czwartek, 7 lutego 2013

MOPSowe wrażenia

Dziś gościliśmy pracownika socjalnego MOPSu.
To wcale nie jest takie proste doświadczenie jak myśleliśmy.
Już sam fakt wchodzenia urzędnika do domu jest po prostu nieprzyjemny. Nie dlatego, że mamy coś do ukrycia. Po prostu od zawsze uważamy że ' nasz dom jest naszym zamkiem".
Do tego świadomość że ktoś będzie oceniał nasz dom, zaglądał w rachunki, przelewy , dokumenty jest po prostu niekomfortowy. Bo owszem, to nie są jakieś hiper- tajne dane, ale przyznacie że dość uwłaczające jest tłumaczenie na co konkretnie wydajemy pieniądze, czy są to potrzeby " niezbędne"...

Pani okazała się bardzo sympatycznym człowiekiem, ludzkim , który zdawał sobie sprawę z tego po co przyszedł i że musi przeprowadzić formalności które wcale nie są ani łatwe, ani przyjemne, ani krótkie.

Pani zdziwiła się, że mamy ładnie w mieszkaniu. To znaczy od razu zaznaczyła że te plamy na ścianach to się kiedyś odmaluje, jak już odremontujemy mieszkanie które widocznie niedawno wykupiliśmy.
Wyprowadziliśmy panią z błędu. Mieszkanie miało kapitalny remont z kuciem ścian 4 lata temu. a jego obecny stan jest li wyłącznie posiadaniem w domu dwójki pomysłowych szkodników:)
A malować na razie nie zamierzamy, bo byłaby to syzyfowa robota wobec zapędów dzielenia się przez Antosia posiłkami ze ścianami i podłogą:)

Pani rzuciła okiem na mieszkanie, bez krępującej dociekliwości. A potem zabraliśmy się za papierologię stosowaną. Jak to dobrze że Antoś uciął sobie dłuższą drzemkę!!!!

Nie jestem w stanie powiedzieć ile oświadczeń , zaświadczeń, załączników i załączników do załączników podpisaliśmy. Oświadczyliśmy że nie posiadamy samochodu, sprzętu wartościowego, papierów wartościowych, działek, pola, gospodarstwa rolniczego, traktorku, kombajnu, młóckarki, snopowiązałki oraz młota udarowego.
Ponadto nie zajmujemy się działalnością nielegalną, przynoszącą nieopodatkowany dochód, nie zbieramy runa leśnego, ani makulatury ( częściowo poświadczyłam nieprawdę bo makulaturę zbieramy, ale na konkurs ekologiczny do Hani przedszkola,to chyba się nie liczy, prawda?).Nie zbieramy złomu  ( nakrętki plastikowe to nie złom, prawda?).
Nie wynajmujemy domu, mieszkania, pola, działki, garażu, hali, jachtu ani nawet bacówki na hali:)
Jeśli po drodze było gdzieś oświadczenie że jesteśmy orangutanami to pewnie też podpisaliśmy, tyle tego było, że już pod koniec nie patrzyliśmy co podpisujemy a ja w duchu przeklinałam dzień w którym w Urzędzie Stanu Cywilnego wyraziłam palącą potrzebę posługiwaniem się dwojgiem nazwisk.

Wyspowiadaliśmy się z tego jakiej pomocy udzielają nam rodzice nasi i na ile może być ona wyceniona w polskich nowych złotych. Uzyskałam od razu informację, że wprawdzie widać że z kasą u nas kiepściutko, ale pomocy żadnej nie będzie póki nie podam moją mamę o alimenty do sądu. Bo takie jest prawo.

Grzecznie podziękowałam za tę cenną wskazówkę, bez niej faktycznie żyć bym dalej nie mogła. Wszak dotąd bez-prawnie uważałam że jestem dorosłą babą z własną rodziną i jest dobrą wolą naszych rodziców czy chcą nam pomagać czy nie. Oraz czy w ogóle mają na to środki. A tu prawo mawia inaczej!!!!

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. My i tak mieliśmy fantastyczne szczęście( bo chyba w ogóle mamy szczęście do ludzi). Pani była przesympatyczną kobietą w pełni świadomą niewdzięcznej i absurdalnej roli jaką przyszło jej pełnić. Doniesienia pocztą rodzicielską wskazują że to wcale nie takie znowu częste.

Wypełnialiśmy więc te kwitki i kwiteczki sprawnie i szybko - tylko oczy nam się robiły coraz większe.
Polska to jest jednak dziwny kraj. Przede mną na stole leżała dobra ryza papieru którą ktoś nie tylko wydrukował, ale musiał też wcześniej wymyślić. A teraz Bogu ducha winna pani musi tę stertę przejrzeć, przeliczyć, wywnioskować, zaopiniować i wysłać do zwierzchników którzy ową procedurę powtórzą.
A podobno mamy kryzys. Ponoć nie ma pieniędzy na leczenie dzieci. W końcu z tego powodu pani do nas przyszła

Gdybym liczyła na górę złota od MOPS mogłabym to jeszcze zrozumieć. Ale opary absurdu unoszą się wobec faktu że ja nie zgłosiłam się po żaden zasiłek!!! Tylko po opinię do Fundacji  na temat naszej sytuacji bytowej. Oraz dlatego, że bardzo pragnę skorzystać ze Specjalistycznych Usług Opiekuńczych, które Antosiowi są prawem zagwarantowane ( podobno, bo dziś to już niczego taka pewna nie jestem). TYLE I AŻ TYLE!!!!

Pani rozumie że nie jesteśmy menelami( ha!)i, że spotkała nas tragedia i mamy trudne życie ale musi swoją pracę wykonać.
I ja to też rozumiem.
Ale tego dlaczego pani jutro musi kursować po naszych sąsiadach żeby wypytać ich o naszą rodzinę to już nie rozumiem, zwłaszcza wobec dostarczonych opinii psychologicznych z których wyłania się obraz naszej rodziny.

No więc ja się pytam po co to wszystko?
Sprawa dotyczy osoby niepełnosprawnej ( tak, tak , Antośka). Ba, dotyczy rehabilitacji osoby niepełnosprawnej. Czy zatem takich spraw nie powinien załatwiać Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych? Czy musi się to odbywać w dość upokarzający sposób przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie, który akurat w naszym przypadku naszej rodzinie nie pomoże?

Kiedy jaśnie oświecona Rzeczypospolita Polska załapie wreszcie, że rodziny które borykają się z niepełnosprawnością to nie jest banda recydywistów, meneli i wyłudzaczy która tylko czyha by wydoić ten jakże bogaty kraj z funduszy?
Że to jeszcze całkiem niedawno- w naszym przypadku 2 lata temu- były całkiem normalne rodziny, z normalnymi radościami i problemami dnia codziennego. Rodziny ze zwykłą pracą, zwykłą hipoteką. rodziny które radziły sobie zupełnie normalnie. A przestały nie na skutek niewydolności wychowawczej rodziny, nie na skutek problemów alkoholowych, problemów z motywacją do pracy tylko na skutek niepełnosprawności dziecka które leczone w tym kraju nie może być za diabła normalnie.

Liznęłam w swoim życiu prawa, obeznana jestem w procedurach, ponoć tez obrotna i rezolutna.
A poczułam się dziś głupiutka i malutka, totalnie powalona ilością papierków i bzdurnych przepisów.
Gdzieś na świecie są kraje w których rodziny postawione w tak trudnej sytuacji jak niepełnosprawność dziecka dostają wsparcie psychologiczne i prawne.
A w naszym stawia się ksero w MOPSIE i gania biednego pracownika socjalnego z toną papieru do jeszcze biedniejszych ludzi.
No tak, zapomniałam. Polska to dziwny kraj...


4 komentarze:

  1. I dlatego też ja zrezygnowałam z tych usług. Wniosek złożyłam w OPS na początku naszej "przygody" z autyzmem. Jednak w OPS usłyszałam, że nie mają odpowiedniej kadry a po drugie funduszy. Ha, ja miałabym płacić całość. Nie uśmiechała mi się z nimi słowna szarpanina i dociekania swego.
    Polska to chory kraj z chorymi przepisami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Żywcem mnie nie wezmą!!!! Ja im to SUO z gardła, ksero i z trzewi wyciągnę!!! Ja uparty babsztyl jestem, zwłaszcza w biurokratycznej machinie, więc wiem że się uda , choć może rzeczywiście nie od razu w tym roku. Ale tak sobie myślę, że nie każdy ma siłę na taką szarpaninę, nie każdy ma też warunki i możliwości by się bawić w taką uwerturę do urzędu. A nie tak to powinno wyglądać...

      Usuń
  2. mocna z Ciebie kobita! Małgosiu! Sercem z Wami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo! Poruszamy się w aparach absurdu ale nie zrezygnujemy! Zwłaszcza że Antoś w podzieniałek rozpoczyna adaptację w żłobku i SUO będzie nam - mam nadzieję- niedługo bardzo potrzebne:-)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...