środa, 9 stycznia 2013

Patyki i patyczki

Do tej pory tytuł ten kojarzył mi się tylko li wyłącznie z książką ks. Twardowskiego w której to ksiądz Jan w wyjątkowo ciepły sposób tłumaczy dzieciom prawdy wiary oraz dlaczego motyl lata a pory roku się zmieniają.
O tym że patyki i patyczki zrewolucjonizują nasze życie nawet nie pomyślałam.
A  czego wyobraźnia ma nie ogarnia to niebawem nadejdzie:)

No i nadeszło.
Od kilku dni Antoś ma całkowitą obsesję na punkcie patyków.
Niczym Cezar na Igrzyskach palcem wskazuje wybranego badylka na ziemi i biada jeśli niedomyślny rodzic poda niewłaściwy!!!
Pół biedy jeśli to są maleńkie gałązki, nawet mokre czy oblepione śniegiem. Gorzej gdy Antulkowi w oko wpadnie konar dorodny, jedzie wtedy w wózku z groźną miną, prawie go zza kijaszka nie widać a powiedzenie " bez kija nie podchodź" nabiera nowego wymiaru.
Początkowo to ja się nawet z tej nowej fascynacji cieszyłam. Bo to jednak miła odmiana po rocznej obsesji pojazdów kołowych. No i taką pasję da się wykorzystać przecież, z patyków można zrobić 1000 i 1 rzecz:)
Myślałam też - dość naiwnie- że skończy się nasze pielgrzymowanie po mieście z autkiem w ręku.
Ale nic z tego, Antoni wykazuje się wyjątkowo podzielną uwagą oraz bardzo sprawnymi rączkami w wyniku czego w prawej dzierży pokaźny wóz strażacki a w lewej badyla niemal jego wzrostu.
Jeszcze dwa lata temu , w myśl zasady " nie dyskutujemy z terrorystami" wyrwałabym kija z ręki i tyle...
Teraz również nie negocjujemy z terrorystami- pokornie maszerujemy z martwą naturą w dłoni:)

Tyle, że Antosiowy Tato o tym nie wiedział.
Zapracowany był ostatnio strasznie i dawno nie miał okazji wypełznąć z domu z Antosiem.
A tu dzisiaj musiał, bo ja podjęłam bój ostatni z maszyną biurokracji( ha, ha , zwycięski!!!).
Na dodatek Antulek wstał w jakimś podłym nastroju, typ awanturnik.
Więc już z domu wychodzili w protestach i lamentach, a nieświadom ryzyka Tato minął najpierw jeden badyl.
Potem drugi i trzeci...No i Antoniusz Wielki wyraził co sądzi o takich igrzyskach gdzie nikt nie reaguje na jego palec.
Więc do autobusu wsiąść się nie udało a Tatko miał przyjemność wykonać spacer do Fundacji DOM dokonując częstej wymiany kijaszków oraz starając się utrzymać spionizowaną postawę na oblodzonych mostach.
O ile wiadomo nastrój awanturniczy Antosiowi u p. Ewy( neurologopedy) nie minął. Z relacji Taty wynika że kłócił się z p. Ewą zażarcie, używając pełnego arsenału dźwięków.
Nie wiemy dlaczego.
Ale tak się wkurzył młodzieniec że z wrażenia zaczął gadać!!!
A Antosiowemu Tacie i p. Ewie oczy się otwierały ze zdumienia że Antulek zna już taki arsenał słów!!!
Nie wiem tylko czy na dłuższą metę ta forma terapii logopedycznej- przez wściekłość- się sprawdzi.
Może i Antoś nauczyłby się błyskawicznie mówić zdaniami wielokrotnie złożonymi ale nie bardzo miałby z kim pogadać, bo my na pewno szybko wylądowalibyśmy w cichych pokoikach wyłożonych białym materiałem.

I kiedy już,już Antosiowemu Tacie  zaczynało latać lewe oko a uszy zwijały się w trąbkę w akcie protestu przeciw dźwiękom wydawanym przez syna swego....terapia się skończyła i pora było przejść do Pogotowia Terapeutycznego na terapię zajęciową.
I błyskawiczna odmiana. Antoś nie szedł. Biegł!!! Przywitał się z Paniami, od razu podjął wesołą zabawę.
Totalna metamorfoza.
Tata się nieco zapowietrzył na te widok, wszak od godziny 5.15 uśmiechów na buzi Antosia nie widział. Z wrażenia zapomniał pieluch więc wykonał odwrót strategiczny do wózka.
Wraca, a p. Agata wita go tekstem:
- a jak pan wyszedł to Antoś powiedział " PA PA TATUŚ"

No patrzcie jaki cwaniak!!!! Wpierw ojca swego do obłędu doprowadza a potem tak rozmiękcza " Tatusiem"...
Oczywiście Antosiowy Tato pieje peany, jest prze-szczęśliwy a o dzisiejszym dniu mówi że był fajny i udany , tylko " pracowity".
Jedno słowo, a jak zmienia optykę:)

Popołudniu wybraliśmy się z Antosiem do Zawady na koniki. Antoś zaliczył dziś przejażdżkę na Basi po wsi w zimowej aurze,zainteresował się kaczkami, pokazał rzekę, wskazał śnieg. I co najważniejsze żadnych protestów, a nawet uśmiechy radości na dźwięk końskich kopyt stukających w asfalt. Bajka!!!
No oczywiście można było by się przyczepić  że podczas jazdy dziecko powinno się trzymać konia, lub chociaż uchwytów ale niestety nie było to możliwe.
W prawej ręce na przejażdżkę zabrane było auto a w lewej...badylek rzecz jasna!
Żeby nie było że Antoś tak sobie to trzymał bez ładu i składu, nie nie...
Miał pogłaskać Basię? Pogłaskał, tyle że patykiem.
Miał pokazać jak jedzie auto?
Pokazał, taki był tor wyścigowy po grzbiecie Basi że tylko czekałam kiedy się Baśka wścieknie i mnie pacnie ogonem albo przywali z kopytka.

                                           Jest badylek- choć się wtopił w tło, ale uwierzcie na słowo, w lewej ręce:)



                                           Dla wozu strażackiego też musiało się znaleźć miejsce!!!


A na koniec pobytu w Zawadzie, gdy czekaliśmy na p. Magdą Antoś wyściskał kota i wygłaskał- patykiem rzecz jasna.
Oraz wygrzebał ze stodoły rowerek- koparkę, a że się łyżka koparkowa obluzowała postanowił podejść do sprawy po męsku i samemu naprawić.
Patykiem!!!!


                                         A tym źdźbłem trawy sprawdzimy poziom oleju silnikowego w koparce!!!
Coś czuję w kościach że rozpoczynamy nowy etap naszych pasji- patykowy. I znając Antulka przyjdzie nam przerobić całego " Adama Słodowego-zrób to sam!" z udziałem patyków:)
-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...