wtorek, 22 stycznia 2013

Wróg u bram

Wróg stanął u naszych bram i nie chcę się dać pogonić!!! Jeszcze nie wiemy czy mamy do czynienia z grupowym najeźdźcą stworzonym z grup szturmowych bakcyli grypowych, płucnych i innych czy też dopadł nas jeden, doskonale wyszkolony snajper ( gronkowiec w gardle?). Tego dowiemy się na dniach w ramach zwiadu laboratoryjnego. Póki co wróg wygodnie rozlokował się na pozycjach strategicznych i zamknął nas w ogniu natarcia na długo ( wstępnie do 31.01, ale to są optymistyczne rokowania).

 Wróg stosuje atak frontalny różnymi bateriami: katar, okropny kaszel, gorączka, osłabienie, ból gardła uniemożliwiający jedzenie. Wróg jest cwany, próbuje Antosia odciąć od zaopatrzenia, wiedząc że kto jak to , ale Antoś bez jedzenia długo nie przetrzyma.

 Nie zamierzamy się poddać bez walki, o nie! Wprawdzie nie do końca wiemy z kim walczymy ale arsenał też wytoczyliśmy ciężki. W grę wkroczyły syropki, sterydy, inhalacje, spraye, leki przeciwgorączkowe, maści. Jeśli nie przełamiemy linii wroga rychło będziemy musieli wyciągnąć broń próżniową ( bańki), a jeśli i to nie pomoże czeka nas ostateczne rozwiązanie kwestii bakteryjnej, broń masowego rażenia- antybiotyk. To oczywiście ostateczna ostateczność, albowiem jak to broń masowego rażenia antybiotyk skosi bakcyle ale i Antosia. Tak więc walczymy i czekamy...

Broń szybkiego reagowania

Antoś żołnierzem jest dzielnym i odważnym,a przede wszystkim zdyscyplinowanym. Łyka co matka zapoda bez protestów, nawet wyjątkowo nos da sobie oporządzić. Podpatrzył też metody postępowania w przypadku ataku bronią katarową od starszej podporucznik Hanny i stara się radzić sam z wrogiem. Wprawdzie w rękaw, ale jednak!!!
Prawdziwy żołnierz regeneruje siły nawet przy dźwięku bomb, tfu inhalatora



Zawsze jednak zachowuje czujność- Czy już koniec mamo?


 Widać szturm bakcylowy jest naprawdę ciężki bo nie tylko Antoś opada z sił w walce. Kolega A. też dziś jakiś niemrawy. Co mnie akurat bardzo cieszy. Zwykle kiedy wchodzimy do Ulubionej Przychodni Kolega A. stara się zaprezentować ze swej mocnej strony. Zarzuca więc krzykami, płaczem, tupaniem, waleniem głową o podłogę, uciekaniem. Położy się też czasem w progu gabinetu i trzeba go wciągać na siłę. Kolega A. jest niedotykalski. Jasno daje do zrozumienia że osąd na temat jego stanu zdrowia ( i Antosia) można wyrazić tylko po oględzinach, żadne słuchawki, patyczek czy już coś wkładanego do ucha grozi uszczerbkiem na zdrowiu El Doktorre. A dzisiaj?

 Dzisiaj wszedł do Przychodni, rozejrzał się i tak rzece do Antosia:
 - słuchaj Antek, ja się dzisiaj coś nie bardzo czuję. Musisz to załatwić sam.
 No to Antek załatwił. Wszedł, przywitał się . Dał się się spokojnie osłuchać jednocześnie pokazując kolory na kolorowych plakatach w gabinecie. Przełknął patyczek bez zbytnich protestów. Ubrał się. Kiedy mamuśka dyskutowała z El Doktorre poszedł się zważyć. Pożegnał się z Doktorkiem po męsku. Powiedział pa-pa. Sam otworzył drzwi. Poszedł do apteki. Tam była choinka więc matka struchlała. Ale nie , pooglądał swoje boskie oblicze w bombkach, pobawił się zabawką grzecznie siadając przy stoliku. Pomachał pociągowi za oknem. Pożegnał się z Paniami Farmaceutkami. Wsiadł grzecznie do taksówki nie próbując zabrać taksówkarzowi drążka od skrzyni biegów.

 Coś nam Kolega Autyzm podupadł na zdrowiu, słabiuśki dziś i mizerny...
 On się chyba jednak szybciej zregeneruje od Antosia i jeszcze pokaże co o nas myśli. Tak coś w kościach czuję...

10 komentarzy:

  1. nie kracz matka, nie kracz i kurujcie się bo ja nadal czekam na wspólne kucharzenie ;-)
    no i w takie bakcylowo nie przyjdę z ciastem ;-) tak, tak...pamiętam że jestem Ci winna całą blachę jakiegoś ciacha ;-)
    zdrówka ;-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, uściślijmy: Ty kucharzysz- ja podjadam:)
      Myślę, że nieprędko niestety, naprawdę tak chorego Anteczka jeszcze nie widziałam.
      Ale ciasto mogę przejąc gdzieś w locie:)Najlepiej jakiegoś kremowego....jejku, nie mam nic słodkiego w domu!!!

      Usuń
    2. Kurka...kremów ta ja akurat nie bardzo umiem robić ale może przyjęłabyś torcik...ajerkoniakowy????
      ujemy się razem ;-)

      Usuń
    3. Jak mogłaś? Teraz mam ślinotok po kolana a w domu liche pustki... Brzmi bosko:-)

      Usuń
  2. Oj tam, a może kolega A. się jednak nie zregeneruje tak bardzo i szybko. Oby, oby nie. Zdrowka dla Antosia.

    Życzy mama Antosi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Antosi witaj :-) Jakos tak cieplutko nam sie z Antosiowym Tata zrobilo jak przeczytaliśmy:-)

      Usuń
  3. Jakiś mi bardzo znajomy zestaw widzę, tylko nie ten odcień blatu stołu:)
    Gronkowiec? Antoś, czy Wy się z Justynką serio dogadujecie telepatycznie? Chłopie, powiedz normalnie, że chcesz mnie za teściową ..., a nie oboje z Justynką ...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam bym nie miała nic przeciwko, obiecałam sobie ze jesli kiedykolwiek przyjdzie mi byc tesciową to będę w deche- tesciowa. No taki się pojawily sugestie, ze to moze byc przyczyna naszych chorobósk, zelaszcza ze ja w gratisie prócz Hani na porodówce dostałam własńie gronkowiec, Antośidzie na wymaz w czwartek, a baby w przyszlym tygodniu... Zobaczymy. Na razie nasze dzieciaczki idą łeb w łeb...:-/

      Usuń
  4. O maaatko....Antulka, zdrowiej chłopinko kochany..
    Mam nadzieję, że zaraza nie rozlezie sie na Was.
    Trzymajcie się i walczcie z gadziną
    :*

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...