sobota, 9 lutego 2013

Rodzinka w komplecie


Trzy godziny temu wróciła moja córeńka malutka z radomskich podbojów. Niezbyt stęskniona, bo babcia i dziadek chuchali na nią i dmuchali.Ale radosna, brykająca i ...gadająca.
Albo odwykłam albo Hania u babci podszkoliła umiejętności lingwistyczne. Mówi szybciej, wyraźniej, więcej i z użyciem bogatszego słownictwa.
Więc...hm, są jakieś zajęcia re-adaptacyjne dla rodziców gadułek? Bo ja wprawdzie małomówna nie jestem, ale przy poziomie konwersacji mojej córci brakuje mi języka w gębie.

Gdy Hania wróciła Antoś spał. Zrobił się naturalny harmider związany z wylewnymi powitaniami i Antoś wyjątkowo niezadowolony się obudził. Nie było łatwo go uspokoić  W końcu weszła Hania do pokoju, rzuciła lekko" Spokojnie, ja go zaraz uspokoję mamuniu" i ...uspokoiła.

Przytuliła, pogłaskała po głowie i uspokoiła!!!
Proste???No proste, a jakoś od wczoraj ranka dla mnie jakieś nie do wykonania.


Zgodne rodzeństwo puszcza sobie w wannie łódki- jak na filmach familijnych:)


A tu kolejna banalna sytuacja. Ot berbecie broją razem w kąpieli. Banał przecież, codzienność w niejednym domu. No bo co takiego wyjątkowego może być w kąpieli żeby od razu posty o niej pisać i zdjęcia roznegliżowane pokazywać. Z Antosiem? Wszystko!
Od dwóch tygodni mycie się to jest dość trudny temat, a od tygodnia  Antoś preferuje system wietrzenia.
Oczywiście mogłabym wsadzić na upartego do wanny i wyszorować-  póki co jeszcze jestem większa i silniejsza od niego. Ale nie mam sumienia. Higiena higieną ale w takim strachu i przerażeniu jak tydzień temu w wannie Antosia jeszcze nigdy nie widziałam. A trochę się już znamy...
Te zdjęcia to nie fotoszop. Antoś naprawdę sam chętnie wszedł do wanny i pluskał się z Hanią. No, mnie się umyć nie pozwolił, ale tata dostąpił tego zaszczytu. A nie dalej jak wczoraj rozmawiałam z p. Moniką o kąpielach Maleńkiego bo zaczynało już być bardzo dramatycznie.

I tak oto okazuje się że warunkiem niezbędnym do funkcjonowania Antosia jest pełen skład osobowy rodziny. Wróciła Hania i zachowania trudne jak ręką odjął.

A wczoraj??? Hm, wiecie jaka jest jedyna zaleta z " ciężkich dni" Antosia?
Antoś rozpacza na tyle doniośle że można wreszcie dokładnie przypatrzyć się uzębieniu i wypatrzeć nadchodzące  " piątki", o których brak już nawet nasza dentystka się niepokoiła. Może to jest przyczyna " ciężkich dni" Antulka?
W każdym razie dzień wczoraj zaczął się ciężko i przebiegał jak na huśtawce.
Antoś o tym , że " ma niża" poinformował całe prodeste. W sumie nawet się cieszę, zawsze miałam takie poczucie że Antoś funkcjonuje w wersji marketingowej, czyli " fantastycznie" oraz domowej " czyli se tak różnie bywa". Wczoraj te światy się spotkały.
Zostawiając Antosia w objęciach p. Moniki na terapii spodziewałam się że jeszcze usłyszę co Antoś sądzi o propozycjach zabaw. Nie pomyliłam się, usłyszałam, oj solidnie usłyszałam. Ale kiedy weszłam do sali pod koniec zajęć p. Monika i Antoś mieli dla mnie niespodziankę, pokazali jak pięknie porozumiewają się za pomocą piktogramów!!!!
Marzenie matki spełniło się w najmniej spodziewanym momencie!
Nie dalej jak we wtorek lamentowałyśmy z p. Anią- logopedą Antka, że tak dalej byc nie może, że musimy jakoś przełamać niechęć Antka do zdjęć.
Podejść do piktogramów też przecież było dotąd wiele, wszystkie tak samo zakończone. Lipa...
Więc wyobrażacie sobie moją minę gdy Pani Monika z lekkim uśmiechem pyta się Antosia co chce a Antek z pełną radością odpowiada w piktogramach????
Cuda!!! Cuda tym większe że wczoraj naprawdę nie można się było spodziewać że Antoś cokolwiek będzie chciał pokazać.

Dobra, można by zakładać że udany eksperyment p. Moniki z piktogramami trafił się, ot ślepy los, na zasadzie " wyjątek potwierdza regułę". Ale kilka godzin później przybyliśmy do Prodeste oswajać się z Justynką przed turnusem. I co?
I Antosiowi na huśtawce nastrojów akurat wypadł tryb " bardzo zły dzień", na tyle zły że trzeba było zarządzić chwilowy odwrót strategiczny z Prodeste, bo pod wpływem Antosia rozpłakały się i inne dzieci. Po  dłuższym czasie udało się wrócić ale nadziei na kontakty interpersonalne Antosia z kimkolwiek to ja nie miałam.


Nic nie jest na pewno.
Nic nie jest stałe.
Nie ma prawd oczywistych. 
Wszystko się zmienia.

Chyba każę sobie to wytatuować, żeby nie zapomnieć!
Nie dośc, że obyło się bez lamentów!
Nie dośc, że Maluchy weszły w taką interakcję że nam- mamom szczęki pospadały na podłogę!
Nie dośc, że mój zaborczy syn wytargał balon i dzielił się nim z Justynką w zabawie!
To jeszcze Antoni uznał niekwestionowany autorytet Justynki w kwestii piktogramów, rozpłaszczył się na podłodze wokół Justynki i jej pudełka z piktogramami i z ciekawością przeglądał.A zapytany przez p. Monikę czy jest wesoły czy smutny, od razu wskazał piktogram "wesoły", choć pierwszy raz widział taki znak:)

Tu mała odskocznia, pozwolę sobie na dygresję.
Kilka dni temu na jednej z grup dyskusyjnych toczyła się debata czy jest sens w ogóle wyciągać dzieciaki z autyzmu skoro one są w nim szczęśliwe. Deliberowałam zaciekle stojąc na stanowisku że szczęście dziecka powinno być przez nie jasno wyartykułowane, w sposób nie pozostawiający wątpliwości i podzielone przez " wychowawczą zasadność"  ( moja córka twierdzi że jest bardzo szczęśliwa gdy mama nie zabrania bajek, ale gdyby spędzała tak całe dnie w nosem w telewizorze jej szczęście byłoby dyskusyjne w ogólnej perspektywie). 
I wczoraj miałam okazję to zweryfikować w praktyce. 
Justynka to wyjątkowe dziecko. Piekielnie inteligentne i spostrzegawcze. Z dużym poczuciem humoru. I bardzo nieufne do innych ludzi.
I wczoraj, kiedy już zostały przełamane pierwsze lody widziałam śmiejące się oczy Justynki, dużą ciekawość w stosunku do Antosia, prawdziwe zainteresowanie na twarzy. Oczy biegły jej do zabawy z Antosiem. Ciało z nieznanego powodu siedziało. Coś nie pozwalało się Justynce przełamać i rozpocząć zabawy, na którą miała tak wielką ochotę.
Na szczęście Antoś jest taktowny po mamusi:)
Nie bacząc na nieufność Justynki usiadł koło niej i zaczął uderzać w konkury:)
Cudów nie było. Justynka nie pogadała z Antosiem, nie zaczęła z nim rysować  Ot uśmiechnęła się, ot odrzuciła balon.

Dopiero wieczorem dowiedziałam się że cuda były. Że Justynka zwykle tak nie reaguje, że bywa dość nieufna w stosunku do dzieci, a chłopców to już w ogóle. I że Antosia polubiła.

I tyle właśnie chciałabym powiedzieć w kwestii tego czy dzieci z autyzmem są szczęśliwe zatopione głęboko w ten autyzm, z dala od świata.

W huśtawce nastrojów Antoś wczoraj jeszcze postawił na samodzielność i kilka razy nie dał sobie pomóc mówiąc " samiii, samii".

Dziś kiedy spadło mu autko i z tego powodu wpadł w czarną otchłań rozpaczy Starsza Siostra-Uspakajacz podniosła i kazała mu się szybko uspokoić. 
Pokornie sam powycierał sobie łzy rękawem, zwalczył podkówkę ustną i gdy już był grzeczniutki odpowiedział Hani " juśś".

Ze mną też zaliczył dzisiaj niezłą próbę charakterów. Pokazał na pudełko ze zdjęciami, więc podałam. Otworzył, popatrzył, ocenił zawartość i....łup o ścianę. Pobiegł do Hani, powywalał WSZYSTKIE PUDEŁKA jakie miała w pokoju. O to już wiedziałam że pokojowo to my się nie dogadamy. On w ryk a ja w nerwach " No ale co Ci chodzi facecik, co?????".
Wstał z pozycji Rejtana, podszedł to tablicy korkowej, pokazał palcem i powiedział " toooo".
Nie ma bata, na tablicy wisiały tylko sekwencje, nasze ćwiczenia za którymi nie przepada, więc odpada.
Nagle rozśpiewały się chorały anielskie, niebo przejaśniła bo w głowie matki pojawiła się MYŚL ( a to sądząc po reakcjach dziecka nie zdarza się często).
Poszłam po pierwsze, drukowane ciemną nocą piktogramy- jeszcze nawet nie zalaminowane.
Z lekką nutką niepokoju podaję i pytam " to chciałeś Antosiu?".
Antoś przejął piktogramy, opadł wycieńczony na dywan, odetchnął i przemówił " noooo to, taaaaak". 
I pół godziny sobie oglądał:)

Nie ma lekko ze mną ten synek, naprawdę. Wczoraj napisałabym że Antoś ostatnio ryczy bez powodu. Dziś jestem pewna że płacze tylko ja nie reaguję należycie.
On owszem, rozwija się nieharmonijnie. Ale się rozwija.
A ja głupieję z każdą minutą.... To jak ma być chłopak spokojny? I to jeszcze jak w paszczęce zęby rosną?


P.s Etap wpatrywania się w bajki bez reakcji mamy już jakby za sobą:)


Sponsorem radości był " Ciekawski George"!





3 komentarze:

  1. Tak, cuda po wczorajszej integracji były i są nadal pomimo tak późnej pory 00.00 mała jeszcze nie śpi. Chyba rozmyśla o Antosiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osz psia kostka! Może jednak mogłaby Justynka porozmyślać np w snach?:) Antek już śpi- nie przejdzie jako karta przetargowa?

      Usuń
  2. No proszę...Antoś jak marynarz - w każdym porcie/raz w tygodniu inna panna :-D
    co do tego nie nie nadążamy intelektualnie za synami... ewolucja matka, ewolucja ;-) a że mają chłopaki przegwizdane z nami... ;-)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...