piątek, 18 stycznia 2013

Do mowy gotowi! Start!

Skoro wraz z p. Moniką uznałyśmy że Antoś jest już gotów by rozpocząć intensywną terapię logopedyczną trzeba było wprowadzić słowo w czyn. Bardzo zależało mi żeby skontaktować Antosia nie tylko z doskonałym logopedą ale też z kimś kto miałby doświadczenie w pracy z dziećmi z autyzmem. Neurologopedię mamy zabezpieczoną w Fundacji DOM, teraz potrzebne są zajęcia logopedyczne wpływające na rozumienie mowy, na komunikację, może z czasem i na mowę, ale też na rozwój poznawczy. A choć spotkaliśmy już kilku naprawdę fajnych logopedów na swojej drodze to jednak szybko okazywało się że co innego praca z dzieckiem z wadą wymowy a co innego praca z naszym Zbuntowanym Aniołem z Kolegą A. pod pachą.

Prędziutko wykonałam konsultacje społeczne i dowiedziałam się że Pani Anna P. ma duże doświadczenie w pracy z takimi ancymonkami jak Antoś. Szczęśliwie p. Ania znalazła dla nas czas i właśnie wczoraj powędrowaliśmy z Antosiem na pierwsze zajęcia.
Zdjęcie spod samiuśkiego Ratusza w Opolu


Po wejściu do budynku struchlałam. Okazało się że p. Ania ma gabinet w Przychodni Zdrowia, dokładnie obok rejestracji. No to po ptokach...Antoś nienawidzi przychodni, kitli i samego zapachu lekarzy a bieluteńkie pomieszczenia z kaflami doprowadzają go do szału. Raz nawet z panią psycholog, p. Dagmarą z braku wolnych gabinetów terapeutycznych mieliśmy zajęcia w gabinecie neurologicznym. Brrrrr....koszmar który czas śni mi się po nocach.

Czekałam więc ile sekund od rozebrania zajmie Antosiowi przejście w stan czarnej otchłani rozpaczy. A tu nic!!! Rozejrzał się, skrzywił na widok pani recepcjonistki ale w ogóle nie protestował. Tłumaczyłam bojaźliwemu Antulkowi że my tu nie do lekarza, nie nie nie, my idziemy się bawić do tych drzwi z obrazkami. 
I Antoś rozejrzał się mądrze, podszedł do drzwi i kulturalnie zapukał. A mnie zamurowało.

Zamurowało mnie też chwilę później , gdy po przywitaniu się p. Ania od razu zabrała się do zabawy z Antulkiem.
- " A nie chce Pani zapoznać się z dokumentacją Antosia?"- pytałam dzierżąc w dłoniach dwa opasłe segregatory
- " A po co? Poznamy się z Antosiem, pogadamy sobie trochę o starych czasach a jak będę miała pytania to pani mi wszystko potem opowie"

Eeeee....to tak też można??

Antoś miał humorek szelmowski. Myślę że mały spryciarz wiedział że jest obserwowany i postanowił poudawać że nic nie kuma, nic nie wie i w ogóle to on tu przyszedł tylko na chwilę. Tyle , że zabawy zaproponowane przez p. Anią tak się szelmie spodobały że zapomniał o swoim postanowieniu i z  wrażenia zaczął pokazywać co potrafi. Jak dla mnie i tak w uporze swoim nie pokazał swoich możliwości- bo to już tak zawsze jest że jak się matka chce dzieckiem pochwalić to dziecina zapomina języka w gębie, wszak nie jest małpą w cyrku!!!

Ale i tak rozpłynęłam się w pochwałach. Że Antoś taki uśmiechnięty.Że komunikatywny, że JAKI kontakt wzrokowy. Że dzieli pole uwagi, że czeka na reakcję dorosłego. Że najlepszy moment na rozpoczęcie terapii bo pojawiło się już tyle zgłosek. Że się tak ślicznie przytula....

No dobra, tego że mały kombinator przytula się interesownie pani Ania nie wiedziała. Bo i mały wykoncypował sobie taką metodę: przytulę się, wlezę na kolana , dam buziaka a wtedy nikt nie będzie ode mnie oczekiwał dokończenia zadania które jest takie straaaaasznie nudne...
Ale spokojnie, jeszcze przyjdzie czas na odkrycie wszystkich kart przez Antosia.

Jedyną zmorą był kran. W gabinecie był kran, a jak powszechnie wiadomo w kranie bywa woda. A Antoś lubi wodę. I trzeba się było nieźle nakombinować, natłumaczyć i porobić groźnych minek żeby Młody przestał kran molestować.

Potem nastąpiło omawianie jakimi metodami będziemy pracowali.Od razu zaznaczyłam że my działamy na Makatonie.I tu padło:
- Nie znam tej metody, nie pracuję z nią

Oho...no to pozamiatane. Dobrze żarło ale zdechło- jak mawiała moja babcia...No to czas się nam zbierać. 
I teraz trzymajcie się krzesła:
- Ale nie wydaje mi się by metody którymi ja pracuję kolidowały z Makatonem. Zresztą skoro Antoś komunikuje się gestami to ja się ich nauczę i dowiem się więcej o tej metodzie.
- W marcu będzie szkolenie w Kup- szepnęłam cichutko z niedowierzaniem
- No i super, ja niedaleko mieszkam to się zapiszę na szkolenie

Czujecie? Czujecie to????
Spotkałam logopedę który nie tylko nie wybijał mi Makatona z głowy tłuczkiem ale jest jeszcze skłonny się doszkolić byleby pracować z moim dzieckiem najefektywniej. Czapki z głów Mili Państwo. To nie zdarza się często!!!

Strategia została więc obrana:
- zaczynamy mówić do Antosia śpiewnie i zalewać go " potokiem słów". To zalewanie to akurat proste, matka jest gadułą wyjątkową, gorzej z tym gadulstwem w formie śpiewnej. A jeśli do tego jeszcze dołożymy poruszanie ręką Antosia w rytm wypowiedzi wyjdzie nam poziom hard. Ta ręka to jednak jest potrzebna, stymuluje płat czołowy a więc inicjowanie mowy. 
Powiem szczerze. Trochę to chodzenie za Antosiem i śpiewanie z machaniem łapką przypomina mi egzorcyzmy Emily Rice... Ale skoro rok temu doczepiałam sobie nos klauna, przyczepiałam sztuczne brokatowe rzęsy i malowałam usta codziennie na inny kolor i robiłam tysiąc durnych min by tylko wypracować kontakt wzrokowy z Antosiem to śpiewanie nie może być trudniejsze, prawda???????
Zresztą fajne jest w tej metodzie to , że po mniej miesiącu będzie widać czy Antoś na nią reaguje czy nie. Jeśli nie poszukamy innej, ale p. Ani wydaje się że zalewanie Antosia potokiem słów( krótkich) przyniesie duże korzyści
- obrazki być muszą i basta. Na nic niechęć Antosia do form obrazkowych , musi się przekonać  bo bez tego nie ruszymy z szeregowaniem i symboliką. A i piktogramy będą nam potrzebne. Więc pani Ania użyje całego swojego uroku by przekonać Antosia do obrazków a jeśli jakimś cudem okaże się niewystarczający ściągnie ksero. Ksero? Tak, ksero!!! Już od mamy Jasia słyszałam że samodzielne kserowanie przedmiotów przez dziecko jest na tyle zachęcające że cześć tego entuzjazmu spływa później na sam obrazek. I w tym momencie pomyślałam przez chwilę, że jestem w ukrytej kamerze. Że zaraz ktoś ktoś wyskoczy zza winkla i powie " cukierek albo psikus". Bo w głowie mi się nie mieści że komuś będzie się chciało przytaszczyć ksero do gabinetu żeby mój syn polubił obrazki!!!!!!
- zgodziłyśmy się że w tej chwili najważniejsze jest dla Antosia poszerzenie słownictwa w sposób bierny i nad tym przede wszystkim będziemy pracować. Jeśli przy okazji pojawią się słowa to będziemy się bardzo cieszyć  ale żadnego manualnego torowania głosek nie będzie. Dyrektywnych metod też. Uffffffffffff, matka odetchnęła z nieopisywalną wręcz ulgą.
Wyścigówa!!!!


Po zajęciach poszliśmy na spacer wieczorową porą. Mały tak słodko cieszył się z lampek i światełek przed Filharmonią. Wprawdzie jedną latarnię chciał zabrać do domu i bardzo był rozczarowany gdy się okazało że to niemożliwe ale generalnie spacer był bardzo udany. Tylko pod koniec nóżki już Antosiowi zaczynały się plątać ze zmęczenia, było przecież po godzinie 19 a zwykle o tej porze Antoś jest już piżamowcem.
Co było robić  wezwałam taksówkę. Gdy podjeżdżaliśmy pod blok wymęczony już strasznie Antoś z uśmiechem na twarzy powiedział " dooom". No dom syneczku, kołderka, piżamka i kolacja- Twoje ulubione punkty wieczoru.

I znów czuję że wygraliśmy z totka. Znów- jakimś cudem- trafiliśmy na kolejnego wspaniałego fachowca, który nie tylko zna się na swojej pracy ale ma też duże serducho, mnóstwo pasji i ogrom cierpliwości. I do tego wichra narwanego- Antosia i do jego przemądrzałej matki.
A tak po ludzku p. Ania to bardzo, bardzo sympatyczna kobieta.
A więc... Do mowy gotowi! Start!!!!

Następne zajęcia we wtorek.


P.s. Zdjęć z gabinetu logopedycznego nie będzie. Matka tak była zestresowana potencjalnym stresem syna w pomieszczeniach medycznych że w ogóle zapomniała że ma telefon, aparat...i wielu innych rzeczy też zapomniała. Ale kiedyś się poprawi:)


4 komentarze:

  1. Kurcze, jak ja Wam zazdroszczę tych wspaniałych terapeutów, ja jak na razie na takie osoby nie trafiłam, wszędzie tylko sama behawiorka, co ogólnie młodemu na razie wychodzi na dobre, ale nie powiem, chciałabym spróbować czegoś innego

    OdpowiedzUsuń
  2. Szukaj...tam musi byc jakaś cywilizacja!!! Ja pradoksalnie największe wsparcie- prócz Prodeste- znalazłam w fundacji która formalnie zajmuje się dziećmi z porażeniem mózgowym. Ja behawiorke traktuje jako zło konieczne, byc moze przyjdzie taki etap w ktorym bedziemy musieli i tego sprobowac, ale na razie chciałabym dać szansę naturalnemu potencjałowi i charakterowi Antosia. A może gdzieś w poblizu jest sensowna poradnia do ktorej mozna by dojezdzac na co miesieczne konsultacje jak do Prodeste?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...