piątek, 11 stycznia 2013

Pierwsze zajęcia z p. Moniką

Już o  godzinie 4.20 Antoś przybiegł do nas by nam pokazać że czuje się fenomenalnie i jest zwarty i gotowy do brykania.
Po wczorajszych ekscesach została lekka biegunka, ale z tym to akurat jesteśmy już nieźle zaznajomieni.
Wygląda na to że Antoś po prostu się wczoraj zatruł, a że jest Zupełnie Wyjątkowym Chłopcem to zatruł się najpospolitszym przysmakiem maluchów- żelkami. Cóż, u nas nic nigdy nie jest " klasyczne"...

Dziś mieliśmy pierwsze zajęcia z p. Moniką- naszą nową terapeutką w Prodeste.
Dziś też nastąpiło odcinanie pępowiny- głównie dla mamy, bo Antoś pobiegł szczęśliwy bez oglądania się.
A Mamie nagle zrobiło się pusto....

Wiem, wiem , jestem nienormalna. Przez ostatni rok z lekką zazdrością przyglądałam się rodzicom starszych już dzieci którzy rozsiadali się na kanapie. Mimo, że na zajęciach uczyłam się bardzo dużo ja sama to gdzieś w środku marzyłam żeby kiedyś był taki luz, psychiczny. Bo zawsze na zajęciach czułam się odpowiedzialna za wspieranie zachowań Antosia- wiem , że to głupie bo przecież na sali był ekspert nad ekspertami czyli terapeuta Prodeste.
Więc na początku było mi pusto.
Nie, absolutnie się nie bałam, po pierwsze Antoś z p. Moniką znają się od naszego pierwszego dnia w Prodeste.
Po drugie Antoś już na parkingu przed budynkiem mało nóżek nie pogubił biegnąc z radością- więc i o jego nastrój się nie niepokoiłam.
I rzeczywiście, już po 5 minutach z sali zaczęły dobiegać gromkie śmiechy a matka-panikara z owiniętą wokół szyi pępowiną mogła zając się czytaniem niskich lotów gazetek.
I wiecie co? To jest fajne!!!!
Nie, nie gazetki, ale sam ten luz psychiczny, świadomość że nic nie muszę przez najbliższe 45 minut, możliwość myślenia o czym się chce albo czytania czegoś zupełnie bezproduktywnego.

Pod koniec zajęć Antoniusz sam otworzył drzwi i mnie zawołał- jak się okazało stęsknił się:)
A w sali okazało się że syn pięknie współpracował i zasuwa nieźle z gestami. A także- o czym  matka kompletnie nie wiedziała sygnalizuje kiedy mu za głośno tradycyjnym gestem " cii".

Jako że Antoś na skutek różnych okoliczności nie miał sekwencji od ponad 3 miesięcy omówiłyśmy aktualny zestaw z p. Moniką, by młodego nie doprowadzać do pełnej frustracji jest to wyjątkowo krótka sekwencja.
Doznania trzeba Maleńkiemu dawkować  zwłaszcza że wrodzone lenistwo nie cieszy się na myśl o systematycznej pracy 3 x dziennie, skoro tyle było laby.


                                           Ha! Ukradłem timer, ukradłem timer!!!

Kiedy z p. Moniką omawiałyśmy ćwiczenia  Antoś robił to co lubi najbardziej- ferment siał i spustoszenie!!!Oczywiście kontrolowane, ale możliwość szaleństw wprawiła go w wyjątkowo dobry humor:)

Mama, no chodź już... Skoro zabronili ciągnąc za rękę to się posłuchałem...i ciągnę zębami!

Pani Monika to jednak doskonały psycholog, postanowiła dopieścić moje matczyne ego i zaznaczyła, że Antoś co pewnie czas się rozglądał i mówił mama. Czyli zauważył że mnie nie ma! A nie byłam tego taka pewna wobec salw śmiechu tryskających zza drzwi.

Po zajęciach w Prodeste ruszyliśmy do FUNDACJI DOM na zajęcia SI.
Byliśmy wyjątkowo dużo wcześniej , więc Antoś postanowił pospacerować po budynku.
I dorwał choinkę, wszak jedna zdemolowana ( domowa) to ewidentnie kiepski wynik jak na jego możliwości. Tyle, że pod choinką nagle pojawiła się p. Ewa- nasza neurologopedka. I jak to prawdziwy logopeda zawsze na posterunku, postanowiła i choinkę wykorzystać do nawiązania kontaktu.
" Antosiu, czy chcesz żeby zapalić lampki? Włączyć Ci światełka?".
Przyparty do mury Antulek wyszeptał cichuteńko      " ciatełka".
A ja zaniemówiłam. A to znowu nie takie częste zjawisko.

A potem pobiegł na dół. A na dole była Ola- koleżanka z zajęc SI. Pal sześc że się dżentelmen przywitał, z kulturą zaczynając od mamy Oli.Nawet do "cześc" się przyzwyczaiłam już. Ale terapii grupowej to ja się nie spodziewałam , zwłaszcza że towarzystwo zorganizowało ją sobie same. Biegali, szaleli, działali w duecie. Wspólnie robili rodziców w konia:)
Oczywiście ogromna tu jest zasługa Oli, która w stosunku do Antosia wykazuje ogromny instynkt macierzyński, ale... Antoś tez bardzo polubił tę dziewczynkę. Zna i wypowiada jej imię, pilnuje czy jest w pobliżu, bierze za rękę.
Berek!!!












Chodź Antosiu, pokażę Ci  Mikołaja, PRAWDZIWEGO

Kiedy Bąble szalały udało mi się chwilkę porozmawiać z p. Agatą. Dowiedziałam się że niedługo FUNDACJA DOM będzie zbierała nakrętki dla Antosia i jeszcze jednego chłopczyka.

P. Agatko i P. Sylwio! 
Bardzo bardzo dziękujemy za ten gest!!!I obiecujemy że Antoś nakrętki przetopi w promienny uśmiech:))

Na SI Antoś pięknie pracował, padło też kilka razy fundamentalne pytanie " cio tio jes?"- szczególnie na widok padającego śniegu.I tylko pod koniec zajęć zdarzył się jedyny w dniu dzisiejszym protest, za to stanowczy i donośny.
A z jakiego powodu? Bo zła i niedobra mama chciała Antulka już zabrać do domu, a jemu się tak podobało. Dokładnie po każdej części odzienia musiałam pozwolić małemu dyktatorowi na równoważnię lub topek bo inaczej musiałabym gangrenę gołą wyprowadzić z Ośrodka- tak się zapierał.

Szaleństwa czas zacząc!!!




A w domu to już normalnie: Antoś grzecznie zjadł obiadek , potem równie grzecznie czekał przy odbieraniu Hani. Kolorował obrazek sypanym brokatem- choć do niedawna jego rączki były absolutnie niedotykalskie.
Uczył się siadać na nocnik i sprawiało mu to wielką frajdę, nawet mamie nocnikiem po głowie nie przyłożył z tej okazji( jak to zwykle dotąd bywało). Ot, ułożył puzzle dwa razy, raz na komendę idealnie dopasowując kolory ( i nagle się okazało ze Antoś zna wszystkie kolory). Grzecznie posprzątał zabawki. Zasnął w 10 minut....

Przepraszam bardzo!
Czy ktoś z Pań i Panów wie co się tu w ogóle wyprawia?
Hallo! To wszystko się dzieje naprawdę?
Bo ja nie nawykła do TAKICH dni...
Uszczypniecie mnie??????





8 komentarzy:

  1. Jak co się dzieje? Macie najlepszych "fachowców" i ot to się dzieje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu, masz rację- czuję że zakotwiczyliśmy do najlepszego portu. Ale mimo wszystko...nie wierzę:)

      Usuń
  2. Aż serce się raduje czytając taki wpis.Oby takich wspaniałych dni było w Waszym życiu jak najwięcej:)
    Pozdrawiam.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, ale super!:) tak bardzo czekam na taki etap u nas. U Jasia z mową zdecydowanie gorzej i ogólnie gorzej. Gosiu, przepraszam, właśnie mi się przypomniało, że nie odpowiedziałam na Twojego maila. To z nadmiaru zajęć w tym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko:) Nie stresuj się mejlem:)
      Agata zrób jak u nas było: nie czekaj tylko skup się na dzisiejszym dniu, i samo przyjdzie:) A poważnie to doczekasz się, Jaśko ma tak gigantyczny potencjał że już niedługo i Ty będziesz permanentnie zadziwiona. Gdzieś musi iskra zaskoczyć i pójdzie u Was takim tempem że jeszcze za Jasiem nie nadążysz. Ja to wiem!!!!

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...