czwartek, 17 stycznia 2013

Sensoryczne poplątanie z pomieszaniem

Już jakiś czas temu poprosiłam naszą p. Gosię- terapeutkę Integracji Sensorycznej o diagnozę SI Antosia. Oczywiście na bieżąco wymieniałyśmy wszystkie spostrzeżenia dotyczące zmysłów Antulka ale zbliża się okres kombinowania przedszkola dla Małego i bardzo zależało mi by nasze rozmowy i to co dla nas jest oczywiste mieć na piśmie.

No to dziś odebrałam diagnozę. Widać na zdjęciach tyle ile matczyne umiejętności ogarnęły robienie zdjęć aparatem Taty:)





W sumie nic nowego.
" Chłopiec ma większe zapotrzebowanie na ruch"- no faktycznie trudno nie zauważyć , np podczas obiadu gdy mały schodził i wchodził na krzesło skromniutkie 38 razy( tak, z ciekawości dziś policzyliśmy!!!)
" Zaburzenia w tym zakresie powodują potrzebę ciągłego ruchu( wiercenie się, bieganie, skakanie) a to wpływa niekorzystnie na koncentrację uwagi"- spróbujcie malować farbami z Antosiem czy wykonać jakąkolwiek pracę manualną jeśli jegomość nie jest w dybach fotelika. Niewykonalne. Nie dlatego że Antulkowi brakuje chęci, nie nie. Widzę przecież że mu się oczy uśmiechają do kolorowych farbek. Ale coś po prostu go gna. I czasem widać nawet po samym Antulku że męczy go taka sytuacja.
" Antoś lubi wszelkiego rodzaju mocniejsze wrażenia"- a i owszem! Zeszłą zimą wykonywał skoki na główkę ze stołu na podłogę. Skoro mama nie zabierała go na basen to sam postanowił się doszkalać w technice na podstawie dostępnych środków. W tym roku już nie skacze z mebli, a przynajmniej opatentował że jednak przyjemniej jest skakać na nogi niż główkę ale i tak nie ma bezpiecznego kąta w mieszkaniu. Na dodatek Gagatek dostaje takiego turboprzyspieszenia że wykorzystuje milisekundy by się dostymulowac mocnym wrażeniem. Przysięgam- za nic na świecie nie zmieściłabym się w ułamek sekundy do piekarnika.
No dobra....lichy przykład bo ja nie zmieściłabym się nigdy. Ale Hania ma podobną gibkość ciała do Antosia, a mimo to jest znacznie wolniejsza....


Dla mnie i dla p. Gosi każde słowo z tej opinii to prawda stara jak świat. Choć oczywiście obie mamy świadomość  że jutro może się Antosiowi przestawić czerwony guziczek w głowie i wszystko będzie zupełnie na odwrót- to już tak jest z tymi zaburzonymi zmysłami , życie na totalnej huśtawce.

Względnie nauczyliśmy się już z zespołem nadwrażliwości i podwrażliwości żyć  choć oczywiście kreatywność Antosia nie raz wbija nas w zdumienie. Jednak z grubsza mamy opracowane scenariusze reakcji, ciągle też uczymy się jak pomóc Antosiowi, bo dla niego ten rollercoster wcale nie jest przyjemnością. Ani jego wyborem , nie decyduje co go w danym dniu goni po świecie do przodu.
Jednak w porównaniu do naszych początków zmysły Tosika są pod względną kontrolą.


Bardzo długo rozmawiałam wczoraj z Danusią, mamą Justynki . Okazuje się że nie tylko mieliśmy szczęście trafić na terapeutów którzy problemy sensoryczne starają się zrozumieć i pomóc, ale też mamy łaskę korzystać z częstej i regularnej terapii. Co w sumie jest kluczowe dla stymulacji zmysłów, dostarczać bodźców regularnie...
Tylko powiedzcie mi dlaczego jesteśmy z Antosiem w mniejszości???
Bo mało fachowców? Bo mało środków finansowych? Bo więcej potrzebujących dzieci niż punktów NFZ-u? Dlatego Justynka, Kinga, Jaś czy Mateusz muszą czekać do sierpnia w kolejce na zajęcia? I to pod warunkiem że sobie sami gdzieś wcześniej skołują diagnozę SI z zaleceniami???
Myślę, że to też, na pewno. Ale jeszcze coś.
Od samego początku naszej przygody z Kolegą A. słyszałam choćby w PPP że terapia SI jest terapią wspomagającą a najważniejsza jest terapia psychologiczno-pedagogiczna.Hm...jestem laikiem, nie mam absolutnie żadnego wykształcenia w kierunku zaburzeń rozwoju. Wszystkie swoje sądy i opinie wynoszę tylko na podstawie obserwacji Antulka oraz jego współtowarzyszy podróży- poznanych dzieci z zaburzeniami z kręgu ASD.
Zapewne gdzieś na świecie istnieje dziecko z zaburzeniami ze spektrum które ma minimalne albo wręcz zerowe zaburzenia integracji sensorycznej. Naprawdę w to wierzę. Asteroidy też nie widziałam na własne oczy a wiem że jest.
Ale...
Z moich doświadczeń wynika że jeśli dzieciaczkowi przydarzyła się duża nadwrażliwość dźwiękowa oraz niedowrażliwośc oralna to logopeda może sobie żyły na zajęciach wypruwać a znaczących postępów nie będzie póki nie uspokoi się zmysły.
Najlepszy psycholog będzie miał problemy w pracy z maluchem który ma silną nadwrażliwość dotykową i nie pozwala się dotknąć a także dokuczają mu białe szumy.
Nie twierdzę, że te terapie nie są potrzebne. Ależ są !!! One wszystkie muszą być ze sobą spójnie połączone, muszą tworzyć całość która będzie pracowała nad wszystkimi obszarami rozwoju dziecka. Ale na miły Bóg niech mi nikt nie mówi że terapia SI jest wspomagająca. Bo ja uważam że u dzieci z zaburzeniami SI jest kluczowa. Jest jak antybiotyk na zapalenie płuc....

Etap czytania wszystkich książek z  autyzmem w tytule mam już dawno za sobą. Już nie potrzebuję się ciągle dokształcać, wolę skupić się na tym co wiem i nad tym pracować.  Ale na początku mojej znajomości z Kolegą A. wpadła mi w ręce książka Ellen Notbohm pt. " 10 rzeczy, o których chciałoby Ci powiedzieć dziecko z autyzmem". Naprawdę ciekawa pozycja. A jeden z rozdziałów traktuje właśnie o zaburzeniach integracji sensorycznej i jest bardzo spójny z moimi doświadczeniami.
Polecam jako lekturę obowiązkową.
Nie, nie rodzicom- choć to naprawdę mądra i ciepła książka. Ale właśnie tym patałachom którzy uważają że dziecko wspinające się po grzejnikach łazienkowych robi to bo lubi. Bo to taki sport. I że może poczekać z terapią do sierpnia. Bo przecież nic się złego nie dzieje...Przecież to nie boli.
No tak...decydującego nie boli. Co najwyżej może gryźć i uwierać,  sumienie- o ile jeszcze nie wymienił tanio na " święty spokój"...

P.s Jutro relacja z pierwszych zajęć logopedycznych u p. Ani. Będę Wam śpiewnie opowiadać o tym co się działo. A działo się, oj działo:)

A w sobotę niespodzianka. Naprawdę fajna. Niesamowita. Wartościowa. I zaskakująca.



3 komentarze:

  1. Czekam z niecierpliwością na opis niespodzianki:)

    Z SI jest duży problem, bo jest wlasnie określana jako ;terapia wspomagająca' bez badan itd idt. Są lekarze , którzy twierdza wręcz, że zajęcia SI nie maja sensu!
    Nie ma co tracic siły. Trzeba robić swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz gdzie robić swoje Agnieszko...a sama wiesz ile jest " czarnych dziur" terapeutycznych w Polsce.

      Usuń
  2. Ja nawet nie próbowałam z Aspikiem dostać się na SI na NFZ. Właśnie terminy mnie przerażały. Chodzimy prywatnie i mamy fantastycznego terapeutę. Czasem nie da się inaczej...

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...