czwartek, 14 lutego 2013

Adaptacja bez ściemy

Skąd wiadomo że Antoś się aklimatyzuje w żłobku i dobrze się tam czuje?
Bo się cieszy jak mówię że idziemy do dzieci?
Bo się chętnie wita z Paniami i dziećmi?
Bo się uśmiecha?
Bo inicjuje kontakt i zabawę z dziećmi ( rzadko bo rzadko, ale jednak!)?

Też, oczywiście, po tym też możemy to poznać.
Jak również po tym, że pierwszy i z uśmiechem ustawia się do " stonogi" , czyli zaakceptował sposób przemieszczania się po żłobku.
I po tym , że ładnie siada z dziećmi do stołu i zajada II śniadanie.
I po tym , że po wyjściu ze żłobka jest spokojny, uśmiechnięty i śpiący.
Ale przede wszystkim dlatego, że Starszy Lejtnant Bajkiewicz próbuje komenderować w przedszkolu i wprowadzać w życie " swoją wizję żłobka".

Nie wiem dlaczego, ale Antek ma zupełnie nieklasyczne podejście do wszelakich adaptacji.
Może to przemyślana strategia a może li tylko zbieg okoliczności.
Ale o ile nową sytuacja nie jest jakoś związana ze służbą zdrowia, Antulek wcale nie zachowuje się nieufnie czy niepewnie.
Zwykle wchodzi, uroczo rozsiewa uśmiechy i pokazuje wszelakie swe umiejętności , stąd już utarło się powiedzonko " dział marketingowy". Bo rzeczywiście złoto nie chłopak i zwykle po pierwszym spotkaniu wszyscy się mnie pytają czego ja od tak przemiłego chłopczyka chcę?Jaki szatan, jaki krzykacz- przecież to aniołeczek uśmiechnięty.

Tak, właśnie, Mamo! Aniołeczek!


Załatwił mnie już tak w PPP rok temu , kiedy to udałam się do szacownej instytucji błagać o wsparcie bo z dzieckiem brak kontaktu... a dziecię wgramoliło się do Pana Psychologa na kolana i zaczęło z nim bawić w najlepsze.

O mało nie położyłby w ten sposób komisji orzekającej o niepełnosprawności kiedy to ja dostarczyłam stos papierów i opinii dość ciężkiego kalibru a Antulek wszedł, uśmiechnął się , popatrzył pani doktor w oczęta i podał łapkę na dzień dobry. Całe szczęście pięć minut później pani protokolantka nie pozwoliła Antosiowi wyciągnąć wszystkich kabelków od komputera i Mały stanowczo wyraził swoje zdanie na ten temat. Wystarczająco stanowczo by pani doktor stwierdziła że jednak opinie i dokumentacja nie jest wystawiona dla innego dziecka:)

Kiedy poszłam na żebry za terapią logopedyczną to też Mały Skubaniec postanowił mamę wbić w podłogę. Ja tu nawijam , że dziecko nie mówi, nic a nic, ni w ząb a Antoś podchodzi do biurka, wystawia palec wskazujący w kierunku pieczątek i z uśmiechem nr 23 mówi uprzejmie " tooo daj". Jak zapewne się domyślacie terapia nie została zlecona...

No więc tak to zwykle z adaptacją bywa u Antosinka. Natomiast jak już się pewniej poczuje , jak oswoi się z  miejscem i ludźmi wtedy wychodzi prawdziwa natura. Ciekawski Antoś eksploruje co popadnie w poszukiwaniu atrakcji, rozpoczyna gimnastykę wspinając się tu i ówdzie, konsumuje co się nawinie. A jeśli ktoś tylko wyrazi choćby delikatny sprzeciw to nagle otwiera się w jego główce przegródka z " Technikami wywierania wpływu na ludzi" i kręci i mataczy w celu osiągnięcia korzyści. Niekoniecznie majątkowej.

I tak właśnie od wczoraj jest w żłobku. Przepiękne i uśmiechnięte oblicze Naszego Królewicza co rusz mącone jest odpowiednimi grymasami, płaczami i atakami desperacji ogromnej.
A o co?
O puzzla z wozem strażackim.
O to, że on chce iść do jadalni a nie do łazienki.
Bo teraz bawimy się autkami a nie zjeżdżamy na zjeżdżalni!
Bo kolega ma bardziej czerwone autko od jego czerwonego i należy dokonać wymiany. Nie zaraz . Już!!! Absolutnie w tej chwili.

Ja tam wyżej wymienione poczynania i kontakty Antulka z podłogą obserwuję ze stoickim spokojem ( bo tylko spokój może nas uratować!!!). Ale Panie na samiuśkim początku dały się na tę grę aktorską nabrać.
Może mu się krzywda dzieje?
No dzieje, straszna , nie wszystko idzie po jego myśli!
A może mu jednak dać, nie będzie tak płakał?
Nie dać, bo Antoś to król prawa precedensu, zrobiłby karierę w amerykańskim prawie.
I gdy powoli objaśniałam jaki będzie kolejny ruch Antosia Panie powoli zaczynały się uśmiechać.
Bo zgodnie z zapowiedziami Antoś wstał i poszedł na rzewne skargi do Pani Ani. Nie znajdując u niej wsparcia zmienił obiekt zainteresowań i szukał oparcia u Pani Uli. Też nie wyszło.
Więc przeszedł do planu B, skoro nikt się na płacze nie nabrał.
Próbował autko zajumac Arkowi cichaczem.Nie trafił, okazało się że Arek też ma potencjał decybelowy ( wiecie jak fajnie to usłyszeć u innego dziecka????).
No to pora na podmiankę, ja dam rower a skroję autko. Też się nie udało.
No to ostatni bastion nadziei: " na przytulaski i smutne oczka". Jest!!!!!!
Cel osiągnięty!!!!

W ten właśnie sposób zdobyłem przedmiot pożądany acz nigdy nie zdobywany. Ha! Mam kinderkę!


I tak oto Antoni zaprezentował się w pełnej krasie, dokładnie taki  jaki jest. Panie mają więc pełny pogląd na bogatą osobowość Antulka:)
A Mały udowodnił, że magia imion działa.
W narzeczu Pragi Południowej miasta stołecznego Warszawa mianem Antka określa się cwaniaków i łobuziaków.
Oczywiście o tym dowiedzieliśmy się już po zarejestrowaniu w USC Antoniego Bajkiewicza:)

Ja patrzę na te starania z rozbawieniem. Wiedziałam doskonale że będą one miały miejsce. I cieszę się z nich bo to oznacza że Antek w żłobku zaczyna czuć się swojsko.
A przy tym widzę że powoli tworzą się zupełnie normalne zjawiska jak rywalizacja, chęć wymiany. I powoli, bardzo powoli Antoś też dopuszcza Arka czy Mikołaja do swoich starań. Dziś wespół z kolegą ściągnęli dach od domku dla lalek i razem bawili się w garaż.

Ze żłobka Antoś wyniósł dziś też jeszcze jedną umiejętność. Oto pierwsza Walentynka, hand made by Antoni:)


Jeszcze nie wiem dla kogo ona dokładnie przeznaczona, czy dla mamy, Marty , Moni, Justynki czy Zosi. Ale bon na serce Antosia już jest. Na pewno niedługo adresat też zostanie wskazany.

Byłoby co najmniej uczciwie gdyby była to jednak Walentynka dla Justynki. Bo Justynka takie oto arcydzieło dla Antosia wykonała ( czym rozczuliła mamę Zalotnika do łez).

Antosiowy Tato stwierdził, że rozglądanie przez Antulka na boki służy tylko temu by upewnić się, że jednak Zosia czy Lena Justynce się nie równa. Nie przekonuje mnie męski punkt widzenia na kwestie wierności czy miłości, wydaje mi się że muszę odbyć rozmowę umoralniającą z Małym Casanovą na temat poszanowania cudzych uczuć  Temat trudny. A na piktogramach i w narzeczu Makaton to już w ogóle będzie jazda bez trzymanki.


P.s. Dziś ogłoszono blogi wytypowane przez jurorów do finału w konkursie blog roku. Miło mi oznajmić  że jedna z moich faworytek, Matka Sanepid będzie musiała ładnie ubrać swoje pociechy na Galę w Warszawie!!!! Serdecznie gratuluję:).
Bardzo brakuje mi w tym gronie bloga Leonka, który jest po prostu piękny i niesie ze sobą niesamowitą historię.Ale takie są uroki konkursów, że niestety nie wszystkie wartościowe blogi mogą zostać nagrodzone. 
I tak wszystkim bardzo mocno gratuluję, bo to co najważniejsze wygraliście. Wiernych kibiców którzy będą za Was trzymać kciuki jeszcze długo po zakończeniu konkursu!!!

P.s. 2 Antosiowy Tato twierdzi że charakter dyktatorski Antulek wyssał z mlekiem matki. Cóż, jeśli jest w tym ciut prawdy to dobrze, że tak krótko ssał bo dopiero byłby Meksyk w domu!!!

2 komentarze:

  1. hahahaha śmiałam się głośno z wyczynów Starszego Lejtanta Antoniego. Przypomniało mi się zalecenie jednej z przychodni w Warszawie, aby na wizytę przynosić krótkie filmy, pokazujące niektóre z zachowań naszych dzieci. Widocznie więcej mieli takich Antosiów, Józków i Igorów - mistrzów kamuflażu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi przypomniałaś że do IPiN-u też jechaliśmy z filmikami. A po obserwacjach pani psycholog pytała na ile pokazał się rzeczywisty Antoś. Więc chyba te nasze maluchy nieźle potrafią się maskować:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...