poniedziałek, 25 lutego 2013

Lalka, Pozytywna Wariatka oraz kabelek

Antek nienawidzi pluszaków. Nie bawi się misiami, nie tuli lalek. Czasem jak ma wyjątkowo dobry humor to poproszony nakarmi misia, ale to już wtedy jest święto lasu.
I oczywiście zawsze, ale to zawsze na każdej możliwej obserwacji i badaniu jest sprawdzany stosunek Antosia do pluszaków, na ostatnim w PPP również.
I zawsze ta strefa leży i kwiczy, bo Antoś misia nie tknie. To że zabawa tematyczna nie jest u nas na oszałamiającym poziomie to my wiemy doskonale i usilnie nad tym pracujemy. Ale wynik takich " pluszowych" pomiarów jest też o tyle niemiarodajny , że gdyby to była gumowa lalka, albo plastikowy koń do jest jeszcze jakaś nadzieja że Antulek się tematycznie pobawi. Z pluszakami nadziei brak.

Na szczęście w poniedziałki Antoś ma terapię psychologiczno- pedagogiczną z Pozytywną Wariatką. To absolutnie żadna obelga, Pozytywna Wariatka jest szalenie kompetentną, niesamowicie doświadczoną w pracy z dziećmi z ASD terapeutką. Ale oprócz tego jest totalnie zakręconą,  wesołą i pogodną Wariatką. Pozytywną. O baaaaardzo pozytywnych pomysłach. I prawdziwym wulkanem energii. No i właśnie p. Dagmara przyciągnęła na zajęcia lalkę- chłopca rodem z Ikei i postawiła przed Antosiem dziś podwójnie trudne zadanie.
Bo będziemy się bawić z chłopcem w kąpiel.
No to pozamiatane. Mało że blondynek z Ikei jest pluszowy to jeszcze mają wykonać wyjątkowo przez Antosia ostatnio nielubianą czynność- kąpanie:)

Pozytywna Wariatka to jest taka czarownica. Jak postanowi kiedyś zarzucić karierę w psychologii ( oby nie!!!) to świat bajek stoi przed nią otworem. W dubbingu zrobi karierę jak nic! Ma kobieta gadane, a to tego zaraża optymizmem nawet takich ignorantów jak Antoś. Już dwa tygodnie temu tak się Antkowi spodobały umiejętności naśladowcze Pozytywnej Wariatki , że małpuje mimikę mówiąc " bleee" ( gdy coś jest nie dobre). A także próbuje bekać.

To nie brzmi może oszałamiająco poważnie. Poważna Pani Psycholog na Poważnej Terapii Psychologicznej wespół z Poważnie Zaburzonym w Rozwoju Antosiem robią " bleee" oraz bekają.
Ale... to działa!!!!
Całości niestety nie udało mi się nagrać. To nie jest takie proste zachować kamienną twarz i nagrywać postępy edukacyjne dziecięcia gdy się człowiek spłacze ze śmiechu, makijaż spłynie a atmosfera jest jak na najlepszej komedii animowanej. Ale coś się udało nagrać.
Terapia śmiechem i dubbingiem w wykonaniu Pozytywnej Wariatki.










Przysięgam, nie uwierzyłabym nigdy gdybym nie widziała na własne oczy.
Antoś dotykał pluszatego kolegi, mył mu części ciała wykazując się niezłą ich znajomością,wycierał, ubierał, nakrywał. Dotknął prysznic- pluszowy , mimo że w rzeczywistym świecie na widok słuchawki zwiewa najdalej jak potrafi. A do tego śmiał się, łaskotał, naśladował w piękny sposób mowę Pozytywnej Wariatki ( a to wcale nie takie proste, ja nie umiem) i uplastyczniał sobie twarz strzelając takie miny że siedziałam wyjąc ze śmiechu pod stołem.

A najlepsze? Wykąpał się bez najmniejszych problemów!!!
Pozytywna Wariatka jest wiedźmą, posiadła tajemne sposoby na śmiechoterapię i choć nie wygląda to absolutnie poważnie to POWAŻNIE DZIAŁA!!!!

Była lalka, była Pozytywna Wariatka to teraz czas na kabelek.
Antosiowego Tatę wkurzyć to jest sztuka. Nieliczni ją opanowali ( ja oczywiście potrafię tego dokonać w nanosekundy). Na płaszczyźnie poza domem jest to naprawdę bardzo trudne bo Antosiowy Tato lata temu zapadł na kompletny tumiwisizm i niewiele go rusza.
A w domu, owszem, zachowanie naszych Słodkich Aniołeczków rusza go często i gęsto ale prędzej łyknie dwa Apapy niż wybuchnie. Do naszych dzieci jest krainą łagodności , opanowania i cierpliwości. Jeśli coś fuknie Hani to znaczy że Młoda wzbiła się już na takie wyżyny Mendzenia, że statystyczny Polak odpalił by już ze dwie bomby atomowe.
A Antulek to już w ogóle chyba nie widział zdenerwowanego ojca. Antosiowy Tato prędzej wyjdzie na balkon ćwiczyć się w cierpliwości niż fuknie czy prychnie.
A jednak Antulek dokonał niemożliwego.
Od dwóch dni trwały gorączkowe poszukiwania ładowarki do tableta. Widziana była ostatnio w łazience  bowiem jest to jedyna przestrzeń bezpieczna do ładowania delikatnego sprzętu. Jedyna której Antoś samodzielnie nie potrafi otworzyć i zdemolować. No i właśnie diabeł ogonem nakrył. Hania się zaklinała że nie widziała,czego by o niej nie powiedzieć prawdomówna jest a na dodatek zawsze skora do poszukiwań. Skoro ona nie wie gdzie jest to znaczy że naprawdę kabel zaginął.
Poszukiwania trwały dwa dni. Antosiowy Tato bynajmniej nie klął, po prostu z każdą godziną poszukiwań żuchwa mu się coraz bardziej ruszała a cera zmieniała barwę na ceglaną.
Przeszukaliśmy CAŁY dom. Przy okazji za łóżkiem Antosia odnaleźliśmy niezłą skrytkę z autkami " na czarną godzinę", kilka suchych kromek chleba oraz jedną flaszkę z sokiem. Zestaw antykryzysowy jak nic.
Odnalazło się w sumie 9 złotych w miedzi pod różnymi meblami.
Dwie karty do telefonu pod kuchenką.
I 4 skarpetki Hani pod pralką. Dwie puszeczki pasty do butów w odcieni czerni między klockami.
I mocno nieświeża gruszka za kablami od sprzętu grającego.
I rachunek za prąd w lipca pod dywanem( co ja się go naszukałam!!!).
Ale kabelka ani widu ani słychu.
Antosiowemu Tacie już lata powieka, już mu oko mruga. Mina jego gdy ubierał się by przegrzebać zsyp na śmieci bezcenna. Gdyby wzrok mógł zabijać leżelibyśmy w równiutkim rządku na podłodze, cała trójka.
I wtedy znalazłam kabelek!!!! Pieczołowicie zawinięty w kaloryfer w kuchni, który w 2/3 schowany jest za kuchenną szafką.
Jak Antulek go tam wsadził? Nie mam pojęcia!!!! Ja się męczyłam pół godziny żeby go stamtąd wyciągnąć.
Więc hmm...jakby tezy o ograniczonych umiejętnościach motoryki małej oraz słabej praksji możemy uznać za pomówienia:) Motoryka mała i sprawczośc u Antosia działa. Może nie tak jak leciwi rodzice by sobie marzyli( jakieś klocki, puzzle może ), ale niewątpliwie jest rozwinięta.

Pozostaje jeszcze jeden drobiażdżek. Jak on ten kabel wyciągnął z łazienki????????????
Na pewno nie umie jej otworzyć. Pozostaje przenikanie ścian siłą woli!!!
Skoro ma zajęcia z Pozytywną Wariatką... to w sumie, kto wie?!

6 komentarzy:

  1. padam ze śmiechu, muszę się jakoś specjalnie przygotowywać, czy cóś - zanim wejdę następnym razem do Was na stronę. Miękki materac, w razie gdybym z tego śmiechu spadła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na środę weź podusie, bo w środę jedziemy na koniki z dwójeczką moich aniołeczków. A w takim składzie zawsze się dzieje:) A poważnie to Pozytywna Wariatka tak działa, nie znam nikogo kto by się nie uśmiechał na jej widok:)

      Usuń
    2. Bogusiu, to prawda, wchodząc ta ten blog trzeba się wygodnie rozsiąść, najlepiej tak jak piszesz miękki materac, i ważne tak by reszta domowników jeszcze nie "chrapała" bo można by ich wybudzić pozytywnym śmiechem.
      Gosia naprawdę ma pióro do pisania. Tak lekko, ładnie i dosadnie. Trafia do "mózgu"

      Usuń
    3. Otóż to, podpisuję się pod powyższym wszystkimi kończynami. I pękam ze śmiechu :)

      Usuń
  2. Masz TALENT Kobieto! Post- cudeńko! Żwawy, błyskotliwy i treściwy, że hej! Jak tu Antoś ma nie mieć tego, czy owego??? Po taaakiej Mamie????
    Pozdrowienia dla Pozytywnej Wariatki i dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekażę pozdrowienia jutro. Oczywiście post powstał za autoryzacją Pozytywnej Wariatki i po wyrażeniu zgody na upublicznienie " terapii" - jak nic jest Wariatką:)
      A co do reszty... DZIĘKUJĘ:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...