego?

Z Antosiem?Wszystko!!!!

Do zajęć zostało jeszcze 10 minut więc nadzorowałam zwiedzanie stadniny przez Antulka żywo dyskutując z   Joanną Ławicką o przyszłym przedszkolu Antosia. Tak, tak moi drodzy , są na świecie prezesi Fundacji którzy rozmawiają z rodzicami o najlepszej placówce dla ich dziecka!!!

W pewnym momencie jednak musiałam w niemałym popłochu zakończyć rozmowę, bo... Antoni zbliżył się do Baśki i postanowił jej palec włożyć tam, gdzie żadna dama zgody wyrazić nie mogła!!!! Trzeba więc było ratować Baśkę z opresji i Antulka jednak też, bo jakby się fiordzik odwinął raz kopytkiem za te pieszczoty...
Zatem lekcje z anatomii zwierzęcej mamy już odrobioną, ba , Antoni wzbogacił je o część empiryczną.

Oczywiście jegomość mocno był niezadowolony z odstawienia daleko od zadu Basieńki i na konia wleźć nie chciał. Posadzony z wielkim trudem żale wylewał ogromnie.


Sytuację uratowała marchewka , która wystawała mi z kieszeni. Władczo zaczął się wykłócać  w końcu wystawiony jak strzała wskazujący palec udowodnił, że matka jeszcze wiele gestów w MAKATONIE musi opanować !!!
Zaczął więc chrupać marchewkę Antulek, dzierżąc w łapce dwa autka i jedną rybkę.


Pech chciał, że Baśka też lubi marchewki. Stanęła uparta koza i jasno dała do zrozumienia że bez marchewki dalej nie pracuje. Co było robić  Przełamałam Antosiowe warzywko na pół i poczęstowałam Baśkę. No i się zaczęło!!!! Po pierwsze nie zapytałam o zgodę Antosia ( jak koń łypie na mnie wrednie okiem tracę dobre maniery). Po drugie zabrałam z ręki dużą a oddałam małą!!!
Bach...marchewka w błocie i amok na koniu!
No to podnoszę, przecierając z błota o spodnie.
Niedokładnie wytarłam, brudna była. Antoś nie lubi brudnych przedmiotów.
Łup do kałuży!!!
Podniosłam z błotka mordując do cna kozaki, zdjęłam szalik, DOKŁADNIE wytarłam, podałam królewiczowi. No od razu lepiej. Uśmiech zagościł na twarzy. A ja w tym czasie próbowałam uspokoić szalejące sumienie. Skoro kilka miesięcy temu wygrzebał dżdżownicę i skonsumował  to może tym razem też mu się nic nie stanie po odrobinie błotka...W końcu wiejskie, ekologiczne. Sama natura!


Po zajęciach na grzbiecie zawsze jest czas na najlepszy punkt programu dla Antosia. Buszowanie między kombajnami, ciężarówkami i traktorami!!!


A potem Antoś biegnie odwiedzać innych mieszkańców stadniny, zwykle karmi pozostałe koniki, kotki i pieski.A dziś urządził prawdziwy piknik. Wymęczony berbeć usiadł sobie na ziemi, rozłożył wałówę i rozpoczął konsumpcję. Natychmiast zjawiło się towarzystwo.



Zmachałem się troszeczkę, przykucnę sobie na moment.

Ty też tak ciężko pracujesz , koniku?

No to pora na małe co nieco! 

Też chciałbyś koniku? Zapomnij, jedzeniem się nie dzielę!


A na koniec dnia, gdy już wracaliśmy a mamie zapomniało się wziąźc- jak zwykle- strudzonego wędrowca na barana Antoś mamę zaskoczył. Przystanął, pokazał gestem " stop" i próbował coś powiedzieć ale wyszło mu tylko baaaaaa, baaaaaaa. Więc mama jak zawsze dopytywała co chcesz Antosiu, wskazywała że nie rozumie, ale ewidentnie tym razem Antoś stracił nadzieję że mi przekaże werbalnie co myśli. Usiadł na ziemi, podumał chwileczkę i pokazał gest " wysoko" oraz natychmiast poklepał się po plecach. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że być może to baaaaaa było formą poproszenia bym wzięła go na barana.

Od pewnego już czasu widzę,  że Antoś znów jest sfrustrowany niedoskonałością naszej komunikacji. Znam zbyt mało gestów by móc je wprowadzać spontanicznie. A mowa przychodzi Antosiowi naprawdę bardzo, bardzo trudno, mimo że ma potrzebę komunikacji. Ograbiłam więc dziś p. Ewę- naszą neurologopedę z pomocy- symboli Makatona i biorę się jutro do tworzenia kart wyboru dla Antosia. Będziemy je dobierać tematycznie, tak żeby zawsze miał możliwość wskazania o co mu chodzi. Miejmy nadzieję, że układając je wzbiję się na wyżyny wyobraźni Antosia. A pod koniec lutego szkolenie z Makatona, FC już mam , czas na ADVANCE w nowym języku:)

5 komentarzy:

  1. Zięciu - wymiatasz ;-* o matce Twoje nie wspomnę ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha!A jutro miting z narzeczoną:-) Będzie się działo!

      Usuń
  2. Padłam ze śmiechu, dzięki, tego mi było trzeba :))

    OdpowiedzUsuń
  3. mityng z Baśką -chcę jeszcze! bliskie mi wszystko i znajome -i złość na zmniejszoną porcję jedzenia i kilka przedmiotów w ręku i tylko dżdżownicą Józek we wczesnej młodości nie poczęstował się, za to zdechłego szczura podniósł bez oporów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło matko, ja się panczńie boję szczurów i węży więc już chyba wolę dżdżownice. Nie ma co, pomysłowe są te nasze "Maluszki":-)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...