niedziela, 27 stycznia 2013

Mała bida z nędzą

Z rańca przybyli dziadkowie i zaanektowali dziecię starsze na ferie do Radomia. Już od dawna kłębił nam się taki pomysł w głowie, w końcu Hania jeszcze nigdy u dziadków nie była. Ba, na feriach nigdy nigdzie też nie była.

W takim nastroju Hanula dziś wstała wiedząc że to dziś jedzie  do dziadków!!!!

Przygotowania do wyprawy trwały długo, głównie mentalne więc mała globtroterka z przyjemnością się zapakowała, pożegnała z Antosiem i ze mną i poszła w długą z dziadkami...
Antoś jakoś specjalnie wylewnie się nie pożegnał. Ani z Hanią ani z babcią i dziadkiem. Chorowitek z niego jeszcze straszny, więc myślałam że jakoś specjalnie nie zwrócił uwagi że wychodzą.

A jednak niedługo po zamknięciu drzwi Antoś rozpoczął rundkę po mieszkaniu w poszukiwaniu. Obiegł dom, znacząco pokazując że " nie ma". W końcu zrezygnowany siadł pod drzwiami wejściowymi i rzewnie się rozpłakał. Tuliłam, tłumaczyłam , całowałam ale rozpacz trwała jednak dość długo , co chwilę wspomagana tłumaczeniami, że " nie ma ni". Trochę niedomyślnej matce zajęło zanim się połapała że " ni " oznacza że nie ma Hani. I powiem szczerze że jestem bardzo zaskoczona reakcją. Przecież codziennie Hania wychodzi do przedszkola, żegnając się tak samo z Antosiem i Maleńki nie rozpacza. A teraz jakby wyczuł, zrozumiał że Hania pojechała daleko z dziadkami i nie wróci jak zwykle z przedszkola popołudniu...

Markotność zamieniła się w senność  ale jednak nie dał się przekonać do odejścia od drzwi. I tak właśnie dziś Antoś zasnął na drzemkę:




Spał skromniutkie 5 godzin i wstała ta moja bida z nędzą. Blady ,zataczający się , markotny i chudy jakiś taki. Antoś nie chce jeść, co jest dla nas dość nowym zjawiskiem, na szczęście dużo pije.
Bardzo jest słabiutki przy tej chorobie. Z jednej strony jest lepiej, Antulek już nie gorączkuje  zalegania są znacznie mniejsze, katar powoli odpuszcza. Ale skutki uboczne choróbska widać jak na dłoni.

Jeśli jeszcze nie wypuściliście kciuków z dłoni...to bardzo prosimy, pozaciskajcie jeszcze troszeczkę. Antulek bardzo słabo chodzi, potyka się, przewraca, chwieje a jeśli uda mu się przejść kilka kroków bez kontaktu z panelami to tylko na palcach. A asymetrię widzi nawet tak niewprawne oko jak moje.
Ja wiem , że to osłabienie. Wiem, że przy takim wysiłku organizmu  napięcie mięśniowe u dzieci ze zwykle obniżonym fiksuje bardzo. Mieliśmy już takie sytuacje, po grypie bostońskiej latem p. Ania- nasza fizjoterapeutka załamywała ręce jak zobaczyła Antulka. Dziś też uspokoiła mnie p. Dagmara, psycholog Antosia z Fundacji DOM, tak bywa bardzo często, jeszcze i integracja sensoryczna pewnie poleci na łeb na szyję. Dajemy więc Antulkowi tak z tydzień na stopniowe dojście do siebie. Jeśli się będzie on ociągał, a problemy motoryczne utrzymywały trzeba będzie wykorzystać nasz " bon regresowy" z CZD. Oby nie...
Ze sfiksowanym napięciem mięśniowym i sensoryką w miarę szybko sobie sami poradzimy. Regres...z regresu też wyjdziemy, zawsze wychodzimy, ale zajmuje to znacznie, znacznie więcej czasu, czasem i kilka miesięcy.
Pewnie się zamartwiam jak to zwykle kwoki czynią zupełnie bez powodu, bo przecież chłopaczek ma prawo być osłabiony. Ale niestety w pamięci też mam grudzień 2011 r. gdy podanie antybiotyku cofnęło nas hen hen wstecz i dużo pracy włożył Antulek, a my razem z nim by wrócić do pozycji wyjściowej.
Na razie nie panikuję,czekam, obserwuję, głaszczę i po prostu bardzo chciałabym żeby Maleńki z charakterystycznym dla siebie przytupem zaczął broić, szaleć i biegać...
A może po 4 latach matka jest już zmodyfikowana genetycznie i mentalnie i nie toleruje ciszy w domu wywołanej brakiem Permanentnie Gadającej Córki oraz osłabieniem Małego Krzykacza?


5 komentarzy:

  1. Słodziak słodko sobie śpi ...:) Trzymamy kciuki, trzymamy.
    Antoś skoro Hania pojechała na ferie do dziadków, Ty pakuj swoją walizkę i przyjeżdżaj do nas:) I pamiętaj, aby pogadać z swoim kumplem "A", że nie zgadzasz się na żaden regres.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie da rady Danusiu- Hania zabrała walizkę:) Ale jeśli uda nam się spotkać 8 lutego to my będziemy bardzo, bardzo szczęśliwi. Przekaże wskazówki dotyczące Kolegi A., moze Was posłucha?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój też nie jadł tylko pił. Byłam totalnie załamana bo to sfera która wcale nie było problemu. Jednak parę dni po infekcji drugiej w ciągu miesiąca zaczął jeść i to nie mało np na śniadanie potrafi łyknąć pięć kanapek ( bez skóry) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antoni juz wczoraj przełamał post! Ale cóz to było za jedzenie: szczoteczką do zębów wyjadał keczup, pół opakowania wtrążolił!!! Na razie przyjmijmy dla smienia mego spokojności że keczup to warzywo, co?:-)

      Usuń
    2. a propos warzyw to mój Józio przepada za koncentratem pomidorowym!

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...