niedziela, 6 stycznia 2013

Jedziemy na turnus!!!!

Zapisałam Antosia na turnus rehabilitacyjny!!!!!!!!

Wczoraj otrzymałam wiadomość, że już są terminy. I oczywiście natychmiast Antosia zgłosiłam.
W końcu marzyłam o tym roku.
W zeszłym roku się nie udało. Antoś był za malutki na turnus realizowany przy współudziale Prodeste. A i środków płatniczych brakowało.

Nie powiem, lekko ręka drżała gdy wciskałam przycisk wyślij. Bo jeszcze nigdy jednym mejlem nie dysponowałam o takiej kwocie( 4860 zł)!!!!!
Ale cieszymy się jak szaleni!!!
Patrzyłam na program terapii- wygląda bardzo, bardzo zachęcająco.

Więc miejscowości gdzieś między Nowym Targiem a Nowym Sączem- ahoj przygodo!!! Czy jak to się wita przygody w górach:)

Ale dobrych wiadomości jest znacznie więcej!!!

Wczoraj miałam pierwsze spotkanie z p. Moniką, nową terapeutką Antosia w Prodeste. Kije naostrzone, marchewki obrane:) Czyli strategie pracy z Antosiem ustalone. To dla mnie bardzo ważne, świadomość że się z p. Moniką rozumiemy, że patrzymy podobnie na Antosia, że podobnie postrzegamy zalety Małego jak i płaszczyzny na których czeka nas mnóstwo pracy. A ponadto mamy podobne poczucie humoru:)
Ustaliłyśmy też że wchodzimy w nowy etap terapii- Antoś teraz sam będzie w sali pracował z p. Moniką, a mama będzie albo obserwowała zza lustra weneckiego, albo grzała sławetną kanapę w korytarzu.
Tak będzie lepiej dla Antosia, kiedy ja jestem w pobliżu przyjmuje postawę asekuracyjna i polecania terapeuty pędzi zweryfikować u mnie, często z lamentami " czy ja naprawdę mamo muszę wkładać te klocki?! Przecież wyrywanie dywanu z podłogi jest ciekawsze!!!!" - zdaje się wyrażać jego lament.
A przecież Antoś nie znowu w tak dalekiej przyszłości idzie do przedszkola, musi się nauczyć budować relacje z inną osobą bez mamy.
I choć pewnie to fajne tak posiedzieć godzinę i np. poczytać książkę. Choć wiem , ze Antoś będzie w najlepszych rękach jak tylko są w promieniu 500 km. Choć wiem , że to dla niego dobre, rozwojowe, rozsądne...to jednak dziwnie jakoś tak będzie.
Nie, nie dla Antosia- on zdecydowanie lepiej się adaptuje do nowych sytuacji ode mnie ( a to on ma autyzm, nie ja- podobno:)
Dla mnie dziwnie będzie, bo jakoś tak przywykłam że gdzie Antoś tam ja, na zajęciach wiele się uczyłam, wynosiłam mnóstwo wskazówek do pracy w domu. I co się tu będziemy czarować  ego własne ( zazwyczaj) podbudowywałam, bo to zawsze miód na moje serce patrzeć na Antosia w sytuacjach w których " daje radę".
A teraz odwyk mamuśka! Pora sprawdzić czy jeszcze umiem składać literki w zdania i czytać ze zrozumieniem książki...I mamuśka stresa ma! Bo nie nawykła, bo nie wie czy podoła tak wysoko postawionej poprzeczce( wszelaki insynuacje że macierzyństwo zrobiło mi z mózgu kaszkę są absolutnie prawdziwe:)
Wczoraj też w trakcie rozmowy z p. Moniką zapadła ważna decyzja- pora na intensywną terapię logopedyczną u Antosia. I to natychmiast!!!
Tak więc ja w poniedziałek chwytam za telefon a Antosiowy Tato idzie na USG w poszukiwaniu trzeciej nerki- a nuż wyrosła i uda się sprzedać?:)

Pozwalam sobie na żarty finansowe, choć jeszcze nie wiem skąd wytrzaśniemy środki na kolejną terapię Antulka. Ale... jak pisałam niedawno, to tylko pieniądze- pieniądze się zawsze dają jakoś zorganizować.
Nie, nie mam rozdwojenia osobowości. Wiem że nie dalej jak dwa dni temu wylewałam łzy rzewne przez Pocztę Polską.Ale...pomoc przychodzi, zawsze:)
Po przeczytaniu  posta na blogu napisała do mnie koleżanka. Dzięki radom Ani wykonałam burzę mózgów na linii Poczta Polska- ja- Fundacja i znaleźliśmy rozwiązanie. W poniedziałek będę miała wiążącą odpowiedź ze strony Poczty i jeśli nic się po drodze nie popsuje to nasze problemy z paczkami zostaną rozwiązane a ja dostąpię zaszczytu podpisania umowy z Pocztą Polską:).
Dziękuję Ci Aniu za wsparcie bardzo, bo sama w życiu bym się rozwiązania nie doszukała:)

Czuję się ostatnio jak po spożyciu środków odurzających. Totalny rollcoster!!!
Antoś...nie, napisać że się pięknie rozwija to byłoby za mało!
Antoni zaskakuje. Nas znowu tak trudno zaskoczyć nie jest , w końcu rodzic emocjonuje się każdą dobrą chwilą w życiu dziecka.
Ale zaskoczony terapeuta to już przecież coś znaczy, prawda????????
Wczoraj na zajęciach z SI Antonio był wzorem cnót pracujących. Tak się stęsknił za ćwiczeniami i towarzystwem z Fundacji że nawet nie zdążyłam go rozebrać a Tosik już szalał z Olą w tunelu.
Pani Gosia zachęcała Antulinka by wołał Olę? Proszę bardzo! Z paszczęki wydobyło się wyraźne " Ola, Olaaaaaaa"!
Masujemy się ? Z przyjemnością!
Latamy w helikopterze? Ależ oczywiście, natychmiast! Z uśmiechem na twarzy!
Trzeba się pożegnać? No trudno, skoro już koniec zabawy to się chociaż poprzytulajmy!
I tak wyściskana została Ola, jej mama, p. Gosia i wszystkie terapeutki jakie udało się upolowac na sali.
Mały podrywacz i wrażliwiec nam rośnie:))))

Idziemy na pocztę negocjować warunki umowy. Mamuśka omawia warunki współpracy, a Antoniusz rozgląda się po plakatach.
Jeden przedstawiał klocki z cyferkami- reklamujące ( o ironio!) nowy cennik Poczty.
Antoni patrzy , patrzy... i ciągnie mnie za rękaw. No ale przecież ja tu sprawy załatwiałam, kluczowe, niemal biznesowe! Więc spławiam Maleńkiego...
Ale Antulek stanowczy jest ostatnio w komunikacji, ciągnie na potęgę i już nieźle zirytowany mówi " tsi!!! mama tsi!!!".
I pokazuje palcem na klocki. Faktycznie trzy były...
Żebyście wiedzieli jak mi się głupio zrobiło. I jak urosłam z dumy!!!!


A dzisiaj byliśmy na urodzinach naszej- a właściwie dzieci- mamy chrzestnej!!!
To fenomen. Na urodzinach u cioci Ani zawsze jest tłum. Mnóstwo dzieci. Jeszcze więcej dorosłych. Harmider, hałas, śmiech i chaos. A Antek uwielbia tam chodzić:)
Po pierwsze coś czuję że smaki dzieciństwa będą się kojarzyły Antosiowi właśnie z pobytem u cioci Ani. Tam jest zawsze taki młyn że mały partyzant zawsze cichcem ukradnie coś czego mu nie wolno. Zaszywa się wówczas pod wielkim stołem z lat dwudziestych i wsuwa to, co najpewniej niedługo go skrzywdzi.
To wiem ja. Ale w chwili konsumpcji jest najszczęśliwszym dzieckiem w tej galaktyce.

Po drugie " siostra chrzestna" Antosia- Agatka ma wręcz nieprzyzwoite ilości zabawek!!! A jak na dziewczynkę zadziwiająco dużo autek!!!

Po trzecie są dzieci!!! A Antoś uwielbia dzieci!!
Nie zawsze wie do czego one służą, ale zazwyczaj samo bieganie z nimi już jest fajne!!

Po czwarte są dorośli, a  dorośli tulą, głaszczą, nabierają się na blond włoski, buźkę aniołka i niebieskie oczka. Więc ego Antosia jest tam totalnie łaskotane, jest rozpieszczany i chwalony na potęgę. Zwłaszcza przez " babcię Czuwaj", która uważa- jako jedyna osoba na tym świecie- że Antosiowi wszystko wolno!!!
Nic dziwnego że Antoni babcie Czuwaj uwielbia:)

Ostatnio grał u cioci Ani na pianinie.
Dziś wlazł na antresolę. Skakał na kanapie.
Cztery razy wyrżnął orła w progu. Ukradł tony jedzenia.
Zwinął z łazienki szczoteczkę do zębów wujka Marka.
Wlazł każdemu- dosłownie KAŻDEMU na kolana.
Wywalił wszystkie autka na dywan. A potem klocki. I puzzle. I maskotki.

I nikt, kompletnie nikt nie miał mu temu za złe.
Zresztą nie tylko jemu, każdemu dziecku na urodzinach.
Może dlatego- w tej swobodnej i zupełnie niczym nieskrępowanej atmosferze- Antoni postanowił uderzyc w zaloty.
Na obiekt swoich starań wybrał niewiastę przepięknej urody, nieco młodszą, ale bynajmniej nie infantylną- dwa miesiące młodszą Martę.
Metodę obrał niezłą- widocznie faceci tak mają...
Najpierw pół imprezy udawał że jej nie widzi, a potem pozwolił jej przejąc inicjatywę.
Jako że trafił na wyjątkowo czułą i troskliwą kobietkę znajomość mogła kiełkować.
W ciągu godziny wykiełkowała do wspólnych przytulanek, głaskania, wrażliwości na swój płacz( Martula wołała swojego tatę by pokazać że Antoś płacze), zabawy klockami. I balonem.
A na koniec para uczciła swą znajomość toastem z soczku porzeczkowego podawanego przez Niewiastę Młodzieńcowi łyżeczką.





W średniowieczu na królewskich dworach zaręczyny odbywały się w naprawdę młodym wieku. Brano takiego bajtla jednego z drugim i wsadzano razem do kołyski. Jak się sobą zainteresowały- znaczy się będzie z tej mąki chleb, tfu tfu małżeństwo. Jak dały sobie po głowie grzechotką to związek będzie burzliwy- mawiano. Tak było choćby z Jadwigą i księciem Maksymilianem Habsburgiem.
My wprawdzie nie ród cesarki, ale uwzględniając stopień zażyłości między Młodymi, oraz fakt iż z Martą mieszkamy blok w blok chyba można przyjąć, że Antoś jest już po słowie.
Nie wiem tylko co rodzice Marty na ten średniowieczny obyczaj:)

Niezależnie od przyszłych następstw małżeńskich to był dobry dzień.Chciałabym więcej takich dni:)

5 komentarzy:

  1. Miałas podzielić sie tym cud sposobem na pocztę na blogu. Może i my skorzystamy?:)

    Super, że Antonio robi TAKIE spektakularne postępy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Agnieszko:)
    Chwalić się i radzić będę jak tylko dopnę formalności, żeby mieć możliwie najpełniejsze informacje oraz- tfu tfu- nie zapeszać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gosia, życzę jak najwięcej takich dni! Czytam zawsze w nocy przez komórkę Twoje nowe wpisy i powiem Ci, że spać później nie mogę, przez te ustawy i poczty... Człowiek, który nie ma z tym do czynienia na co dzień nie zdaje sobie sprawy jak bardzo może jakieś "uproszczenie" skomplikować życie innym. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Ale wiesz...nie ma tego złego. Kilka dni temu biadoliłam na cennik, ba- nacięłam się na niego brutalnie gdy 2 stycznia Pani odmówiła nam przyjęcia przesyłki w gabarycie A bo nie była dokumentami( bodziak) a drugiej nie przyjęła bo o 2 mm( !!)przekroczyła wymiary w gabarycie B. Okazuje się że nie tylko ja narzekałam. Dziś od działu handlowego otrzymałam inf. że jednak szefostwo się ugięło kiedy klienci zaczęli masowo wypowiadac umowy. I okazuje się że jednak gab. A nie jest zarezerwowany tylko dla dokumentów, a w B ważniejsza jest waga niż 2 mm wymiarów. I w wyniku tych roszad uproszczony( sic!) cennik jest teraz tańszy:) Taki polski absurd, nim będzie dobrze zawsze musi byc afera:)

      Usuń
  4. Na początku zobaczyłam zdjęcia bez czytania posta i pomyślałam, że do zdjęcia z przedszkola :) Gratuluję sukcesów :) A z tą nieobecnością na zajęciach to całkiem dobry pomysł, i zobaczysz jak Ci się spodoba ta chwilowa rozłąka z synkiem, choć wiem, że na początku jest to dziwne uczucie :)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...