wtorek, 29 stycznia 2013

Conan Niszczyciel powrócił

Może jeszcze nie w pełnej, oszałamiającej postaci fizycznej, bo chude to to i patyczakowe. Ale zdecydowanie w formie niszczycielskiej:)

Niech Was nie zmyli mój wygląd aniołeczka- ja już mam plan!!!


Kiedy Antoś miał 9 miesięcy wybraliśmy się do znajomych. Adrian i Magda spodziewali się dziecka więc wizyta wszędobylskiego i mobilnego na czworakach bajtla była dla nich ciekawym doświadczeniem.
Wraz z przemieszczaniem się Antosia Magda czyniła kolejne notatki w stylu: schować kabel od lodówki, zabezpieczyć gniazdko w pokoju, przenieść książki piętro wyżej.
Adrian nie chciał brać udziału w tych zajęciach doświadczalnych i po męsku rozsiadł się z laptopem na kanapie.
Zdarzyłam rzucić że to nie jest najlepszy pomysł i żeby schował laptopa bo nie mam forsy na odkupowanie.
Adrian popatrzył na mnie zdumionymi oczami:
- a co takie małe rączki mogą zrobić laptopowi? poza tym on się nie wgramoli na kanapę, nie ma szans

No i to był poważny błąd strategiczny. Nie wiadomo czemu Antoś urodził się z oprogramowaniem wzbogaconym o wewnętrzny GPS, bezbłędnie wyczuwa uruchomiony sprzęt multimedialny w nanosekundy się przy nim znajduje, często pokonując bariery architektoniczne nie do pokonania.

Więc sekundę po zapewnieniach Adriana jego laptop został pozbawiony trzech klawiszy, z czego jednego bardzo skutecznie...

Wersja ruchoma- made by Antoni


Kiedy nieopatrznie ciemną a pracowitą nocą zostawiłam komputer na stole, rano( o ile 4 rano to ranek!!!) obudziło nas solidne ŁUBUDU. Laptop uczył się fruwać  Nauka nie poszła w las- mimo że minęło kilka miesięcy nadal komputerek ma części ruchome



Gdy lojalnie uprzedziłam koleżankę by schowała telefon do torby, bo w zasięgu rączek Antosia nie jest on bezpieczny...znów zostałam zbagatelizowana. Niestety chwilę później pływający I-phone 3 w herbacie nie chciał się za cholerę zbagatelizować!!!

Jeśli Antosia nie ma w zasięgu wzroku na minutę i nie słychać lamentów...wiedz że coś się dzieje. I straty będą nieodwracalne.
Nie pojmuję dlaczego ale Antoś poznaje świat poprzez rzut, najlepiej żeby to był rzut z mocnym hałasem. Każdy nowo poznany przedmiot Antoś musi cisnąc o ścianę lub podłogę, jeśli jakimś cudem się nie rozwali- przeszedł test na nową zabawkę Antosia i można przejść do detali przedmiotu. Młody doskonale wie że tak nie wolno, dlatego rzuca z partyzanta, a przyłapany na gorącym uczynku puszcza uśmiech nr 36 a jego chochliki w oczach rozglądają się za kolejną ofiarą. Załatwił mi 3 telefony, bezbłędnie i celnie rzucił drewnianym młotkiem z Ikei w telewizor, codziennie kombinuje jak zrzucić mikrofalówkę.

Proszę mi podać ten ekspres, poprawię mu tylko parametry:)

Lista strat jest dłuższa niż expose premiera Tuska więc uwierzcie, ksywka Conan Niszczyciel została w naszym domu nadana Antosiowi zasłużenie.

Wszyscy już wiedzą o zapędach Antosia. Tam gdzie pojawia się Antoś tam następuje błyskawiczne oczyszczanie pomieszczeń. Żadna perfekcyjna Pani Domu nie pochowa tak szybko laptopa, telefonu, aparatu i kabli w ułamek sekundy.

Ale dziś właśnie Tatkowi coś odbiło. Dziś- kompletnie nie wiadomo czemu- postanowił był twórczy i kreatywny. Wygrzebał z jakiejś siaty czołg na baterie i postanowił się z synkiem pobawić.
Ja wiem , Tato w sumie to też taki dzieciak- tylko ciut wyrośnięty i po prostu sam się chciał poszaleć czołgiem. A do czołgów i innych militariów słabość mamy ogromną. Ale czemu na posępnego Zeusa z Antosiem???????

Zabawa była przednia. Antoniusz bardzo szczęśliwy. Nagle- pstryk! Nagle - mig! W Antosiu włączył się Conan. 15 minut później Tatko miał minę jak rasowy dwulatek któremu ktoś zajumał lizaka, zaś czołg rozczłonkował się bardzo i jakoś baterie już nie stykały.
Tatko rzucił fochem, mrucząc pod nosem że czasy ołowianych żołnierzyków- jak widać- nie były takie złe...
A Antonim zaś uruchomił się tryb : zgliszcza i chodził do domu z miną szelmowską.

Co by tu jeszcze spsocić?
Nie wiem co powiemy Hani jak powróci z wojaży u dziadków. Jej super wypasiona kolejka elektryczna nie jest już super. Po prawdzie nie jest już też kolejką tylko zlepkiem plastiku, metalu i kabelków.

Próbowałam odwrócić pasję Antulka na inne tory, proponowałam rysowanie, ale zjadł kredki. Podczas kąpieli dałam kredki do malowania w wodzie po tym jak utopił auto. Pech chciał że kredki były wypasione, z regulacją wysuwanego rysika. Nie ma więc ani kredek ani regulacji, mały majsterkowicz rozłożył w trymiga na czynniki pierwsze.

Tatko teraz klei zderzak od ukochanego autka Antulka a ja się cieszę!!!
Bo skoro Szkodnik szkodnikuje to znaczy że Antoś wraca do siebie, zdrowieje!!!!
I znowu nasze życie wróci na normalne obroty, tak koło 60 na minutę:)
Święty czas!!! Bo nudno już było i jakoś tak zupełnie nienormalnie...


Głosowanie trwa do czwartku do godz. 12, pamiętacie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad. Razem przecież raźniej...