niedziela, 13 stycznia 2013

Saneczki

W stronach z których pochodzę zimy są naprawdę białe.
Jednym z najmilszych wspomnień dzieciństwa są godziny spędzone na górkach podczas szaleństw na sankach.
Pod tym względem Opole boleśnie rozczarowuje. Śnieg tu " bywa", czasami i przez bardzo krótką chwilę. Zwykle zbyt krótką by w ogóle wyciągnąć sanki.
Skoro więc od wczoraj nieprzerwanie padał śnieg i po raz pierwszy od naprawdę dawna zrobiło się biało zapaliła mi się rankiem w głowie lampka innowacyjności i wrzasnęłam na cały dom
" Dzieciaki, po śniadaniu idziemy na sanki!!!".
Tata chcąc uspokoić gonitwę myśli zapytał " Na tę małą górkę pod blokiem?".

" No co Ty, jak sanki to sanki, idziemy na tę wielką górkę dwa osiedla dalej!!!" odrzekłam z niczym nie uzasadnionym entuzjazmem.

Tato zbladł, Hania zaczęła tańczyć po domu i wygrzebała wynalazek XXI  wieku pt. " SUPER KUPER".
Tak, tak , to prawdziwa nazwa handlowa wynalazku. Są to ortalionowe spodnie z zainstalowaną częścią ślizgową na pupie.

Po śniadaniu więc opatuliliśmy Maluchy, wzięliśmy po jednym dziecku z parą sanek pod pachę i AHOJ PRZYGODO!!!



Zachwyt widoczny był już pod klatką, Antoś zdecydowanie lepiej zareagował na miękki i puszysty śnieg. Biegał po nim z radością robiąc ślady. Oczywiście natychmiast wydobył spod śniegu jakiegoś badylka i uparcie czynił nim w śniegu dziurki.
Usiadł grzecznie na saneczkach i nawet mu się przejażdżka podobała.
Spotkaliśmy też Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy więc Brzdące mogły ćwiczyć motorykę małą wrzucając monetki i z radością przyjęły serduszka ( bo czerwone!!!).

Ale jak powszechnie wiadomo Antoni dzieckiem jest wyjątkowym.
Zupełnie inaczej postrzega przygodę, kompletnie inne ma spojrzenie na zaproponowane przez nas atrakcje.
To co Hanię doprowadzało do pisków radości ( sanki , śnieg i wizja zjeżdżania na pupie) Antulka znudziło sromotnie.
Więc Mały wywinął nam numer i jadąc na sankach...zasnął.
Początkowo spał w pozycji na Buddę, później poskładał się na sankach i wieźliśmy niebieską kulkę.



Cóż było robić??????
Zarządziliśmy strategiczny odwrót do domu.
Ciągnęłam sanki ze śpiącą zawartością z gracją sapera, w pełni świadoma że jeśli jakikolwiek kamyczek zaburzy tempo jazdy i Antoś się obudzi to czeka nas prawdziwy ARMAGEDON.
Niestety po drodze spotkały nas i odcinki bez śniegowe, kiedy to musieliśmy z Tatkiem podnosić delikatnie saneczki z żywą wkładką niczym lektykę i dostojnie przenosić  Hania w tym czasie z wyjątkowo donośnymi wyrzutami swoje saneczki musiała ciągnąc sama


Już wiem dlaczego w starożytnym Rzymie obok gladiatorów noszący lektykę niewolnicy mieli najbardziej niewdzięczną robotę. Ile to się trzeba nakombinować  jak uważać żeby lektyka ( saneczkowa) się nie bujała na boki. By chód był równy i  stabilny.
U nas może za potknięcie nie groziła by nam kara śmierci, ale nasz Cezar też nie byłby dla nas łaskawy.
I gdy tak sobie rozmyślałam ,a w myślach zaczynałam słyszeć skandujący tłum gladiatorów " Ave Cesar! Morituri te salutant!!!" z moich rozmyślań nagle wyrwało mnie solidne " łuuuup".
To Hania się potknęła. Leży na śniegu, zalewa się łzami a sanki odjeżdżają z gracją w kierunku ulicy....
No to lektyka się obniża, bezpiecznie ląduje na ziemi i biegnę do Hani.
- Co się stało córeczko? ( próbuję opanować płacz przy jednoczesnym otrzepaniu Śnieżynki)
- Mieeeeeliśmy zjeżdżać!!! Na pupie!!! A idziemy do domu!!! To taaaaakiiiee niesprawiedliwe!

No fakt, niesprawiedliwe. Nie fair. I w ogóle nie w duchu innowacyjnego pomysłu " wysokie górki".
- Hanusiu, zawieziemy Antosia do domu, bo widzisz że śpi i pójdziesz z tatą na górki, obiecuję. Tylko teraz potrzebuję Waszej pomocy z Antosiem, zobacz, już widać nasz domek. A za chwileczkę pójdziesz z tatusiem zjeżdzac na pupie...

Hania błyskawicznie się uspokoiła i z radości zrobiła aniołka na śniegu.
A Tato...cóż, gdyby wzrok mógł zabijać padłabym trupem na tym śniegu.

Wnosiliście kiedyś śpiące dziecko na sankach po schodach do domu? Nie? To spróbujcie! Naprawdę ordżinalne przeżycie w wyniku którego Rodziciele mieli prawie stan przedzawałowy.
Uffff, ale najważniejsze że dotarliśmy.

Hania i Tato poszli zjeżdżać na pupie a ja zabrałam się za przebieranie śpiocha.
To nigdy nie jest proste zadanie, bo jeden zdradziecki ruch i Antoś się budzi. A Antoś obudzony jest synonimem słowa ZŁO.

Oczywiście mi się nie udało.
Oczywiście następne 45 minut nawet najlepszy optymista nie nazwałby udanymi.
Ale gdy udało mi się wreszcie opanować Obudzonego Krzykacza do domu wkroczyła ekipa saneczkowa.
Tata przekroczył próg i padł jak goniec spod Termopil.
Hania oświadczyła że było fajnie ale jest zmęczona i idzie spać na drzemkę...
Ciekawe czym skoro po dwóch zjazdach stwierdziła że ją nogi bolą i Tata ją wnosił pod górę. A potem musiał jeszcze zanieść na rękach do domu bo jej nóżki były już takie strasznie zmęczone....

To chyba miało wpływ na jedyne słowa jakie wypowiedział z siebie zziajany Tato lodowatym głosem z podłogi:
" Umówmy się!!! Żadnych własnych pomysłów!!!".

Podałam rosół i uznałam że lepiej nie polemizować...

Czy Wasze wspomnienia z dzieciństwa też jakoś nie chcą się nigdy wprowadzać w życie w teraźniejszości??????



7 komentarzy:

  1. Sorry, wiem, to okropne z mojej strony ale uśmiałam się czytając tego posta i oglądając zdjęcia :) Pozdrawiam Was serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani troche okropne- my tez sie smiejemy:-) Pozdrowienia dla Jasia:)

      Usuń
  2. Aż się popłakałam ze smiechu:) Antos jest niesamowity.
    POzdrawiam Anna.

    OdpowiedzUsuń
  3. O mamo, oplułam monitor! Ależ się uśmiałam! Ta pozycja jest niewykonalna wręcz przez osobę dorosłą :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dorosłą nie, ale moja córka na przykład z łatwością taką też wykona. To kategoria dzieci które wychodząc z porodówki zostawiły kręgosłup w szafie:) Swego czasu córeczka ma spała w łóżeczku szczebelkowym stojąc na głowie ( jak nie wierzysz wyślę zdjęcie), więc widocznie Antoś gibkość ma po siostrze. Gorzej, że tych dwoje jest święcie przekonanych że rodzice też tak mają i zapraszają nas do " gimnastyki". I to boli.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mojemu też się zdarzyło ostatnio zasnąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze słyszeć, że nie tylko nasz jegomość jest " śpiącym inaczej":)Witaj Mamiczko:)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...